Na tym sensacyjność i wielowątkowość się nie kończy — jest jeszcze wątek uzurpacji (czy pozornej?) władzy i sprawa wygnanego z Persji następcy tronu, który nie zaprzestaje swej politycznej akcji i na terytorium rzymskim, gdzie znalazł azyl, i tajemniczego przybysza z krainy Olmeków, i wiele innych.
Nad wszystkim dominuje jeden nurt: problem chrześcijaństwa, jego przenikanie w krwiobieg historii. To ono jest motorem akcji — wbrew pozorom — we wszystkich niemal jej elementach. Silą, która pasjonuje i która uruchamia pozornie odlegle poczynania. W nim zbiegają się, zazębiają i przenikają wzajemnie wszystkie wątki. Wszystkie są bowiem wzajemnie zależne, choćby były umieszczone na różnych płaszczyznach — także i na płaszczyźnie snu. Sen — ważna to w tel strukturze płaszczyzna, bo oto kiedy w roku 365 Julian wysyta w dziwną podróż okręt „Sucen", w tym samym czasie tajemniczy historyk (ze snu?) notuje: „Julian Kaisar zginął w wyprawie na Persję w roku 363..." Co tu jest snem?
W ten splot możliwości, podejrzeń, przypuszczeń, domysłów i zamysłów, gdzie nic nie wydaje się pewne i wszystko jest do zachwiania, w ten nurt nie zatrzymanej w ruchu historii, autor wchodzi (osobiście) wraz ze swymi postaciami i czytelnikiem. Wyjaśnia, tłumaczy, zadaje nowe pytania, zmusza do tropienia zagadek — wciąga w wielką myślową przygodę.
Powieść Sam wyjdę bezbronny od początku rozwija się wielowątkowo, od początku jest pełna napięcia, wręcz sensacyjna. Julian Apostata, który — wbrew faktom historycznym — nie zginął w wyprawie perskiej, kontynuuje swoją akcję przeciwchrześcijańską — to jeden wątek. Drugim (ale czy odrębnym?) jest tajemnicza wyprawa okrętu „Sucen" — już sama jego nazwa jest i zagadką, i kluczem jednocześnie. Nie wiadomo zrażu, dokąd plynie ten okręt, kto jest jego konstruktorem, kto nawigatorem, kim są ludzie uwięzieni na okręcie, dlaczego uwięzieni, jaki ma być ich los. Niesie to z sobą niezliczone domysły, pomysły, donosy, relacje, tajne akcje. Następny (ale czy zupełnie osobny?) wątek to miłość. Połączenie się zakochanych — tu znowu zagadka: czy są zakochani? — uniemożliwia złowieszczy horoskop. Czy prawdziwy? Czy nieodwołalny? Z tego wynika poszukiwanie zaginionego (i znów: a może tylko ukrytego? gdzie? dlaczego?) dowodu Seleukosa z Seleucji, obalającego przekonanie o Ziemi jako o centrum obrotu planet — przekonanie, na którym oparte są horoskopy. Chrześcijaństwo też obala horoskopy, ale czy nie jest oparte także na tym przekonaniu o Ziemi — centrum wszechświata?
Łączy sig z tym wszystkim wielka gra wielkich wywiadowców, a ta znów z większą może jeszcze grą ich ojców.