Mam na imię Tessa i – odkąd pamiętam – prowadzę podwójne życie. Jestem kelnerką za dnia, za to nocami zamieniam się w żądną krwi łowczynię demonów.
Dlaczego to robię? Och, nie zrozumcie mnie źle, przecież nie wybrałam takiego zajęcia, bo jest ekscytujące i bezpieczne. Pieniądze też nie grały w tym żadnej roli. Nikt mi w końcu za to nie płaci.
Tropię i zabijam wyłącznie dlatego, że posiadam nad demonami niespotykaną przewagę: w połowie jestem jedną z nich…
Początek był taki sobie, potem podobało mi się bardziej. Główna bohaterka jest półdemonem i po godzinach poluje na... demony. Sprawdzając jedno zlecenie dowiaduje się o 5 artefaktach, których poszukuje Piekło. Są one potrzebne, aby na wieki otworzyć Bramy Piekielne. Tessa próbuje to wszystko powstrzymać. Najbardziej podobały mi się zabawne dialogi i wątek romantyczny. Wątek fantastyczny też był ciekawym pomysłem, ale czegoś mi zabrakło, widać też, że to jednak debiut, ale później już lepiej mi się czytało.
Tą książkę miałam w planach odkąd zobaczyłam ją u kogoś na bookstagramie. Przeczytałam opis i wiedziałam, że to będzie to. Cieszę się, że w końcu udało mi się po nią sięgnąć, ponieważ "Tylko żywi mogą umrzeć" to jedna z najlepszych pozycji fantasy.
Fabuła książki porywa od pierwszych stron. Nie mogłam oderwać wzroku od wiązanki liter, a jest tam na co patrzeć. Autorka stosuje świetne gry słowne, co trzyma czytelnika przy tekście.
Historia została rozbudowana tak, jak najbardziej lubię, czyli książka zaczyna się w punkcie "A", ale nie kończy w punkcie "B" - jest tam tyle zwrotów akcji, że nie jestesmy w stanie przewidzieć, co tak na prawdę będzie ostatnim wydarzeniem w pierwszym tomie serii. Kocham takie zabiegi.
Główna bohaterka, czyli, oczywiście, Tessa, przypomina mi Wystrzałową Wariatkę (ksywka Jinx z gry League of Legends). Nie zawsze, ale jak ma swoją... "Fazę"? "Przemianę"? Jest wtedy krwiożercza. Zabije wszystko, co stanie jej na drodze, bez względu na koszy. Mało jest takich głównych bohaterów, którzy swoją drugą stronę mają tak mroczną. Podoba mi się to.
Samych bohaterów mamy dużo. Ja, zanim ogarnęłam kto jest kto, bardzo się gubiłam. Każdy ma swoją przeszłość, jednak nie do końca jest nam ona znana, w większości przypadków.
Świat przedstawiony to cudo. C-U-D-O. Akcja dzieje się w naszych czasach, a kościół katolicki stanowi ogromną jej część. Już na pierwszej stronie wchodzimy z bohaterką do kościoła. Pierwszy raz spotkałam się z tym, aby ktoś mieszał w główną akcję Watykan. Nie spodziewałam się tego. Zazwyczaj, jeśli kościół jest ważny, Watykan nie pojawia się wcale. Tutaj? Zapomnijcie o tym. Będzie się działo.
Nie mogę się doczekać, aż zacznę czytać tom 2. W książce zostawilam dużo znaczników i jeszcze więcej komentarzy ołówkiem. Poza tym pomiędzy ostatnim rozdziałem, a epilogiem jest dziura - nie wiadomo, co się stało, wiemy tylko, jak wpłyneło na wydarzenia z ostatnich stron książki. Ta zagadka musi przestać być dla mnie tajemnicą🤭
Fascynująca historia, niesaowici bohaterowie, świat, który porwie twoją duszę - to wszystko znajdziecie w książce "Tylko żywi mogą umrzeć". Dla mnie 5/5🤍🤍🤍 Polecam wam gorąco z całego serducha! Jeśli kochacie fantastykę, demony, soczyste dialogi i przyprawiacie to łyżeczką miłości - powyzsza książka jest napisana dla was! Czytajcie - na prawdę warto🤩
Ledwo dobrnęłam do końca (i to na darmo, bo nic się nie wyjaśniło). Postaci irytujące, humor nie w moim typie, język przeciętny. Daję dwie gwiazdki za pomysł i dlatego, że nie chcę być niemiła.
O matko jakie nudy. Nie da się niczego skleić o tym co tu się dzieje, bo nic się nie dzieje. Ciekawe pomysły na demony i główną bohaterkę są totalnie zasypane ciągłymi próbami płytkiego romansu i ciągłej nudnej akcji. Nudy.
Lektura pierwszego tomu serii o Tessie Brown skłoniła mnie do pewnego przemyślenia, bo chyba dość rzadko zdarza mi się taka sytuacja, gdzie znam późniejsze pozycje z twórczości autorka - dylogia Miłosna Gra i Mroczna Pokusa - i decyduję się sięgnąć po debiut wydawniczy. Twórczość Pani Foryś bardzo cenię i mam nadzieję, że nie przestanie mnie zaskakiwać w pozytywny sposób, a teraz do rzeczy, bo książka jest o pewnej łowczyni i więcej o niej dowiecie się poniżej. Tessa wydaje się być normalną kobietą, która pracuje jako kelnerka w barze tylko po to by w nocy zająć się zupełnie inną działalnością - tropieniem oraz zabijaniem demonów, to coś na co pozwala jej połowa jej DNA, z której co tu dużo mówić nie jest zbyt dumna. Z tym, że w pracy nocnej to właśnie ta niby zła część jest najważniejsza i daje dużą przewagę w postaci radaru na demony. Obecnie ma już swoich przyjaciół i współpracowników z którymi działa w określny sposób, aby zapobiec panoszeniu się istot piekieł po ziemi i w dotychczasowych misjach jakoś sobie radziła, jednak teraz zaczyna nową, która będzie inna i powiedzie ją na krańce wyobrażalnych wypadków. Tessa musi odszukać artefakty i to nie byle jakie tylko najpotężniejsze na świecie - i pozwalające zakończyć to co już zaczęła. Tylko... że nic nie będzie takie proste jakby się mogło wydawać, bo na jej drodze stanie pewien demon, który będzie inny niż wszystkie i gra z każdą chwilą będzie się toczyć o wyższą stawkę, tylko czy młoda łowczyni sobie z tym poradzi? Jak już wcześniej wspominałam „Tylko żywi mogą umrzeć” to debiut autorki sprzed paru lat i mogę powiedzieć, że to naprawdę dobry początek karier zapowiadający świetną serię urban fantay. Główna bohatera musi stawić czoła wielkiemu potężnemu złu, jednak nie jest to sztampowa walka, gdzie wszystko idzie jak po maśle za każdym razem, a wręcz przeciwnie - autorka zmusza Tessę to dużej ilości działa, gdy nie wszytko idzie po jej myśli a mimo to cel trzeba osiągnąć, a to nie jedyne co ją spotka, bo przyjdzie też kilka zawodów i rozczarowań. Jak to zwykle bywa w tym gatunku dużo się dzieje i akcja dosłownie biegnie bardzo szybko, bo inaczej czytelnik mógłby stracić zainteresowanie. Panna Brown to nie jedna z wielu dziewczynek, bo gdzie by tu była zabawa w tym wszystkim? Jest ona ironiczna, sarkastyczna, silna i potrafi działać w każdej sytuacji - czyli to taka częściowo bad gril, ale nie do przesady jak się dzieje w męskich odpowiednikach. Muszę też dodać, że znajdziemy tu pewną ponętną postać męską która będzie nas kusić i sprawiać, że będziemy chciały sobie włosy z głowy rwać. W sumie, jeśli mam być szczera to polubiłam ich oboje i cieszę się, że już niebawem wezmę na tapetę kolejny tom, bo czuje że warto.
Tessa Brown dostaje od swojego przyjaciela informację, że w podmiejskim klasztorze doszło do kradzieży. Zaginął pewien artekaft, który, jak się później okazuje, jest jednym z wielu. Krzyż, jak to krzyż, nie ma w sobie nic szczególnie znaczącego, a jednak! Materialnie nie ma on wartości dla nikogo, ale…! Nie chodzi o krzyż sam w sobie, nikt nie potrzebuje go do rozpętania Piekła na Ziemi. Ogromnie znaczenie dla Władcy Podziemia ma transkrypcja, znajdująca się na owym artefakcie. Główna bohaterka Tessa wraz z przyjaciółmi podejmuje się odnalezienia wszystkich artefaktów, noszących na swoich barkach kluczowe transkrypcje. I tym samym uniemożliwić demonom wejście w ich posiadanie, które będzie dla nich kluczem do wyjścia z Podziemi. Tessa Brown nie jest zwykłą kobietą, w jej ciele zamieszkują dwie dusze, brzmi ciekawie? Jak najbardziej! Główna bohaterka jest nie tylko człowiekiem, lecz także namiastką demona, polującą na swoich pobratymców. Zaginięcie krzyża jest dopiero początkiem, pierwszym krokiem w szaleńczej pogoni do ocalenia świata. Czy Tessie i jej przyjaciołom uda się odnaleźć resztę brakujących transkrypcji, zanim zrobi to świat Podziemi? Czy Tessa i jej towarzysze wyjdą cało z największej bitwy, z jaką przyjdzie im się zmierzyć? I czy miłość będzie w stanie uratować kogokolwiek?
Przebudziłam się kilka godzin później, czując na sobie czyjś wzrok. Duszący odór siarki był niemal namacalny. Pisnęłam mimowolnie, kiedy zauważyłam ciemną postać stojącą w rogu pomieszczenia.
D. B. Foryś – Z wykształcenia programista i grafik, pisarka z zamiłowania. Pisze głównie fantastykę. Ciężko jej tworzyć fabułę, w której nic z nieba nie spada lub z podziemi nie wychodzi, ale zdarza jej się eksperymentować z thrillerem czy romansem. Swoją przygodę z pisarstwem zaczęła od publikowania opowiadań w Internecie. Od 2015 roku jest związania z grupą literacką Ailes. Tylko żywi mogą umrzeć, jest literackim debiutem autorki i jednocześnie pierwszą częścią serii o Tessie Brown.
– Czy on bardzo cierpi? – zapytałam drżącym głosem, przenosząc wzrok na Leonardo. – Niewyobrażalnie.
Wcześniej, zanim zabrałam się za czytanie, wrzuciłam dla Was tutaj na bloga obszerną zapowiedź tego, co czeka na nas w książce. Szczerze powiedziawszy, gdy tworzyłam post ze wspomnianą zapowiedzią, nie czułam się przekonana do “Tylko żywi mogą umrzeć”, obawiałam się wręcz, że powieść autorki nie przypadnie mi do gustu. I wiecie, co? Uwielbiam pozytywnie być zaskakiwana przez książkę, do której początkowo podchodzę sceptycznie.
Tylko żywi mogą umrzeć, autorstwa D. B. Foryś to barwna powieść z gatunku fantasy. Niejednokrotnie na swoich social mediach, czy tutaj na blogu, wspominałam, że jeszcze do niedawna omijałam książki z tego gatunku, szerokim łukiem. Jednakże jako autorka i pisarka z pasji oraz zapalona czytelniczka, chciałam poszerzyć swoje horyzonty i zaczęłam sięgać po literaturę fantasy. Czytałam fajne w odbiorze książki, ale także te kiepskie. Tylko żywi mogą umrzeć, na tle przeczytanych przeze mnie tytułów wypada najlepiej! Dlaczego?
Pierwsza część z serii o Tessie Brown, Tylko żywi mogą umrzeć, wessała i pozytywnie zaskoczyła mnie już od pierwszych akapitów. Język, jakim operuje autorka, jest nie tylko barwny, ale także świetny w odbiorze, co powodowało, że numery stron zmieniały się w zastraszającym tempie. Od samego początku do końca czytałam rozdział po rozdziale z zapartym tchem. Chłonęłam powieść doszczętnie, przeżywając wraz z Tessą i jej przyjaciółmi wszystko to, co aktualnie się działo. A dzieje się w książce naprawdę wiele! I gwarantuję Wam, że nie będziecie się nudzić nawet przez chwilę, bo wydarzenia przeplatane z akcją spotkacie niemal na każdej stronie. Ponadto dowiecie się wielu zagadnień z historii religii chrześcijańskiej, zwiedzicie zabytkowe klasztory, wybierzecie się w podróż do wielu miast, a wszystko po to, by odnaleźć artefakty i przeczytać kluczowe transkrypcje, potrzebne Władcy Podziemi do rozpętania Apokalipsy.
Zamknę Bramy do Podziemi. Dostaniesz drugą szansę oraz świat bez demonów. Nie musisz ginąć razem ze mną.
Powieść jest jak najbardziej logiczna i spójna, gdybym chciała się do czegoś doczepić, byłoby to jedynie mieszanie czasów. Jestem tak strasznie na to uczulona, że nie umiem tego zignorować, ale gdy w każdej książce napisanej w czasie przeszłym, występują wtrącenia w czasie teraźniejszym, zaczynam myśleć ze mną jest chyba coś nie tak. Być może inaczej postrzegam opowiadanie przez bohatera wydarzeń, jakie kiedyś miały miejsce i stąd moje czepialstwo. Jednakże sądzę, że dla Was nie będzie miało to żadnego znaczenia, bo Tylko żywi mogą umrzeć, tym bardziej, jako debiut literacki to świetna książka. Ma ciekawie wykreowanych bohaterów, silnych, wyszczekanych i gotowych do poświęcenia własnego życia w imię całej ludzkości. Charakterystyka każdej postaci została skrupulatnie przemyślana, przez co bohaterowie są z krwi i kości, stworzeni w określonym celu, każdy ma swoje zadanie do wypełnienia. Demoniczny świat wciąga z taką siłą, że nie będziecie w stanie odłożyć książki, chociażby na chwilę, a wątek romantyczny między demonami przyprawi Was o szybsze bicia serca i wzruszenie, jakie funduje autorka niejednokrotnie. Poza tym będziecie mieć ochotę udusić D. B. Foryś i to nie raz, ponieważ serwuje takie wydarzenia, że miałam ochotę na nią nakrzyczeć i przyznam się, że to zrobiłam. Przeżywałam każdym zakamarkiem ciała emocje głównej bohaterki, a także innych bohaterów, jednych pokochałam całym sercem, innych znienawidziłam, a nawet się na kogoś tam obraziłam. Każdy rozdział trzyma w napięciu i wzbudza coraz większą ciekawość, powodując, że chcę się więcej i więcej, a Kilian, oh, Kilian, do chwili obecnej jestem na kilianowym haju, a w moich tęczówkach tańczą serduszka.
Ogrom przestrzeni oraz gabaryty tego miejsca sprawiły, że w mig straciłam orientację, a Kilian wraz z Remim całkowicie zniknęli z zasięgu mojego wzroku. Otoczona przez rywali, nie miałam czasu, aby rozglądać się za innymi. Musiałam skupić swoją uwagę już tylko na tym, żeby możliwie najdłużej nie dać się zabić.
Podsumowując – W "Tylko żywi mogą umrzeć" poznacie Tessę, kobietę, której ciało zamieszkują dwie dusze, Kiliana, kluczową postać w całym zamieszaniu związanym z Apokalipsą, spotkacie różne demoniczne stwory, a nawet staniecie twarzą w twarz z samym Władcą Podziemi. A to wszystko i wiele więcej okraszone humorem, nieustającą pogonią i oczywiście miłością, jakiej nie znajdziecie w żadnej innej książce. I szepnę Wam jeszcze na ucho, że byłabym wniebowzięta, mogąc obejrzeć ekranizację, Tylko żywi mogą umrzeć! I nie ważne, ile razy usuwałam zdania, by najlepiej obrać w słowa, wrażenia, jakie zostały mi po tej książce, ponieważ nie ma słów na to, by opisać dokładnie, co zrobiła ze mną ta pozycja. Jedynie mogę zachęcić Was do jej przeczytania, byście mogli zrozumieć, że są powieści, które się przeżywa całym sobą.
Dla mnie literacki debiut D. B. Foryś to strzał w dziesiątkę. Gorąco polecam!
Za możliwość przeczytania książki, dziękuję autorce i cieszę się, że mogę jej patronować. Gratuluję dobrego debiutu i czekam na kolejne części z serii.
Już od dłuższego czasu próbuję za wszelką cenę polubić się z polską fantastyką, tylko na ogół jest to niczym uderzenie w ścianę - książki za cholerę do mnie nie przemawiają, a ja zrażam się na jakiś czas i do polskich nazwisk i do fantastyki w ogóle. Tutaj wyszło tak, że widziałam kilka polecajek, zachwalano, miałam od dawien dawna na liście, włączyłam... i przepadłam.
Nawet nie wiedziałam, jak bardzo takich książek mi brakowało. Tessa Brown jest bohaterką, którą polubiłam już od pierwszych stron - jest częściowo człowiekiem, ma demoniczną naturę i para się zabijaniem demonów. Kiedy ją poznajemy, jej życie mocno się komplikuje, a ja z uśmiechem na twarzy śledziłam jej losy, bo całość jest okraszona sporą dawką humoru.
Pióro Foryś bardzo przypadło mi do gustu. Świetnie mi się słuchało książki, pare razy się uśmiechnęłam, historię wręcz chłonęłam. Jest to moje pierwsze spotkanie z autorką, ale zdecydowanie jeszcze do niej wrócę i myślę, że nie tylko do cyklu z Tess, ale zobaczymy, jak wyjdą pozostałe tomy! Pod koniec trafiłam na fragment, który mi nie szedł, ale zakończenie mi się podobało i jestem podekscytowana i żądna dalszych przygód!
Gdybym miała do czegoś tą książkę przyrównać, to podczas jej czytania czułam się, jakbym poniekąd wracała do korzeni, bo przypomina mi moje ulubione serie - Kroniki Żelaznego Druida, Mercedes Thompson, Miłość na kołku i serię o sukubie, której nigdy nie skończyłam. Idealnie wpasowuje się w ten klimat i przypomniała mi, jak bardzo ja takie książki lubię i jak mocno za nimi tęskniłam, bo ostatnią taką czytałam... no dawno i zdecydowanie potrzebuję więcej! Jest lekka, zabawna, czysta rozrywka, ale nie jest też głupia. Podczas słuchania nie miałam wrażenia, że bohaterka jest tępą dzidą, a nawet, jeśli miała gorsze momenty, to nie zostały mi one w pamięci.
Właściwie jedyne, do czego mogę się przyczepić, to do tego, że nie za bardzo została mi w głowie i po wcale nie długim czasie od jej zakończenia, pamiętam ją mgliście. Na pewno nie przypomnę sobie imion innych postaci, ale kojarzę główną linię fabularną, co mniej więcej się działo i zakończenie i szczerze mówiąc, w zupełności mi to wystarczy. No i fakt, że będę ją bardzo miło wspominać!
Czy są tu fani serialu "Supernatural"? Jeśli tak to mam dla Was idealną książkę! "Tylko żywi mogą umrzeć" to powieść autorstwa D. B. Foryś, która swym wnętrzem porwie Was na misję by stawić czoła demonom! Jest to fantastyczna powieść urban fantasy, gdzie znajdziemy zalążek romansu i ciekawych bohaterów. Jest to pierwszy tom serii o Tessie Brown.
Tessa Brown to łowczyni demonów w nocy, a kelnerka za dnia. W jej krwi jest domieszka krwi demona, co sprawia, że potrafi ich wyczuć, a to czyni z niej świetnego łowcę. W swej walce może liczyć na kilka osób, lecz nie każdy okaże się wart jej zaufania. Rozpoczyna się nowa misja dla naszej bohaterki i będzie ona podczas niej poszukiwać artefaktów, które pozwolą zamknąć raz na zawsze bramy piekła. Oczywiście nie obędzie się bez walk z demonami i poszukiwaniu sojuszników. Jak potoczy się ta misja i kto okaże się zdrajcą? Sięgnijcie po powieść by dowiedzieć się więcej!
Nad tą książką będą z mojej strony same zachwyty, co nie oznacza iż nie ma kilku wad, ale są tak małe iż nawet nie będę się nad nimi rozpisywać. Niech Was nie zwiedzie ta okładka, to co znajdziecie w środku jest niesamowicie fantastyczne! Jak się zabrałam za tą powieść to nie mogłam jej odłożyć i skończyłam w kilka godzin by od razu sięgnąć po kolejny tom. Zakończenie książki zasługuje na owacje na stojąco! Genialne, nieprzewidywalne i w dodatku idealne! Postacie są nieszablonowe, mamy dobrego demona i ludzi o wiele bardziej złych niż demony. Świat wykreowany przez autorkę oraz sposób powstawania demonów mi się ogromnie spodobały. Czułam się jak na świetnym polowaniu wraz z łowcami, gdzie nie możemy być pewni czy z ciemności nie wyłoni się demon bądź duch. Dreszcz emocji i oczekiwanie co zaraz się wydarzy, szybka akcja pełna nieoczekiwanych zwrotów akcji. Autentyczne zaskoczenie, gdy zdrajca się ujawnia i gniew, który budzi się w naszej bohaterce, to również i ja poczułam. Ogromnie się cieszę, że mam jeszcze dwa tomy pod ręką i będę mogła całą opowieść poznać bez zniecierpliwienia co będzie dalej!
Z całego serca polecam Wam tą powieść! Dołączcie do łowców demonów i podejmijcie się misji ocalenia świata przed nadchodzącym końcem.
Za egzemplarz książki do recenzji w ramach współpracy barterowej dziękuję bardzo autorce.
This entire review has been hidden because of spoilers.
„Usłyszałam przeszywający chrzęst łamanych kości. Całe pomieszczenie wypełnił mój rozpaczliwy jęk, kiedy obserwowałam, jak mężczyzna bezwładnie opadał na ziemię. Oczy traciły swój dawny blask. Stawały się puste i matowe. Martwe.”
Codzienną rutynę Tessy Brown przerywa wiadomość od przyjaciela o skradzionym krucyfiksie. Dziewczyna podejmuje trop i rozpoczyna śledztwo, jednak nie spodziewa się, że sprawa jest o wiele poważniejsza niż przypuszcza. Zdawałoby się, że to zwykła kradzież, jednak chodzą słuchy w świecie demonów, że już niedługo coś się wydarzy. W tym samym czasie w życiu Tessy pojawia się tajemniczy Kilian, który zdaje się być o wiele bardziej obeznany w temacie niż ona. Rozpoczynają współpracę jedynie po to żeby sobie nie wchodzić w drogę. Podczas ich krótkiej, ale prężnie rozwijającej się znajomości Tess dowiaduje się, że jej nowy kolega nie tyle jest demonem, co jest kluczem do całej historii. Jednak czy Tess ze zorganizowaną przez nią ekipą zdoła zapobiec apokalipsie, czy wręcz przeciwnie pomogą ją rozkręcić?
Cała historia opiera się na dobrze znanym nam schemacie walki dobra ze złem. Bohaterowie w celu uratowania świata przed demonicznymi siłami szukają artefaktów, aby antagonista nie dostał go pierwszy. Tak samo jak relacje między bohaterami nie są nam obce – przyjaźnie, romanse, intrygi, zdrady. Sam charakter postaci powoduje, że zatracamy się z każdą kolejną przewróconą stroną i to jest to właśnie, bo gdy tylko pojawiał się na stronach Kilian czy Gabe to nie mogłam oderwać się od tego. Pragnęłam więcej i więcej. To co bardzo mi się podobało, to fakt, że postacie nie są pod kloszem. D.B. Foryś nie cacka się z nimi. Sama Tessa, kiedy walnęła gafę, musiała mierzyć się z konsekwencjami swojego zachowania. To właśnie zaliczyłam na plus, że nie było to zamiecione pod dywan lub nie przeminęło z wiatrem.
Prócz tego, co może wydać się dziwne, to brakuje tutaj równowagi. Są demony, ba jest nawet Władca Piekieł, ale nie ma Aniołów czy nawet nie pojawia się Bóg. Nie ma! To nie jest ta historia, gdzie bohaterom wali się wszystko i zjawia się nagle wybawienie w postaci Archanioła. Tutaj tego nie ma i to też może budzić pewien niepokój o losy naszych ulubionych bohaterów, bo są zdani tylko na siebie, co jednocześnie nadaje im nieco realizmu, bo nam też nie pomoże wróżka zębuszka czy wyskakujący z magicznej lampy dżin.
Prócz tego autorka sprytnie przemyca ważne informacje w tekście, które składają się w całość dopiero wtedy gdy mają. Czytelnik zazwyczaj pomija je, machając na nie ręką i czyta dalej, żeby na końcu otrzymać kubeł zimnej wody.
„– Jestem Mrocznym Żniwiarzem – zakomunikowałam z triumfalną miną. – Wiem, kim jesteś, wywłoko! – zaryczała. – Mamy już przyszykowane dla ciebie specjalne miejsce w Piekle!”
Do głównej bohaterki nie zapałałam ani miłością, ani nienawiścią. Z jej perspektywy czytało się przyjemnie, a to już coś, bo zdarza się, że książka ma bardzo dobrą fabułę, ale przez główną bohaterkę męczy się czytelnik. W przypadku „Tylko Żywi Mogą Umrzeć” i Tess nie miałam tego problemy. Bardziej śmieszyły mnie sytuacje, kiedy Kilian podpuszczał łowczynię, a ona fukała na niego. Prócz tego zastanawiałam się, czy nie powinna pić trochę więcej ziół na uspokojenie, bo nie tyle że nie radzi sonie z zaufaniem to jeszcze jest agresywna, ale… to może działanie tej demonicznej połówki 😊. Tess za dnia jest barmanką, a w nocy poluje na demony. Dziewczyna ma trochę ułatwione zadanie, w przeciwieństwie do zwykłych egzorcystów, gdyż jest w połowie demonem i wyczuwa ich, kiedy pojawią się w pobliżu.
„– Dostaniesz cukrzycy, słowo daję – syknęłam, kiedy sięgnął po kolejną paczkę. Zaszeleści nią natrętnie, byleby zrobić mi na złość. – Hmm? – wymamrotał z pełnymi ustami, wyciągając w moją stronę opakowanie ciasteczek. – Nie, dziękuję.”
Jedną z moich dwóch ulubionych postaci jest demon Kilian. Dlaczego? Bo jest słodki tak samo jak ciasteczka, które uwielbia! Czytając dowiadujemy się, że urodził się w drugiej połowie czwartego wieku na terenach ówczesnego starożytnego Egiptu w ubogiej rodzinie, która zajmowała się uprawą roślin. Demon opowiadał o tym, jak w oczy zajrzało im widmo głodu przez chorobę rodziców. Niespodziewanie rozwiązanie spadło jak grom z jasnego nieba lub może trafniejsze określenie byłoby, że wypełzło z czeluści piekieł. Wtedy jeszcze młody Kilian postanowił zgodzić się na oferowane warunki przez nieznajomego. Z myślą o rodzicach zawarł pakt z demonem. Dopiero po latach odkrył, że dzięki swojemu uczynkowi stał się kluczem do zamknięcia lub otwarcia Bram Piekieł.
Wspominałam o dwóch ulubionych postaciach, tak więc drugą z nich jest przybrany ojciec Tessy i jej bardzo dobry przyjaciel ksiądz Gabriel. Przybliżając nieco tę postać, to Gabe jest proboszczem kościoła oraz światowej sławy egzorcystą. Za co go pokochałam? A już Wam cytuję fragmenty:
„ – Jasna cholera. – Gabe, język! – upomniałam go. – Oj tam… – Machnął ręką. – Wyspowiadam się z tego później.”
oraz:
„– (…) Teraz coś zjedz, jesteś za chuda. – Jestem w sam raz – odparłam stanowczo i poklepałam go po brzuchu. – Gdybym wyhodowała coś takiego, nigdy nie dogoniłabym żadnego potwora. – To? – zapytał, masując się po kałdunie. – To jest, moja droga, oznaka dobrobytu, a dodatkowo nadaje się idealnie jako półeczka na mydło podczas kąpieli.”
Co tu dużo mówić? Gabriel jest jedyny i nie powtarzalny! 😉
„Obdarzyłam ją wymuszonym uśmiechem. Gdyby tydzień temu ktoś mi napomknął, że będę walczyć z duchami u swojego boku, zostawiłabym jego twarz w spokoju. Pozbawiłabym go całej głowy!”
Cały świat oraz cel walki z demonami autorka przedstawia nam z perspektywy głównej bohaterki w narracji pierwszoosobowej. Już od pierwszych stron autorka rusza z akcją z kopyta, nie karze czekać czytelnikowi, tylko od razu wrzuca nas w wir wydarzeń. Jeśli natomiast chodzi o właściwe wydarzenia, to dowiadujemy się z czasem co z czym się je. Czytając pierwszy tom cyklu „Tessa Brown” nie mogłam się odpędzić od wrażenia, że w jakimś stopniu przypomina to serię o Robercie Langdonie, tylko że w przypadku „TŻMU” jest wątek fantastyczny z domieszką romansu.
Z tą historią spotkałam się pierwszy raz, bodajże z dwa lata temu, na Wattpadzie i porównując to co kiedyś przeczytałam, a to co dane było mi dotknąć i przeczytać na papierze, to z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że widać ogromny postęp! Kończąc już uważam, że debiut D.B.Foryś jest naprawdę udany i pozostaje tylko wypatrywać kolejnych tomów! Natomiast smakoszy lubujących się w urban fantasy polecam zapoznać się z tą pozycją 😊 .
Za egzemplarz oraz imienną dedykację dziękuję autorce D.B. Foryś <3
" Agentka K ?" ( a w dopisie pojawia się , że to nawiązanie do "Facetów w czerni") Po tym pytaniu wywaliło mnie z imersji. Mam zasadę, że daje książce od 50 do 100 stron. Po 59 stronach nie wiem dokładnie gdzie dzieję się akcja. Za to zdążyłam zauważyć , że główna bohaterka jest dziecinna, impulsywna i irracjonalna. Nie miałabym z tym większego problemu gdyby nie to, że narracja jest w pierwszej osobie. Nie znoszę siedzieć w głowię kogoś kto mnie drażni. Lubię sarkazm niestety tu on nie wyszedł. Mam też problem ze stylem pisania. Dialogi w moim odczuciu są sztywne, sztuczne i sztampowe. Jakby pisała je 15 latka. Bardziej zalatuje mi tu Dorą Wilk niż Kate Daniels.
Co powiecie na małe polowanie? Jednak żeby nie było za nudno nie będzie to polowanie na jelenie czy króliki. O nie. Zwierzyna będzie znacznie większa i nieco bardziej drapieżna. Co powiecie na to, żeby tym razem zapolować na... demony?
Tessa Brown wyróżnia się od przeciętnej dziewczyny na każdy możliwy sposób. Wybuchowa niczym dynamit, pikantna bardziej niż papryczka chilli, o ostrym jak brzytwa języku, a gdyby tego było mało, to jakieś 50% zawartości opakowania stanowi... krew demona. Tessa na co dzień pracuje w barze jako kelnerka, jednak po zmroku zrzuca fartuszek i wyrusza na osobliwe polowanie. Zaangażowana z pozoru w prostą sprawę kradzieży krucyfiksu w błyskawicznym tempie ładuje się w coraz większe tarapaty w towarzystwie nieznajomego z piekła rodem.
"Taka mała rada na przyszłość: jeśli kiedykolwiek zadzwoni do was były facet, by poinformować o dziwacznej kradzieży starego krzyża - za cholerę nie idźcie tą drogą!"
"Tylko żywi mogą umrzeć" to powieść, która już na dniach ukaże się w nowym i zupełnie odmienionym wydaniu - i bardzo dobrze! Ponieważ jej treść zasługuje na godne reprezentowanie, a okładka - co tu ukrywać - jest przepiękna, magnetyczna i przyciąga wzrok. Pierwszym co rzuca się w oczy w zetknięciu z cyklem o Tessie Brown jest niesamowity i świetnie dopracowany styl. Bogate opisy, niezliczone sceny walki i rozbudowane, wielowymiarowe postaci. Wraz z główną bohaterką będziemy mieli okazje zwiedzić kawał świata: wylądujemy w Watykanie, Madrycie, Londynie, zahaczymy nawet o kawałek Meksyku.
"- Nie planujesz mnie zabić, prawda? - wypaliłam. - A z mojej skóry zrobić sobie rękawiczek czy etui na dokumenty? - Nie miałem takiego zamiaru, ale nie zakładajmy niczego - oznajmił drwiąco. - Noc jeszcze młoda."
Fabuła pędzi błyskawicznie. Wraz z bohaterką i jej przeuroczym towarzyszem, który skradnie serce niejednej czytelniczce, zostajemy wrzuceni w wir wydarzeń i akcji, która nie zwalnia aż do ostatnich stron. W przerwach od brawurowych scen walki doświadczymy kilku... nieco bardziej intymnych zbliżeń, które całości powieści nadają jeszcze większej pikanterii.
Jeśli miałabym do czegoś porównać "Tylko żywi mogą umrzeć" bez wątpienia byłby to cykl o Nocnej Łowczyni, który zresztą uwielbiam. Choć samą powieść czytało się ekspresowo wszystko, czułam, że nie jestem do końca odpowiednim targetem wiekowo i niestety nie zawsze dogadywałyśmy się z główną bohaterką. Może była dla mnie zbyt ekspresyjna, ponieważ odnosiłam wrażenie, że cały czas chodzi wściekła na wszystkich wokół. Dobrze, że nie była córką boga piorunów, bo dopiero zrobiłoby się nieprzyjemnie, gdyby ciskała błyskawicami we wszystkich ;) Również męski bohater, Kilian, jak na kilku tysiącletniego demona, zachowywał się momentami nieco infantylnie - szczególnie w starciu z gromadą słodkości!
"- Obyś dotrzymał słowa - warknęłam. - Bo jeśli umrzesz... - To niemożliwe, Tessie - uciął z uśmiechem. - Tylko żywi mogą umrzeć."
Ciesze się ogromnie, że powieść Doroty Foryś doczekała się nowej, przepięknej okładki, ponieważ w każdym calu na to zasługuje. Jej ognisty i mroczny klimat świetnie odwzorowuje klimat książki i pasuje do drapieżności głównej bohaterki. Właściwie, nie jednej, ale dwóch przepięknych okładek, ponieważ pierwszy i drugi tom pasują do siebie idealnie, jak również obie cieszą oko czytelnika. Powieść czyta się bardzo szybko, a zakończenie... Ech, takich rzeczy się nie robi. Więc lepiej się przygotujcie i zaopatrzcie się od razu w oba tomy ;)
"Tylko żywi mogą umrzeć" jest pierwszą książką Autorki, po którą miałam przyjemność sięgnąć. Od dłuższego czasu zaprzątała moje myśli, gdyż opis brzmiał naprawdę intrygująco. Kobieta pół demon, polująca na inne demony, czyż to nie jest przepis na dobrą książkę, a nawet i serię? Oczywiście, że jest!
Pierwszy tom pozwolił zaznajomić mi się z bohaterami i oswoić z tempem powieści. Nie było tu spokojnego wprowadzenia, gdyż Autorka od samego początku chciała nam pokazać, jak ma wyglądać fabuła. Chciała nas uświadomić w tym, że na chwilę wytchnienia przyjdzie czas dopiero po skończeniu książki. I tak dokładnie było. Akcja gnała na złamanie karku, ciągle coś się działo i było to wręcz upajające. Nie każdy potrafi nadać tak szybkie tempo powieści i się tego trzymać przez cały czas, a D.B. Foryś się to udało, co ogromnie mnie zaskoczyło.
Podczas czytania towarzyszyła mi cała masa emocji, które zmieniały się wraz z rozgrywającą się w danym momencie akcją. Były momenty, w których serce biło coraz szybciej, a ja kurczowo zaciskałam ręce. Takich chwil było chyba najwięcej, gdyż bohaterzy cały czas stawiali swoje życie na szali. Martwiłam się o nich, ponieważ podczas lektury książki, przywiązałam się do każdego z osobna. To, co przeżyłam na samym końcu, o mało nie roztrzaskało mi serca. Droga Autorko, jak tak można?! Nie będę tu spojlerować, gdyż sami powinniście dowiedzieć się, o co mi chodzi.
Lektura książki tak bardzo mi się spodobała, że jak najszybciej będę musiała zabrać się za kolejne tomy, bo nie wytrzymam tego napięcia, które towarzyszy mi od momentu jej skończenia. Spędziłam z nią naprawdę świetnie czas, chociaż czytanie trwało o wiele za długo. Urlop zdecydowanie nie sprzyja temu, choć powinno być na odwrót.
Po tym, co Autorka zaserwowała mi w pierwszym tomie, jestem pewna, że kolejne będą jeszcze cudowniejsze. Już zacieram ręce na samą myśl o tym, co mnie czeka. Jakie przygody będę mogła odbyć z bohaterami, czy będą one spokojne, czy też ponownie będą tak emocjonalne, że nie będę w stanie się od nich oderwać. I oczywiście najważniejsze, jak potoczą się losy bohaterów, bo nie ukrywam, że relacja pomiędzy Tessą a Killianem rozpala moje myśli. Ta dwójka zdecydowanie skradła moje serce.
Dziękuję serdecznie Autorce, za możliwość przeczytania tej cudownej książki! Już nie mogę się doczekać, aż sięgnę po kolejne tomy! A Wam kochani gorąco polecam zabranie się za tę serię!
„Tylko żywi mogą umrzeć” jest pierwszym tomem serii powieści o „Tessie Brown” i debiutem literackim D.B.Foryś . Ogólnie nie czytam książek z gatunku fantasy, ale postanowiłam dać szansę i się nie zawiodłam. Wbrew pozorom to jest bardzo dobra powieść. Tessa Brown jest bardzo dobrą młodą dziewczyną, która sięgnie do samego piekła, żeby ratować ludzkość. Tessa Brown nocami poluje na demony, a w ciągu dnia jest kelnerką. Czy uda jej się wysłać do piekła wszystkie demony, które krążą po Ziemi? Czy może któryś ją zauroczy? Prawda jest zupełnie inna. Musicie ją jednak odkryć sami. Kim tak naprawdę jest Tessa Brown? Czy jej matka coś przed nią ukrywa? Jestem zachwycona tą powieścią. Według mnie jest to bardzo udany debiut D.B. Foryś. W „Tylko żywi mogą” umrzeć znajdziecie również inne, znakomite postacie. Ta książka to jest niesamowita gratka dla fanów fantasy. Z całego serca polecam i zachęcam do przeczytania.
"Jego historia była smutna i musiałam przyznać, że rzeczywiście chwytała za serce, ale demon to demon."
Ubolewam. Ubolewam nad okładką, która nijak ma się do treści, a w dodatku raczej nie zachęca do sięgnięcia po tę książkę. A warto.
Klimat Żniwiarza, z zagadką rodem z Indiany Jones'a. Polowanie na demony, zagadkowe inskrypcje na artefakatach, tajemnice Watykanu, egzorcyści, duchy i mieszkańcy Podziemi. To wszystko znajdziemy w tej powieści. Ale również zabawne dialogi, romans, dużo akcji i mało nudy.
"Miałam już krzyknąć, żeby przestał się wydurniać, kiedy niespodziewanie w mój nos uderzył ostry smród siarki."
Fajna młodzieżowa fantastyka, idealna na dwa wieczory. Może nie jest idealna, może wymaga dopracowania, ale ja świetnie przy niej spędziłam czas.
No pomysł i początek sprawił mi ciary, bo ta historia mogłaby być niczym wyrwana z serialu "Supernatural", ale nie była. Tessa zamiast być sarkastyczna i bojowa, była wkurzająca, wredna, często strzela fochy, a sceny walki były napisane okej, ale zbrakło ducha walki, po prostu było napisane poprawnie. Cała książka była napisana poprawnie, ale zbrakło życia i energii w stylu, do tego dramatyczne akcje były totalnym zakończeniem szczęścia, albo kończy się szczęśliwe i jedziemy do kolejnej dramatycznej akcji, która tylko przeciąga książkę. To coś w stylu jak niskobudżetowy film akcji, który ma być dobrze rozwinięty, w miarę wciągający, trochę zabawny, a wychodzi niesmacznie i mdląco, bo film ma tylko 65 minut i minimalny budżet.
Jestem mile zaskoczona, ponieważ przeważnie trafiam na niewypały jeśli chodzi o polskich autorów. Jedyny minus - książka kończy się tak, że ma się ochotę udusić autorkę... także polecam poczekać na kolejną część ;) jeśli chodzi o całość, czytało się przyjemnie (wciągało, to najważniejsze) można było się uśmiać - coś na wzór Królowej Betsy czy też Charley Davidson ;) akcja rozgrywa się za granicą więc praktycznie w ogóle nie odczuwasz że zostało to napisane przez polską autorkę. Zdecydowanie czekam na kontynuacje :)
Dobry powrót do korzeni. Kiedyś czytałam tego rodzaju książek jak wariatka. Czas zweryfikował, że to już nie moje klimaty, aczkolwiek Tessa Brown przykuła moją uwagę. Chociaż bohaterka jest denerwująca. Reszta charakterów bardzo silna. Ubolewam na Remim, gdyż...przez całą powieść był lekko pominięty, na koniec wykorzystany w brutalny sposób i cóż, finał jeszcze bardziej bolesny. Książkę się nie czyta, płynie się przez nią. Na pewno sięgnę po dalsze części.
Taki fajny potencjał na historię, a jednak się zawiodłam. Szkoda, bo serio liczyłam na coś super, w szczególności po pojawieniu się Killiana. Niestety z fajnej fantastyki zrobił się ckliwy romansik, który w smutnych momentach w ogóle nie wywoływał odpowiednich reakcji. Nie mogłam się doczekać kiedy skończę czytać i pomimo tego iż jestem troszeczkę ciekawa, co może się wydarzyć w kolejnej części, to niestety nie wezmę się za drugą książkę, bo trochę nie chcę się męczyć.
Sięgnęłam po tę książkę dla lekkiego, zabawnego fantasy. Ale niestety przez to jak słaby jest warsztat osoby piszącej książkę dostałam tylko duże rozczarowanie. Moim zdaniem ta książka w ogóle nie powinna być wydana bo wydana jest bardzo źle. Jest tam mnóstwo błędów logicznych, przeskoków, książka jakby nie przeszła żadnej redakcji a jedynie powierzchowną korekcję.
Książkę przesłuchałam w formie audiobooka i musze przyznać, że jest nie mogłam oderwać uszu od słuchawek:). Jest to książka, w której się trochę dzieje więc jeśli lubicie przygodówki połączone z fantazą to polecam.
Węszyłam klimaty Jadowskiej lub Briggs, które uwielbiam. Dostałam... no klimaty niby podobne, chociaż dużo skromniejsze, ale bohaterka nawet koło tamtych nie stała. I nie chodzi o to, że nie jest podobna. Nie musi. Ale jest po prostu nijaka. Od awantury do awantury. Za to przy opisach romantyczno-miłosnych miałam wrażenie, że czytam pamiętnik 15-latki. Raz czy dwa można było to ogarnąć, ale co za dużo, to... wiadomo. I czy bohaterka nie wydaje innych dźwięków zaskoczenia poza piskiem? A jak pisnął facet, to już mi biust opadł. Nie zostałam fanką i raczej już nie zostanę.
Tessa Brown jest... Skomplikowana. Na co dzień barmanka w podrzędnej knajpie, tak naprawdę pół-demon polujący na inne demony wałęsające się nie po tym świecie, po którym powinny. Jej kłopoty zaczynają się gdy przyjmuje zlecenie na odszukanie krucyfiksu skradzionego z pobliskiego klasztoru. Prosta z pozoru sprawa okazuje się częścią wielkiego spisku, który zagraża całemu światu. Aby go ocalić Tessa będzie musiała współpracować z osobami, którym nie ufa i poświęcić o wiele więcej, niż mogłaby przypuszczać...
Okrzyknęłam luty miesiącem świetnych debiutów, pora więc, żebym przedstawiła Wam ostatni z nich, czyli "Tylko Żywi Mogą Umrzeć" Pani Foryś. Nie jest to tak całkiem debiut, bo autorka ma na swoim koncie już dwie antologie, jednak jest to jej pierwsza powieść. Zachęcona ciekawym opisem (czy ktoś jeszcze miał skojarzenia z "Supernatural"?) z ochotą sięgnęłam po tę książkę. I choć złamałam moje postanowienie, żeby nie zaczynać nowych serii, to jestem z decyzji o jej przeczytaniu bardzo zadowolona.
"Taka mała rada na przyszłość: jeśli kiedykolwiek zadzwoni do was były facet, by poinformować o dziwacznej kradzieży starego krzyża - za cholerę nie idźcie tą drogą!"
Co zostaje w pamięci najbardziej po lekturze tej książki? Akcja pędząca na łeb na szyję. Poważnie, czasem wszystko działo się tak szybko, że nie nadążałam. Co kilka stron jesteśmy w nowym miejscu, walki, pościgi, zwroty akcji - niebywały urodzaj wydarzeń. To zdecydowanie jedna z powieści, przy których nie sposób się nudzić. Nawet gdy akcja czasem zwalnia (ale tylko na momencik), lekturę umilają mam liczne sarkastyczne żarciki. To wszystko razem sprawia, że kolejne strony połyka się w zastraszającym tempie i ani się człowiek obejrzy, a tu koniec.
Bardzo dobrze napisani są tu bohaterowie. Wyraziści, oryginalni, z pazurem. Nie mogę się zbytnio zagłębić w ich charakterystykę, żeby nie zdradzić czegoś istotnego, przez co podczas czytania powinno się aż podskoczyć i krzyknąć z wrażenia, ale muszę powiedzieć, że zapałałam szczerą sympatią do większości z nich - a nieczęsto mi się to zdarza. Niestety, jednym z bohaterów, z którymi nie miałam "chemii", jest sama Tessa. Jest infantylna, niektóre jej odzywki sięgają poziomem przedszkola, sprawia wrażenie niezrównoważonej, nie potrafi przyznać się do błędu, jej reakcje często są przerysowane. W założeniach zapewne miała być po prostu żywiołowa i bezczelna, ale wyszło jak wyszło.
Styl powieści jest lekki i zabawny, jednak miejscami przekombinowany. Tessa często nie miała pojęcia i gdy za pierwszym razem nie miała pojęcia nie zielonego, ale granatowego, to było śmieszne. Za drugim, kiedy nie miała akurat szarego, też. Za trzecim, różowym, zrobiło się dziwnie, a przy siódmym już tylko ciężko westchnęłam. Wkradły się też błędy i było ich całkiem sporo, dla przykładu: "coraz trudniej mogłam kontrolować". Mały językowy potworek. Nie potrafię sobie wyobrazić dlaczego nikt tego nie poprawił chociażby na "coraz trudniej było mi kontrolować", tylko zostawił to niezgrabne sformułowanie, żeby zgrzytało czytelnikom między zębami.
"Obdarzyłam ją wymuszonym uśmiechem. Gdyby tydzień temu ktoś mi napomknął, że będę walczyć z duchami u swego boku, zostawiłabym jego twarz w spokoju. Pozbawiłabym go całej głowy!"
Niemniej bawiłam się przy lekturze znakomicie i bardzo dobrze trafiła w mój gust. Dzięki niej nawet nie zauważyłam godziny spędzonej w poczekalni do lekarza. Zastanawia mnie tylko dlaczego w książce pojawiły się jedynie "dzieci piekieł", nie zstąpił zaś z nieba archanioł Gabryś i nie zrobił porządku. Ale kolejne tomy przed nami, będzie czas się wszystkiego dowiedzieć. Bo że sięgnę po kolejne tomy to pewne. "Supernatural" na papierze? Ja to kupuję i chcę więcej. Polecam!