Gdyby nie chodziło o Freuda, "Zmierzch bożyszcza" należałoby scharakteryzować, jako książkę skandalizującą. Od strony konstrukcji, tę biografię wypadałoby chyba nazwać: 'Portret psychoanalityczny Freuda'. Michel Onfray w sposób bezpruderyjny i bardzo jednoznacznie negatywny, rozprawia się z mitem Freuda. Praca jest momentami ciężka i monotonna, ale i momentami fascynująca. To taki strumień świadomości stylizowany na modny sto lat temu typ opowiadania historii. Zaburzenie chronologii, brak wiodącej myśli, wielokrotne wracanie do kilku węzłowych fobii Freuda w celu wyjaśnienia konkretnych sytuacji, buduje biografię imitującą wyznania pacjenta na kozetce. Często jest to wręcz narracja przypominająca marzenia senne, gdzie pewne zahamowania nikną i ukazuje się naga prawda o wnętrzu człowieka. Cel pracy i główną tezę jasno zawarł Onfray na początku (str. 25):
"Przedstawiam tu więc nietzscheańską historię Freuda, freudyzmu i psychoanalizy: jak Freud przekuł nieświadomość w doktrynę; jak w doktrynę przerobił też instynkt i potrzeby fizjologiczne człowieka i uwiódł tym całą cywilizację. Mechanizmy konfabulacji pozwoliły Freudowi przedstawić w sposób obiektywny, naukowy bardzo subiektywną treść wywodzącą się z jego biografii."
Onfray przestudiował ok. 10000 stron tekstów Freuda i o Freudzie. Pozbierał dostępną od niedawna prywatną korespondencję, prześledził ideowe ojcostwo koncepcji psychoanalityka, wykazując jego myślową wtórność. Odtworzył fobie, zahamowania, fiksacje Freuda z wczesnego okresu, by pokazać jednostkę słabą, narcystyczną, egotyczną, przesądną, zachłanną, wyrachowaną, merkantylną i megalomańską.
Książka dzieli się tematycznie na kilka grup zagadnień. Autor zaczyna od niepowodzeń Freuda na polu medycyny, by pokazać źródła późniejszych jego przekonań w stosunku do leczenia w sposób klasyczny. Analizuje mechanizm formalnego odrzucenia przez psychoanalityka filozofii, którą de facto całe życie uprawiał, a w miejsce której starał się wprowadzić do dyskursu intelektualnego mix różnych idei nieświadomości własnego jakoby autorstwa. Następnie dość detalicznie kreśli psychiczną strukturę Freuda z edypowymi, kazirodczymi czy fallicznymi warstwami stworzonymi w konsekwencji niezdrowych relacji rodzinnych. Demistyfikuje kilka emblematycznych pozornych sukcesów terapii psychoanalitycznej, obnażając istotę mitologii terapeutycznej Freuda. Na końcu rozprawia się z pozorną apolitycznością Freuda, pokazując jego flirt z faszyzmem włoskim. Końcowe strony to ciekawa analiza klasycznych tekstów biograficznych o Freudzie, które okazują się często hagiografiami odpowiadającymi za sukces medialny psychoanalityka.
Onfray niemal nie jest w stanie napisać dobrego słowa o Freudzie. Jedynie pod koniec (str. 446-447) chwali go za wprowadzenie do dyskursu europejskiego problemu cielesności, jako kluczowej sfery biologiczności determinującej nasze życie. Freud pomógł rozprawić się z obskurantyzmem, obnażając pustkę filozoficznego teoretyzowania na temat seksualności. Cała reszta tekstu książki, to frontalny atak na każdy element prywatności Freuda, na sprzeczności w publikacjach, na chorobliwe relacje z ludźmi, na perfidne manipulowanie własną korespondencją, na mierzalne szkody wyrządzone pacjentom. Trudno pewne obrazowe tyrady odbierać inaczej, niż jako całkowity niesmak autora książki dowolnym freudyzmem (str. 284:
"Relacja, jaką Freud utrzymuje z rzeczywistością, ma charakter magiczny. W jego świecie nie istnieje mięsak, kawałek gazy, nie ma morfinistów ani guza macicy czy błędów w lekarskim zaleceniu. We Freudowskie tany ruszają zamiast tego: obraz ojca przeznaczonego do zabicia, pragnienie współżycia z matką, kazirodcza żądza, chęć zadania śmierci, świąd masturbacyjny, rozszalałe macice, sceny ze spółkującymi rodzicami, mali onaniści, uczta kanibala, sny w anamorfozie, bite dzieci i cały ten kram, w którym większość spraw obraca się wokół seksualności."
Powyższy cytat daje próbkę formy często stosowanej przez Onfraya w książce. Patrosząc psychikę Freuda, stara się wykazać najgłębsze źródła jego metody uprawianej na kozetce w zaciszu wiedeńskiego gabinetu. Całość jest być może dyskusyjna, choć nie można autorowi "Zmierzchu bożyszcza" zarzucić braku argumentów. Zbudowany obraz jest niestety raczej dość przekonujący i momentami potworny.
Książkę polecam przede wszystkim osobom zainteresowanym fenomenem popularności psychoanalizy i Freuda.
DOBRE - 6.5/10