Najnowsza powieść jednego z najgłośniejszych polskich pisarzy. Pierwszy kryminał w jego dorobku. Inteligenta i dowcipna gra z konwencją. Michał, trzydziestosześcioletni literat wyrusza na nieco niekonwencjonalne wakacje. Późną jesienią wyjeżdża nad lodowate polskie morze, by na zaproszenie małoznanego sobie mężczyzny zamieszkać w zagubionym w lasach domku. Gospodarz otacza się aurą tajemnicy. Zaciekawiony pisarz rozpoczyna amatorskie śledztwo. Wpada na trop zaginięcia przed laty lokalnej piękności. Wszystkie ślady prowadzą do starego rządowego ośrodka wypoczynkowego, który rozkwitał w czasach Peereleu. Bohater nie spodziewa się, że leśniczówka kryje równie mroczną tajemnicę, a jego śledztwo i zarazem próba pisania kryminału rozpęta groźne namiętności. Świetna, doskonale skonstruowana, niesłychanie wciągająca a jednocześnie zabawna, autoironiczna powieść akcji pióra jednego z najciekawszych współczesnych polskich pisarzy.
Urodzony w 1975 we Wrocławiu, mieszka w Warszawie. Studiował filologię polską, potem pisał doktorat, ale zarzucił pracę naukową i poświęcił się wyłącznie twórczości literackiej. Debiutował zbiorem opowiadań Copyright (wyd. Zielona Sowa, Kraków 2001), następnie wydał powieść Lubiewo (wyd. Korporacja Ha!art, Kraków 2005 i 2006) i kolejny zbiór opowiadań Fototapeta (wyd. W.A.B., Warszawa 2006). Wydał także audiobooka z własną interpretacją Lubiewa (Kraków 2005). Wraz z Piotrem Gruszczyńskim autor teatralnego scenariusza na kanwie Lubiewa (TR Warszawa, próba czytana odbyła się w listopadzie 2006).
W lipcu nakładem Wydawnictwa W.A.B. ukazała się drukiem druga po Lubiewie powieść Witkowskiego pt. Barbara Radziwiłłówna z Jaworzna-Szczakowej.
Laureat Nagrody Polskiego Towarzystwa Wydawców Książek (za Lubiewo), Laureat Nagrody Literackiej Gdynia (za Lubiewo), Laureat Paszportu "Polityki" (za Barbarę...), Finalista nagrody literackiej NIKE 2006 (za Lubiewo), Nominowany do nagrody literackiej NIKE 2007 (za Fototapetę), Laureat Nagrody Poznańskiego Przeglądu Nowości Wydawniczych i Biblioteki Raczyńskich "Książka Lata 2007" (za Barbarę...)
W roku 2007 Lubiewo ukaże się w Niemczech (Suhrkamp), Wielkiej Brytanii (Portobello Books), Francji (Edition de Olivier), Czechach, Finlandii (Like), Szwecji (Modernista), na Węgrzech (Magveto Publishing House Ltd), we Włoszech (Saggiatore), w Izraelu, na Litwie i w Słowenii. Jak dotąd Lubiewo ukazało się w Rosji i na Ukrainie. Sprzedane zostały także prawa do sfilmowania książki. Barbara Radziwiłłówna została sprzedana do Niemiec i Holandii.
L'abandono a les 270 pàgines. És una novel·la original, irònica amb un toc corrosiu i retrata molt bé la societat actual, sobretot perquè perfila personatges dels marges que estan en una mena de 'stand by' vital. Tot això està molt bé però, a parer meu, és massa descriptiva (s'atura en tots els detalls possibles), té una estructura caòtica sense una línia que faci avançar la història (o, almenys, si acceptem que no té per què haver-hi una "història" en el sentit clàssic del terme, que generi interés per continuar llegint) i confusa (cosa que ja veig més problemàtica).
M'ha passat una cosa curiosa. El vaig començar amb interés i en moments que dequeia una mica pensava "va, que aquest autor té una veu intressant; continua". I així he anat fent fins que m'he adonat que em falten unes 130 pàgines... i m'he plantat. Una pena, perquè amb una llargada més ajustada i potser una mica més condensada l'hauria gaudit molt més.
Chyba jednak nigdy żaden Witkowski nie dostanie ode mnie na GoodReads pełnych 4 gwiazdek, zawsze kończy się na 3.5. Ja bym mu dała za całokształt i 5 - za to, że jest jedyny w swoim rodzaju i za to, że jego pisarstwo to (jak sam mówi) "taki trochę Almodovar". Ale za poszczególne powieści... nie, chyba nie da rady. Sam przyznał się, że się nie kontroluje pisząc, i to niestety widać - choć jednocześnie jest to też zaleta, oczywiście, i znak rozpoznawczy. Zawsze niebezpiecznie blisko chaosu, zawsze za dużo wszystkiego, zawsze nierówno. Czytelników ta karuzela może porwać i oczarować, ale też zmęczyć, znużyć, czasem i odrzucić. Zwłaszcza tych - widzę to w wielu recenzjach - którzy sięgając po "Drwala" liczyli na pełnokrwisty kryminał (swoją drogą - jak szalonym trzeba być, oczekując od tego autora Normalnej Powieści?). Ja akurat z największą przyjemnością wyłapuję wszystkie smakowite kąski i perełki, nawiązania do kultury i popkultury, ironie i autoironie, odniesienia i parodie, czasem śmieję się głośno, a czasem rozczulam, kocham ten dystans do wszystkiego i zwariowaną umowność całej tej fabuły, no ale zagadka kryminalna to coś, co mnie wybitnie nudzi. Jednak trzeba ją tu było rozwiązać i im bliżej końca rozwiązywania, tym trudniej mi się przez to brnęło (czytałam to prawie 3 tygodnie, olaboga!). Za dużo, za długo. Więc skończyło się tak, jak (dotąd) zawsze: uwielbiam cię, Michaśka, za to jakie światy tworzysz, ale na koniec zawsze jest z jednej strony niedosyt, z drugiej przesyt. Tym razem też zmęczenie.
PS W pewnym momencie pada: "Moja redaktorka dostanie zawału". Ja jej naprawdę współczuję! ;D I zazdroszczę.
Poczatek byl dobry - humor, opis sennych miasteczek po sezonie i miejscowych klimatow. Niestety to za malo. Po 1/3 ksiazki mam dosc chaotycznych poszukiwan konwencji. Poza tym zostalam skutecznie zniechecona do autora/bohatera gdzies w okolicy zdania, ze od Miedzyzdrojow do Szczecina byl on jedyna inteligentna osoba, poza hipsterem w czapeczce i ewentualnie drwalem, chociaz inteligencji drwala nie mozna byc pewnym. (nie zapisalam cytatu, wiec pisze z pamieci) Meczylam sie po tym jeszcze troche ludzac sie ze bedzie lepiej, ale oficjalnie daje sobie spokoj. Przykro mi Panie Witkowski, ale to bedzie nasze ostatnie spotkanie.
Autor bawi się konwencją kryminału, która jest tylko pretekstem, by przemycić całkiem pokaźną paletę stylów i konwencji literackich. Oprócz nawiązań do powieści i seriali młodzieżowych okresu PRLu, z "Panem Samochodzikiem" na czele, mistrzowsko kopiuje styl i idee Gombrowicza (relacje Inteligenta z Lujem), odmalowując przy okazji tandetę i brzydotę nadmorskich miejscowości "poza sezonem". W rozpracowywaniu otoczenia, jako pełnego beznadziei i szarzyzny odziedziczonej po poprzednim ustroju, ma Witkowski wiele wspólnego ze Stasiukiem, jednocześnie oswajając czytelnika z tą rzeczywistością elementami groteski. Przy tym wydaje się bardzo "świadomym" pisarzem, którego czyta się po prostu świetnie.
"Gdy tylko wyjechałem z lasu, dostałem od morza po pysku biczem ukręconym z wiatru, piasku, deszczu i słonej wody. Aż mnie zgięło. Od portu jechało zgniłymi rybami ze szczecińskiego Tesco, które rybacy rozmrażają i sprzedają malowniczo z łodzi. W taką pogodę, w takim miejscu, nic, tylko zabić, choćby mewę, gołębia, ale zabić gołymi rękami naprawdę i bez wyrzutów sumienia! Zabić i dźgać dalej truchło nieżywe. Stąd się brały zdemolowane przystanki, zdarte rozkłady jazdy, przewrócone ławki i przekleństwa. Morze też było podkurwione."
M'ha agradat sobretot la representació paròdica de diferents tipus de persona que et pots trobar a Polònia, una fauna humana que realment compleix molt bé la funció de ser una sàtira de l'actual societat polonesa. El to és encertat, però la trama no sempre resulta interessant (i fins i tot sembla que millora quan el protagonista-narrador-paròdia-de-l'autor calla i deixa que altres personatges prenguin el protagonisme).
Początkowo ta powieść sprawia wrażenie obyczajówki z elementami autobiograficznymi i humoru. Dopiero w połowie okazuje się, że to wariacja na temat kryminału – niestety dla mnie nieciekawą. Tajemnica, wokół której kręci się fabuła, nie wciąga na tyle, by utrzymać napięcie, a humor zupełnie do mnie nie trafił. Żarty (z reguły te językowe) są powtarzane do znudzenia, do kompletnej eksploatacji. Zakończenie przypomina kreskówkę w stylu Scooby-Doo lub farsę z Louisem de Funèsem – absurdalne, niewiarygodne i dla mnie ani trochę zabawne. Trochę szkoda.
What starts as a more or less interesting story (the author, playing the main character, goes to a retire in the middle of nowhere to write a mystery book) becomes messier and messier (and incomprehensible) as the story progresses, with very poor thought-about humor, constant commentaries on foreigners (it might be ironic, but it still grates) and the typical writing style of someone explaining a story after four (ten, fifteen?; who counts) glasses of vodka, those people that believe they are telling something hilarious but, well, isn't.
It's like Witkowski believes he is genius writing a meta-social commentary-Almodóvar-esque (because it says so in the book cover and well, it has some of his quirks, but his book seems closer to another famous character of Spanish cinema: Torrente) story, but is so self-centered and thinks he is so funny he fails miserably. To clarify, what he thinks is funny is to make fun of the typical person who wears tracksuits and seems to not to have a traditional job and similar characters who always populate this kind of books/movies.
Not good. Less than puerile.
The best: the beginning, till Witkowski goes off the rails with his 'amazing' humor (so pretty soon)
The worst: Witkowski needs to read Pratchett or even Foster Wallace (the level of humor here is: a character watches de Funès's movies, ha ha ha, hilarious)
Alternatives: if you want a Polish author, read Olga Tokarczuk; if you want to laugh, "Good Omens" or "A Confederacy of Dunces"
2.5/10
(Catalan translation by Marta Guillem and Cedro Calaforra)
“Lovetown“, la anterior novela de Michal Witkowski editada en España, arrancaba como un retrato de la rara flor de la transexualidad en un entorno tan propicio a arrasar las flores raras como Polonia: el autor recurría a las transexuales más viejas del lugar no sólo para que explicaran su historia, sino para que, a través de la pluma de Witkowski, las revivieran en primera persona en un relato a medio camino entre la ficción (en la forma) y la no ficción (en el fondo). Lo interesante es que el escritor no intentaba esconderse nunca detrás de lo escrito: él mismo, gay escandaloso y divertido como pocos, era uno de los protagonistas del propio relato de “Lovetown“, vulnerando por completo las reglas naturales de un género documental en el que, supuestamente, no hay autor que valga: el medio debería ser un transmisor y no un filtro. Pero Michal Witkowski quería ser un filtro, quería ser un protagonista, y “Lovetown” acababa por convertirse en su show por derecho propio.
A ese respecto, “El Leñador” (editada en nuestro país por Rayo Verde) arranca de forma mucho más honesta con Witkowski situado ya en el epicentro de la narración: él va a ser el protagonista de su nuevo libro, aunque lo va a ser porque todavía no sabe de qué va a ir su nuevo libro. En las primeras páginas, el escritor se dirige en tren hacia un destino incierto: va a la “casita” de un leñador que le ha invitado a pasar allá una temporada. Una temporada que el leñador piensa que Witkowski empleará en escribir e inspirarse pero que Witkowski sabe que pasará explorando la tensión sexual con este ejemplar de macho absoluto que es el epítome de lo que le pone cachondo: un hombre sólo, curtido por la Naturaleza, que ha decidido vivir de espaldas a la sociedad inmerso en una espiral de introspección y soledad. A partir de ahí, el “libro” se va fabulando delante de los ojos del lector en un proceso continuo de “en construcción”: pronto, Michal descubre que Robert no es el leñador buenorro que intuía. Hay algo oscuro detrás. Algo oscuro que el escritor quiere descubrir… Y entonces “El Leñador” se transforma (de forma autoconsciente y deliberada) en una novela negra.
De pronto, Witkowski ya no sólo es el marica urbanita que no sabe qué hace en medio de la nada, en un pueblo costero que en verano es un nido de turistas pero que en el invierno del presente narrativo es poco más que un páramo desolado y desolador. Michal es mucho más: es el detective privado que investiga una trama loquísima y peligrosa acompañado de su particular sidekick. Pero recordemos que estamos hablando del autor de “Lovetown“, y su sidekick no podía ser un Sancho Panza al uso, sino que es un chandalero, un cholo que le saca el dinero pero que a Michal le pone un rato burro y del que intentará beneficiarse en más de una ocasión, sin contar -o contando- con la reacción imprevisible tipo “animal enjaulado” de un poligonero que de repente se despierta con un marica a su lado después de una noche de drogas y alcohol. Y, evidentemente, los personajes que circundan a la pareja protagonista no podían ser tampoco “normales”, abundando aquí prostitutas viejas, taxistas usureros, hostaleras metomentodo y todo un elenco de freaks dignos de la anterior novela del autor (al fin y al cabo, de nuevo nos encontramos ante un supuesto ejercicio documental: todo lo narrado en “El Leñador” es algo que Witkowski está documentando en tiempo real).
De la misma forma en la que el sidekick de este noir no podía ser al uso, tampoco podía serlo el propio estilo narrativo… Esto es algo que el propio escritor anuncia muy al principio de su novela, cuando afirma que las tres brujas de “Macbeth” furon las creadores del camp cuando cantaron aquello de que “Lo hermoso es feo y lo feo es hermoso, surquemos la niebla y el aire hediondo“. Este es el leit motif que empuja el fondo y al forma de “El Leñador” hacia delante, en una odisea en la que arrancarle lo hermoso a un entorno (muy) feo… Hasta que los resortes de la novela negra hace “crack” y tienes que admitir que, sin saber cómo ni cuándo, de repente te encuentras ante algo completamente diferente, algo que va más allá de la novela negra. Las pruebas de este cambio de piel de “El Leñador” van apareciendo poco a poco. Puede que, como lector, deberías haber empezado a sospecharlo cuando Witkowski explora diferentes fugas de escape narrativo en relatos dentro del relato, con un estilo completamente diferente, que explican hechos ajenos a la trama (o no). O deberías haberle hecho caso a la mosca detrás de la oreja en uno de los momentos más tronchantes del libro: cuando Witkowski y su chandalero se espejan sobre su negativo fotográfico en forma de hipster nórdico y perro (evidentemente, al chandalero le toca espejarse sobre el perro). Incluso puede que debieras haberte rendido ante la evidencia en los momentos de autoconsciencia absoluta en los que Michal se pregunta si no está llevando demasiado lejos eso que hacen los escritores de meterse en líos y de juntarse con gente de baja calaña porque les pueden ser de utilidad para su escritura.
Sea como sea, “El Leñador” se abre como un diario de viaje, sigue como una novela negra y acaba saliéndose por peteneras en una especie de post-noir o de noir post-moderno (que no son la misma cosa). El mismo Michal Witkowski se rinde ante la evidencia hacia el final de su libro: no sabe hacer otra cosa. Por mucho que intente hacer un noir, al final acaba hablando de sí mismo y convirtiendo la narración en un bellísimo espejo roto de micro-relatos fragmentados… Como en “Lovetown“, el autor empieza haciendo algo para acabar haciendo otra cosa completamente diferente (y muchísimo más divertida, elocuente e inteligente). Ahora bien, ¿nos lo creemos en sus arranques de falsa modestia y nos rendimos ante la evidencia de que Witkowski es una bestia parda de las letras contemporáneas y que, desde al principio hasta el final de “El Leñador“, lo único que ha estado haciendo es ir dos pasos por delante nuestro, jugando con nosotros de forma un poco cruel pero infinitamente arrebatadora?
Klasyczny humor Witkowskiego, w oprawie sennych krajobrazów pomorskich po sezonie. Pisarz czatuje na odpowiedniego mężczyznę, z którym może spokojnie pomieszkać kilka miesięcy poza zasięgiem cywilizacji - wybór pada na zdziwaczałego mieszkańca leśniczówki, który w swoim domku gromadzi niezła kolekcję antyków i środków psychotropowych. Michaś przegląda opakowanie jego życia tak, jakby zdzierał kolejne pazłotka z czekoladek, krąży wokół dawnej historii kryminalnej z PRL-u i wątków homoseksualnych, dodaje do tej zupy luja spod przystanku, którego trochę adoruje a trochę usynawia; w coraz bardziej splątanych wątkach pojawia się cała galeria dziwaków i pozerów - i taką oto mieszankę daje do spróbowania czytelnikowi. \ Proza zaczyna się całkiem znośnie, pod koniec staje się dosyć męcząca.
"Drwala" trzeba obowiązkowo wysłuchać - audiobook czytany przez Autora ujawnia niewidoczne pokłady ironii, jest absolutnym arcydziełem dla fanów konwencji. Słucham tej książki co roku z uwielbieniem, przy czym jest to dzieło specyficzne, dla wielu osób zasługujące na jedną gwiazdkę - kryminał ciotowski, autobiografia, opowieść o zborsuczeniu, porcelanie, tabsach na złe nastroje, lujach i śmieszno-strasznej rzeczywistości polskiego kurortu pełnego niejasnych interesów.
La novela empieza bien, con un tono muy agradable y una trama original. Pero hacia la mitad hay un cambio de narrador (lo que en mi opinión es un pecado mortal), un flashback muy largo y desde ahi la novela da un giro hacia no se sabe que y empiezan a aparecer personajes a diestra y siniestra, hasta que se produce un final abrupto y ambiguo. Al final del libro lei un comentario segun el cual la novela es "una burla a las novelas policíacas", y entonces entendí que había perdido mi tiempo.
Doscientas y pico páginas hasta constatar que no pasa absolutamente nada. Trama muy lenta, extraordinariamente descriptiva, sobre todo en lo relacionado con los sentimientos y percepciones del protagonista. Es demasiado lento para mi gusto, aunque bien escrito. Quizás lo vuelva a intentar más adelante. Por el momento, me voy a otra lectura.
No rating! The narrator was terrible with Polish localities and proper names. I didn't know who's who or where's where... :( Even for me, a Polish native, it was difficult to follow all those mispronounced words :( The plot was very interesting but I need to re-read it in the original language to be able to rate it. Such a bummer!
Desfortunadamente, el lector/narrador pronunciaba las palabras polacas (nombres de ciudades, lugares, nombres y apellidos de personas) que no podia fijarme bien en la trama... :( Tenia que concentrarme en las cosas como quien es quien y que lugar es que lugar...
Tengo que leer ese libro de nuevo, esta vez en mi lengua materna (polaco), lo siento.
Srednia ksiazka. Czasami musze sie zmuszac aby nie przerwac czytania. Akcja, czasami wciaga, czasami przynudza. Podobaja mi sie niektore opisy. Mysle, ze za 30-40 lat warto bedzie powrocic do tej ksiazki, aby wczuc sie w klimat roku 2011....
Nie wiem, jak to zaklasyfikować. Chyba autor sam nie wiedział, czy to miał być romans gejowski z wątkiem kryminalnym, czy powieść obyczajowo-kryminalna. Miejscami jest zabawnie, dobre i celne są opisy nadmorskiego kurortu w listopadzie, dobrze opisywane typy ludzkie, pijacka dyskusja z miejscową prostytutką szczególnie mnie rozbawiła. Gdybym musiała ocenić, to mocne trzy gwiazdki za zapewnienie rozrywki na przyzwoitym poziomie. Podoba mi się autoironia Witkowskiego, nawet auto-kpina miejscami.
253/496 moja 4. książka tego autora, zdecydowania najgorsza, nie dam już rady XD początek był bardzo ciekawy, styl autora jak wiadomo nie każdemu odpowiada, ja do tej pory byłam pozytywnie nastawiona. ale doszłam do momentu gdzie od dłuższego, DŁUŻSZEGO czasu nic się nie dzieje, postacie są nieinteresujące i mam już kompletnie gdzieś jak potoczą się losy głównego bohatera. chyba na tej książce witkowskiego poprzestanę, w tym momencie czuję, że nie ma nic więcej do zaoferowania.
Książka idealna na majówkę, ale uważam, że największą frajdę z czytania będą mieli byli i obecni mieszkańcy Pomorza Zachodniego, którym nieobce są Misdroy i Swinemunde poza sezonem. Ciotka wie, co i jak napisać, żeby opisać ten syf dobrze i śmisznie. No i te "balzakowskie" opisy chaty drwala! Piękna postać Jadźki Parszywej! Borsuczenie <3
Con este libro he descubierto a un autor del que quiero volver a leer más títulos. Su estilo es una maravilla, y casi único. Sobre todo la facilidad que tiene de contar una historia ran "loca", de una forma peculiar y graciosa. Se podría catalogar como novela negra, pero más bien es una caricatura de esta.
No me gustó, el 75 porciento del libro parece una de esas películas de humor de situación con momentos un poco o bastante absurdos y con chistes faciles pero que no tienen nada que ver con la historia son momentos que si se eliminan no pasa nada y el resto es una especie de historia policiaca bastante regular ,no recomiendo este libro para nada.