What do you think?
Rate this book


320 pages, Paperback
First published September 28, 2022
"Wedle dzisiejszych standardów może być nawet prawie 60 płci. Co mnie osobiście przeraża, bo można się czuć raz mężczyzną, drugiego dnia trochę mniej, a trzeciego kobietą. Przecież większość z nas ma tak przez całe życie, w zależności, co danego dnia robimy i z kim rozmawiamy."
"Oliver, dwudziestoletni transpłciowym mężczyzna: 'Denerwuje mnie, jak ludzie mówią, że nagle wszyscy stali się LGBT. Nie, ty dopiero teraz pierwszy raz ich widzisz, bo dopiero teraz zaczęli mówić na ten temat i stają się widoczni. Przestali się bać.'
Jadwiga, sojuszniczka osób LGBTQ+: 'Bo wreszcie powstało określenie opisujące coś, co zawsze było: niebinarność. I ludzie mogą nazwać to, z czym się utożsamiają. (...)'
Mama Marceli: 'Dawniej ludzie nie wiedzieli, że mogą wybrać jaką mają płeć, więc to, że wiedzą jest rewolucyjne. To jest nowy punk to forma i wyraz buntu, szukają własnego środka ekspresji i to jest charakterystyczne dla ich pokolenia.'
(...)
Nina K., redatkorka strony tranzycja.pl: (…) Osób transpłciowych powinno być tyle, ile osób czuje się dobrze z taką tożsamością.'"
"W tym samym czasie w samochodzie płakało moje dziecko, to które chciałam zabić. Drugie krzyczało empatując z pierwszym, domagając się od mojego próbującego mediować męża, żeby potępił moją transfobiczną postawę. A zaczęło się od tego, że użyłam sformułowania "zmiana płci". W dwudziestym, a nawet na samym początku dwudziestego pierwszego wieku, tak właśnie mówiliśmy o osobach dokonujących tranzycji. Nie tylko licealiści, ale też życzliwi dziennikarze opisujący w reportażach problemy, z jakimi borykają się osoby, które urodziły się w niewłaściwym ciele, a nawet seksuolodzy, psycholodzy, psychiatrzy i chirurdzy wspierający zawodowo osoby transpłciowe. Wszyscy mówiliśmy o zmianie płci. Albo o tym, że ktoś przedtem był mężczyzną, a teraz jest kobietą."
"Było to tak samo naturalne jak recytowanie wiersza o murzynku Bambo, czy po prostu mówienie, że koleżanka poznała na wakacjach we Francji murzyna i właśnie, ku radości najbliższych i naszej zazdrości biorą ślub. Ale język się zmienia. Zmienia się, bo zmienia się nasza wrażliwość, bo słowa o neutralnym zabarwieniu nabierają nowego kontekstu i stają się obelgą. Najlepszym przykładem jest historia słowa "debil", które pierwotnie było określeniem naukowym używanym przez specjalistów do opisania osoby z niepełnosprawnością intelektualną w stopniu lekkim. W ciągu kilkudziesięciu lat musiało zostać usunięte ze słownictwa pedagogów i psychologów, bo zaczęło żyć własnym życiem i jest używane jako obelga, chyba nawet przez przedszkolaki. Podobną przemianę przeszedł kutasik. Cóż z tego, że słowniki wciąż podsuwają synonimy takie jak frędzelek, chwost, skoro nikt z nas nie powiedziałby w Ikei, że szuka poszewki z kutasikami. Za duże ryzyko."
"Bo nie ubędzie nam niczego, jeśli inni dostaną tyle, ile my mamy. Bo tego wymaga przyzwoitość. Bo w gruncie rzeczy to nie dużo kosztuje.
W maju 2020 roku minister edukacji Przemysław Czarnek wypowiedział się wobec oburzającej go sytuacji w siedemdziesiątym piątym liceum ogólnokształcącym imienia Jana Trzeciego Sobieskiego na warszawskim Mokotowie, gdzie na prośbę samorządu szkolnego powstała toaleta dla transpłciowych i niebinarnych uczniów. "Szaleństwo postmodernizmu i neomarksizmu. Tego już za wiele, stop deprawacji młodzieży" -zatweetował Piotr Wojciechowski, prawicowy publicysta.
W jaki sposób toaleta deprawuje licealistów? Tego ani publicysta, ani minister edukacji nie powiedzieli. Być może nie wiedzieli też, ile znaczy powstanie takiej toalety dla osób queer.
Ewelina Negowetti: Transpłciowe dziecko potrafi cały dzień w szkole nie pić, tylko dlatego, żeby nie musieć skorzystać z toalety. Jeśli pozwolimy, żeby w szkole była ogólna dostępna toaleta, będzie mogło jak cis człowiek napić się wody z bidonu, herbaty lub energetyka. I nikogo to nie powinno zdeprawować."
"Interpretacja. Kiedy Emilia Wiśniewska i inni pisali list otwarty do Gazety Wyborczej, ja Joanna, kupowałam i ebooka "Irreversible damage" - "Nieodwracalne szkody" Abigail Shrier. Posiłkując się dipol.com, do tej pory nie ma polskiego wydania książki, przeczytałam go w jedną noc i przypomniałam sobie anegdotę, którą opowiadała nam na socjologii wykładowczyni psychologii społecznej i która w 2015 roku pojawiła się na maturze z języka polskiego. Oto do domu wraca z podróży do Europy, wódz afrykańskiego plemienia. Wszyscy są ciekawi, jak było na innym kontynencie. Wódz mówi, że zasadniczo cała ta Europa niespecjalnie różni się od Afryki, ale jedna rzecz zrobiła na nim wrażenie. Był świadkiem wspaniałego pokazu. Na wielką łąkę zaproszono 11 czarowników z jednego plemienia i 11 z drugiego. Potem pojawił się ubrany na czarno największej czarownik. On trzymał w rękach totem. Gwizdnął. Rzucił totem. Czarownicy ruszyli. I wtedy spadł deszcz. Dla wodza opad deszczu był dowodem niezwykłej skuteczności 23 czarowników, w tym tego najważniejszego z okrągłym skórzanym totemem w ręku. Podobnie jest z Abigail Shrier. Widzi fakty, ale interpretuje je po swojemu. Zgodnie z tym, co zna i w co wierzy. I myli się. Jak wódz, który interpretował mecz piłkarski jako piękny i skuteczny seans przywoływania deszczu. Dlaczego Abigail Shrier się myli? Przede wszystkim dlatego, że popełniła ten sam błąd co dr Lisa Littman - źle dobrała rozmówców. Rozmawiała wyłącznie z rodzicami, którzy nie akceptowali transpłciowości swoich córek i z "nawróconymi" na cispłciowość dziećmi. To właśnie mylenie skutku z przyczyną sprawiło, że przypomniałam sobie afrykańskiego wodza na meczu piłki nożnej. (…)"
"Wiem, że bardzo mu zależy, żeby żyć w zgodzie ze sobą, że to jest dla niego mega ważne. Uznałem, że skoro tak jest, to nie ma znaczenia, że ja teraz tego nie rozumiem. Po prostu się z tym zgodzę."
"Zbyszek: '(…) Mówi się o nadużyciach, ale one przecież istnieją w każdej dziedzinie życia. Nie trzeba ich szukać, szczególnie tu.'
Robert: 'To, że ktoś wejdzie nie do tej szatni, do której powinien, to idiotycznie mały problem w porównaniu z ilością samobójstw osób trans.'"
"Zbyszek: 'Oliver też zawsze był walczący, ale teraz, gdy już jest w procesie, nie musi. Za jakiś czas zdecyduje, albo będzie niebinarny, albo przejdzie tranzycję. Gdy byliśmy młodzi, było się albo punkiem, albo popersem. Określanie się jako punk było nośne, demonstrowało się w ten sposób bunt. Teraz narzędziem do wyrażenia buntu jest niebinarność. Dla mnie to jest ok.'
Robert: 'Ważne, żeby nie lekceważyć, gdy nastolatek mówi, że jest niebinarny. Żeby nie przekonywać, że jeszcze zmieni zdanie, to jest krzywdzące. Trzeba pozwolić, by sam zdecydował. Koleżanka z innej szkoły mówiła, że jakiś czas temu wszystkie dziewczyny z jej klasy deklarowały się jako lesbijki. Później moda się zmieniła i okazało się, że zostały tylko 2, które naprawdę nimi były i że była para, w której tylko jedna dziewczyna była lesbijką. Czy w tym jest coś złego? Przecież człowiek może jednego roku być bi, a drugiego nie, może zmienić zdanie i wcale nie musi chodzić o modę.'
Ania: 'Jedne dzieci się okaleczają inne przestają jeść, jeszcze inne wybierają czy będą lesbijką, gejem, osobą niebinarną. To ostatnie wydaje się najmniej ryzykowne, a budzi najwięcej emocji."
"Zaakceptuj to, kim jest twoje dziecko teraz. Jeśli zmieni zdanie, to zmieni. Będzie kimś innym. Może za rok, za dwa. Szuka siebie, myślę że nie ma w tym nic złego."
"Wszystko, co przynosi człowiekowi ulgę, i nie krzywdzi ani jego, ani innego człowieka, jest na wagę złota. Jeśli umoszczenie się w którejś z szuflad komody słownika płci przynosi ukojenie, czemu z tego nie skorzystać?"
"(…) zgoda na małżeństwo osób tej samej płci niczego nikomu nie odbiera, tylko sprawia, że suma szczęścia na świecie się powiększa."
"Im częściej prezydent Andrzej Duda i minister Przemysław Czarnek mówili, że LGBT to ideologia, a nie ludzie, im częściej proboszczowie przekonywali, że nad Polskę nadciąga tęczowa zaraza, tym chętniej dzieciaki szły do Tigera i za 6 zł z tygodniówki kupowały bawełnianą tęczową torbę na zakupy. Torbę symbol oporu wobec władzy, torbę będącą odpowiednikiem opornika, czyli rezystora - elementu obwodu elektrycznego, malutkiego metalowego walca na druciku, który był noszony jako broszka i ze względu na swoją nazwę był w latach osiemdziesiątych symbolem opozycji politycznej. Dokładnie tak jak tęczowa torba, którą Katarzyna Augustynek, aktywistka polityczna, znana jako babcia Kasia okładała policjantów podczas protestów.
Nie wszystkie dzieci, które noszą tęczowe torby, a noszą je tysiące, są osobami LGBTQ+. Ale nikt w Polsce Dudy i Czarnka nie nosi takiej torby bez powodu. Oczywiście, część dzieciaków wybiera tęczę, bo wybrali ją inni. Bo jest popularna. Modna, przynajmniej w dużych miastach. Ale znaczna część traktuje ją jak opornik, grzeczny sposób na pokazanie „fuck off” władzy odczłowieczającej ich przyjaciół i znajomych. To sygnał tak jasny, jak tęczowe flagi wywieszane w oknach mieszkań, jak nakładki na zdjęcia profilowe na Facebooku. To prosty przekaz: nie słuchaj ich, bądź sobą. Przy mnie możesz."
"(...) no i w tamtych czasach nie było Netflixa, który moim zdaniem zrobił robotę, jeśli chodzi o świadomość młodych ludzi, znam się na tym, bo zawodowo obserwuję branżę. Netflix ma bogatą ofertę dla młodzieży queerowej, co tydzień nowy sezon serialu albo film. Ale zmiana nie wynika z tego, że młodzi oglądają Netflixa tylko na odwrót. On reaguje na potrzeby. Seriale zawsze były świadectwem czasów. Wręcz je wyprzedzały jeśli idzie o zmiany obyczajowe. Weźmy na przykład postać Stevena z "Dynastii", ikonę kultury gejowskiej. Wtedy, oglądając "Dynastię", nie dyskutowaliśmy na ten temat. Dziś taka rozmowa jest możliwa również dzięki internetowi."
"A teraz nastolatki nie muszą szukać tematu, bo on dla nich istnieje w przestrzeni publicznej, więc mają świadomość, że jest coś takiego jak transpłciowość. Kiedy zaczynają się zastanawiać nad własną tożsamością, nie muszą czekać, aż ktoś im podsunie trop. To trochę jak z różnymi zaburzeniami. Nie jest tak, że jesteś leniwa, tylko masz przewlekłe zmęczenie. Nie jesteś nie inteligentna, tylko masz ADHD i trudności z koncentracją. Ludzie już nie muszą myśleć, że są sami, że są jacyś dziwni, coś z nimi jest nie tak, tylko że są różne kierunki, w których można pójść szukając informacji. A dzięki internetowi są one na wyciągnięcie ręki."
"Bo przecież spektrum jest szerokie. Można być osobą trans, ale nie potrzebować tranzycji. Można być osobą niebinarną. Można nie wiedzieć, kim się jest, i szukać. Można być chłopakiem, ale sięgać po atrybuty kobiecości, na przykład makijaż i malowanie paznokci – dość popularne u nastolatków. Można nie wiedzieć, kim się jest, i czerpać z atrybutów obu płci. Można jednego dnia mówić o sobie ona, a drugiego ono, a jeszcze innego dnia - on. Można używać wszystkich zaimków naraz. Można mieć różne orientacje seksualne, być gejem, lesbijką, demi, bi itd.
Sam fakt, że tyle osób otwarcie poszukuje, oznacza, że coś się musiało zmienić."
"Nie uważam, że ze światem stanie się coś złego, jeśli uszanuję prośbę nastolatka, by mówić do niego 'ono'".