The pictorial creations by American artist Cy Twombly have represented, for more than 50 years, a sort of enigma that reinforces the mythic status of the artist. This book, takes into consideration Twombly’s immense and complex body of work from the 1950s up through his current works, offers a thematic and chronological interpretation of his paintings, drawings, sculptures, and collages. Richard Leeman’s study elucidates the symbols found in Twombly’s paintings―pictograms, numbers, words, colors―that, at first glance, constitute diverse and unique entities, but then assemble to form a veritable language, where their often primitive forms mix on the canvas with allusive fragments of a vast culture. From scribbles and drawings to words, Twombly’s work profoundly articulates a language and memory of desire where painting, drawing, and writing meld into a single art form. This exquisitely produced volume, complete with six gatefolds, is an important addition to the existing bibliography of works on one of America’s preeminent contemporary artists. Exhibition Schedule “Cy Fifty Years of Works on Paper” Whitney Museum of January 27—May 8, 2005 Menil Collection, Houston, May 27—September 4, 2005
Poszedłem z psem na wystawę do krakowskiego muzeum sztuki współczesnej MOCAK. - Tu nie wolno z psami - mówi ochroniarz. - To nie jest pies - odpowiadam. - To jest performance. - A, to przepraszam. Idziemy z psem dalej. Oglądamy rzeźbę Smerfa centaura. Pół koń, pół Smerf. - Zawsze się zastanawiałem - mówię do psa - komu kibicują centaury w czasie rodeo. - Srać mi się chce - odpowiada pies. - Trzeba było srać przed wejściem. - Wtedy mi się nie chciało! Idziemy dalej. Oglądam jakąś kobietę, która stoi po kolana w basenie z moczem i wykrzykuje alfabet od tyłu. - Z, Y, X - krzyczy. - U, V, W. Mój pies kręci się w kółko i węszy nosem po ziemi. - Fajfus - krzyczę do niego. - Fajfus, nie sraj tutaj!!! - Kiedy mnie ciśnie - odpowiada i zaczyna srać na podłogę. Jakiś człowiek podchodzi i przygląda się temu, co wychodzi mojemu psu z dupy. - To jest interesująca propozycja - mówi. Ktoś inny też podchodzi i patrzy. - To jest świeże - mówi. Podchodzi jakaś kobieta z kieliszkiem wina w ręku, cała na czarno. - Odważne - mówi. - Ja państwa bardzo przepraszam - mówię do nich. - Jak się nazywa ta instalacja? - pyta kobieta. - Gówno - odpowiadam, zatykając palcami nos. - Mocne. Ktoś z galerii podchodzi i wtyka w psią srakę tabliczkę z napisem "Gówno, 2024". Podchodzi fotograf i robi zdjęcie. Pojawia się ktoś z kamerą i mikrofonem. Prosi mojego psa o wywiad. - Cóż, zawsze kontestowałem abstrakcyjne formy kompozycji ambiwalentnych o charakterze geometrycznym, które przeważnie próbują zbudować linię bądź szereg relacji nieznanej opowieści - nienadchodzącej ale o pewnej poznawalnej strukturze ontologicznej, najczęściej potwornej ilości przeżyć szarego chaosu z wejściem i wyjściem wedle rytmu egzystencji poprzez meandry zespołu komplikacji opersyjno-bigoteryjnych wobec przestrzeni środowiska miejskiego - mówi mój pies. - A pan jest kuratorem - pyta reporter. - Co pan sądzi o pracy swojego podopiecznego. - Sądzę, że to gówno - odpowiadam. - Brutalnie prawdziwe - mówi kobieta z winem. - Ostentacyjnie szczere - mówi fotograf. - U, T, S - recytuje kobieta w basenie z moczem.
To read -- if I can get my hands on a copy, that is! I spotted this at a bookstore in Glasgow and really should have splurged for it (an imminent move, plus its list price of 60 pounds held me back). Since then, I've found it increasingly difficult to track down.