Zakrwawiona, przerażona i drżąca. Była blada, a na jej twarzy ujrzałam siniaki, włosy stanowiły jeden wielki kołtun, a biała sukienka ociekała brudną wodą. Odruchowo chciałam dotknąć swojego ubrania.
Dotknąć jej. Pocieszyć. Nie mogłam się jednak ruszyć!
Córka Magdy, Klaudia, zaginęła piętnaście lat temu, jako nastoletnia dziewczyna. Odtąd Magda pogrąża się w marazmie i stagnacji, całe swoje życie podporządkowując czekaniu aż jej dziecko się odnajdzie.
Wszystko zmienia się, kiedy kobieta dowiaduje się, że Klaudia była widziana. Zdesperowana matka zaczyna w tajemnicy przed mężem, z którym łączy ją skomplikowana relacja, prowadzić śledztwo, by odnaleźć córkę. Pomaga jej w tym dziennikarz zajmujący się tą sprawą przed laty. Jednak sekrety dotyczące zaginięcia nastolatki, które wychodzą na jaw, przyprawiają o dreszcze i czynią tę zagadkę jeszcze bardziej zawiłą.
Nie wiem od czego mam zacząć. Jak opisać to, co czułam podczas czytania tej książki. Nie zastanawiałam się długo nad kupnem, skuszona opisem, polską autorką i ulubionym motywem jakim jest zaginięcie. Opinie przestały być głównym wyznacznikiem, chociaż też z ciekawości na nie zerkam.
Z opisu wynika, że córka Magdy zniknęła piętnaście lat temu. Przez ten cały czas główna bohaterka tkwiła w oknie. Tak, dobrze czytacie. Okno i wyczekiwanie. Życie życiem sąsiadów. Brak własnego cyklu dnia. Mąż już dawno wrócił do codzienności i to właśnie przeszkadza naszej głównej bohaterce. Nie rozumie, jak jemu się udało. Zaczyna zbierać się w sobie, w myśl zasadzie dobra od jutra zacznę. No i zaczęła.. ale martwić się tym, czy jej mąż nie zdradza. Przez kilkanaście lat przez myśl jej to nie przeszło. To w końcu wraca do walki o siebie czy o małżeństwo? Zacznijmy od siebie, a potem układajmy sobie życie z drugą połową. Nie rozmawiałaś z koleżanką od x lat? Nie szkodzi, zadzwoń i zamiast zapytać co u niej słychać i zaprosić ją na kawę, to poproś żeby śledziła Twojego męża. A gdy ona Ci to wypomina, to zignoruj. Słyszysz, że sąsiadka zapłakana kłóci się z mężem? Nie ma problemu, zapukaj, bo przecież potrzebujesz podwózki. A jak się później okazuje do bliskiego miejsca. No naprawdę, nie mogłam wytrzymać przy postępowaniu głównej bohaterki. Gdyby to był horror, to z pewnością dostałaby rolę głupiutkiej blondynki, która ginie jako pierwsza.
Znowu miałam flashbacki z poprzednich nieudanych thrillerów, irytująca i bojąca się własnego cienia bohaterka rozpoczyna własne śledztwo by odkryć prawdę. Nie kupuję tego. Chyba za dużo thrillerów już przerobiłam. Prawda, która wyszła na jaw doprowadziła mnie w sumie do… niczego. Po zakończeniu dostałam ciarek, ale od zażenowania. Nie mój cyrk, nie mój vibe, historia do mnie kompletnie nie trafia.
Po prostu raczej średnia. Wybory głównej bohaterki wydawały mi się trochę dziwne i mało ostrożne jak na dorosłą kobietę po 40-stce, nawet biorąc pod uwagę ciężką i skomplikowaną kondycję psychiczną. Kiedy już się tak naraża, to czemu wielokrotnie nie wykorzystuje w pełni tej szansy, tylko np. traci czas na mniej ważne dla jej sytuacji pytania niż konkretnie o swoją córkę? Rozumiem mało czasu, stres i emocje, ale podczas rozmowy z Szymonem zdawała się bardziej skupiać na drugiej zaginionej dziewczynie i jego relacji z nią, niż na własnej córce, a przecież druga taka sytuacja by dowiedzieć się czegoś więcej o Klaudii mogła się nie nadarzyć. Dodatkowo nie rozumiem czemu kobieta, która przez piętnaście lat nie miała żadnych podejrzeń co do swojego męża, zupełnie nagle przerywając swoje utrzymywanie się przy życiu, które przypominało bardziej mgłę niż życie, zaczyna mieć co do niego wątpliwości. Nawet kiedy nie miała jeszcze żadnych przesłanek, które mogłyby świadczyć o fałszywości Marka, bez wahania postanowiła nie informować go, że ich córka była widziana przez policję. Wydaje mi się, że mąż byłby pierwszą osobą, której by powiedziała ? Jako jedyny wciąż trwał przy niej i przez te 15 lat nic nie skłaniało jej do zmian. Magda była kobietą, która cierpiała psychicznie, mówiła że umierała w środku, czując się niezrozumiana przez nikogo, a tu tak nagle ni stąd ni zowąd całkowita metamorfoza ? Wcześniej nie jest w stanie ugotować obiadu czy wyjść z domu, ale postanawia całkiem sama w tajemnicy przed wszystkimi szukać córki, ale zanim to jeszcze skupić się na przekonaniu (nota bene wynikającym zupełnie z niczego), że mąż na pewno ją zdradza?
Bohaterkę cechuje bardzo mała uważności i popełnianie takich głupich błędów, jak kiedy nie chciała ujawnić, że była na spotkaniu z dziennikarzem i powiedziała mężowi, że 'była kupić sukienkę z koleżanką'. Miała do wyboru przecież wiele innych wymówek, jak po prostu zwykłe 'bylam na kawie z koleżanką'. Po co robić sobie dodatkowy problem, skoro wie, że mąż w takim wypadku będzie oczekiwał, ze na wyjście założy nową sukienkę, której przecież tak naprawdę nie ma ? A skoro już wymyśliła tak niefortunne kłamstwo, to przecież jeszcze będąc w samochodzie mogła powiedzieć Klarze, żeby podjechały do sklepu albo żeby ta od razu pożyczyła jej jakąś sukienkę, bo 'palnęła gafę z tym kłamstwem'. I tyle.
Jak już jesteśmy przy wątku Klary, to zadam sobie takie pytanie: kto słysząc burzliwą kłótnię nowo poznanych sąsiadów nie wycofuje się z wizyty, tylko dalej prosi o coś sąsiadkę zamiast nie wiem, zamówić taksówkę ? A kiedy Klara dzwoni do niej z płaczem, że jej chłopak jest przemocowy, dlaczego nie poinformuje policji? Nie zgłosi tego komuś ? Nie. Zamiast tego rozważa włamanie się do domu sąsiadów. 40-sto letnia kobieta.
Ciężko mi jednak oceniać działania bohaterki tylko jako czarne lub białe, bo przy tym niefortunnym szukaniu córki i śledztwie męża rzeczywiście dużą rolę odgrywa psychika człowieka, który zderzył się ze strasznymi przeżyciami i ogromną stratą, więc z takim bagażem może reagować inaczej czy mało racjonalnie na dane sytuacje. Może rzeczywiście miała już dość takiej bezradnej egzystencji i te wszystkie skumulowane przez lata emocje pchnęły ją do działania, często pochopnego i łapania się wszystkiego co się da. Możliwe, nie mnie to oceniać.
Z miłości można robić wiele rzeczy, nawet tych najgłupszych, ale jakoś tak nie potrafię zrozumieć zachowania Marka, który jako dorosły człowiek stwierdza, że jedynym co pomoże jego żonie, która popełniła morderstwo - świadomie czy przez przypadek - będzie sfingowanie zaginięcia córki, która była największą miłością Magdy, nawet mimo problemów, które sprawiała.
Coś co podobało mi się to kwestia wyparcia pewnych wspomnień i faktów przez Magdę, żeby radzić sobie jakoś z tym wszystkim psychicznie. To jak idealizowała przez te wszystkie lata córkę i jak rzeczywiście zawiodła się widząc ją po latach i dowiadując się, że jest człowiekiem, który popełnił mnóstwo błędów. Ciekawie było widzieć, jak matka nie wie czy rzeczywiście kocha w pełni tą prawdziwą córkę czy jedynie wyobrażenie o niej. To zdecydowanie na plus. Szkoda, że ten wątek nie był bardziej rozwinięty i nie widzieliśmy zmagań matki z takimi myślami.
Zakończenie? hmm chyba również nie mam do niego jakichś szczególnych uczuć. Tak jak jedna z czytelniczek napisała w swojej opinii na goodreadsie: zakończenie nie doprowadziło finalnie w sumie do niczego.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Magda po 15 latach od zaginięcia swojej córki wciąż czeka na jej powrót. Kobieta żyje w marazmie obok swojego męża, a każdy jej dzień wygląda tak samo. Wiadomość, że ktoś rozpoznał jej córkę podczas kradzieży torebki napędza ją do działania. Magda zaczyna rozgrzebywać na nowo stare sprawy, a jej wspomnienia okazują się zgoła odmienne od tego co odkrywa.
Główna bohaterka jest niezmiernie irytująca, właściwie cały jej charakter toczy sie wokół córki. To nawet nie tak, że ona rozpacza po śmierci dziecka, nie, ona odkąd urodziła w pełni poświęciła własną istotę córce. Czy są tacy ludzie? Pewnie tak. Czy dobrze wypadają w thrillerach? W tym na pewno nie. Głupiutka, naiwna, a zarazem wiecznie niezadowolona, zazdrosna i zawistna. Kiedy jej mąż proponuje jej wizytę u psychologa, ona wpada w szał. Rozumiem, że ten konkretny psycholog nadepnął jej na odcisk, ale mogłaby równie dobrze pójść do kogokolwiek, zamiast atakować pazurami, bo ojejku ona jest normalna, a tak w ogóle to spadaj. Oczywiście później zacznie narzekać, że mąż o nią nie dba i na pewno ją zostawi. A tak w ogóle to on ma czelność mieć pracę, aby utrzymać jej leniwy tyłek. No masakra, nie mężczyzna. Rozumiecie? Jej się nie da polubić. Jeszcze ta próba wytłumaczenia tego... Serio? Tak, matka jej nie kochała i teraz ona jest skrajnie niepewna siebie, więc ciągle ma problemy. Świetne, PO PROSTU ŚWIETNE. Oczywiście jej mąż ma swoje za uszami... Właściwie całkiem sporo (zero spoilerów, wink, wink), ale LITOŚCI! Ten sekret sprawił, że tym bardziej nie rozumiem, jakim cudem on ją kochał.
Sama fabuła zaś była najzwyczajniej w świecie nudna. Męczyłam tę książkę kilka miesięcy, a długa nie jest. Dopiero w drugiej połowie coś zaczęło się dziać, ale było to tak absurdalne. No nie, po prostu nie.