Narratorem powieści jest Piotr, młody chłop z podtarnowskiej wsi. Opowiada o swojej przyjaźni z Jaśkiem, z którym chodzili kraść kury, pierzyny i konie. Przeżywa samobójczą śmierć Jaśka, po zmarłym ojcu przejmuje gospodarstwo, a matka podsuwa mu kandydatki na żonę. Początkowo nie może zdecydować się na wybór między sąsiadką Marysią, a córką sołtysa Helą. Skłania się do tej drugiej po tym, jak spotkał ją niosącą jabłka i flirtował z nią w owsie i kukurydzy. Wkrótce wybuch II wojna światowa, a Piotr bierze udział w kampanii wrześniowej. Po powrocie do domu zostaje członkiem partyzantki i z jej ramienia wykonuje wyroki na niemieckich kolaborantach, mszcząc się jednocześnie za śmierć kompana Stacha we wrześniu, oraz Mojżesza - członka żydowskiej kapeli, który ukrywał się w lesie i zginął w obławie. Gdy Hela zdradza mu, że jest w ciąży, natychmiast się jej oświadcza i biorą ślub. Niedługo potem rodzi im się syn.
Sama historia Piotra jest ciekawa. Dodatkowo jest opowiedziana pięknym językiem. Cała książka wypełniona jest symboliką. Głównym rekwizytem jest jabłko, jako symbol życia, zdrowia, miłości, płodności, ale jednocześnie pokusy, grzechu, śmierci. Hela zapowiadała Piotrowi, że będzie jego królową, ale również katową. Tak też się dzieje, gdy towarzyszy mu przy wykonaniu wyroku na komendancie, który wydał Mojżesza. Zostaje jednak jego żoną i rodzi mu syna.
Ciekawa lektura, choć jak dla mnie za dużo było tu tej jabłkowej symboliki oraz prześladujących Piotra zjawy Jaśka i osikowej twarzy, którą zobaczył kiedyś, strzelając ze Stachem do drzewa.