Jump to ratings and reviews
Rate this book

Elfy Londynu

Rate this book
Współczesny Londyn, w którym elfy i ludzie żyją wspólnie, na podobnych zasadach. Stare, potężne elfickie rody niegdyś prowadziły ze sobą wojny, po których nastąpiły stulecia względnego spokoju. Jednak rany nie zabliźniają się łatwo, a w ostatnich czasach zdają się wręcz zaogniać. Rośnie też i umacnia się grupa radykalnych głosicieli wyższości rasowej elfów nad ludźmi.

Młoda elfka Arianrhod infiltruje organizację terrorystyczną, szukając osobistej zemsty. Tymczasem miasto staje się areną zakulisowych starć zwaśnionej elfickiej arystokracji. Arianrhod niechcący trafia w sam środek przygotowań wojennych.

Elfy Londynu to wielowątkowa opowieść o konfliktach rasowych, o ambicjach i życiu zdeterminowanym rodowymi powinnościami. Marta Dziok-Kaczyńska we współczesnej i ikonicznej przestrzeni stworzyła całkiem nowe uniwersum, które totalnie Was pochłonie!

400 pages, Paperback

First published March 8, 2023

26 people are currently reading
326 people want to read

About the author

Marta Dziok-Kaczyńska

4 books16 followers

Ratings & Reviews

What do you think?
Rate this book

Friends & Following

Create a free account to discover what your friends think of this book!

Community Reviews

5 stars
19 (6%)
4 stars
79 (25%)
3 stars
97 (31%)
2 stars
75 (24%)
1 star
40 (12%)
Displaying 1 - 30 of 83 reviews
Profile Image for Anna.
238 reviews165 followers
March 8, 2023
Dobry debiut urban fantasy z ciekawą polityczno-dworską intrygą we współczesnym Londynie.

Jeśli spodziewacie się po "Elfach Londynu" typowego fantasy z magią, przepowiedniami i wyjątkową bohaterką, która musi uratować świat - nie tędy droga. Książka Marty Dziok-Kaczyńskiej to przede wszystkim urban fantasy z naciskiem na "urban". Londyn i brytyjskie społeczeństwo - ukazane przez pryzmat długowiecznych elfów i ich złożonych koneksji, koligacji i konfliktów - jest tutaj clou historii. Próżno szukać tu czarów i przeznaczonych "wybrańców" - zamiast tego mamy polityczne podchody, elfią organizację terrorystyczną, dworskie manipulacje i osobiste animozje. Widać w tym zarówno wykształcenie autorki - skupione wokół kultury dworskiej - jak i jej osobiste zamiłowania związane z życiem w Wielkiej Brytanii oraz nostalgią wobec wyniosłych elfów Andrzej Sapkowskiego.

Na pewno warto podkreślić, że więcej tu współczesności niż stricte fantastyki. Niemniej mariaż wymienionych wyżej zamiłowań wychodzi autorce zręcznie. Choć rzeczywiście, tak jak przy innych dziełach fantasy, chwilę może zająć nam połapanie się w "who's who". Na szczęście książka zawiera pomocne (choć niekompletne) drzewa genealogiczne co ważniejszych postaci. Brakowało mi tylko mapki Anglii, z zaznaczonymi strefami wpływów poszczególnych elfich rodów--a także rozpiski ich rodowych kolorów i symboli. Nic nie poradzę, że jestem wzrokowcem :D

Nieco umysłowego wysiłku wymaga również śledzenie fabuły i kilku rozgrywających się jednocześnie wątków, w które nie zostajemy wprowadzeni linearnie. Osobiście takie podejście mi pasuje, bo nie prowadzi do "info-dumpingu" - czytelnik dostaje okruszki informacji, które na własną rękę musi złożyć w sensowną całość i z biegiem czasu (i akcji) szukać potwierdzenia dla swoich teorii. To naprawdę miłe, że autorka ufa w inteligencję swoich czytelników i wymaga od nich pewnego myślowego wysiłku. Ja wykonałam go z przyjemnością i odczułam niemałą satysfakcją, gdy niektóre moje podejrzenia okazały się prawdą.

Ogromną zaletą książki są potoczyście napisane dialogi, które czyta się z prawdziwą przyjemnością. Autorka ma smykałkę do pisania tak, jak "ludzie mówią", co wcale nie jest oczywistym talentem.
Kolejną zaletą są postaci - wyraziste i różnorodne, a przy tym obdarzone dość chyba powszechną wśród elfów uszczypliwością i wyniosłością. Na faworytów wybijają się Arianrhod, czyli główna bohaterka, dwóch związanych z nią (nie tylko służbowo) mężczyzn - Sheridan i Evenden, oraz nestorka rodu Arundel, Rhiannon. Przy czym moim osobistym ulubieńcem pozostaje Niall Belais, który jest cynamonową bułą i jedynym elfem w tej książce, który zasługuje na bezwarunkowe przytulenie. Warto też wspomnieć, że wątek romansowy powoli rozgrywający się w książce jest nienachalny i odpowiednio nasycony energią „will they/won’t they”. Sama na pewno bardzo tej parze kibicuję.

Udało się też autorce to, że antagoniści są równie ciekawi jak "pozytywni" bohaterowie. Ich knowania z pewnością są niecne, ale przy tym wielowymiarowe, często podszyte nie tylko ideologią, ale też osobistymi pobudkami. Nasi "bohaterowie" także nie działają dla czystej i chlubnej idei - w książce rozgrywa się wiele osobistych zaszłości, nierozwiązanych spraw czy skomplikowanych relacji osobistych. Zagłębiałam się w nie z naprawdę dużym zaangażowaniem.

Książka ma pewne - minimalne z mojego punktu widzenia - wady. Nie jest to historia pełna zwrotów akcji i szalonego tempa. Bliżej "Elfom Londynu" do szpiegowskich thrillerów w stylu Johna le Carré niż akcyjniaków z Jamesem Bondem. Co prawda ostatnie 100 stron zwiększa tempo i napięcie, ale jednak przez większość powieści jesteśmy po prostu świadkami prywatnych rozmów i zakulisowych przepychanek całego wachlarza postaci. Przy czym fakt, że rozdziały składają się z krótszych lub dłuższych winietek z różnych punktów widzenia - a także przeskoków w czasie - sprawia, że (moim zdaniem) czyta się to wszystko szybko i bez poczucia dłużyzn. Przy czym wspomniane skoki czasu w miarę łatwo śledzić, gdy dotyczą przeszłości, ale brakowało mi wyraźniej zaznaczonych informacji na temat upływu czasu w teraźniejszości. To prawda, że w trakcie fabuły padają pewne wskazówki co do upływu czasu - podana data ślubu, wzmianka o jakiejś porze roku lub mijaniu kilku tygodni czy miesięcy - ale bez wyraźnie wytłuszczonych "nagłówków" mam wrażenie, że takie informacje się gubią.

Na koniec moim małym osobistym czepialstwem jest fakt, że Evenden cierpi trochę na syndrom głównego bohatera. Innymi słowy, jest superkompetentny, sprytny, domyślny i przewidujący... do momentu, kiedy nie jest, bo imperatyw fabularny tak nakazuje. Było mnóstwo scen, w których bohater ten domyślał się czegoś przy minimum dostępnych informacji lub zauważał coś w kluczowym momencie. Jasne, jest wyszkolonym agentem wywiadu, byłym dworzaninem i bardzo inteligentnym elfem z kilkudziesięcioletnim doświadczeniem, ale... No nie wiem. Czasem roztaczał aurę "too good to be true". Ale i tak niezmiernie tę postać lubię :3

Podsumowując: „Elfy Londynu” to naprawdę fajna lektura dla miłośników urban fantasy z wartkimi dialogami i polityczną intrygą. Z przyjemnością będę czekać na kolejny tom!
Profile Image for Natalia || podrozeksiazkowe.
165 reviews14 followers
March 5, 2023
Ta książka była dziwna. Mamy tutaj elfy, które żyją pośród ludzi, konkretnie w roku 2016.
¾ książki zajęło mi zrozumienie kto jest kim. Ja wiem, że większości książek elfy mają dziwne, długie imiona ale tutaj odniosłam wrażenie, że było jeszcze gorzej niż zwykle. Musiałam non stop wracać do drzewa genealogicznego i sprawdzać kto jest kim. Zdecydowanie było to bardzo zniechęcającą czynnością, przez co czytanie szło mi po prostu opornie.
Podobnie z informacjami, które są tutaj podane – dużo, dużo za dużo na raz. Szczególnie na początku samej książki.
No i jeszcze coś, co okropnie rozpraszało – czyli przeskoki w czasie. Gubiłam się niejednokrotnie kto mówi, kiedy mówi, z kim mówi i dlaczego.
Poza tym była to naprawdę przyjemna lektura, szybko się ją czytało. Każdy z bohaterów jest bardzo wyrazisty, ma indywidualny, mocny charakter i nie da sobie w kaszę dmuchać.
Cała historia opiera się w głównej mierze na elfickich konfliktach pomiędzy rodami. Spodziewaj się tutaj nawiązań do organizacji terrorystycznej, co akurat moim ulubionym wątkiem nie było.
Ale, ale! Jeśli chodzi o wątek romantyczny to był naprawdę przystępny i ogromnie kibicowałam temu związkowi! I zdecydowanie była to jedna z lepszych kwestii poruszonych w tej książce.

Powiem tak, jeśli lubisz elfy, wątki związane z polityką, kłótniami, intrygami, czy terrorem to znajdziesz w „Elfach Londynu” pozycję dla siebie. Jeśli natomiast oczekujesz, że znajdziesz tutaj masę wątków fantastycznych, to muszę Cię zmartwić. Poza długo żyjącymi elfami to więcej nie było. Zdecydowanie przypasowałabym tę książkę do innej kategorii literackiej.
Profile Image for Monika.
68 reviews20 followers
March 22, 2023
Wystawiam tyle gwiazdek, ile rozdziałów przeczytałam, a odrzuciło mnie już po pierwszym. Odczuwam jednak przemożną potrzebę podzielenia się ze światem moimi odczuciami, których po tak krótkim fragmencie nagromadziło mi się zaskakująco wiele. Wiecie, czasami to jest przypadek „it’s not the book, it’s me”. Nie tym razem. This time it’s the book.

Zacznijmy od tego, że czekałam na tę książkę. Bardzo lubię czytać bloga autorki i lubię styl, jakim się tam posługuje. Obserwowałam cały proces przygotowań do premiery, rzucałam okiem na przedpremierowe recenzje, naprawdę byłam podjarana i gratulowałam autorce spełnienia marzeń. Kusiło mnie, aby zamówić książkę w przedsprzedaży, ale jako że staram się ogarniczać liczbę posiadanych w papierze książek, stwierdziłam, że poczekam na ebooka, przeczytam darmowy fragment i dopiero wtedy zdecyduję się na zakup pełnej wersji ebooka.

Uważam, że książki są jak dania w restauracji. Idziemy, siadamy, czytamy menu i wybieramy najbardziej dla nas smakowitą potrawę. Potem czekamy z utęsknieniem, aż ujrzymy kelnera zmierzającego ku naszemu stolikowi. I wtem... rozczarowanie. Dostajemy coś, co w ogóle nie brzmi jak w opisie dania. Podwiędły liść kapusty w panierce zamiast kotleta schabowego, przypalone na czarno ziemniaki. Może na początku bierzemy widelec i zjadamy dwa kęsy – bo może ja się nie znam, może tak to miało wyglądać – ale potem stwierdzamy, że zaszła tu jakaś pomyłka i wołamy kelnera. Nie brniemy w jedzenie potrawy, rozpaczliwie trzymając się nadziei, że po iluś kęsach będzie lepiej. Nie, wołamy kelnera i składamy reklamację. Bo może i są tacy, co lubią przypalone ziemniaki, ale większość ludzi będzie w stanie obiektywnie stwierdzić, że danie zostało przygotowane w sposób niewłaściwy.

I tak jest też z książkami. Biorąc do ręki wytwór czyjejś wyobraźni, zawieramy niejako umowę z autorem/ką – on/a obiecuje, że dostarczy nam to, co obiecuje opis na tylnej stronie okładki (oczywiście mniej więcej, bo trzeba brać pod uwagę chwyty marketingowe wydawcy), a my w zamian za to poświęcamy nasz czas i pieniądze. I jeśli mamy szacunek do obu tych rzeczy, nie będziemy brnąć w książkę, która po pierwszych paru kęsach (zdaniach, stronach, pierwszym rozdziale) okazuje się czymś zupełnie innym niż nam obiecywano. W końcu dostępne na rynku książkowe menu jest zbyt obszerne, byśmy jedli coś, od czego nabawimy się niestrawności.

Koniec z tą przydługą metaforą, przejdźmy do konkretów.

W aplikacji Empik Go, gdy mamy otwarty darmowy fragment książki i chcemy wyświetlić menu, u góry wyświetla się nazwa „Elfy Albionu”. Takie małe niedopatrzenie – ze strony wydawcy, aplikacji, nie wiem czyjego. Ale z tego, co mi wiadomo, tak brzmiał pierwotny tytuł draftu autorki. Byłoby miło, gdyby trzymano się tytułu oficjalnego.

Spis treści obiecuje nam 29 rozdziałów. Jak na 400 stronicową książkę w sam raz, nie za dużo, nie za mało. Jednak jest to pewne oszustwo – bo już pierwszy rozdział podzielony jest na 10 krótkich scenek, które łączy ze sobą chyba tylko to, że zostały akurat przypadkowo zgrupowane razem. Jeśli pozostałe 28 rozdziałów zbudowanych jest w podobny sposób (a tego nie wiem i nie mam jak sprawdzić) – zakładając 10 scenek na każdy rozdział, mamy 290 rozdzialików w 400 stronach książki. 1,37 strony na rozdział. Spis treści składający się z niemal 300 rozdziałów, poszatkowany jak kapusta, wyglądałby co najmniej dziwnie, prawda?

Potem mamy drzwo genealogiczne i spis jakiejś dwudziestki bohaterów. Pewnie niektórzy pomyślą „o, pomocne!”, ale ja uważam, że po skończeniu dobrze napisanej książki to czytelnik powinien potrafić rozrysować sobie takie drzewo genealogiczne. To czytelnik powinien móc spisać występujące w książce postaci i określić, kim były. Bo powinny one być wprowadzone stopniowo i zrozumiale dla czytelnika, w trakcie lektury, a nie podane na tacy zanim w ogóle zapoznał się z pierwszą stroną książki. Takie rozwiązanie jest dla mnie ultra leniwe, bo niejako pokazuje, że autorka/wydawca są świadomi wad książki, jej chaosu i zasypywania czytelnika milionem postaci i nazw własnych na raz, ale zamiast rozwiązać ten problem, pracując nad treścią książki, wolą wrzucić takie drzewko. O, i problem z głowy. Czy czytelnik się w tym odnajdzie, to już nie nasza sprawa, myśmy swoje odbębnili!

Naliczyłam co najmniej 5 bohaterów, których imiona zaczynają się na literę A plus nazwa rodu na A. Nie chce mi się liczyć pozostałych, ale wystarczy wiedzieć, że wszystkie brzmią podobnie, wykwintnie i mają dużo samogłosek. Koszmar dla wzrokowca, dla osoby z dysleksją pewnie też, gdy wszystkie imiona się ze sobą zlewają. A tyle mamy liter w alfabecie...

Gdzieś czytałam, że autorka zaczynała od pisania wiedźmińskich fanfików. I niestety na tym poziomie pozostał jej styl. W tym, co przeczytałam, ma lepsze momenty, ale ogólnie jest kiepsko. W samej pierwszej scence (czyli jakieś 1,5-2 strony) dwa razy ktoś „wydawał się nerwowy”, dodatkowo wagon metra „nie wydawał się zatłoczony”. W całym pierwszym rozdziale ten zwrot pojawia się co najmniej 7 razy. To jest złamanie zasady „show don’t tell”, i to można napisać dużo lepiej, plastyczniej i porządniej. Dialogi kuleją, są sztywne sztywnością bardzo początkującego pisarza, czasami nie wiadomo kto akurat mówi, tak samo jak nie wiadomo, z czyjej perspektywy pisana jest dana scenka. Główną bohaterką ma być niby Arianrhod, więc pasowałby tu narrator bezpośredni, abyśmy patrzyli na świat jej oczami. Zamiast tego mamy tu jakby narratora wszystkowiedzącego, nawet w ramach jednej scenki skaczemy z jednej postaci na drugą, co jeszcze bardziej utrudnia nawiązanie jakiejkolwiek bliższej relacji z którymkolwiek z bohaterów. Trzeba było wybrać Arianrhod i jeszcze jedną postać, i prowadzić wydarzenia z ich perspektywy, zmieniając POV z rozdziału na rozdział. Wtedy miałoby to sens. A tak to mamy brzydki chaos.

Rozumiem tajemniczość, rozumiem chęć ukrycia wątków i motywacji i rozwijanie ich powoli, ale to musi zostać zrobione w sposób przemyślany, który nie sprawi, że czytelnik po paru stronach odrzuci książkę z frustracją, czując się, jakby stracił umiejętność czytania ze zrozumieniem. Gubiąc się w chaosie i co rusz sięgając do drzewa genealogicznego, żeby się połapać, o kim w ogóle mowa. Nie ma to jak wielka przyjemność z lektury...

Ta książka wygląda tak, jakby napisała ją osoba, która ma jakiś pomysł i lubi pisać, ale nigdy w życiu nie przeczytała żadnej książki czy nawet artykułu na temat wprowadzania postaci, struktury powieści, nawet tworzenia opisów. I nie mówię, że tego można się nauczyć ot tak, przeczytawszy na ten temat parę zdań czy porad. To trzeba wyćwiczyć w praktyce, ale aby to zrobić, trzeba być świadomym tych aspektów i ich obecnego braku czy niedoróbek. Z samego pisania 400 słów dziennie nie osiągniemy progresu, jeśli pozostaniemy ślepi na własne braki warsztatowe.

Gdyby to był jakiś selfpub, może bym przymknęła na to wszystko oko. Ale ta książka została wydana w dużym, tradycyjnym wydawnictwie, przeszła (podobno) przez korektę i redakcję, została zareklamowana na kanałach autorki o dużych zasięgach. Recenzje przedpremierowe w większości rozpływały się w zachwytach, a po premierze już niekoniecznie – ciekawe dlaczego, hmmm? Czyżby dlatego, że większości osób głupio jest napisać negatywną recenzję książki, którą dostali za darmo od wydawnictwa albo nawet za pieniądze w ramach płatnej współpracy reklamowej? Oczywiście nie wykluczam, że książka tak wygodnie trafiła akurat do tych osób, które lubią przypalone ziemniaki.

Co prowadzi mnie do przykrej konstatacji – gdyby za „Elfami Londynu” nie stała popularna w internecie blogerka, żadne wydawnictwo nie byłoby zainteresowane. Tutaj niestety widać tylko chęć zysku na miernym produkcie, bo nawet redacja ani korekta nie przyłożyły się do swojej roboty.

Życzę autorce, aby jej kolejne projekty, o ile zostaną wydane, były lepsze niż to. Ja tymczasem pozostanę przy czytaniu bloga.
Profile Image for Szaman.
199 reviews14 followers
March 12, 2023
Przez pierwsze 60 stron czułam się bardzo głupia, bo zupełnie nie mogłam załapać co się dzieje i kto jest kim. Ale potem zaskoczyło i popłynęło do końca. Pewnie poza tym są jakieś wady, ale serio, mam to gdzieś.
Bohaterowie są super i to nimi i relacjami stoi ta książka, czyli dostałam to, czego oczekuję od powieści. A także dorosłych ludzi (czy tam elfy), którzy zachowują się jak dorośli, znają swoje wady, postępują kiepsko z pełną tego świadomością, chociaż czasem im wstyd i nie robią dramatów z dupy.
Czekam na więcej i bardzo proszę szybko. I POLECAM rzecz jasna i życzę sobie więcej takich debiutów.
Profile Image for the.bookking.
207 reviews216 followers
January 30, 2023
Kiedy stare, potężne elfickie rody, po stuleciach walk o władzę i wpływy, żyją wreszcie w zgodzie ze sobą i ludźmi, coś zaczyna się psuć. "Elfy Londynu" to opowieść, która rzuci Was w sam środek budzącej się po latach wojny, podgrzewanej przez konflikty rasowe.
Profile Image for NerwSlowa.
783 reviews65 followers
September 28, 2023
Ech, po paru miesiącach unikania stwierdziłam, że w końcu skonfrontuję się z rozpoczętymi na Goodreads książkami, bo szkoda czasu i życia na męczenie się. "Elfy Londynu" porzucam więc po 67 stronach i z bólem serca oznaczam jako DNF. Dlaczego?

Na początek chcę jednak zauważyć, że jestem ogromną fanką Riennahery (autorki) jako blogerki. Jej wpisy o związkach, połogu, rodzicielstwie należą do moich ulubionych postów w internecie i naprawdę zmieniły mnóstwo w moim myśleniu. Uwielbiam jej stylizacje ubraniowe i staram się nimi inspirować przed poważniejszymi zakupami (zwłaszcza jesienno-zimowymi), a media społecznościowe śledzę z uwagą. Moja recenzja książki absolutnie nie jest więc oceną Riennahery jako osoby, a tylko jej twórczości (a raczej fragmentu, z którym dałam radę się zapoznać). No i, jak widać z oceny, tutaj niestety się nie spotkałyśmy.

Co więc aż tak bardzo mnie zniechęciło, że stwierdziłam, że nie ma sensu dalej w to iść? Jest jeden główny powód: otóż Marta Dziok-Kaczyńska w okolicach premiery absolutnie nie ukrywała, że świat przedstawiony w jej książce jest czymś, nad czym myślała od wielu, wielu lat. Obracała w głowie kolejne postaci, wydarzenia, tło, ogólną stylistykę (Gen Z powiedziałoby: aesthetics), relacje bohaterów. Ułożyła fabułę na co najmniej kilka tomów, zgłębiła sposób działania fikcyjnych mechanizmów politycznych, dołożyła konteksty i rozpracowała wszystkie szczegóły. Ogólnie: czegóż jeszcze mogliby chcieć czytelnicy?

I tutaj właśnie, może zaskakująco również dla Was (dla mnie na pewno) pojawia się Problem. Otóż okazuje się, że pomysł, nawet jeśli świetny, dopracowany i przemyślany z każdej strony, musi również być odpowiednio podany. Wiecie, rozpisany, zbudowany, ogólnie przedstawiony tak, żeby czytelnik, który jednak w głowie Autorki nie siedzi, był w stanie sobie samemu ten świat wyobrazić, powoli się w niego zagłębić, poznać. Aby tak się stało, Autorzy i Autorki muszą zrobić pewną ekspozycję świata przedstawionego, tzn. tak pokazać czytelnikom jego elementy, żeby było to dla niego prędzej czy później zrozumiałe.

I, niestety, na tym właśnie wykłada się pierwsze prawie 70 stron tej książki. Nie zrozumcie mnie źle - naprawdę nie mam nic przeciwko mnogości lokacji, wątków, osób, backstories. Jestem w stanie umysłem ogarnąć ileś planów czasowych, miejsc, dygresji. Tutaj jednak podane jest to wszystko tak chaotycznie i bez wiedzy, jak rzeczywiście pokazać wszystko czytelnikowi, że pierwsze 50 stron poruszamy się właściwie po omacku. Tak, jasne, jest tutaj drzewo genealogiczne z najważniejszymi postaciami - ale niektóre z nich (w tym główna bohaterka) mają tak dużo przezwisk, pseudonimów i wątków, że czasem rozumiemy, że chodzi o tę samą osobę, dopiero po iluś kolejnych scenach. Co więcej, nawet jeśli umieszczamy takie drzewko genealogiczne w książce, musimy traktować je jako miły dodatek dla czytelnika, a nie zastępować nim treść właściwych ekspozycji i wprowadzania bohaterów na scenę - tymczasem w "Elfach Londynu" prawie zupełnie nie ma scen, które pozwoliłyby czytelnikowi na zapoznanie się z postaciami.

Wrażenie chaosu postaciowo-wątkowego powoduje również poszatkowana struktura książki - każdy z rozdziałów jest podzielony na ileś pomniejszych, kilkustronicowych scenek (pierwszy - na dziesięć scenek na ok. 20 stronach, drugi rozdział - na cztery scenki na dwunastu stronach itd.). Mimo że w założeniu miał to chyba być zabieg zwiększający dynamizm akcji, tak naprawdę jedynie potęguje on ogólne wrażenie chaosu i zmniejsza możliwości odnalezienia się w fabule.

Styl pisania jest dość fanfikowy - dużo tu opisywania, jaki ktoś jest albo jak się zachowuje, zamiast pokazywania, że rzeczywiście tak robi. W pierwszej scence, w odstępie niecałej strony, dwa razy (sic!) ktoś "wydaje się nerwowy", dialogi są chaotyczne i niby tajemnicze, ale tak naprawdę nieuporządkowane, mnóstwo tu dygresji, zmian planów i sytuacji i po prostu bałaganu. Spędzam życie na czytaniu i rozumieniu skomplikowanych tekstów w kilku językach, odcyfrowywaniu ich i zastanawianiu się, co autor miał na myśli, a tutaj czułam się, jakbym nagle przestała pojmować, jak pisze się teksty. Mimo drzewka genealogicznego, w którym wszyscy zdają się mieć te same imiona, nie byłam w stanie pojąć, o co właściwie chodzi - i po siedemdziesięciu stronach zwyczajnie straciłam na to chęci.

Wierzę, że "Elfy Londynu" mogły być świetną książką - gdyby wspaniałe, barwne, wręcz serialowe pomysły autorki zostały połączone z konkretnym warsztatem, umiejętnościami, opieką redaktorską kogoś, komu na tej książce zależy. Tutaj jednak - mimo że wydane przez jedno z największych w Polsce wydawnictw - wygląda to tak, jakby książka została puszczona po najwyżej dwóch godzinach w redakcji, przez osobę, która liczyła jedynie na wydanie konkretnego produktu i zarobienie na tym porządnych pieniędzy przez wzgląd na popularność autorki. Szczerze mówiąc to na jej miejscu zdenerwowałabym się, że ktoś, kto jednak powinien mieć techniczne umiejętności, tak potraktował coś, nad czym myślałam od dwudziestu lat.

Niestety, dzięki promocji i dyskusjom o tej książce liczyłam na ciekawą, wciągającą, dobrze napisaną literaturę rozrywkową, ewentualnie powieść środka przez wzgląd na wątki o wojnie ras i organizacjach terrorystycznych. Dostałam natomiast fanfika o zmarnowanym potencjale, w którym bardzo chciałabym poznać świat przedstawiony, ale który jest napisany tak chaotycznie, bałaganiarsko i bez podstawowych umiejętności warsztatowych, że nie jestem w stanie znieść nawet jednej dodatkowej strony. Bardzo, bardzo szkoda, że muszę ograniczyć się do śledzenia tylko blogerskiej twórczości Riennahery.
Profile Image for Seltella.
255 reviews
March 27, 2025
3,5 ⭐️
Podobało mi się. A zwłaszcza elfy i ich elfickie problemy. Nie ma tam ani krzty magii i to też jest fajne.
Profile Image for Gośka.
35 reviews
March 24, 2023
Nie ma miłości. Wracanie do drzewa genealogicznego męczące, językowo nie porwało mnie kompletnie.
Profile Image for Sara.
55 reviews1 follower
March 21, 2023
Jak na mój gust było za dużo skakania w czasie i między bohaterami. Rozdziały były krótkie i nie miałam czasu poznać bohaterów i przywiązać się do żadnego z nich. Byłam zdezorientowana, w którym momencie w czasie rozgrywa się akcja, i której postaci dotyczy. Zabrakło mi też jakiegoś środka ciężkości, jakiegoś wydarzenia, którym bym się przejęła. Klimat książki całkiem fajny, natomiast poza główną bohaterką i jej siostrą, żadna z postaci nie zapadła mi w pamięć.
Niewykluczone, że na mój odbiór tej pozycji wpłynęła forma, w jakiej dostarczyłam sobie jej treści. Być może wielość wątków i postaci sprawia, że nie jest to książka, którą dobrze "konsumuje się" w audiobooku.
Profile Image for HerriLu.
114 reviews18 followers
March 19, 2023
Książka niestety nie przypadła mi do gusty, za mało było dla mnie fantastyki w fantastyce. Nie poczułam się wciągnięta w tą historie, dla mnie to była książka gdzie nie ma milionów zwrotów akcji, które zatrzymują rytm serca, tylko książka, która opowiada o życiu elfów na przestrzeni lat. Są konflikty, jest łamanie tradycji, kłótnie rodzinne czy sercowe rozterki. Gdyby nie to że elfy żyją bardzo długo i mają spiczaste uszy to nie byłaby już dalej to fantastyka. Do 100 strony miałam straszny problem z imionami i kto jest kim, co chwila sięgałam do mapki na początku książki z ropiskiem postaci. A najlepiej czytało mi się dopiero ostanie 100 stron. Nie zainteresował mnie też szczególnie wątek organizacji terrorystycznej. Niestety nie była to książka dla mnie.

Były jednak rzeczy i rzeczy które mi się podobały. Styl pisania autorki jest bardzo przyjemny i książkę czytało się płynie, był to miły język. Bohaterowie też uważam, że byli super napisani. Każdy był „jakiś”, miał charakter i postacie nie były czarno - białe. Ciekawą dla mnie postacią był książę Duncan, o którym mało wiemy, ale jego sylwetka jest owiana tajemnicą, którą chce się odkryć. Wątek romantyczny też uważam za udany.

Podsumowując, książka nie przypadła mi do gustu bo po prostu była nie dla mnie, ale jeśli lubicie książki, które są o polityce, intrygach i o życiu arystokracji, tu elfickich, i wszystko to otulone londyńskim klimatem to myśle że powinna wam się spodobać.
13 reviews
September 18, 2023
Niestety, "Elfy Londynu" to książka, której nie mogę polecić. Od samego początku napotkałam trudności z utrzymaniem zainteresowania, ponieważ historia okazała się niesamowicie nudna. Dodatkowo, sposób w jakim została napisana sprawiał wrażenie skrajnie chaotycznego. Brakowało konkretnych opisów sytuacji, a kiedy już się pojawiały, były one niezwykle powtarzalne i monotonne. Czytałam o sarnich oczach, podniesionych brwiach i wypełnionym metrze na tyle wiele razy, że stały się one irytujące.
Do tego życie elfów zostało spłycone do ciągłego picia alkoholu, obgadywania innych elfów i bycia na kacu.

Jest to dalekie od oczekiwanego wielowymiarowego doświadczenia, a dialogi wydają się tak sztuczne i pozbawione życia, że bardziej przypominają fanfik niż powieść. Ogólnie rzecz biorąc, dawno nie spotkałam się z tak słabym wykonaniem i czuję, że ta książka nie spełniła obietnic autorki.
Profile Image for _P.
14 reviews
March 30, 2023
Zajrzałam z ciekawości, doczytałam z obowiązku.
„Elfy Londynu” męczą czytelnika tropami i kliszami znanymi przede wszystkim z fanfików pisanych przez początkujących autorów. Wszyscy są piękni nieziemskim wręcz pięknem (jakżeby inaczej, w końcu to elfy!), bogaci i wpływowi, noszą wymyślne, wieloczłonowe miana (ponownie – w końcu elfy!), a relacje między nimi można porównać do relacji panujących między bohaterami „Mody na sukces”.

Na dodatek Dziok-Kaczyńska nie panuje nad tekstem, chce w nim zawrzeć absolutnie wszystko – jeśli wspomina o jakimś wydarzeniu z przeszłości, bardzo chętnie sięga po natychmiastową retrospekcję, przez co w książce pełno jest chaotycznych, urywanych scen, które nie składają się na spójną, dobrze poprowadzoną narrację.
Profile Image for phoenix_of_culture.
383 reviews9 followers
May 10, 2023
2,25/5
mimo ze nie miałam wysokich oczekiwań to i tak się rozczarowałam. Po pierwsze to książka była dla mnie okropnie nudna, a postanowiłam ją dokończyć bo nie lubię robić DNFow I w sumie szybko się czytało. Było kilka całkiem w porządku, ciekawych wątków, ale większość jak dla mnie po prostu siedziała. Dość lekko napisana, ale ogólnie wykonanie nie jest za dobre. Przez to, że jest to niby fantasy, ale zostawione w takim bardzo tonie obyczajówki, to totalnie mi to nie odpowiadało
Profile Image for za_pomniane.
964 reviews19 followers
March 13, 2023
3.5 ⭐
Ciekawa książka jednak ma swoje wady np. imiona postaci są bardzo do siebie podobne przez co momentami myliłam kto kim jest.
Profile Image for Między sklejonymi kartkami.
250 reviews284 followers
June 23, 2024
DNF 81/397
No dobra, basta, tego nie da się czytać - jest na tyle słabo napisane, intryga zawiązuje się jak makaron w rosole (powoli i raczej nic z tego nie będzie), a mnóstwo bohaterów nie oznacza, że choć któryś ma charakter.
Profile Image for Patiopea.
361 reviews44 followers
March 10, 2023
„Elfy Londynu” to książka specyficzna. Niektórych z was oczaruje, innych już nie do końca. To historia, w której początkowo ciężko się odnaleźć. Z jednej strony pierwszy rozdział bardzo mnie zaintrygował, a jednocześnie od o kolejnego aż do setnej strony, ciężko było mi się odnaleźć kto jest kim. Mamy wielu bohaterów, głównie elfów o bardzo nietypowych imionach i choć każdy jest bardzo wyrazisty (z czasem widać jak bardzo charakterystyczne są te postaci) to ze względu na liczne przeskoki między miejscami, bohaterami i sytuacjami, potrzeba wiele czasu, żeby się tutaj odnaleźć. Dla osób, które czytają powieść małymi partiami np. jako lekturę przed snem, może być to zniechęcające.

Autorka jest początkowo bardzo tajemnicza i dopiero właśnie w okolicach setnej strony na tyle uchyla rąbka pewnej tajemnicy, że w tym momencie akcja zaczyna dopiero nabierać sensu. Dla mnie był to moment przełomowy bo nagle historia lekko męczącej (mimo że byłam nią naprawdę zaintrygowana) staje się ciekawa i zaczyna wciągać. Poza tym głównymi elementami fantastycznymi są cechy typowe dla elfów, czyli spiczaste uszy i długowieczność. Poza tym mamy typowo ludzki, spokojny świat przepełniony polityką i dworskimi intrygami, co nie każdemu przypadnie do gustu, bo nie ma tutaj jakiś niezwykłych umiejętności, czy magii.

Sama fabuła rozwija się powoli, ale jednocześnie dużo dzieje, choć raczej takich mniej dynamicznych zdarzeń. Raczej nie spotkacie się tutaj z szalonymi zwrotami akcji. Bardzo spodobała mi się kreacja bohaterów. Każdy jest wyrazisty i intrygujący, ale potrzeba też czasu na ich poznanie dlatego te pierwsze sto stron jest tak ciężkie. Same plot teksty mi się podobały, a samą lekturę traktowałam jako lekką i przyjemną fantastykę z wątkiem detektywistycznym/kryminalnym i dostałam to czego oczekiwałam. Dużym plusem był dla mnie wątek romantyczny, który żeby za dużo nie zdradzać, bardzo polubiłam i możliwe, że dzięki niemu tak wciągnęłam się później w akcję.

Autorka fajnie skacze pomiędzy wydarzeniami teraźniejszymi i przeszłością, ale nie jestem pewna czy wykorzystanie tego zabiegu w samym finale mi się spodobało. Nie zawsze łatwo było się odnaleźć w tych przeskokach ( szczególnie na początku, potem dopiero przypominało mi się o czym wcześniej była wzmianka i „łączyłam kropki” o co chodziło) ale mimo to uważam je za bardzo fajny zabieg. Zabrakło mi jednak niektórych wyjaśnień oraz takiego faktycznego istotnego punktu zwrotnego który nadawałby tej części sens, „odgradzając ją” od kontynuacji. Choć widać, że jest to debiut literacki to autorka ma bardzo przyjemny, wręcz wyrobiony styl, który bardzo przyjemnie mi się czytało. Spora ilość dialogów i przeważanie ich nad opisami sprawiło, że bardzo szybko mi się ją czytało. Zresztą bardzo polubiłam bohaterów i chętnie poznałabym ich dalsze losy.
Profile Image for Iwa.
53 reviews
June 22, 2023
Oczywiste jest, że wzięłam to tylko ze względu na tytuł. Do tej pory nie ogarniam kto jest kim, wiem tyle że elfy i ludzie mają do siebie problem. Daje 2.5 za Londyn (mimo, że i tak dla mnie było go zdecydowanie za mało).
Profile Image for Z.  M.  Staszczyszyn.
17 reviews2 followers
July 27, 2023
Naprawdę staram się dawać szansę polskim autorom. Naprawdę. Teraz też się starałam, wiedząc, że wśród moich (dalekich) znajomych "Elfy Londynu" cieszą się dość dobrą opinią. Do książki podeszłam pozytywnie... A pod koniec moje odczucia zostały odwrócone o 180 stopni.

Zdecydowanie największą wadą jest worldbuilding, a w tym wypadku -- jego brak. Książka niby jest o elfach żyjących wśród ludzi, ale nie wiemy, jak to w ogóle się stało, że te społeczeństwa koegzystują. Podobnie sprawy się mają z innymi fantastycznymi rasami, które wspomina się w książce, z krasnoludami (które są, de facto l, wspominane bardzo od niechcenia i za każdym razem musiałam sprawdzać, czy się nie przesłyszałem) i driadami. Czy te gatunki zawsze żyły wspólnie czy to stosunkowo nowa sytuacja? Jeśli zawsze tak było, skąd te napięcia o rasistowskim wydźwięku, które są w dużej mierze siłą napędową fabuły? Nigdy się tego nie dowiemy.
Nie dostajemy też absolutnie żadnych informacji o tym, co elfy odróżnia od ludzi. Są długowieczne i piękne (o tym akurat czytamy średnio co rozdział), a także wolniej się starzeją, ale zdaje się, że zabić je można równie łatwo co zwykłego śmiertelnika. Nie przejawiają żadnych specjalnych zdolności magicznych i, cytując film, którego nawet nie lubię, ich supermocą jest bogactwo.
Wszystkie elfy żyją w jakimś przestarzałym, królewsko-dworsko-podobnym systemie, i o ile jestem w stanie zrozumieć zamiłowanie do tradycji u długowiecznych ras (nawet w niepasującym do tego roku 2016), o tyle ich standardy są dla mnie raczej niepojęte. Główna(?) bohaterka wykłada na uczelni i według jej old money rodziny jest to zajęcie uwłaczające. Wiemy, bo wspomina się to przynajmniej kilka razy. Jej starsza siostra jest komendantem policji, i to już jest przyzwoita posada. Hm. Wyżej postawiony elf pracuje w policji pod jej siostrą... I to też jest poniżej standardu, ale nie zauważyłem, żeby robiono z tego dużą aferę. Nie jestem pewna, czy miał być to jakiś przejaw seksizmu. Może i tak, ale ja tego nie czuję. Czuję za to brak logiki.
W skrócie: w opisanym świecie nie ma nic oryginalnego czy specjalnie sensownego, a jeśli jest, autorka nie zadała sobie trudu, żeby nam tę oryginalność i sensowność przybliżyć.

Skoro worldbuilding leży i kwiczy, może chociaż bohaterowie nieco ratują książkę? Niestety nie.
Rzuciłem wcześniej tym znakiem zapytania przy głównej bohaterce -- nie bez powodu. Opis książki sugeruje, że Arianrhod jest jej protagonistką i że jej historia wysuwa się na pierwszy plan. W rzeczywistości jednak nie widzę, żeby była ona ważniejsza niż inne postacie. Wprost przeciwnie, momentami miałam wrażenie, że jest ona najmniej zajmującą osobą. Niby próbuje ona angażować się w akcję na własną rękę, coś tam planuje, próbuje jakoś działać... Ale ostatecznie wszystkie ciekawsze, naładowane akcją rzeczy przydarzają jej się z interwencją osób trzecich, a ona sama niewiele ma do powiedzenia. Niby infiltruje terrorystyczną organizację (na temat której też wiemy tyle co nic), ale robi to tak nieporadnie i jest w tym tak naiwna, że jedynym powodem, dla którego odnosi w tym sukcesy jest fakt, że wszystkie inne postacie są tak samo głupie jak ona. Nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że jedynym powodem, dla którego jest główną bohaterką jest jej komicznie fantastyczne imię, udziwnione nawet na tle pozostałych bohaterów w historii.
Charakterem też ani trochę nie przypadła mi do gustu. Jest ironiczna i nieprzyjemna przez jakieś 80% czasu, nawet wobec osób, które podchodzą do niej z sympatią i które dosłownie nic jej nie zrobiły, a przez pozostałe 20% jest rozbita, załamana i wymaga pocieszania. Trudno mi się z nią identyfikować i jeszcze trudniej mi jej kibicować. Przez większość powieści miałem po prostu ochotę nią potrząsnąć.
Pozostałe postacie nie ratują sytuacji. Spotkałam się gdzieś z opinią, że w pewnym momencie wszystkie zlewają się w jedno i opinia ta miała 100% racji. Większość z nich jest zwyczajnie okropnymi osobami, które mają dosłownie jedną wyrazistą cechę (niekoniecznie charakteru), szybko zatracaną się na rzecz historii. Polubiłem dosłownie jednego bohatera, bo zachował swoją w miarę wyróżniającą się osobowość aż do czasu, kiedy stał się love interestem, trochę dłużej niż cała reszta. Średni to wynik biorąc pod uwagę, że postaci jest dużo.

Jeśli chodzi o fabułę, nie mogę się zdecydować, czy jest znośna czy mierna. W większości kręci się ona wokół polityki, układów politycznych i procesów społecznych z odrobiną intrygi kryminalnej. Takie trochę The Crown meets James Bond. Mi się to nawet podobało, ale to nie jest dla każdego. Jeśli kogoś nie bawi taki gatunek, może sobie od razu odpuścić, jeśli ktoś to lubi -- może dać książce szansę.
Brakuje mi jednak zarysowania, co jest końcowym celem historii. Trudno mi wciągnąć się w fabułę, jeśli nie mogę po wydarzeniach ocenić, czy jestem na jej początku, w środku czy na końcu. Wydarzenia działy się kolejno i czasem nawet jedno wynikało z drugiego, ale nie miałam pojęcia, dokąd to zmierza. Jakie rozwiązanie zadowoli bohaterów? Chciałabym to wiedzieć.
Wątki poboczne, w tym miłosne, są dla mnie strasznie niezajmujące, do tego stopnia, że trudno jest mi je sobie przypomnieć. Mało mnie interesowało, z którym facetem skończy główna bohaterka (zwłaszcza, że z każdym wydawała się bardziej związana seksualnie niż romantycznie -- co samo w sobie nie jest niczym złym, ale strasznie nie w moim guście; nie pomagało też to, że przez paskudny charakter Arianrhod nie miałem pojęcia, czy ona w ogóle lubi którekolwiek z facetów, z którymi sypia) albo jakie problemy małżeńskie przeżywa jej siostra. Zrzucam to na karb totalnego braku chemii między jakimikolwiek postaciami, ale to przecież żadna wymówka.

Nie mogę też nie wspomnieć o sposobie prowadzenia narracji, bo ten był... męczący. Ba, czasem nawet wykańczający. Wiele perspektyw mi nie przeszkadza, nawykłem zresztą do czytania powieści z takim podziałem. Pocięcie rozdziałów na podrozdziały też jest dla mnie w porządku, wiele moich ulubionych książek miało podobną strukturę tekstu. Problem jest taki, że często przez długi czas nie wiadomo, w której perspektywie się jest. Jak już mówiłam, postacie ledwo się od siebie różnią, a autorka ma manierę niepodpisywania, do kogo należą dialogi. Często zanim orientowałam się, kto występuje w scenie, ona już zmierzała ku końcowi. Losowe przeskoki w czasie (odbieram je bardzo losowo) też nie pomagają. Ani używanie kilku imion dla jednej postaci. Ani to, że imiona są do siebie irytująco podobne. Ani to, że większość postaci działa niczym tajni agenci, zdradzając różne motywy w zależności od tego, z kim rozmawiają. Być może komuś ten chaos odpowiada, ale trudno mi to sobie wyobrazić. Osobiście wolę rozumieć, co czytam, a nie wiem tylko się tego domyślać.
Książki słuchałam w formie audiobooka i była to, niestety, mordęga. Jeszcze przed 1/3 historii pogubiłam się w tym, kto jest kim i jakie pokrewieństwo te osoby wiąże. Nie wiem, czy w wersji papierowej istnieje jakieś drzewo genealogiczne albo rozpiska, niczym w utworze dramatycznym, listująca imiona, nazwiska i rolę w historii. Jeśli nie, zdecydowanie by się przydała. Jeśli tak... Cóż, w dobrej książce czytelnik nie powinien musieć polegać na takich pomocach.

Normalnie moje dwugwiazdkowe recenzje rezerwuję dla książek, w których nie widziałam nic pozytywnego. Tutaj znalazłam minimalny pozytyw w postaci fabuły, która faktycznie momentami była dla mnie dziwnie nostalgiczna i nawet trochę wpisała się w moje polityczno-społeczne zainteresowania. Nie mogę jednak powiedzieć, że "Elfy Londynu" mi się podobały. Miałem wrażenie, że każdy niezły pomysł albo spotyka się ze słabą egzekucją, albo zaraz zakopywany jest pod co najmniej dwoma złymi pomysłami. W efekcie książka mnie po prostu zmęczyła i to tak, że w 2/3 byłem bardzo blisko porzucenia jej. Pozostała część ani zakończenie nie wynagrodziło mi spędzonego przy niej czasu. Właściwie, śmiem twierdzić, że jest gwóździem do trumny, bo nie podobało mi się w nim nic, ani to jaki obrót przybiera życie prywatne głównej bohaterki, ani to, że intryga polityczna nie ma właściwego zamknięcia i zamiast tego wątek romantyczny wysuwa się na pierwszy plan. Wiem, że "Elfy..." mają wielu fanów, wiem, że zbiera i dobre recenzje i z pewnością są ludzie, do których trafia. Niestety, nie do końca rozumiem dlaczego.

PS: Zaczęłam pisać tę recenzję będąc około rozdziału dwudziestego z trzydziestu. Po skończeniu książki prawie nic nie musiałam poprawiać. Niech to mówi samo za siebie.
Profile Image for Dagi.
148 reviews1 follower
April 10, 2023
3.5

Sięgnęłam po tę książkę, ponieważ zainteresował mnie Londyn w tle historii. Niedługo po tym dowiedziałam się, że mogę zaufać autorce w kwestii jego przedstawienia, ponieważ mieszka tam od wielu lat i nie będzie to kolejna „Victoria z Polski mieszkająca w Nowym Jorku” gdzie osoba pisząca opowiadanie nie zna ani jednej ulicy. Tak więc przedstawienie miasta i jego funkcjonowania (karty Oyster, Public Houses, Home Office itp.) bardzo mi się podobało.

Początek był trudny – musiałam się połapać w nowym świecie. Wystarczy, że odłożyłam na chwilę książkę i już zapominałam co się działo, bo jest tu dużo przeskoków w czasie i między osobami. Przez pierwsze 100 stron notorycznie musiałam się cofać do rodowodu żeby ogarnąć kto jest kim, a i tak nie ma tam wszystkich postaci.
Sposób podziału rozdziałów (masło maślane) był interesujący, przypomina mi sceny w filmie/spektaklu – ze zmianą scenerii jest przeskok do następnego akapitu. Zabrakło mi jednak w y r a ź n e g o zaznaczenia czasu dziejącej się akcji. Jeśli cofamy się o 100 lat, a później oprócz gwiazdki oddzielającej tekst nie ma informacji, że znowu znajdujemy się w teraźniejszości, to skąd mamy wiedzieć kiedy dzieje się następny fragment?
Sposób przedstawienia historii również był ciekawy. Dostawaliśmy strzępki informacji i ja przez większość książki byłam bardzo skonfundowana, ponieważ z powieściami kryminalnymi mam mało do czynienia i nie jestem mocno domyślna.

Myślę, że dialogi były oddane w miarę wiarygodnie (niekiedy są wulgarne). Tylko nie czułam mocnego przywiązania do postaci… :( Pewnie to kwestia nowego świata, historii i tego, że pochłonęłam ją w trzy dni, ale nie mogłam jakoś poczuć ich obecności w moim życiu.
Na plus jest natomiast to, że bohaterowie byli różnorodni.
Sama budowa świata fantastycznego (no, częściowo, bo to urban fantasy) nie powala, inne gatunki koegzystujące z tytułowymi elfami są tylko wspomniane, o samym funkcjonowaniu rasy też jest dość mało. Pojawiło się kilka nawiązań do ich stylu życia, np. że ktoś powtarza „powiedzenia ludzkich kobiet”, a tak to były tylko wzmianki o elfich uszach, okazjonalnie jakiś krasnolud się złościł, a driadę to poznajemy tylko jedną… Cała książka właściwie skupia się na intrydze z domieszką romansu, który rozwija się od mniej więcej połowy.

Tylko ta historia była tak dziwna, że ja właściwie nie wiem co tu się wydarzyło… czy ona miała jakąkolwiek fabułę? To znaczy dobra – fabułę może i miała, ale gdzie to wszystko zmierzało to ja sama nie wiem. Podobała mi się, ale była taka no… dziwna po prostu, że nie umiem za bardzo jej opisać nawet. Nie jestem pewna czy będę ją polecać…

U bardziej obeznanych fanów fantasy książka może wywołać niedosyt, ja natomiast wyczekuję drugiego tomu.
Profile Image for Oliwia.
70 reviews8 followers
February 23, 2023
To była przygoda. Czy dobra? Nie wiem. Czy zła? Nie wiem.
Początek, a dokładniej pierwsze 90/100 stron było bardzo ciężkie do czytania, nie rozumiałam nic i praktycznie nic wtedy nie miało dla mnie sensu. Za to potem przyznam, ze się naprawdę wciągnęłam. Podobał mi się styl pisania autorki, akcja nawet się rozkręciła i byłam ciekawa co wydarzy się dalej. Główna bohaterka była momentami bardzo irytująca, mimo wszystko jednak polubiłam ją. Lady Arundel za to ikona. Siostra głównej bohaterki to najbardziej irytująca postać, o jakiej było mi dane ostatnio czytać.
Podobał mi się jak przeprowadzony był wątek miłosny i bardzo mnie on zaciekawił. Przeszkadzało mi jednak za to, to jak Sheridan uganiał się za główna bohaterka niczym jakiś piesek.
Naprawdę trudno mi ocenić te książkę. Początek naprawdę był kiepski i o tym nie mogę zapomnieć, ale później naprawdę się wkręciłam i wręcz czekałam co wydarzy się dalej.
Profile Image for Dorota.
293 reviews
March 25, 2023
Taki totalnie guilty pleasure bo w ogóle miałam tego nie czytać na razie, ale mnie wciągnęło i się wkręciłam na maksa. Widać, że to debiut bardzo mocno na początku - im dalej, tym lepiej napisane i bardziej wciągające. Bardzo podobał mi się pomysł na elfy w wydaniu autorki i jej styl opowiadania. Korekta jednak nie jest dobrze zrobiona, a przez pierwsze 50 stron ciężko przebrnąć. Bardzo pomaga infografika na samym początku. Polecam każdemu, kto potrzebuje trochę odpocząć od rzeczywistości :)
Profile Image for Teletubiss.
147 reviews6 followers
October 23, 2023
Dlaczego tu jest 1000 500 100 900 postaci o imionach tak posobnych do siebie ze nie idzie ich odróżnić??? Jedni z glownych be like: arianrhod, averil, ailein
Profile Image for Adriana Maria.
13 reviews
March 27, 2023
Przyznam, że na początku (tak do 80 strony gdzieś) miałam ochotę rzucić tą książką o ścianę i tylko sympatia do autorki, której bloga – Riennahera – czytam od kilkunastu lat, nie pozwoliła mi tego uczynić. Potem okazało się, że dobrze, że nie rzuciłam, bo historia londyńskich elfów wciągnęła mnie na tyle mocno, że nie mogę się teraz doczekać jej kontynuacji. Im dalej, tym było lepiej, więc mam wielką nadzieję, że druga część to będzie petarda. Ale wróćmy do początku.

Nie jestem jedyną osobą czytającą, która miała problem z przebrnięciem przez pierwsze rozdziały. Wiele osób nie umiało się połapać w tym, kto jest kim i posiłkowało się umieszczonym na pierwszych stronach drzewem genealogicznym elfich rodów (ta wkładka to strzał w dziesiątkę!). Ja też. Ale wydaje mi się, że wrażenie chaosu nie bierze się do końca z tego, że na początku trudno było zapamiętać imiona bohaterów i ich rozróżnić. Moim największym problemem, przez który miałam ochotę cisnąć książką o ścianę, była początkowa skłonność autorki do tego, by nie ujawniać, kto bierze udział w danej scenie, co gdy nie znamy jeszcze dobrze postaci pogłębia poczucie, że nic się nie rozumie. Wyliczyłam kilkanaście takich scen, w których dopiero pod koniec napisane było z kim rozmawia aktualnie główna bohaterka – Arianrhod. W sumie nawet lubię takie zabiegi i tutaj byłoby to też okej, gdyby się już lepiej znało bohaterów i rozpoznawało ich z kontekstu. Co ciekawe, w dalszej części książki postaci występujące w scenach są wprowadzane z imienia od początku i nie musimy się przez dwie strony zastanawiać kto tu z kim. Dlaczego więc tak nie było na początku, gdy potrzeba przejrzystości bardziej?

Nie jest to zarzut wobec autorki, mam wrażenie, że nawaliła redakcja, która powinna wychwycić, że coś z tym początkiem nie gra. Zwłaszcza, że w dzisiejszych czasach decydując o czytaniu książki czy oglądaniu filmu dobre pierwsze strony mają dla nas kluczowe znaczenie i wydawcy znakomicie o tym wiedzą, w równym stopniu jak wie to Netflix ze swoimi superotwarciami (na których, hmm, bycie super w przypadku niektórych produkcji się kończy). Uczula się na to na wszystkich kursach pisania. Czy to dobrze? Nie wiem. Istnieje mnóstwo powieści i filmów, których początki nie bronią się w ogóle, a rozwijają się one w dzieła wybitne. Zostaliśmy oduczeni czytelniczej i widzowskiej cierpliwości. Wszystko przez nadmiar, którym jesteśmy otoczeni – nie mamy czasu do tracenia na coś, co nie zachwyci nas od razu, bo za rogiem czeka dziesięć kolejnych propozycji. To może nie do końca jest dobre, że nie chce nam się czekać do piątego rozdziału czy odcinka aż akcja się rozwinie. Z pewnością coś tracimy.

Była to przydługa dygresja, ale czuję, że niezbędna. Miałam o tym napisać już dawno, ale dopiero książka Marty Dziok-Kaczyńskiej, która mogła stać się w moim czytelniczym doświadczeniu ofiarą wyuczonej nieciepliwości, rozwiązała ten worek z refleksją. Teraz, gdy skończyłam całość, chciałabym przeczytać te pierwsze rozdziały jeszcze raz, żeby sprawdzić, czy znając już dobrze przedstawiony świat, ponowna lektura jest w stanie zatrzeć pierwsze złe wrażenie.

Wróćmy jednak do książki. Po przebrnięciu przez początek i stopniowym przywiązywaniu się do bohaterów, w połowie byłam już zupełnie kupiona. Ostatecznie powieść się broni i daje obietnicę solidnej kontynuacji.

Ciężko mi jednoznacznie ocenić, czy jestem fanką fabuły ani zdecydować ile dać tej książce gwiazdek (system gwiazdkowy to jest problem sam w sobie), ale jestem fanką postaci i to mi wystarczy, by ostatecznie polubić całość. Ta książka mocno opiera się na bohaterach, przez co jest w niej coś serialowego, a to bardzo lubię. Uwielbiam bohaterów “Elfów Londynu” czystą fanowską miłością, łącznie ze szczeniackim kochaniem się w elfie Evendenie (nie pamiętam kiedy ostatnio kochałam się w bohaterze książkowym, pewnie w Reynevanie z Trylogii Husyckiej, a to było dawno). Nie spodziewałam się, że znajdę w tej książce czystą fanowską radość, ale jakie to jest miłe odczuwać czystą fanowską radość! Nie guilty pleasure, radość. Z tego, jak zbudowane są postaci i jak wciąga mnie przedstawienie relacji między nimi i odkrywanie ich motywacji.

Ponieważ totalnie nie potrafię pisać poprawnych recenzji, dalsza część tekstu przyjmie kształt punktów:

- Retrospekcje. Kocham retrospekcje. Według mnie robią klimat. Jeśli w kolejnych częściach cofniemy się o kilkaset lat, to będę zachwycona!
- Ile razy Evenden może w kółko przeczesywać włosy palcami? Wykreśliłabym z połowę, aczkolwiek to słodkie :)
- Elfy to zgniła brytyjska arystokracja, która żyje wciąż absurdalnymi zasadami rodem ze średniowiecza, tak? Nie wiem, czy dobrze interpretuję, ale jara mnie ta interpretacja.
– Relacje elfy-ludzie. Sceny ludzko-elfie są napisane w bardzo intrygujący sposób i pragnę ich więcej!
- Nigdy nie byłam w Londynie i nie mam żadnych uczuć z nim związanych, więc nie wypowiem się, czy dobrze oddany był jego klimat. W sumie jest mi to obojętne czy był to Londyn czy inne miasto, ale brytyjski kontekst bardzo do tych zgniłych elfich rodów i ich animozji pasuje.
- Evenden i cały wątek romasowy Rii są super, sceny łóżkowe też. No lubię to, co poradzę!
- Zupełnie nie przeszkadza mi “za mało fantasy w fantasy”. Powiedzmy sobie szczerze, przywiązanie do schematów gatunkowych jest nudne.
- Męczyły mnie szczegółowe opisy strojów. W sumie to nie zarzut, u Sapkowskiego też mnie wkurzały. Można kochać, ja po prostu nie kocham jak jest dużo.
- Nie do końca kumam ten elfi terroryzm. To znaczy kumam, że są stare elfy z osobistą zemstą, które wykorzystują zagubioną elfią młodzież. Asgeir Sinclair jest naprawdę karykaturalnym złolem. W sumie to jest wątek fajnie wpisujący się w klimaty elfów Sapkowskiego. Strasznie mnie irytuje, ale chyba o to chodzi!

Na co czekam w kolejnych częściach, czyli pytania, które zadaję sobie po lekturze pierwszego tomu:

- Przede wszystkim to czekam na kolejne części i mam nadzieję, że Marta je napisze i się ukażą, bo było by strasznie szkoda, gdyby nie.
- Na trochę więcej krasnolódów i driad oraz informacji o ich miejscu w społeczeństwie i interakcji z ludźmi i elfami.
- Na odpowiedź na pytanie: dlaczego elfy tak nienawidzą ludzi? Jakie są podstawy? Czy doznawały dyskryminacji no i jakiej? I jakie krzywdy wyrządzały ludziom, że ludzie ich tak nienawidzą? Czy ta niechęć nie jest wykreowana na przestrzeni dziejów w nieopisanych jeszcze w powieści celach?
- Na odpowiedź na pytanie: skąd elfy mają hajs. Czy są wielkimi właścicielami ziemskimi? Czy brały udział w kolonizacji i zarabiały na niewolnictwie?
- Na odpowiedź na pytanie, czy elfy w świecie przedstawionym biorą jakiś udział w ogólnej kulturze i pokpulturze? Czy sa jakieś elfie gwiazdy hollywodu i elfi super znani pisarze?
- Na więcej ludzi na pierwszym i drugim planie. Więcej Domhalla. I co dalej z tym dziennikarzem Guardiana?
- Na wiele scen na dworze księcia Duncana. Czy kolejna część będzie się dziać na dworze?
Displaying 1 - 30 of 83 reviews

Can't find what you're looking for?

Get help and learn more about the design.