Wojciech Mann i Krzysztof Materna w podróży. Opowiadają o przygodach mrożących krew w żyłach, tragicznych i śmiesznych – jednym tchem.
Na przykład o tym, jak zostali potraktowani przez sycylijską mafię, albo o tym, jak otrzymali za przemycone trzy paczki papierosów zawrotną sumę pieniędzy. O psie przyklejonym do podłogi w ramach usług firmy European Decorating, o cłach nałożonych przez nich na holenderskie dywany… Opowiadają tak, że słyszymy absurdalną nutę cyklu Za chwilę dalszy ciąg programu, a także odzywa się w nas nostalgia za czasami, gdy postawienie stopy na pokładzie statku oznaczało otwarcie bram wielkiego świata. Ale PRL-u nie wymazywało z mentalności pasażerów: i płynął „Stefan Batory” w świat, a Polskę w sobie niósł… więc dumał o pokątnym handlu.
Nikogo nie trzeba przekonywać do tego, że obydwaj autorzy potrafią opowiadać. Że rozśmieszają bez specjalnego wysiłku – także nie. Proszę uwierzyć jeszcze w to, że nie od najmłodszych lat byli światowcami. Zostali nimi nie wiadomo dokładnie kiedy, ale na pewno w trakcie przygód opisanych w książce.
Po poprzedniej książce Manna wiedziałem jakiego stylu spodziewać się po nim, ale zastanawiałem się jak będzie się na tym tle prezentował Materna. Niestety, okazało się że pisze podobnie - może specjalnie. Niestety, ponieważ książka RockMann, czyli jak nie zostałem saksofonistą trzymała mnie dzięki ciekawej treści, podczas gdy w tym wypadku tego elementu zabrakło. Zmęczyłem ją do końca tylko dzięki sile woli.
Nie uważam, że książka jest zła - dlatego też tak jej nie oceniam. Po prostu nie przemawia do mnie styl opowiadania, a treść nie ciekawiła mnie na tyle, żeby łatwo mi się było na niej skupić.
Po 'Rockmannie" kolejna pozycja Manna, tym razem w duecie z Materną, czyli nieśmiertelny MdM. Mi się podobało, lubię poczucie humoru obu Panów, poza tym jest mniej absurdalne niż w ich programach. Czyta się łatwo, miło i przyjemnie, w dwa wieczory.
Całkiem przyjemna pozycja na jeden wieczór. Czyta się bardzo sprawnie, można się dowiedzieć paru ciekawych rzeczy, obejrzeć fajne zdjęcia z jeszcze fajniejszymi podpisami :D Lepiej czytało mi się fragmenty, które wyszły spod ręki W. Manna. Zniesmaczyło mnie odrobinę parę zdań w podsumowaniu.. Myślę, że można było sobie darować te niby żarty na temat powodu (pieniądze) dla którego powstała ta książka.
It's a unique collection of very humorous anecdotes from the travels of a well-known, Polish comedy duo. I enjoyed reading it :), partly because I like the style of this double act.
To niezwykły zbiorek bardzo humorystycznych anegdot z podróży znanego, komediowego duetu. Przyjemnie mi się go czytało :), częściowo dlatego, że lubię styl jego Autorów.
Jednak uwaga: jeśli traficie na ten zbiorek, bardzo ostrożnie go otwierajcie. Ja zwykle delikatnie się z książkami obchodzę, a i tak mi się całość w rękach wręcz rozkleiła. Mam nadzieję, że tylko mi się taki marny egzemplarz trafił.
Sięgnęłam po tą książkę po przeczytaniu RockMann, czyli jak nie zostałem saksofonistą, ale nie porwała mnie w ogóle. Nie wiem, jak drukarnia z wydawnictwem to zrobiła, że forma książki przeszkadza w czytaniu. Treść jest za bardzo rozrzucona po stronach. Tylko luźne anegdotki nijak ze sobą powiązane.