Na książkę Andreskiego polowałem bardzo długo. Wreszcie miałem okazję ją przeczytać i muszę stwierdzić, że mam nieco mieszane uczucia. Na pewno miałem względem niej inne oczekiwania (co niekoniecznie jest wadą samej książki).
Myślałem, że "Czarnoksięstwo w naukach społecznych" to książka, która w większym stopniu opiera się na gruntownie uargumentowanej dyspucie z wybranymi autorami i nurtami w naukach społecznych. Tymczasem zacięcie Andreskiego powoduje, że przechodzi on od razu do ataku bez dokładniejszego przedstawiania krytykowanych. Czasem miałem wrażenie, że nie starcza mu cierpliwości na prezentację przeciwnego stanowiska i spokojną argumentację krok po kroku tak jak to zrobili Sokal i Brickmont. Gdyby nie te kilka lat na socjologii, miałbym problemy z odniesieniem się do jego rozumowania. Wiele spostrzeżeń jest bardzo błyskotliwych, lecz niektóre wydają mi się zbyt pochopne. Pewne nurty zostały wyrzucone na śmietnik zbyt szybko, inne zaś potraktowano moim zdaniem zbyt łagodnie. Przykładowo - czy rzeczywiście behawioryzm był kompletnie oderwany od jakichkolwiek realiów życia jak twierdzi Andreski? Skoro tak, to dlaczego współcześnie terapie mające na celu zwalczanie fobii są oparte właśnie na behawiorystycznych założeniach? Przytaczane wypowiedzi Skinnera o tym, że kontrola jest zawsze dobra dla społeczeństwa, rzeczywiście mogą się kłaść cieniem na cały behawioryzm, ale nie można ulegać efektowi (negatywnej) aureoli.
Fenomenologia zajmująca się tym co "oczywiste" i "światem przeżywanym" też nie jest znów całkiem bez sensu. Spotkałem się kiedyś w jakiejś książce poświęconej neuropsychologii z odniesieniami do Schutza albo Husserla. Neuropsychologowie muszą właśnie wyjaśnić mechanizmy umysłowe, które przez swoją zwykłość i oczywistość mogą nie zostać przez badaczy zauważone. Fenomenologie wypunktowują te oczywiste rzeczy i choć na pewno nie mieli takiej intencji, mogli by się neuropsychologii przysłużyć. Wiedza o tym, jak pewne rzeczy ludzie sobie tłumaczą też nie jest bezużyteczna. Skonfrontujmy ją z hipotezą lewopółkulowego interpretatora Gazzanigi i mamy już coś ciekawego. Inna rzecz, że zbierać dane na temat tego jak ludzie interpretują świat, nie trzeba nowej szkoły filozoficznej. Faktem jest też, że fenomenologowie rzeczywiście piszą w takim stylu, że mało który neuropsycholog miałbym ochotę katować się ich pismami. Nawet ja mam z nimi problem a przebrnąłem przez kilka koszmarnie niejasnych książek takich jak np. Nietota Micińskiego czy Jedyny i jego własność Stirnera. To, że w kilku miejscach wygłaszane prez Andreskiego sądy były pochopne, sprawiło że mam nieco mniej zaufania do innych jego wniosków.
Dużo miejsca poświęcone zostało etyce, odpowiedzialności, uczciwości itd. Dostało się karierowiczom, kryptokonserwatystom itd. W tej samej książce Andreski wychwala jednak Freuda, który traktował pacjentów jak bydło i nie miał specjalnie oporów, aby robić sobie z nimi co mu się akurat podobało. Opisuje go jako wielkiego odkrywcę nie zadawszy sobie trudy aby sprawdzić, kto tak naprawdę jest autorem rozmaitych rewelacji, które przypisuje się Freudowie. Owszem, Andreski w 1972 mógł pewnych rzeczy nie wiedzieć. Przed ukazaniem się polskiego wydania przeglądał jednak całą książkę dodając jeszcze dwa nowe rozdziały. Okazja do zrewidowania starych tez więc była.
Walka o słowny puryzm nie zawsze wydaje mi się uzasadniona. Mi na przykład słowo "socjalizacja" nigdy nie kojarzyło się z czymś pozytywnym. Dla mnie to termin neutralny. Andreski jednak upiera się, że używanie słowa "socjalizacja" dla nabywania przez młodego przestępcę zachowań przestępczych, wiąże się z usprawiedliwianiem przestępczości, jako że "socjalizacja" to termin, który implikuje coś pozytywnego. Podobnie z kilkoma innymi słowami.
Na razie skupiłem się na krytyce, ale książka ma oczywiście wiele plusów. Te jednak trochę trudniej opisywać. Krytyka Parsonsa albo wulgarnych wersji interakcjonizmu symbolicznego, etnometodologii, postmodernizmu discopolowego (by powtórzyć termin za Szlendakiem, Olechnickim i Zybertowiczem) jest bardzo aktualna i trafna. Bardzo podobało mi się też przypomnienie o teorii krążenia elit Pareto w celu konfrontacji z twierdzeniami lewicowych intelektualistów trąbiących o samoumacniających się na swoich dominujących pozycjach ideologiach i elitach. Dużo ciekawych (choć smutnych) spostrzeżeń dotyczy środowiska akademickiego. Do myślenia dała mi też krytyka tych badaczy, którzy przykładają przesadną wagę do metodologii.
Nie chciałem pisać o wszystkim, więc może już na tym dość. Na zakończenie powiem tylko, że "Czarnoksięstwo w naukach społecznych" to książka, która w pewnej mierze się zestarzała, lecz spora jej część jest nadal aktualna. Mimo tego, że nie zgadzam się z wieloma tezami i spostrzeżeniami Andreskiego, to dawno nie czytałem książki okołosocjologicznej z taką uwagą. Długo wahałem się z oceną, ale daję 5/5 z tego względu, że podobnych głosów w naukach społecznych bardzo brakuje.