„Byłam prawie pewna, że rozpoznałam w tym spojrzeniu ból, rozczarowanie i coś jeszcze, ale nie potrafiłam uchwycić tego czegoś. Miałam ochotę się obrócić i spojrzeć na niego jeszcze raz, ale nie zrobiłam tego, ponieważ nie chciałam wzbudzać żadnych podejrzeń.”
Na tę książkę czekałam od momentu, w którym zamknęłam pierwszy tom i nadal nie wierze, że oto jest! Co więcej dostąpiłam zaszczytu bycia jej patronką <3
Maju zwykłe dziękuje tutaj nie pasuje, ale DZIĘKUJĘ za to wyróżnienie, a przede wszystkim, za to że mogłam ponownie towarzyszyć Emily i całej ekipie z Houston
📚🅁🄴🄲🄴🄽🅉🄹🄰 🄿🄰🅃🅁🄾🄽🄰🄲🄺🄰📚
Po raz kolejny ciężko mi ubrać w słowa emocje jakie wzbudziła we mnie książka Mai, ponieważ było ich tak wiele i tak skrajne, a jednocześnie układały się w spójną całość. Piszę tę recenzję tydzień po lekturze, a gdy tylko wracam do zapisanych sobie fragmentów to wszystko uderza we mnie niczym fala tsunami.
Historia rozpoczyna się półtorej roku po wydarzeniach z pierwszej części, gdyż to właśnie po tym czasie Emily zostaje przez najbliższych niejako zmuszona, by ruszyć do przodu. Łatwo powiedzieć, gorzej zrobić, lecz najważniejszy jest ten pierwszy krok, czyż nie?
Przez to jak plastycznie Maja opisywała wszystkie emocje z łatwością na tych kilkanaście godzin weszłam w buty panny Milder i przeżywałam ramię w ramię to co się działo. Rozumiałam jej rozterki i potrzeby, a jednocześnie obawę przed wykonaniem tego jednego kroku, bo co jeśli zostanie on odebrany jako zdrada?
Tęsknota, żal, strach, potrzeba bliskości i… wyrzuty sumienia popchnęły ją w ramionami odurzającej adrenaliny. Gdy ma się jakiś cel łatwiej codziennie wstać z łóżka i nie myśleć o tym co było. Zdrowy rozsądek nie potrafił na czas przejąc kontroli nad jej decyzjami, przez co po raz kolejny znalazła się w centrum naprawdę niebezpiecznej rozgrywki.
Nie została sama, ponieważ przyjaciele, których profesja choć moralnie wątpliwa, zamierzali dołożyć wszelkich starań, by włos nie spadł jej z głowy. Okazali się wsparciem, ale i surowym doradcą, czego początkowo nie potrafiła docenić.
Czy Emily odważyła się wykonać ten milowy krok i czy rzeczywiście jej obawy miały realne podstawy? O tym przekonacie się sięgając po tę książkę. Ja mogę tylko powiedzieć, że Maja po raz kolejny rozbudowała tę historię o elementy, których się nie spodziewałam, a te choć szokowały, to pasowały idealnie.
Podsumowując Będę żyć to świetnie zbalansowana powieść, w której znajdziecie nie tylko poważne tematy, czy sceny wywołujące dreszcz na plecach, ale także te wypełnione humorem, zaufaniem, czy miłością.
Bohaterowie są nietuzinkowi, acz przy tym ludzcy, a to sprawiło że z łatwością znaleźli dla siebie miejsce w moim sercu. Każdy relacja została utkana z niebywałą starannością przez co nawet o tych drugoplanowych nie sposób jest zapomnieć.
Jeśli szukacie historii, która sprawi, że nie będziecie mogli się oderwać od przewracania kolejnych stron, to Będę żyć jest tą historią. Przez tę książkę się po prostu płynie, by tylko dowiedzieć się czy przeszłość naprawdę jest w stanie odebrać nadzieję na szczęśliwą przyszłość.