Zdecydowanie można odczuć, że są to wykłady z wielu, bardzo wielu lat - posklejane, często bez retuszu. W efekcie mnóstwo tu powtórzeń, a i ciągłość wywodu trochę na tym kuleje. Trudno byłoby się jednakowoż zniżyć do poziomu postponowania autora za owe liczne powtórzenia. Są one urocze i nie powinno się ich unikać.
Nader ciekawy w 'Wykładach' jest sam 'Wstęp do historii filozofii'. Można w nim znaleźć sporo całkiem ciekawych uogólnień. Jest to część stanowiąca w gruncie rzeczy samodzielną całość. Potem sytuacja się komplikuje.
Ujęcie filozofii wschodniej jest nieobiektywne, europocentryczne i w sumie żenujące. Z drugiej wszakże strony intelektualna bezczelność Hegla jest czymś ujmującym, erotycznie zgoła uwznioślającym (w rozumieniu platońskim). Trzeba ją docenić.
Omówienie myśli Talesa jest nadinterpretacją, co uderza tym bardziej, że w rzeczonym 'Wstępie...' Hegel przestrzega przed ahistorycznością filozoficznej egzegezy.
Do plusów trzeba zaliczyć szczegółową analizę paradoksów Zenona i bardzo ciekawą eksplikację Heraklita. W rzeczy samej Hegel odkrywa się jako heraklitejczyk. Mówi o Heraklicie: "od niego trzeba datować początek istnienia filozofii" (411). A wcześniej - że Heraklita można nazywać nauczycielem Platona. Są to wielce znaczące słowa. "Bardzo wielkie i ważne słowa!" (416), cytując samego Hegla.
Najlepszą partią książki jest część dotycząca Sokratesa. Hegel zachwyca w niej błyskotliwością uwag.
Interpretacja sokratyków jest pośpieszna. Zapewne nazbyt pośpieszna.
Z historii jednej intelekcji - idącego psim swędem oglądu (proszę mi wybaczyć nonszalancję):
Hegel interpretuje historię filozofii tak, by pasowała do jego filozofii jako samorozwoju Ducha. Przytaczany przez niego zarzut, który Arystoteles kieruje w stronę pitagorejczyków, tyczy się, niewątpliwie, samego Hegla. A brzmi on: "jeżeli gdzieś powstała luka [w systemie pitagorejczyków] szybko ją oni wypełniali, ażeby tylko całą teorię uczynić spójną" (318). Hegel czyni tak samo. Jest to częstokroć wręcz irytujące, kiedy ociera się on o inercyjną dezinterpretację, czy wręcz świadomie się jej dopuszcza, gwoli programowo systematycznemu ujęciu (sic!) rozwoju myśli filozoficznej. W każdym razie, trzeba uważać, by całości jego wykładni nie brać bezkrytycznie jako po prostu wykładni historii filozofii - bez świadomości wiary Hegla w autentyczność postępu ducha w dziejach myśli; wiary w faktyczność systematycznego rozwoju doktryn filozoficznych w kierunku myślenia spekulatywnego i stopniowego w nich uświadamiania siebie samego sobie samemu przez Ducha jako ich podmiotu i przedmiotu zarazem. Poza tym, stosując swój żargon, Hegel czasami ociera się o bełkot, co ma to też, oczywiście, dobre strony. Trzeba pochwalić odwagę pozwalającą mu na tak ekscentryczną interpretację historii myśli filozoficznej. "Wykłady' czynią poniekąd usprawiedliwionym każdy ekscentryzm interpretacyjny. Hegel cenił przede wszystkim Arystotelesa, bardziej nawet od Platona, co zrazu może zaskakiwać. Jest to w tej książce widoczne w dwójnasób. 'Wykłady' zawierają pochwały Stagiryty, implicytne i nawet eksplicytne. Hegel korzysta z jego krytyki starożytnych myślicieli, jakby nie było go stać na własną. Cytuje go w sposób nieprzyzwoicie obszerny. Ale i sama forma 'Wykładów', ten nonszalancki sposób, w jaki je prowadzi, jest iście arystotelejski. Zachowane pisma Stagiryty to, jak wiadomo, notatki z wykładów, które powstawały pośpiesznie, na gorąco, jako materiał mnemotechniczny, z definicji więc niejako nieukończony i nie wymagający ukończenia, w efekcie czego widać w nich nieścisłość, chaotyczność, 'połebkowość' etc. To samo tyczy się 'Wykładów' Hegla, który właśnie z tego powodu wydaje się być następcą Arystotelesa.
Tutaj piękna platońska metafora Hegla:
"Trzeźwe myślenie odznacza się takim szczególnym talentem, ma taką dziwną zdolność, że jego stan bycia na czczo nie prowadzi do głodu ani pragnienia, lecz towarzyszy mu stałe uczucie sytości. W rezultacie myślenie, którem mówi takim językiem, [rezonerstwo] demaskuje się jako martwy [zdrowy] rozsądek, ponieważ tylko to, co martwe, będąc ma czczo, jest i pozostaje zarazem syte. Ale to, co żywe, zarówno w sensie fizyczny, jak i duchowym, nie pozostaje w byciu na czczo zaspokojone, lecz budzi się w nim popęd, zaczyna odczuwać głód i żądzę prawdy, jej poznania, domaga się zaspokojenia tego popędu i nie daje się nakarmić i nasycić tego rodzaju refleksjami, jakimi darzy nas trzeźwość myślenia" (44-45).
Tutaj pięknie, klasycznie idealistycznie, by tak rzec, wypowiada się Hegel o Pitagorasie i pitagorejczykach:
"Sam Pitagoras był pewnym dopracowanym w najmniejszych szczegółach dziełem sztuki, dostojną posągową naturą (plastiche Natur). [...] W trakcie tego nowicjatu [pitagorejskiego], który był czasem przeznaczonym na naukę, nakazane było milczenie. Można powiedzieć [...] że jest to istotny warunek wszelkiego wykształcenia. W kształceniu człowiek rozszerza i bierze w posiadanie swoją wewnętrzność. W wyniku tego, że trzyma się samego siebie, w milczeniu, człowiek nie staje się bynajmniej uboższy w myśli, w żywą treść ducha. Uczy się on przez to zdolności pojmowania i dochodzenia do zrozumienia tego, że jego pomysły, obiekcje, nie są nic warte. Dzięki wzrastającemu zrozumieniu tego, że takie pomysły [poglądy, przekonania] nie są nic warte, odzwyczaja się on w końcu od tego, żeby je mieć. [...] Prawdziwa kultura nie polega na tym, by zwracać zbytnią uwagę na samego siebie, zajmować się sobą jako jednostką - to bowiem jest próżność - ale na tym, by zapomnieć o sobie, zagłębić się w rzeczy, w tym, co ogólne - polega więc na samozapomnieniu" (276-277, 280).
I nawet klasyka Heglowska:
"To, dla czego istnieje inne, jest tym samym, co Inne. Tylko dzięki temu duch w swoim Innym jest u siebie samego. Rozwój ducha jest wychodzeniem z wewnętrzności, eksponowaniem na zewnątrz swoich momentów jako oddzielonych od siebie i zarazem dochodzeniem do siebie. Bo bycie u siebie ducha, to jego dochodzenie do siebie samego, może być określone jako jego najwyższy, absolutny cel. Chce on tylko tego i niczego innego. Wszystko, co dzieje się – co dzieje się wiecznie – […] co dokonuje się w wymiarze czasu, zmierza tylko do tego, żeby duch poznał siebie, uczynił siebie dla siebie samego czymś przedmiotowym, odnalazł się, stał się czymś istniejącym dla siebie samego, połączył się z sobą" (50-51).
"Ruch ten, jako konkretny, jest szeregiem procesów rozwojowych, którego nie należy sobie wyobrażać jako linii prostej ciągnącej się od jakiegoś punktu wyjścia w abstrakcyjną nieskończoność, lecz jako koło, jako powrót do siebie samego. Koło to ma za obwód wielką mnogość kół. Całość jest wielkim, zakrzywiającym się ku sobie na powrót, ciągiem procesów rozwojowych" (56).
"Zadaniem, z którym ma się uporać świat, jest w ogóle pojednanie się z duchem, rozpoznanie w nim siebie" (153).
"Jest to krąg, który zamyka się w sobie, ale to jego zamknięcie się w sobie jest tak samo przechodzeniem w pewien inny krąg - jest to wir, którego punkt środkowy, do którego się zwraca, leży bezpośrednio na obwodzie pewnego wyższego kręgu, który go w siebie wplata" (488).
### A POZA TYM ###
Historia filozofii
"Historia, którą mamy przed sobą, jest historią odnajdywania siebie samej przez myśl" (27). "Historia filozofii sama ma charakter naukowy, a nawet, w aspekcie tego, co stanowi jej sedno, sama staje się nauką filozofii" (30). "Dorobek myślenia [...] stanowi sam byt ducha. Dlatego właśnie poznanie go nie jest uczonością - znajomością tego, co umarło, zostało pochowane i minęło. Historia filozofii ma do czynienia właśnie z tym, co się nie starzeje, co aktualnie żywe" (70). "Historia filozofii żadną miarą nie może być uprawiana przez historyka, który chciałby się powstrzymywać od wydawania sądu" (166).
Filozofia
"Pierwszym warunkiem filozofii jest niezłomne umiłowanie prawdy, wiara w moc ducha. Człowiek, z racji tego, że jest duchem, ma prawo i obowiązek uważać siebie samego za godnego rzeczy najwyższych. [...] Jeśli ktoś będzie miał wiarę, to nie znajdzie się nic niedostępnego i trudnego, co by się przed nim nie otworzyło. Ukryta zrazu i zamknięta istota wszechświata nie jest w stanie stawić oporu niezłomnej woli poznania , przed którą musi się otworzyć, wystawiając na widok i oferując wszystkie swoje bogactwa i głębie" (18).
"Czegóż to nie nazywano filozofią i filozofowaniem!" (30).
"Filozofia zamierza poznać to, co niezmienne, wieczne, istniejące samo w sobie i dla siebie" (31).
"Filozofia jest obiektywną nauką o prawdzie, nauką o jej konieczności, pojęciowym poznawaniem - a nie żadnym mniemaniem i wysuwaniem mniemań" (38).
"Filozofia nie jest somnambulizmem, tylko raczej najbardziej przytomną świadomością" (70).
"Nieokreślona jeszcze i bezpośrednia ogólność (Bóg), byt, obiektywna myśl, która w swej niestrudzonej aktywności niczemu nie pozwala istnieć w trwały sposób obok siebie, jest substancjalną podstawą wszelkiej filozofii [...]" (149).
"Filozofia chce osiągnąć błogostan dzięki myśleniu; religia - poprzez medytacyjne skupienie (Andacht)" (183).
Sokrates (część tycząca się Sokratesa jest bardzo zajmująca):
"Sokrates nie wyrósł nagle jak grzyb z ziemi. [...] Jest on nie tylko nadzwyczaj ważną figurą w historii filozofii - najbardziej interesującą w filozofii starożytności - lecz jest osobistością o znaczeniu powszechnodziejowym. Jest on głównym punktem zwrotnym ducha w jego skierowaniu się ku sobie samemu" (537).
"U Sokratesa, jak u Protagorasa, istotą jest myśl; również u Sokratesa mamy tę sytuację, że samowiedna myśl zniosła wszystko to, co określone, ale w taki sposób, że od razu ujęła ona w myśleniu to, co spoczywające, stałe. Ten stały grunt myśli, substancja, to, co istniejące samo w sobie i dla siebie, to, co bezwzględnie się utrzymujące, określone zostało jako cel, a bliżej jako prawda, dobro" (539).
"Występuje tu pewna różnica w stosunku do świadomości sofistów: ta mianowicie, że zakładanie i wytwarzanie dokonujące się w sferze myśli jest wytwarzaniem i zakładaniem czegoś takiego, co nie jest założone, co istnieje samo w sobie i dla siebie - [jako] to, co obiektywne, stojące ponad partykularnością interesów, skłonności, stanowiące moc panującą nad wszystkim, co partykularne. [...] z drugiej strony jest to w równym stopniu istniejące samo sobie i dla siebie to, co obiektywne, nie obiektywność zewnętrzna, lecz ogólność duchowa" (541).
"W swym przeciwieństwie względem sofistów nie stoją oni [Sokrates i Platon] na stanowisku starowiernych, zgodnie z którym - w interesie greckiej obyczajowości, religii, starodawnych obyczajów - skazani zostali Anaksagoras i Protagoras. Wprost przeciwnie. Refleksja, oddanie decydującego głosu świadomości jest im wspólne z sofistami" (539-540).
"Zasadą Sokratesa jest, że człowiek ma sam z siebie znaleźć to, co jest dla niego przeznaczeniem, co jest jego celem, ostatecznym celem świata, prawdą, tym, co istnieje samo w sobie i dla siebie - że musi on dotrzeć do prawdy o własnych siłach. Jest to powrót świadomości do siebie, który jednak określony jest jako wydobycie się ze swojej szczegółowej subiektywności; zawarte w tym jest właśnie to, że usunięte zostają przypadkowość świadomości, pomysł, arbitralność, partykularność - ażeby w tym, co wewnętrzne, mieć do wydobycie się, to, co istniejące samo w sobie i dla siebie. Obiektywność ma tu sens obiektywności, która istnieje samo w sobie i dla siebie, a nie obiektywności zewnętrznej" (540).
"Ze względu na to, że w ten sposób Sokrates zapoczątkował filozofie moralną (to, że ją uprawiał, sprawiło, że stała się ona popularna), cała późniejsza gadanina moralna i popularna filozofia uznała go za swego patrona i świętego i wyniosła do roli usprawiedliwiającego płaszczyka wszelkiej nie-filozofii; a miary dopełniło to jeszcze, że u lubiącej się wzruszać publiczności zyskała mu popularność i wzbudziła zainteresowanie jego śmierć, jako poniesione niewinnie cierpienie. Cyceron, który z jednej strony jest w swym myśleniu zwrócony ku teraźniejszości, a z drugiej strony ma taką świadomość, że filozofia powinna się dostosować, i nie zdobył dla niej żadnej nowej treści, chwalił u Sokratesa (co się dość często po nim powtarza) jako jego właściwą zasługę i to, co było u niego najszczytniejsze, że 'sprowadził filozofię z nieba na ziemię, do miast, a nawet do domów' (przeniósł ją na grunt ludzkiego codziennego życia). To jest sedno tego, o czym była mowa. Toteż potem jest to często rozumiane tak (tak to wygląda), jak gdyby w rezultacie najlepsza i najprawdziwszą filozofią była filozofia domowa i kuchenna (jak gdyby stała się ona środkiem domowym, pod każdym względem dostosowanym do zwykłych ludzkich wyobrażeń, w której widzimy przyjaciół i ludzi rozmawiających o prawości itd. i o tym, co można znać na tej ziemi, co jest prawdą w codziennym życiu bez zapuszczania się w głębiny nieba - albo raczej w głębiny świadomości; lecz mniemają oni, że właśnie najpierw było to, że Sokrates się na to odważył. Ale też Sokratesowi to dojście do praktycznej filozofii nie było dane za darmo; przedtem przemyślał gruntownie wszelkie spekulacje ówczesnej filozofii, aby zejść do wnętrza świadomości, myślenia. To właśnie [wnętrze] jest ogólnym momentem [jego] zasady" (543-544).
"Najwyższą pięknością jest najzupełniejsze ukształtowanie wszystkich stron indywidualności wedle jednej wewnętrznej zasady" (551).
"Stoi on przed nami jako jedna z owych wielkich posągowych natur, wykutych w całości z jednej bryły [...] - jako doskonałe dzieło sztuki, które samo siebie wyniosło na wyżyny" (551).
"Hipokryzja jest największa ironią" (561).
"We wszystko należy wątpić, należy zrezygnować ze wszystkich z góry przyjętych założeń, aby otrzymać je na powrót jako coś wytworzonego przez pojęcie" (568).
"W ogóle człowiek nie może niczego otrzymać, przyjąć jako czegoś danego z zewnątrz, tak jak przyjmuje formę wosk; lecz wszystko to tkwi w duszy człowieka i tylko wydaje się, że on czegoś się uczy. [...] Wszystko, co ma dla człowieka wartość [...] zawarte jest w samym człowieku, ma się rozwijać z niego samego. [...] To coś zewnętrznego przychodzi wprawdzie w doświadczeniu, ale to, co w tym ogólne, należy do myślenia - [...] jest czymś rzeczywiście ogólnym" (574).
"Przypadkowej, partykularnej wewnętrzności przeciwstawił Sokrates ową ogólną, prawdziwą wewnętrzność myśli" (575).
"Ale nie byłoby tu na miejscu rozplątywanie całego mnóstwa opacznych wyobrażeń i przeciwieństw właściwej naszej naturze" (579).
"W tej świadomości wznosił Sokrates obyczajność na poziom zrozumienia", moralności (580).
"Wyszydzanie tego, co jest godne czci, jest czymś nędznym i płaskim" (588).
Powrót świadomości do siebie samej wystąpił po raz pierwszy u Sokratesa.
"Poznaj samego siebie. Nie jest to poznanie przez człowieka własnych partykularności; poznanie siebie jest prawem ducha. [...] Jest on herosem, który na miejsce delfickiego boga wyniósł zasadę, że człowiek w sobie samym wie, co jest prawdziwe, że musi on patrzeć w siebie" (611-612).
"Sokrates jest herosem dlatego, że swoją świadomością poznał i wyraził wyższą zasadę ducha" (625).
"Sokrates został określony jako punkt zwrotny filozoficznego ducha (myślenia). Wysunął on [jako zasadę] poznanie i to, co ogólne. Wraz z nim począwszy od niego widzimy, jak pojawia się wiedza, świat wznosi się do królestwa świadomej myśli, królestwo to staje się przedmiotem" (628).
"Główną zasługą, główną zasadą działania nauczyciela jest udzielanie potężnego bodźca, wprawianie w stan podniecenia" (630).
###
"Wiadomo, że tak zwany rozum doszedł [w naszym zachodnim świecie] do znaczenia, odrzucił autorytet wiary, uczynił chrześcijaństwo rozumnym w tym sensie, że to uznania czegokolwiek miałoby mnie zobowiązywać tylko własne zrozumienie, własne całkowite przekonanie. Ale dziwnym sposobem to obstawanie przy prawie rozumu przechodzi dziwną metamorfozę, rezultatem której jest wniosek, że rozum nie może poznać niczego prawdziwego. Ten tak zwany rozum zwalcza, z jednej strony, wiarę religijną w imię myślącego rozumu i przy jego pomocy - ale jednocześnie zwraca się też przeciw rozumowi, jest wrogiem rozumu. Wbrew niemu obstaje przy wewnętrznym przeczuciu, uczuciu, i w rezultacie miarą tego, co ma obowiązywać, czyni stronę subiektywną - własne przekonanie, takie, jakie każdy tworzy sobie we własnej subiektywności, sam z siebie i w sobie samym" (38-39).
O kosmogonii Anaksymandra: "Kosmogonia ta nie jest gorsza od hipotezy geologicznej, w myśl której miałaby ulec rozerwaniu skorupa ziemska albo od hipotezy eksplozji Słońca. Autorem tej ostatniej jest Buffon, który, na odwrót, zaczyna od słońca i każe planetom powstawać z niego jako żużel" (256).
"A ile jest w tym wszystkim sensu, tego nie wie ani ten, kto to mówi, ani ten, kto stara się zrozumieć, co to wszystko ma znaczyć. Im mętniejsze stają się myśli, tym wydają się głębsze" (265). "W rezultacie dzieło to jest wielkim balastem [dla umysłu]" (162). "Ciemny i wątpliwej wartości wytwór mętnych i płaskich umysłów" (266).
"[...] Platon w jednym ze swoich dialogów każe grać główną rolę Parmenidesowi i wkłada mu w usta najznakomitszą dialektykę, jak kiedykolwiek istniała [...]" (350).
"Co złego zdarzyło się na świecie od czasów Adama, usprawiedliwione jest dobrymi racjami" (517).
przeczucie zawierające treść myślową - gedankenvolle ahnungen
słowa - czczą formułą do mechanicznego klepania - eine leere Formel der Lippen
szturmowanie nieba - ein Schlagen ins Blaue
### PRZYPISY NOWICKIEGO ###
"Wyjaśnia to bliżej naturę Heglowskiego aprioryzmu. Mimo że podmiotowość jest sama w sobie rezerwuarem wszelkiej prawdziwej treści, nie może jej ona jednak sama z siebie wysnuć, musi ją niejako dopiero wyzwolić z niej zewnętrzny, ale odpowiednio do niej 'dostrojony' impuls. Oczywiście ten 'instrument', jakim jest podmiotowość, kształtuje się historycznie i dużo trzeba czasu, aby jego 'brzmienie' stało się odpowiednio 'czyste'" (698, przyp. do stron 107). "Ów oddźwięk zostaje wzbudzony [za sprawą czegoś zewnętrznego] w podmiotowej głębi, wydobywając z niej coś, co przedtem było przed świadomością zakryte, a zatem wydobyło się z ukrycia, zostało wydane na świat, dopiero w wyniku tego oddźwięku [wzbudzonego we wnętrzu przez coś zewnętrznego]. Sytuacja jest więc dialektyczna. [...] Duch płodzi sam siebie, zaświadcza sam o sobie itd. [...] Żaden z tych momentów nie jest rzeczywisty w oderwaniu jeden od drugiego" (701-702, przyp. do s. 113).