Interesująca komplikacja esejów; trójstylowa i trójperspektywiczna, bo pisana przez trzech różnych autorów. Każdy z nich operuje nieco inną warstwą tematyczną, co zamiast nie współgrać - horyzontalizuje. Nakreśla rys pojęciowy bardzo grubymi liniami, ale nie sprowadza się do pozycji filozoficznej nadksiążki (pomimo stawania w krytycznej opozycji do modernistów). Dodatkowo - napisana z nieżałosnym poczuciem humoru i subtelnymi napomknieniami o polityczno-pandemicznym zabarwieniu, które umieszczają tę książkę w ciekawym kontekście czasowym, rezonującym z myślą przewodnią.
To mogła być tak interesująca książka, a w miejscami jest wręcz intelektualnie leniwa. Cała "klasyfikacja głupoty" zdaje się opierać na przedstawionym na początku założeniu, że głupota ma ponad 200 synonimów, co daje wolną drogę to nazywania kolejnych rzeczy brzydkim określeniem na "g". Fundamentalizmy, na przykład, owszem są uproszczoną wizją świata, ale sprowadzanie ich do głupoty jest atakowaniem fundamentalizmu bronią fundamentalizmu.
Nie lubię tego typu książek: poważni autorzy z dorobkiem piszą coś na luzie spod palca "dla ludzi", daty sugerują, że zabijając czas w trakcie pandemii i w rezultacie jest wyrywkowo i nieprecyzyjnie. Tylko obrona głupoty – ostatnie szkice Bartosza Brożka – ciekawsza i warta lektury.
Nieznośne to jest. Moralintern wjeżdża na pełnej i jest to dość głupia książka, jak na książkę o głupocie. Jest klasistowska, napuszona, arogancka i preskryptywistyczna do granic bólu.
Niewiele jest za to o faktycznych przyczynach głupoty, bo autor myli przyczynę z własnymi poglądami. Niewiele jest również o tym czym głupota jest, bo — po raz kolejny — autor myli własne poglądy z istotą rzeczy.
Jakby było mało bólu, autor oblewa swoje przemyślenia nieznośnym, samozadowolonym, głupkowatym humorkiem – co śmieszne nie jest, za to zdradza, że to jest samoidentyfikacja przynależności do klasy/grupy inteligenckiej. Autor się po prostu wywyższa, w dość prymitywny sposób. Piszę w liczbie pojedynczej „autor", bo w audiobooku nie zwracałem uwagi na to kto w danym momencie się wypowiada. Ale ten ton utrzymuje się dość jednorodnie.
Dwie gwiazdki za mimo wszystko dość solidne podstawy w zakresie wiedzy i cytowanych źródeł.
Trzech autorów, trzy spojrzenia na głupotę. Z różnych perspektyw, z różnymi doświadczeniami związanymi z głupotą. Głupota indywidualna i zbiorowa. Nie zabrakło lekkiego humoru, dzięki któremu nie mamy wrażenia, że czytamy wielkie filozoficzne szkice. Z głupoty można się śmiać, ale czasem trzeba płakać. Jak ja bym chciała przeczytać tego typu eseje na inne tematy! Ale chyba nie tylko ja :)
W pierwszej części mamy systematykę głupoty. Każdy znajdzie tu coś dla siebie – istnieje głupota jako uporczywe dystansowanie się od wiedzy opartej na faktach; jako minimalizm poznawczy; niezdolność rozumienia i interpretacji; łatwość ulegania emocjom negatywnym; brak poczucia humoru; głupota bytów zbiorowych i szereg innych. Heller analizuje oskarżenie Sokratesa, który na poziomie przedmiotowym nic nie wiedział, ale w przeciwieństwie do swoich oskarżycieli potrafił wznieść się ponad samego siebie, na poziom meta, na którym wiedział, że nic nie wie. Konkluduje swój esej twierdzeniem, że cnota pokory polega na widzeniu siebie w świetle prawdy. Nie na tym by uniżenie spuszczać głowę, lecz na tym by znać prawdę o sobie. Nie ma cnoty bez poziomu meta. Nieco zaskakująca jest część „W obronie głupoty” Brożka. Zaczyna się ona intrygującym zdaniem: „Trudno o coś głupszego niż mechanizm ewolucji”. Autor porównuje mechanizm przypadkowych zmian genetycznych, z których większość w żaden sposób nie wpływa na przystosowanie organizmu do środowiska, z postępującym w ten sam sposób konstruktorem mostu. Strategię konstruktora każdy określi jako niewiarygodnie głupią, lecz i tak jest ona znacznie mądrzejsza od mechanizmów ewolucji, bo konstruktor ma swój cel, a ewolucja konstruowałaby cokolwiek. A mimo to te właśnie niewiarygodnie głupie mechanizmy ewolucyjne doprowadziły do powstania fizyki cząstek elementarnych i Zbrodni i Kary (Dlaczego autor wspomniał tu akurat Dostojewskiego, kreatora mesjanizmu i imperializmu wielkoruskiego, który tak plastycznie nam teraz owocuje? A nie można by tak posłużyć się w tym miejscu choćby proekologicznym i antyimperialnym Tołstojem?). W książce zabrakło mi odniesienia do bieżącego hipermodernizmu. A przecież o nowatorskich formach współczesnej głupoty można by pisać tomy. O hiperkonsumpcyjnym społeczeństwie paradoksalnego szczęścia, w którym wszyscy deklarują się jako szczęśliwi, podczas gdy nigdy nie było tylu depresji, złego życia, zmartwień i niepokojów. O epoce mimetyzmów, automatycznego powtarzania i powielania obrazów z wszelkiego rodzaju ekranów (kino, tv, komputer, telefon, GPS, gry wideo, kamery monitorujące), gdzie każdy jest jednocześnie twórcą i tworzywem, filmowanym obiektem i podmiotem, który filmuje. O świecie hiperkonsumpcji, totalnej mody, globalnego ekranu, skrajnego indywidualizmu, który jest najgorszym możliwym scenariuszem… z wyjątkiem wszystkich innych.
Trudno mi wyrazić się o tej książce jednoznacznie, ale wydaje się to wynikać z faktu, że zbiera w sobie pisma trzech różnych autorów, z których każdy ma swój szczególny charakter i sposób ujmowania zagadnienia. Z jednej strony czyni to książkę ciekawszą, z drugiej nadaje jej charakter pewnej nierówności. Sam temat jest bardzo ciekawy, zwłaszcza, że dotyka czegoś, co tak mocno potrafi dotykać - głupoty. Każdy z autorów ujmuje zagadnienie nieco inaczej. Nadaje rozumieniu głupoty brzmienie, które oddaje mocno jego własne postrzeganie świata. Każdy opiera je o swoje własne doświadczenia i swoją wiedzę. Do mnie osobiście najbardziej przemówił ks. prof. Heller, najmniej - Jerzy Stelmach, ale to oczywiście moje osobiste, bardzo subiektywne doświadczenia odbioru tej książki. Niezależnie jednak od tego, czy dany współautor przekonuje nas bardziej czy mniej, każdy z nich wzywa do przemyślenia, czy postawy, które opisuje nie są w jakimś stopniu naszymi. I to jest chyba najważniejsze w czytaniu tej książki. Spojrzenie na siebie w świetle, które ona rzuca. Owszem - wygodniejsze jest zawsze szukanie pewnych postaw i sposobów myślenia gdzieś wokół nas. Wskazywanie - "o, tamten tak robi". Ale w sumie, myśląc nad tym chwilę, możemy łatwo dostrzec, że to jest głupie. Dlaczego? Wykazanie komuś jego własnego zarażenia głupotą, nie czyni nas bynajmniej mądrzejszymi od niego.
Gdyby wydać teksty każdego z autorów z osobna - byłoby gorzej. Za to zebrane w całość dają wystarczająco zróżnicowaną i ciekawą perspektywę. Szeroką, bardzo zwięzłą, przesadnie skromną w przypisy - ale naprawdę ciekawą! Do tego stopnia, żeby kilkukrotnie pomyśleć "wow!".
Większość tekstów skupia się na poziomie jednostki (w kontekście logicznym i emocjonalno-poznawczym), ale pojawiają się tu też spostrzeżenia aplikowalne na poziomie grup czy całego społeczeństwa. Jednym z ciekawszych było dla mnie przytoczenie pojęcia potrzeby domknięcia poznawczego oraz związanych z nim pojęć "seize" i "freeze" Krugalskiego. Gdzie "chwytanie" polega na akceptacji pierwszego jednoznacznego wyjaśnienia danej sytuacji bez przeprowadzania oceny jego jakości. Z kolei "zamrażanie" polega na szybkim włączeniu takiego poglądu do istniejącej struktury wiedzy - uodparniając go na zmianę. Czy nie jest to świetne wytłumaczenie popularności narracji populistycznych?! (super-high level)
Super zabawa! Podobał mi się najbardziej pierwszy esej, który próbuje systematyzować i opisywać rodzaje głupoty. Bardzo intuicyjny i zabawny przez szczere odniesienia do otaczającej nas rzeczywistości. Cieszę się, że pojawiła się krytyka postmodernizmu i generalnie wzmianka o logice wypowiadanych zdań. Bardzo fajny zbiór, chciałabym czytać jak najwięcej takich na różne tematy!
Świetny zbiór esejów. Dla wprawnych filozofów z pewnością nie będzie odkrywczy, być może zbyt powierzchowny - ale z mojej perspektywy, tj. kogoś, kto nie para się filozofią, ale fascynuje naukami społecznymi, była to bardzo przyjemna, zgrabnie napisana i pouczająca lektura. Szczególnie ostatnia, spisana przez Bartosza Brożka część „W obronie głupoty” zapadnie mi w pamięć.
Pierwsze dwa fragmenty czyta się bardzo ciężko i nie była to dla mnie atrakcyjna rozrywka. Natomiast trzecia część stanowi już fajną zabawę filozoficzną i czytało się ją z przyjemnością.
Zbiór osobistych przemyśleń autorów w których próbują jak najwięcej “podciągnąć” pod głupotę. Brak spójności, brak konkretów, lanie wody. Nie jestem w stanie dokończyć tej książki. Szkoda czasu…