est wrzesień, rok 1926. Dwóm świeżo upieczonym inżynierom - Tadeuszowi Perkitnemu i Leonowi Mroczkiewiczowi - ani w głowie ustatkowane życie, małżeństwo i "pchanie wózków dookoła domu". Wpadają na pomysł dość ekscentryczny. W pogoni za przygodą opuszczają rodzinny Poznań i wyruszają na podbój świata pełnego niewiarygodnych i przezabawnych zdarzeń. Z setką złotych w kieszeni, mapą wydartą z atlasu, zapasem powideł i kiszonych ogórków podążają w głąb kolejnych kontynentów, łapiąc każdą pracę i możliwość transportu. W ich wykonaniu nic nie może być poważne i normalne. To pierwsze tak obszernie zilustrowane zdjęciami bohaterów wydanie. Całości dopełniają oryginalne podpisy autora.
Cudowna opowieść o przyjaźni. Par sześć z tym całym podróżowaniem, to właśnie relacja Tadeusza i Leona jest tą perełką, dla której warto było o tą wyprawę. Mogłabym czytać o tych dwóch łobuzach jeszcze spokojnie ze trzy tomy więcej...
Drugi tom opowieści o dwóch szalonych chłopakach podróżujących dookoła świata pod koniec lat 20. ubiegłego wieku - i równie fantastyczny, co pierwszy. Znów się uśmiałam, bo styl Tadeusza Perkitnego jest przezabawny, i znów zachwyciłam się odwagą jego i Leona oraz ich zdolnością do pakowania się w tarapaty i wychodzenia z nich obronną ręką. Bardzo ciekawe są też opisy Indochin Francuskich i kolonialnych realiów zarówno tam, jak i w Afryce. Zakończenie bardzo mnie wzruszyło. Wspaniałe jest to, że przyjaźń Tadeusza i Leona przetrwała tyle lat. Oboje przeżyli swoje życia pięknie i wartościowo, a tej zwariowanej przygody z młodości można im tylko pozazdrościć!