Zmęczony życiem i pracą dziennikarz telewizyjny przyjeżdża do małej, górskiej miejscowości, w której jedynym śladem postępu jest wybudowany kilka lat wcześniej hotel. Chce się odciąć od zgiełku miasta, gwaru mediów i w spokoju pokonać dręczące go problemy i wypalenie zawodowe.
Kiedy jednak poznaje stroniącego od ludzi miejscowego drwala, bardzo szybko okazuje się, że całe jego wyobrażenie o tej idyllicznej okolicy jest przerażającym kłamstwem, a hotel w którym się zatrzymał… prawdziwą pułapką.
Nastrojowy thriller sensacyjny, opowieść o facecie, który tylko chciał odpocząć, ale… trafił do hotelu.
Wojciech Zawioła zabiera nas do świata pozorów i kłamstwa. Hotelowa fasada obiecuje jedno, a daje drugie. Obsługa uśmiecha się, ale to uśmiech podszyty przyczajonym okrucieństwem. Po kątach snują się cienie To miejsce, w którym ukryć może się zmęczony dziennikarz, ale tutaj można też ukryć przed wzrokiem wszystko to, czego nikt nie chce pokazywać publicznie. Ba, wszystko to, czego publicznie pokazać nie sposób. To, czego pokazać nie można. Zwyrodniałe myśli, bulwersujące pragnienia, rozpasanie i chuć. Trzeba tylko wiedzieć, gdzie patrzeć, na co nakierować wzrok i wszystko stanie się jasne.
W „Hotelu” liczy się nastrój, liczy się atmosfera. Chociaż od samego początku podejrzewamy, że coś jest tu bardzo nie tak, to jednak nie spodziewamy się napięcia, jakie czeka na nas podczas lektury. Wojciech Zawioła podbija stawki, dokłada do ognia, niepokój rośnie w miarę czytania (podobnie jak apetyt czytelnika na więcej). To sprawnie napisany thriller sensacyjny, rozpędzony tak, że ani się obejrzymy, a kolejne strony obracają się same. Na chwilę moment można się całkowicie zapomnieć i chociaż nasz bohater wciąż tęskni za oazą wypoczynku i szuka swojej nirwany, to my wypoczywamy przy lekturze przednio.
„Hotel” Wojciecha Zawioły na wiosenny relaks z książką dla wszystkich miłośników złowieszczych klimatów – jak znalazł.