Mówi się, że nic tak nie zbliża ludzi, jak wspólne przeżycia, a w szczególności wspólne doświadczanie nieszczęścia. I coś w tym jest, a na pewno można to zaobserwować na przykładzie Amelii i Tytusa, bohaterów debiutanckiej powieści Pauliny Popieli. „Klan wojowników” to młodzieżowe fantasy, po którym spodziewałam się lekkiej, niewymagającej młodzieżówki, przy której dobrze odpocznę i naładuję baterie i dokładnie to dostałam. Autorka miała ciekawy pomysł na fabułę i dobrze go w powieści rozwinęła. Bardzo intrygujący jest już sam świat, w którym toczy się akcja. Zupełnie inna planeta, która rządzi się innymi prawami. Niby trochę do Ziemi podobna, a jednak całkiem inna. O świecie, który tak mi się spodobał, chciałabym dowiedzieć się jednak trochę więcej i liczę na to, że powstanie kolejny tom. Bo świat jest tu trochę zbyt mało rozbudowany. Oczywiście jest to dość subiektywne odczucie. Ja po prostu w fantastyce chcę dobrze poznać otoczenie bohaterów i lubię mieć wszystko dobrze wytłumaczone. Zazwyczaj zresztą mam mnóstwo pytań odnośnie tego, co jak funkcjonuje.
Jak zostało zasygnalizowane w opisie, w powieści obecny jest wątek romantyczny, a dokładniej mamy tu do czynienia z motywem slow burn z elementami motywu kto się czubi, ten się lubi. Wątek romantyczny wypada w powieści bardzo fajnie. Mam tu głównie na myśli fakt, że nie dominuje, nie przysłania przygodowej części powieści. A do tego rozwija się w naturalnym tempie. Bohaterowie, którzy od początku się nie znoszą, nie zakochują się w sobie nagle, z rozdziału na rozdział. Zmiana w ich nastawieniu i zachowaniu w stosunku do siebie zachodzi stopniowo, dzięki czemu ich relacja i oni sami wypadają bardziej wiarygodnie. Kreacji bohaterów początkowo miałam coś do zarzucenia. Głównie chodzi o Amelię, której decyzje są często nieracjonalne, nieprzemyślane i po prostu dziecinne. Ale zdałam sobie sprawę z tego, że to nastolatka, a nastolatki często tak się właśnie zachowują (nie wszystkie i nie zawsze, ale zdarza się). Często w podobny sposób zachowują się też dorośli i owszem, może nas to irytować w danej osobie, nawet jeśli jest tylko bohaterem powieści. Amelia jest specyficzna. Jej podstawowym sposobem komunikacji jest ironia i sarkazm, szczególnie w stosunku do kogoś, kogo zwyczajnie nie lubi. Dziewczyna nie jest cichą myszką, dobrą, poukładaną żoną. Daje odczuć swojemu mężowi, że lekko z nią mieć nie będzie. Jest niepokorna, charakterna i daje się lubić, mimo że, jak wspomniałam, potrafi irytować. Tytus również został sportretowany w ciekawy sposób. Jeśli twardy, niebezpieczny z jednej strony, pełen tajemnic i niełatwy do rozgryzienia z drugiej. Można się w książce trochę pogubić na początku, ale kiedy wgryziemy się w opowieść, idzie już gładko, chociaż akcja pędzi szybko i dzieje się w powieści dużo.
Podsumowując, „Klan wojowników” okazał się dla mnie zaskakująco dobrą lekturą, przy której po prostu odpoczęłam. Książka ma pewne niedociągnięcia, ale jak na debiut jest przyzwoicie. Podobało mi się i polecam!