Niepopularna opinia: lubię tę książkę. Na początku NAPRAWDĘ chciałam ją odłożyć. Było strasznie nudno, wlokło się (przytłoczył mnie też "starodawny" styl pisania Żeromskiego - mam wydanie z 1990 roku, ale jakoś musiałam sobie radzić). Byłam też pesymistycznie nastawiona do tej książki przez opinie innych. Jednym słowem - NA POCZĄTKU mi się nie podobała.
W tej powieści nie miałam jakiegoś przełomowego momentu WOW, gdzie doszło do mnie, jaka ona jest cudowna i świetna. Doszłam do tego po tym, jak ją już skończyłam i obejrzałam film. Tak, wiem, że dużo wątków się tam nie zgadza, ale dopiero w nim zauważyłam to, czego nie byłam w stanie zobaczyć czytając książkę. Dotarła do mnie waga problemu z jakim musieli mierzyć się uczniowie oraz to, jak cierpieli podczas zwykłej lekcji arytmetyki. Dopiero wtedy zauważyłam jak bardzo wzruszający i smutny jest moment, kiedy Zygier walczy o polskość podczas recytacji "Reduty Ordona", albo podczas spotkań "na górce", kiedy chłopcy zawzięcie dbają o swój patriotyzm, albo kiedy "Figa" sprzeciwia się historykowi. Momentów, które złapały mnie za serce jest masa, ale po prostu brak mi słów, aby opisać to, jak ta książka mnie zachwyciła. Dużo osób może teraz powiedzieć: "Hej, ale przecież Tobie podobał się film, nie książka!" Nie. Film tylko pomógł mi zrozumieć i zobaczyć.
Czytając tę powieść byliśmy świadkami przemiany Borowicza, tego jak dorasta i uświadamia sobie, że nie są ważne nagrody, które otrzyma od inspektora za rozpowszechnianie wszystkiego, co rosyjskie, ale solidarność z Polakami i to, kim się naprawdę poczuwa.
Od łapczywości, uległości, okrucieństwa przez niepewność, wyrzuty sumienia, aż po przyjaźń, miłość, braterstwo i walkę o dumne życie jako Polak w zaledwie 245 stron.
Podsumowując: "Syzyfowe prace" to, według mnie, niesamowita powieść o realiach życia młodych osób w zaborze rosyjskim. O upadkach, upokorzeniach, masie przeszkód i dążeniu do zbudowania nowej, pięknej, WOLNEJ Polski.