Opowieść o twórcy i wieloletnim redaktorze naczelnym „Przekroju”, jedynym w PRL bezpartyjnym naczelnym tygodnika wydawanego przez partyjny koncern RSW „Prasa”.
Marian Eile był niepraktykującym prawnikiem, artystą malarzem, miłośnikiem jazzu i motoryzacji, bezkompromisowym pedantem w pracy i abnegatem w codziennym życiu. W komunistycznej Polsce próbował zachować normalność, płacąc za to gorzką cenę kompromisu z narzuconą władzą. Agnieszka Osiecka napisała: „Starał się, żeby jakoś przetrwać stalinizm, nie ubłociwszy kaloszy i nie przestając jeść ryby dwoma widelcami”. Przybliżał Polakom malarstwo Picassa, prozę Kafki, muzykę Armstronga, czarny humor Topora i purnonsensowy psa Fafika. Zbudował „cywilizację «Przekroju»”, wychowując pokolenie czytelników świadomych, że kultura ma więcej twarzy niż tylko radziecką. „Całe życie marzył, żeby stworzyć coś w rodzaju polskiego «Playboya» i stworzył «Przekrój»”, wspominał Stefan Kisielewski.
Sam Eile powtarzał, że robi pismo dla 800 milionów Słowian: „Jedyne takie pismo”, podkreślał. Nie wiadomo spośród jakich narodów dobierał brakujące pół miliarda.
Okładki i ilustracje z archiwalnych numerów „Przekroju” udostępnione dzięki uprzejmości Fundacji „Przekrój”.
Autor wielu poczytnych biografii, m.in. generała Bolesława Wieniawy-Długoszowskiego – „Wieniawa. Szwoleżer na Pegazie” (1991), Leopolda Tyrmanda – „Zły Tyrmand” (1992), Stefana Kisielewskiego – „Kisiel” (1997), Władysława Broniewskiego – „Broniewski. Miłość, wódka, polityka” (2011) i Juliana Tuwima – „Tuwim. Wylękniony bluźnierca” (2013), Stefana Banacha, Hugo Steinhausa, Stanisława Ulama, Stanisława Mazura, Antoniego Łomnickiego – „Genialni. Lwowska szkoła matematyczna” (2014) oraz wyboru felietonów publikowanych w miesięczniku „Odra” - „Przecieki niekontrolowane” (2001). Jest także autorem bajek – „Mostek czarownic. Baśnie wrocławskie” (1996) i „Baśnie dolnośląskie” (2005), satyrycznej historii Wrocławia – „Zrób sobie Wrocław” (1997, z ilustracjami Tomasza Brody) oraz subiektywnego przewodnika – „Dolny Śląsk. Siedem stron świata”. Jest dziennikarzem „Odry” i kierownikiem Gabinetu Świadków Historii w Zakładzie Narodowym im. Ossolińskich, gdzie sprawuje pieczę m.in. nad archiwum Jana Nowaka-Jeziorańskiego i Władysława Bartoszewskiego.
O "Przekroju" coś wiedziałam, o Marianie Eile - praktycznie nic. Na szczęście Mariusz Urbanek napisał książkę, która rozwiązuje problem mojej szczątkowej wiedzy i niemal całkowitej niewiedzy. Marian Eile był twórcom i redaktorem naczelnym "Przekroju", czyli magazynu, o którym słyszał chyba każdy Polak. To symbol pewnej marki i w czasach, gdy został powołany do życia wyróżniał się tematyką, powiedzmy, że nadawał koloru szarej, polskiej rzeczywistości. Do dzisiaj mamy, gdzieś na strychu, jakieś stare numery "Przekroju". To czytali moi dziadkowie i rodzice, bo byli spragnieni innego świata, wolnego, oddychającego pełną piersią. Oczywiście "Przekrój" nie był idealny - nie mógł taki być, ale pokazywał, że istnieją inne drogi, że jest inna codzienność, że można się inaczej ubierać, że kultura nie zatrzymuje się na szarości wschodniej cenzury. Marian Eile był ekscentrykiem - wizjonerem. Miał swój plan, swoją wizję magazynu, który tworzył i rzeczywiście, stworzył go. To godne podziwu i tak, jak możemy przeczytać w książce, gdyby nie peerelowska ograniczenia, to mógłby być ewenementem na skalę... no powiedzmy europejską. Mariusz Urbanek bardzo ciekawie opowiada o tej postaci, o "Przekroju" i o historii. Zgrabnie łączy różne wątki i ostatecznie dostajemy ciekawą opowieść, o nieciekawych czasach. Jako dziennikarka żywo interesuję się takimi historiami, a jako po prostu czytelnik, byłam pewnymi sprawami zaskoczona i mogę polecić tę książkę, jako interesujący zapis czasów, które szczęśliwie minęły. ISKRY świetnie wydały tę pozycję - jak zresztą wszystkie dwoje książki. Polecam, może nie bez wad, może czasem miałam skwaszoną minę, ale to nie przez styl, czy samą historię, ale przez ludzkie błędy, wybory i cóż... życie, które przecież nigdy nie jest idealne i nie ma diamentowo czystych osobowości.
o "Przekroju" słów kilka Wydawnictwo ISKRY egzemplarz recenzencki
Biographies by Urbanek are decent quality. This one is not an exception. But they become more and more standard, typical, easy to predict. What I appreciate the most here is presenting the kind of spirit of described epoque. Sometimes the description is too obvious though, clearly addressing younger generations of readers.