W Polsce bardzo często mówimy o II wojnie światowej, rozwodzimy się nad jej przebiegiem, nad agresją Niemiec i Związku Radzieckiego, nad konsekwencjami samej wojny i okresem PRL-u, który czekał nas po ostatnich oddanych strzałach. Z kolei o I wojnie światowej wspominamy głównie przy okazji 11 listopada i to nadal raczej niewiele jeśli chodzi o same fakty, a w większości przywołujemy postać Piłsudskiego i odzyskaną niepodległość.
A szkoda. I wojna światowa była czymś nowym - nigdy wcześniej nie prowadzono w ten sposób działań wojennych, nigdy wcześniej nie było tylu zniszczeń. Krwawa wojna, z wykorzystaniem nowych technologii i armii z poboru odznaczyła się dużym piętnem na kilku pokoleniach.
William Faulkner w swoim zbiorze opowiadań "Wszyscy polegli lotnicy" dotyka przede wszystkim tego, jak wojna odbija się na psychice człowieka. Szczególnie człowieka biorącego w niej czynny udział. Wielu żołnierzy nigdy nie dostosowało się do powojennego życia, wielu nie potrafiło funkcjonować "normalnie", jak przed wojną. Już od pierwszego opowiadania Faulkner podkreśla, że wszyscy są już martwi, tylko jeszcze nie zdają sobie z tego sprawy.
Najbardziej poruszyło mnie opowiadanie pt. "Zwycięstwo", w którym śledzimy jak potoczyła się kariera Aleca Graya, syna szkockiego stoczniowca, który zdecydował się zaciągnąć do wojska i wspomóc działania na froncie we Francji. W pewien sposób jest ono aktualne również i dzisiaj, kiedy zastanowimy się nad tym jak państwo, naród, społeczeństwo traktuje ludzi poświęcających się dla jego dobra, jak osoby, które najbardziej się angażują w sytuacjach kryzysowych najczęściej dostają tą najkrótszą zapałkę i popadają w zapomnienie, kiedy już zagrożenie mija.
Każde z opowiadań zawartych w tym zbiorze ma tak dobrą narrację, że ciężko było mi się oderwać od lektury. Sposób prowadzenia akcji jest bardzo płynny. Nie zawsze dostajemy wiele szczegółów dotyczących życia poszczególnych bohaterów, ale nawet te szczątkowe informacje i kolejne opisy ich działań sprawiają, że jesteśmy w stanie uwierzyć, że kiedyś żyli. Co tylko wzmacnia efekt końcowy, kiedy zdajemy sobie sprawę jak I wojna światowa się zakończyła i dlaczego określania jest "samobójstwem Europy".
Faulkner zdecydowanie skłania tutaj do przemyśleń nawet nie nad samą I wojną światową i jej sensem czy konsekwencjami, ale nad kwestią życia "przed" i "po". To nie zawsze musi być wielka wojna. Ale człowiek nie jest w stanie, po traumatycznych wydarzeniach, wrócić jak gdyby nigdy nic do swojego poprzedniego trybu życia. To tak nie działa. Beznadziejne okoliczności, wymuszone bohaterstwo i pustka, gdy to już wszystko się skończy. Tak łatwo przychodzi nam wychwalać bohaterstwo, a zapominamy o człowieku, o tym jak teraz musi sobie to wszystko poukładać w swojej głowie.