Runy Hordów to zaszyfrowana wiadomość i rozwiązanie zagadki grycht. Dlaczego co roku nawiedzają Gruaron i porywają ludzi? Dokąd ich niosą i po co? I wreszcie — jak można się pozbyć potworów?
Klucz do rozszyfrowania runów Hordów został ukryty daleko na północy. Traf chce, że wyruszają po niego Udul, młody wojownik z Gildii Hordów i Gret Orin, miejscowy arystokrata i bogacz. Dzieli ich wszystko — pochodzenie, charakter, cele, a na koniec i to, że kochają się w tej samej kobiecie — a wspólna wędrówka nie przyczynia się do pokonania tych różnic, mimo że do wcześniejszego życia nie ma już powrotu. Okazuje się bowiem, że Gret Orin został oskarżony o morderstwo i wysłano za nim mściciela. Udul zaś odkrywa, że intencje jego mistrzów nie są tak czyste, jak przywykł wierzyć, i jest gotów zaryzykować coraz więcej, żeby zdjąć przekleństwo ciążące na Dolinach Gruaronu.
Według starych legend północne rubieże Gruaronu kryją jedynie ciemność, śnieg i grychty. Ale legendy nie zawsze mówią prawdę.
Wszystkie zarzuty te same, co w przypadku pierwszej części. Tell don't show, wszystko jest nam mówione lub opowiadane. Przez 3/4 książki męczymy się podczas podróży tych dwóch typówna północ. Taka podróż powinna, no nie wiem, może rozwinąć ich, poszerzyć ich relacje (pozytywne czy negatywne-nie ma znaczenia)? Ale nie ja dalej nic o nich nie wiem. Nie potrafię podać ani jednej cechy postaciom z tej książki. Dodatkowo motyw tej laski i jej syna. Jest moment, kiedy ona jest, powiedzmy uwięziona/przetrzymywana, jakie są jej myśli? Że bardzo chce wyjść na zewnątrz, uciec, interesuje się historiami, które opowiada jej ten typ co ją przetrzymuje. Syn? Jaki syn? W jej przemyśleniach pojawia się raz. RAZ! Taki jest ważny dla bohaterki, która postanowiła obyć podróż do obcego kraju, aby go odzyskać. Niewiarygodny wątek i jej motywacje. Fabuła jest odrobinkę ciekawsza niż w poprzedniej, ale to tylko w tej końcówce 1/3, bo reszta to ta nudna podróż.