Powieść Wilczyca Katarzyny Bereniki Miszczuk trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej strony. Niebezpieczne projekty tajnej grupy genetyków, zagrożenie życia głównych bohaterów, eksperymenty na ludziach, wyścig z czasem i FBI, nie wspominając o grupie młodzieży, której członkowie pod pewnym względem znacznie różnią się od innych ludzi, nie pozwalają czytelnikowi odetchnąć ani na chwilę. Sensacja dynamicznie splata się z thrillerem medycznym. Elementy horroru przenikają świat sennego amerykańskiego miasteczka. Ale to nie bogactwo gatunkowe czy fabularne czyni tę książkę wyjątkową. Sprawia to postać głównej bohaterki Margo, której osobowość, poczucie humoru słabość do dzikich zwierząt tworzą piorunującą mieszkankę.
Przyznaję, że ta część była potrzebna, bo poprzednia skończyła się w takim momencie, że od razu chciałam dowiedzieć się, co będzie dalej.
Nie jest to nie wiadomo jak dobra książka, ale przecież autorka napisała tę duologię mając naście lat, więc potrafię jej to wybaczyć. Przyznaję powieść wciąga, ale jednak chyba mi tu czegoś brakowało.
Trochę za szybko się ona skończyła, choć przyznaję, że króciutki epilog mi się spodobał.
Drugi tom przygód Margo w Wolftown jest równie dobry co pierwszy, sądziłam że nie może się tutaj nic ciekawego stać i ten tom będzie trochę na siłę, jednak jestem pozytywnie zaskoczona. Nie dość, że akcja jest tutaj znacznie bardziej wartka, a wydarzenia naprawdę ciekawe to jeszcze zakończenie okazało się dużym zaskoczeniem. Nie ma też tutaj aż takich schematycznych zabiegów jak w Wilku co jak dla mnie jest sporym plusem.
Podtrzymuje również moje zdanie co do kreakcji bohaterów, nie są oni idealni, ale są postaciami który łatwo można polubić (nawet wrednego dla wszystkich Akiego). Każdy z nich jest inny i na swój sposób niepowtarzalny, a do tego tak zwyczajny i ludźki.
▫️ Drugą część historii Margo i Maxa przeczytałam dzięki przemiłej Pani Bibliotekarce z mojego gimnazjum. Pamiętam, że niestety w bibliotece była dostępna tylko pierwsza część, jednak po mojej prośbie na półce znalazła się i druga. Umożliwiając mi poznanie dalszych losów bohaterów. Teraz kiedy robiłam reread, tak samo, jak kiedyś wciągnęła mnie od pierwszych stron, choć czasami dawała w kość typowo nastoletnim zachowaniem. Pomijając ten minus, jest bardzo dobra i przyjemnie się ją czyta.
Niestety, to przykład na to, że większość dzieł pisanych w wieku lat 15 powinna zostać w szufladzie.
(Jeśli ktoś się zastanawia, czemu czytam tyle Miszczuk, choć mi się jej książki nie podobają: interesuje mnie romans paranormalny jako gatunek i w celu poznawania jego różnorodności czytam także te rzeczy, które uważam za kiepskie)
Mówią do trzech razy sztuka! Gdyby Pani Kasia napisała to w latach od 2018 na pewno czytałoby się dużo łatwiej. Rok wydania jest bardzo ważny, a Wilczyca została wydana w '09 co wyraźnie czuć.
Książka ma w sobie wszystko co lubię w młodzieżówkach po ciężkim dniu lub na wycieczce, jak to było w moim przypadku. Książki od tej autorki biorę w ciemno i raczej to się nie zmieni.
Wiem jedno, gdybym była młodsza ta pozycja podobałaby mi się o wiele bardziej, a tak... wszyscy bohaterowie mnie irytowali, historia była delikatnie mówiąc, schematyczna. Szału nie ma.
Po Wilczycy widać, jak rozwinął się kunszt pisarski autorki. Książka, choć dalej pisana stricte pod młodzież, czyta się lepiej z perspektywy starszego czytelnika w zupełnie innej dekadzie. Niezwykle podobało mi się rozwinięcie naukowe, co pokazuje kierunek, w którym rozwijała się autorka w kontekście edukacyjnym i zawodowym.
Obie te książki będą idealne dla wszystkich fanów Teen Wolfa, a główną bohaterka i jej przyjaciółka mają przyjemne wibracje a la Wednesday i Enid, choć w mniejszych skrajnościach.
Niezwykle interesujące w twórczości Miszczuk jest jej niezmienne zamiłowanie do parodii i skrajnego pisania postaci. Mam tu na myśli fakt, że wszystkie cechy, które otrzymują bohaterowie, nadawane są w systemie zero-jedynkowym, zamiast w spektrum, jak jest w rzeczywistości. I o ile takie podejście potrafi "zabić" cały obraz postaci, to Miszczuk robi to w taki sposób, że nie tylko to działa, ale działa genialnie.
Czytanie tych książek było niezmiernie miłym powrotem do przyszłości, do którego mogłabym zachęcić każdego. Pokazuje to w piękny sposób, że nasi ulubieni autorzy ciężko pracowali, by rozwinąć swoje pióro do stylu, który dzisiaj pokazują swoim czytelnikom.
Po wydarzeniach z pierwszego tomu, Margo i Max mają wrażenie, że wszystko powoli wraca do normy. Póki co Instytut zdaje się ich nie śledzić, a Margo nie czuje działania tajemniczej szczepionki. Jednak… po jakimś czasie w lasach zaczyna coś grasować, a mieszkańcy trafiają na ślady brutalnych morderstw. Pytanie tylko kto za tym stoi? Instytut? A może jednak któryś z wilków? I dlaczego Max zaczął się nagle tak dziwnie zachowywać…?
Znacie to uczucie, kiedy tom drugi jest jeszcze lepszy od pierwszego, który i tak wam się bardzo podobał? No to ja właśnie doznałam takiego uczucia czytając „Wilczycę”. Bałam się, że jeśli zacznę od tych książek autorki lekko się zrażę do jej twórczości, a jest… wręcz przeciwnie! Chcę więcej!
Książka była bardzo wciągająca i niezwykle szybko mi się ją czytało. Po prostu świetnie trafia w mój gust – no przepraszam, są motocykle, faceci w skórzanych kurtkach, wilkołaki i tajemnice. Czego chcieć więcej?!
No dobrze… Przyznam, że książka momentami wydawała mi się naiwna. I jakim cudem rodzice nie wiedzieli o tylu tajemnicach swoich dzieci? No ale… wybaczam. Nie ujęło mi to dużo przyjemności z czytania książki, a skoro są to pierwsze powieści autorki to nie zamierzam oczekiwać perfekcji, którą trudno znaleźć nawet u autorów bardzo doświadczonych.
Powieść jest oczywiście skierowana bardziej dla młodzieży licealnej, dlatego również biorę na klatę to, że ‘targetem’ już nie jestem… Mimo wszystko i tak naprawdę dobrze mi się czytało poczynania i niebezpieczne przygody Margo oraz wilków. Podobała mi się kreacja bohaterów i mimo, że Margo była czasem wkurzająca to chyba… ja w jej wieku byłam jeszcze bardziej.
Bardzo spodobało mi się zakończenie – zachowano je w takim klimacie, jaki najbardziej lubię. Było otwarte i pozostawiło czytelnikowi duże pole do popisu w celu użycia wyobraźni. Ale strasznie szkoda, że to tylko dwa tomy! Do książek na pewno jeszcze kiedyś wrócę, a wam ogromnie polecam, jeśli lubicie młodzieżówki z dawka fantastyki i lekkiego dreszczyku emocji!!!
„To niby normalna kolej rzeczy: najpierw szkoła, potem studia. Tylko, że czas tak szybko mija. Życie niepostrzeżenie przecieka przez palce.”
Powieść „Wilk” i kontynuację „ Wilczycę” połknęłam w dwa wieczory. Myślę, że należy koniecznie przeczytać obie pozycie, żeby mieć pełną wizję świata stworzonego przez autorkę. Muszę przyznać, że główna postać, Margo, momentami zachowuję się infantylnie i z czasem jej liczne niepotrzebne uwagi trochę irytują, ale trzeba mieć na uwadze młody wiek autorki, kiedy ta książka powstawała. Ponadto muszę przyznać, że nie raz, nie dwa czytając dygresje Margo uśmiechałam się pod nosem, widząc w niej samą siebie ze szkolnych lat. Książkę czyta się bardzo szybko, na jednym oddechu. Zarówno pierwsza, jak i druga część są zbudowane podobnie; przez większość powieść coś się dzieję, ale skupiamy się bardziej na relacjach międzyludzkich, a dopiero pod koniec akcja zaczyna pędzić jak szalona. Oczywiście, jest jeszcze Maks… a takiego Maksa to chyba chciałaby mieć każda nastolatka. Jest to naprawdę miłe czytadło na zbliżające się jesienne wieczory, przy którym z uśmiechem na twarzy można wspominać własne lata szkolne.
"Wilczyca" okazała się być o wiele bardziej rozbudowana od "Wilka" pod względem nie tylko ilości stron, ale samej fabuły.
W "Wilczycy" mamy do czynienia z kontynuacją przygód Margo i jej przyjaciół. Margo jako wilczyca, jednak bez zdolności do przemiany staje się pełnoprawną członkinią stowarzyszenia wilków. Akcja rozpoczyna się pod koniec wakacji, które Margo spędziła w towarzystwie Maksa. Przed rozpoczęciem szkoły wraca także Iv, której część wspomnień wraca, jednak nie te, które dotyczą Instytutu.
Ta część okazała się o wiele lepsze od "Wilka", świat w niej jest bardziej rozbudowany i pojawia się wielowątkowość. Postacie także są o wiele bardziej rozbudowane. Jednak mimo wszystko czytając tą książkę czegoś mi brakowało. Zaskakujące dla mnie było samo zakończenie jak i epilog. Uważam, że dla samego zakończenia warto było przeczytać tą książkę.