Jest to powieść o jednym z najpoważniejszych, a zarazem najbardziej ignorowanych problemów ludzkości: epidemii pisania. Tysiące ludzi, młodych i starych, bogatych i biednych, chwyta za pióro, nie zdając sobie sprawy, jak wielkie grozi im niebezpieczeństwo. Cała nadzieja w redaktorze prestiżowego wydawnictwa, który podejmie samotną walkę z tą straszną chorobą. Czy jednak podoła zadaniu? Czy ocali nieszczęśliwych?
Ta książka to rebus i literacka kunsztowna zabawa w stylu "Jeśli zimową nocą podróżny", ale czyta się ją o wiele mniej przyjemnie, niż Calvino. Doceniam, rozumiem, nawet się kilka razy zaśmiałam, ale nie czuję. Jedynie mnie zmęczyła. To nie jest dobry moment dla mojego mózgu na takie zabawy. Dlatego nie oceniam.
La maladie de vouloir écrire. Solution ? Un genre de Alcooliques anonymes pour les gens qui écrivent mal en ne vont jamais trouver un éditeur sérieux, mais ne savent pas comment arrêter à mettre stylo sur papier.