Pewnie w tym co napiszę, będzie jakaś doza buractwa, bo będę mówił o książkach, a nie o człowieku, ale kurewsko szkoda, że Feliks Kres zmarł i nie dał rady skończyć tej serii.
Świetny tom, mój ulubiony razem z "Porzuconym Królestwem".
Dawno po lekturze książki nie byłem tak zmęczony. Tarcza Szerni to powieść po której skończeniu poczułem zarówno ogromną satysfakcję, jak i duże zmęczenie. Porównałbym ten stan do ćwiczeń fizycznych. Samo ćwiczenie przynosiło mi ogrom frajdy, ale siłą rzeczy na końcu poczułem znużenie. Tarcza Szerni to chyba najbardziej wymagająca powieść Księgi Całości. Naprawdę jestem tak zmęczony umysłowo, jak już nie pamiętam kiedy. Dlatego, że mimo ciężkiego kalibru, trudno było mi się oderwać od lektury.
Obawiałem się tej części Księgi Całości, bowiem zawierała wszystko to, czego najbardziej w niej lubię – rozważania o Szerni oraz Fokę Ridi. Córka Króla Bezmiarów to bodaj najmocniej irytująca mnie bohaterka. Nie rozumiem przywiązania autora do tej postaci, bo nie widzę powodu dla którego żyje tak długo. Mam wrażenie, że na przestrzeni lat pomysł na jej postać tak się zmieniał, że już sam autor nie bardzo wie, jaką powinna być bohaterką. Decyzja z finału książki jest dla mnie niezrozumiała i absolutnie niesatysfakcjonująca.
Po drugie rozważania o Szerni, pasmach, równowadze i tym podobnych. Szczerze przyznaję, że nie rozumiem ich. Nie bardzo już chcę zrozumieć. Doceniam rozważania autora, które pojawiają się na temat świata ogółem, ale nie powiązane z Szernią.
Mimo dwóch bardzo denerwujących mnie aspektów, których pełno w Tarczy Szerni i tak czytałem z przyjemnością. Ponadto czytałem z przyjemnością, mimo że każdą inną książkę, innego autora, z chęcią bym skrócił o jakieś 200 stron. Uważam, że powinna być wersja skrócona Tarczy, bo w obecnym kształcie nazwałbym ją edycją fanowską. Dla kogoś, kto uwielbia czytać Kresa będzie to satysfakcjonująca lektura. Dla innych książka momentami przydługa, z powracającymi zwrotami akcji oraz niektórymi pomysłami na fabułę. Jestem świadom wszystkich tych wad, ale mimo wszystko ocenię książkę wysoko. Na tle wielu wydawanych pozycji to wręcz arcydzieło, które warto poczytać dla samego warsztatu autora.
Na koniec to, co bardzo doceniam w książkach Fabryki Słów, czyli redakcja i korekta. Dwie wcześniej przeczytane przeze mnie książki zawierały masę literówek i innego rodzaju błędów. W Fabryce się to nie zdarza. Tarczę Szerni polecam, ale docenią ją najzagorzalsi fani Kresa.
Ostatni tom niezwykłej serii Kresa bez wątpienia jest jedną z naprawdę dobrych książek. Ba, w połączeniu z resztą cyklu tworzy wspaniałą całość - ktoś kto zaczął cykl musi do tego tomu dotrzeć, a na nim na pewno się nie zawiedzie. W świecie Szereru dzieje się źle - Szerń i Aler znów walczą, na Agarach jest gorąco, Garra się podnosi po powstaniu, Grombelard to niemal zgliszcza w górach i portowe miasto Londu, Dartan jako zwasalizowane królestwo uspokoił się już po wojnie i żyje swoim życiem pod kierunkiem Pani Dobrego Znaku, Armekt wydaje się być odsunięty i oddalony od wszystkiego, mimo że nadal Wieczne Cesarstwo tam ma swą siedzibę... Zmagania na lądzie i morzach to jednak nic, w porównaniu ze znaczeniem wojny sił sprawczych znad granic Szereru. Wojny, na którą wpłynąć może kilka istot ludzkich... By zapanować nad tym i zabezpieczyć się przed osłabieniem Szerni przez ludzkie zmagania, grupa Przyjętych opuszcza swe pustelnie i rusza za księżniczką pirackich Agarów, wcieleniem Czerwonego Rubinu Błyskawic Geerkoto, Ridarettą Riolattą, "kapitaną" i "mamuśką" załogi "Zgniłego Trupa". Tym samym powracają na strony powieści postacie z poprzednich części - Gotah ze swą ukochaną żoną z "Pani Dobrego Znaku", Ridaretta i Raladan z "Króla Bezmiarów" i "Porzuconego królestwa", Ezena ze swoimi Perłami z "Pani...", Brorrok z "Króla Bezmiarów" to ledwie początek zbioru postaci, które albo wprost albo przez odwołania i wspomnienia współtworzą unikalne aczkolwiek też piękne zakończenie historii. Jest to też kolejna z części, gdzie magia zapożyczona z Szerni znów daje się zobaczyć - jest używana i częściowo tłumaczona. Postaci pobocznych też trochę, a prawie każda ważniejsza z nich jest bogato i ludzko narysowana. I choć wielkie potęgi nad głowami ludzi toczą bój a kilkoro ważnych ludzi potrafi rozstrzygnąć o przyszłości ichniejszego świata, to największy wpływ na przebieg wydarzeń mają nie czysto logiczne, wojskowe, taktyczne czy polityczne ruchy figur (od czego cierpiały po trochu "Północna granica" i "Pani Dobrego Znaku") a właśnie te nagłe wybuchy uczuć, emocje rzucające na szale istnienia losy wszystkich żywych protogenistów cyklu... Z tą głębią i życiem od władców imperium, królestw, księstw, kapitanów po majtków i niewolników, zestawiona jest bogata w akcję przygoda związana z bijącym sercem córki Demona Walki. Wobec scenerii epickiej walki o świat, pokazywany jest nam mroczny światek ciężkiego żywota młodej kobiety kierowanej przez najmroczniejszy z porzuconych przedmiotów. Poznajemy jej niemal codzienne pełne bólu zmagania, widzimy jak mało nawet wielcy Przyjęci i najbliżsi z rodziny o niej wiedzą. Kres pokazuje nam jak umysłowo młoda bohaterka cierpi, by nie ranić najbliższych. Widzimy, jak bardzo są jej oddani jej podkomendni. Widzimy też, jak niemoralnie zepsutą grupę stanowią ci morscy zawiadacy, którym młoda księżniczka gotowa w jednej chwili zgotować piekło na ziemi i morzu albo naprawdę huczną pijaną imprezę. Podobnie do poprzednich części akcja nie tylko kręci się wokół kobiet, ale to właśnie one obracają największe kołowrotki i zębatki w maszynerii losu krain stworzonych przez Szerń. Rida, Ezena, Kesa, Hayna - to one grają tu pionkami i same są "prze-/posuwane"... W końcu nawet najsilniejsi męscy bohaterowie przyznają, że aby historię zakończyć trzeba będzie paru "kutasów" - i choć wcześniej ich życie, decyzje i losy barwią historię i doświetlają zakamarki istnienia heroin, to nawet takowa decyzja nie jest podejmowana na czas... Pozwala to jednakże Kresowi zamknąć cykl w poniekąd otwarty sposób. In plus zaliczyć trzeba różnice w ideologiach, stylach, myślach i tradycjach ponownie uwypuklanych jakie istnieją pomiędzy mieszkańcami Szereru - "granica" malowała tylko region armektańczyków w wojskowych barwach, "król" przenosił nas na drugą stronę znanego globu/kontynentu i ukazywał trudy i znoje życia wyspiarskiego i piracko-okrętowego z odrobiną zatargów historycznych, "legenda" zaczynała przeciwstawiać sobie myśli i tradycje równinnych jezdnych armektańczyków z góralskimi zbójniczymi piechurami, "pani" otwarcie ukazała różnice i związki między narodami i w ich ramach ze szczególnym uwzględnieniem starodartańskiej tradycji, "królestwo" poniekąd porzuciło te porównania na rzecz podsumowań i refleksji przyjaciół i towarzyszy miecza, tu zaś powróciły wymieszane dodatkowo z obrazem efektów zdarzeń poprzednich części cyklu oraz wątkami historyczno-legendowymi jakie Kres po trochu przemycał na przestrzeni opowieści i rozważań różnych bohaterów do tej pory w ramach cyklu wprowadzonych. Istotnym aspektem jest to jak postaci tej części są rysowane - nie są płaskie ani puste, nawet jeśli na początku takimi się wydają to jeśli nie parę to paredziesiąt stron dalej ukazują swą głębię, ich decyzje nie są całkowicie moralnie ambiwalentne ale też nie są czysto biało-czarne. To jak swoje akcje postrzegają i czym się kierują bohaterowie wyraźnie rysuje ich charakter, nie sposób nie przyznać temu a temu racji albo zrozumieć jego ruchów po planszy życia, a dzięki tej wielostopniowej szarości pomysłów, powodów, czynów i efektów, słowem akcji i reakcji, można dopingować i trzymać kciuki za ulubieńców... Niejednokrotnie Kres daje czytelnikowi prztyczka w nos, wprowadzając poboczną postać o małym znaczeniu, która prostymi słowy potrafi diametralnie obrócić znaczenie i logikę postrzegania świata przez ważniejsze postaci, albo też ukazując nowy aspekt myśli kierujących akcjami bohaterów dopiero wiele stron dalej - i nagle klocki zaczynają się układać albo wręcz odwrotnie bo rozpadać. To jak ładnie, schludnie i ciekawo Kres splata nici losu napotkanych do tej pory bohaterów tworząc tą kończącą historię, to jak z użyciem odrobiny ale nie nadmiaru magii kończy nie kończąc opowieść o fantastycznej krainie Szereru, to jak nawet najpodlejsi potrafią zaświecić światłem dobra, najczystsi splamić się brudnymi aktami, najprostsi dać owoc głębokiej mądrości, najmądrzejsi wykazać się niemal istną głupotą - wszystko to i samo piękno świata cyklu Szererskiego czyni z "Tarczy Szerni" bardzo wartościową lekturę, wspaniałą książkę o unikalnym uniwersum, oczywiście obowiązkową pozycję dla fana cyklu - słowem pozycję wartą czasu i wzroku!
Księga Całości to zdecydowanie jedna z moich ulubionych serii fantastycznych, nie tylko polskich. Pomysł na tak różnorodny świat, który z kolejnymi historiami czytelnik może poznawać coraz lepiej przemawiał do mnie już od pierwszego tomu, ukazującego starcie z dzikimi ludami Aleru. Pomysł na przywoływanie wcześniejszych opowieści w kolejnych tomach i sposób w który autor to robi, budując całą historię, sprawia, że całe uniwersum przybiera głębszy wymiar, a ja z każdą historią jestem coraz większym fanem.
W Tarczy Szerni rozpoczyna się wojna Szerni z Alerem, która może dla zwykłych obywateli nie jest odczuwalna, ale może nieść za sobą katastrofalne skutki. Grupa Przyjętych, mędrców Szerni, którzy doskonale znają jej potęgę, stawia sobie za cel powstrzymanie nadchodzącej katastrofy. Zadanie to jednak nie jest tak łatwe jak mogłoby się wydawać, gdy wziąć pod uwagę, że towarzysze zwiążą swoje losy z niechlubnej sławy piratką Ridaretą, która posiada w sobie zaklętą moc Rubinu.
W 9 tomie Księgi Całości występują bohaterowie znani już z poprzednich tomów, co jedynie zwiększa początkową przyjemność z powrotu do tego świata. Intryga rozkręca się już właściwie od samego wstępu, kiedy jeszcze nie do końca jasnym są motywacje bohaterów. I tutaj autor, jak zwykle zresztą, robi świetną robotę. Przedstawienie kolejnych zakątków, pirackie przygody, konflikty na Agarach, rozważania Przyjętych, a nawet sytuacja w Rollaynie. Przewija się tu wiele wątków, a wprowadzenie każdego kolejnego stawia przed czytelnikiem kolejne wątpliwości, które Kres prędzej czy później rozwiewa. Podobnie jak w pozostałych odsłonach serii, przygody bohaterów są również tłem do rozważań autora o życiu ludzkim, a jego spostrzeżenia są niezwykle trafne.
Jednak niestety pojawia się tu ten sam problem, który miałem w Królu Bezmiarów – ta książka jest po prostu horrendalnie rozbuchana i to moim zdaniem, niestety, niepotrzebnie. Mimo początkowego ogromnego zainteresowania, słabło ono z każdą nieco podobną do siebie przygodą Ridi w której powoli nie widziałem sensu. I chociaż z perspektywy bardzo emocjonującej końcówki jestem w stanie docenić wiele z nich, tak sądzę, że ten tom wiele by zyskał, gdyby go po prostu skompresować.
Biorąc pod uwagę wszystkie przeczytane tomy to właśnie ten wydaje mi się być najsłabszym z nich, jednak nie zmienia to mojego uwielbienia całej serii. Autor w tamtym czasie zmagał się z kryzysem twórczym, co odbiło się nieco na jakości samej książki. Liczę, że Najstarsza z potęg wróci na właściwe tory i poziom, który sprawił, że pokochałem Księgę Całości.
Już sam nie wiem co jest lepsze, sama treść książki, czy sposób w jaki Wojciech Żołądkowicz je czyta. Przyjemne i wspaniałem lektury. Szkoda, że zbliżam się do końca historii...
Szósta odsłona Księgi Całości Feliksa W. Kresa jako fajny przerywnik od pędzącej do przodu akcji, który pozwala zagłębić się lepiej w stworzony przez autora świat, zaskoczyła mnie po całości. Jednocześnie natchnęła do sięgnięcia po siódmą część cyklu pod tytułem Tarcza Szerni.
Szerń się rozpada. "A wraz z nią – cały świat, którego strzegła. Upadają Pasma, Porzucone Przedmioty tracą swoje właściwości, wielkie fale niszczą całe miasta. A Przyjęci dyskutują o naturze wszechrzeczy, zastanawiając się, czy mają prawo zrobić cokolwiek, by ratować Szerer przed zagładą. Znalazłszy winnego (a właściwie winną), z determinacją godną wcześniejszej bezwolności, ruszają po jej głowę. Wszak czymże jest jedna śmierć wobec milionów ocalonych istnień?!
A może jednak jest zbrodnią, taką samą jak wszystkie inne?"
Klamra się spina … Choć odsłona bardzo mi się podobała, to jednak wciąż gdzieś z tyłu głowy kołacze mi się myśl, że ta historia rozłaziła się lekko na szwach, ale za to czuć było, że wszystko zaczyna się spinać jedną wielką klamrą.
Klamrą, w której pierwsze skrzypce Ridareta. Kobitka, do której nie pałałam sympatią, ale po tym odcinku, moje zdanie o niej zostało lekko zmodyfikowane.
Wszystko przez to, że jej nieustanna walka z rubinem, postawiła ją w roli heroski o ponadprzeciętnej psychice, która robi wszystko, żeby nie zwariować, a przy tym ma moc utrzymania przy sobie wiernych ludzi.
Poza Ridi, której postać napisana jest przepysznie, w tomie znajdziemy tu też Raladana, który dzięki przybranej córce nie ma łatwego życia, a jego procesy decyzyjne związane z jej osobą można opisać statusem „to skomplikowane”. Pojawiają się Gothan oraz Kesa, ze swoim ważnym zadaniem. Jest gdzieś po drodze Kitara, który straci głowę dla Ridi, Ezena, Anessa i Hayna.
Ten przepych ważnych bohaterów powoduje sporo zamieszania, ogrom niespodziewanych zwrotów akcji i decyzji podejmowanych „na ostrzu noża”.
Jednym słowem jest moc napędzana ludzkimi żądzami, pełna zwrotów akcji i walki dobra ze złem. Dlatego już nie mogę doczekać się sięgnięcia po kolejny tom Księgi całości Feliksa W. Kresa, a z czystym sumieniem mogę napisać, że Tarcza Szerni tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, iż ten cykl, jednym z najlepszych polskich fantasty jest.
Tarcza Szerni rozpada się, a w raz z nią świat jaki znamy, ale to dopiero początek problemów. Jednym z nich jest pewien klejnot, którego Przyjęci postanawiają pozbyć się za wszelką cenę. Jednak cena jaką przyjdzie im zapłacić będzie wysoka...
Wielowątkowa, wciągająca fabuła z dosyć mocną końcówką.
Książka poświęcona głównie Riolacie Ridarecie, ale mamy tutaj też (moją ukochaną) Ezenę. Jednak najbardziej rozbawił mnie tekst Raladana, dotyczący rządów kobiet i ich sposobów na załatwianie spraw - do tej pory leżę 🤣🤣🤣 Coś czuję, że kolejny tom może być dosyć ciekawym rozwinięciem tego zagadnienia 🍵📚📖🤓
"Tarcza Szerni" to istny wulkan emocji. Historia łączy ze sobą ludzkie pragnienia oraz punkty widzenia z mityczną siłą która może naginać rzeczywistość wedle upodobań. Ridi jest mistrzowską postacią.
Bardzo szanuje Kresa za to jak podchodzi do kobiecych postaci. Tacza Szerni to klimatyczna opowieść o Szaleństwie i przeznaczeniu.
Ale nie tylko szaloną piratkom ten tom stoi (Chodź jej postać napisane jest cudnie). Widzimy powrót Raladana, który ma cholernie ciężkie życie przez "Fokę". Pojawiają się Gothan oraz Kesa. Widzimy również Kitara, który straci głowę dla Ridi, Ezena, Anessa i Hayna.
Bardzo lubię Kresa i Księga Całości. Cholera jasna Raladan to jednak dobrym ojcem jest.
Jedna z lepszych części Ksiągi Całości. Po raz kolejny mogę się zachwycać jak przemyślanie i inteligentnie jest ta saga napisana. Aż brak słów na temat kunsztu pana Kresa. Znajdziemy tu wszystko co najlepsze w Księdze Całości, może akurat w tej części mało jest walk jako takich, ale same turbulencje w jakie wpadają nasi bohaterowie potrafią niesamowicie wciągnąć. Charaktety bohaterów to majstersztyk. Dialogi, intrygi polityczne - coś wspaniałego. Możemy na przestrzeni książki się śmiać, płakać, ale na pewno nie nudzić.