Leaf Young, Exorzistin in Ausbildung, fühlt sich geehrt! Die besten Adepten der Black Bird Academy – darunter auch Leaf, Falco, Craine und Zero – werden zum jährlichen Wettkampf der Dämonenjäger nach London eingeladen. Doch eine Diebesgilde, die die Fähigkeit besitzt Erinnerungen zu stehlen, bringt Chaos in das große Turnier. Als Falco plötzlich sein Gedächtnis verliert, folgt Leaf der Spur der Gilde und stößt dabei auf ein dunkles Geheimnis. Ein Geheimnis, in dessen Zentrum die Black Bird Academy und vor allem Falco selbst stehen. Leaf fragt sich, wem sie noch vertrauen kann – und ob sie überhaupt noch menschlich genug ist, um zu vertrauen, geschweige denn zu lieben …
4,5⭐️! Mittlerweile behaupte ich FEST, dass ich den Schreibstil von Stella Tack immer & überall wiedererkennen würde, weil er so einzigartig ist. Besonders durch den Humor, der oft auf die witzigste Art unhinged ist und selbst bei düsteren Stimmungen oder Themen erhalten bleibt. Die Handlung verläuft zumeist sehr abwechslungsreich, sodass es während der vielen Seiten spannend bleibt. Überdies empfinde ich das Geschehen in dem Sinne als kreativ, als dass die Abläufe, Wesen und Handlungselemente originell erzählt und/ oder originell verknüpft werden. Für mich persönlich macht diese Kreativität in Kombination mit dem Abwechslungsreichtum die Bücher der Black Bird Academy-Reihe besonders unvorhersehbar. Unvorhersehbar auf dem Level, dass ich erst gar keine Theorien aufstelle, weil ich die Richtung, in die es sich entwickelt, ohnehin nicht vermuten kann🤭. Das Geschehen in diesem Band ist zum Teil schon etwas verrückt und heftig, das macht die Geschichte eben aus. Dies führte unter anderem dazu, dass ich nicht mehr weiß, für welchen Love Interest ich sein soll. Solange bleibe ich einfach Team Leaf and I think that's beautiful😍. Band 1 bleibt bislang mein Favorit, weil ich die Academy-Vibes darin so so so geliebt habe, nichtsdestotrotz blieb ich auch im Folgeteil gefesselt an das Geschehen und habe "Black Bird Academy 2" gerne gelesen. Nun freue ich mich riesig auf das Finale & alle Auflösungen darin!
Las ganas que tenia yo de seguir con esta trilogía, después de lo mucho que me gustó el primero y de la forma en la que terminó 😳
Cosas que quiero destacar:
🐦⬛Me encanta la ambientación que tiene esta trilogía, la mezcla de lo urbano con lo fantasioso. Además en este libro cambiamos de ciudad y pasamos de NY a Londres, lo cual me ha encantado. 🐦⬛La evolución de la protagonista es mucho más notable en este libro, con un carácter arrollador que he amado, pero sin dejar de tener ese lado inseguro con la situación que está viviendo. 🐦⬛Tambien quiero hablaros de lo maravillosos que son los personajes secundarios. Crain es de mis favoritos y Zero es un amor. Dan ese toque de humor que le suma muchos puntos a la historia. 🐦⬛Este libro me ha hecho recordar lo mucho que sufro y lo mucho que me encantan los triángulos amorosos. La tensión entre los protagonistas está súper bien conseguida, haciéndote enamorarte de los dos. Aunque yo siempre tiraré por uno en específico👀 🐦⬛El único punto que no me gusta de estos libros es que sus capítulos son bastante larguitos, cosa que a mí no me encanta. Pero tengo que decir que en este segundo me he bebido los capítulos súper rápido.
Jestem uzależniona od tej serii! 🔥 I naprawdę współczuję niemieckim autorkom, że nie mają co liczyć na taki rozgłos, jak Sarah J. Maas. Przecież to co się tu dzieje! Świetnie wykreowany świat (jedno z najlepszych urban fantasy, jakie czytałam!), boscy bohaterowie (każdemu życzę takich przyjaciół jak Craine i Zero! I jeszcze wątek Falco jak mnie zaskoczył! Nie wspominając o Leaf :)), te zwroty akcji! Niby można się było spodziewać, że autorka jak zwykle zaszaleje trochę pod koniec ale to, co się tam stało… Omg! Jak można kończyć książkę w takim momencie! Ciągle o niej myślę i chyba przysiądę do niemieckiego, żeby czym prędzej przeczytać kolejny tom 😂 Demony, egzorcyści, duchy, no idealna książka na jesień :)
4,5 estrellas. Solo pude decir dos cosas cuando llegué al final de este libro. La primera fue que vaya vicio de historia y la segunda que necesito para ya el tercer libro. Y es que, partiendo de que el primer libro me gustó, este lo hizo muchísimo más y leyéndolo en tandas en una lectura conjunta en todas ellas me costó un montón parar donde tenía que hacerlo.
Una ambientación oscura, con mucha tensión, no pude pedirle más a esta segunda parte… bueno sí, me gustaría que la parte romántica me atrapase igual que el resto, pero de momento ni en el primer libro ni en este fue así y ya no sé si el tercero lo conseguirá. Es por eso por lo que no le di la máxima nota.
Aún así, como digo, estoy deseando saber cómo terminará esta trilogía y en cuanto se publique y compre el último libro me pondré con él.
Ich habe mich unheimlich auf den zweiten Band der Black Bird Trilogie gefreut. Umso trauriger ist es also, dass die Freude sich dann doch recht schnell verflüchtigt hat. Denn der Einstieg verlief für mich leider etwas holprig - was aber eher an der langen Pause zwischen den beiden Büchern lag als am Buch selbst. Denn während dem lesen ist mir immer wieder aufgefallen wie viel ich von Band 1 tatsächlich vergessen habe. Und obwohl der Schreibstil wie immer wunderbar war - hier habe ich auch nichts anderes erwartet - fand ich die Handlung im Gegensatz dazu leider etwas schwach. Gefühlt plätschert alles nur so vor sich hin. Man bekommt zwar sehr viele Informationen, aber dafür hat es mir komplett an Spannung und Gänsehautmomenten gefehlt. Außerdem bekommt Leaf in diesem Teil einfach fast nichts alleine auf die Reihe, das hat mich irgendwann richtig genervt. Und die Beziehung zwischen Leaf und Falco? Die habe ich ja mal überhaupt nicht gefühlt. 😭
Was ich aber richtig gerne mochte war die Dynamik zwischen Leaf, Crain unf Zero! Die drei haben mir richtig gut gefallen. Vor allem Crain! Er ist so ein toller Charakter und ich fand es klasse wie viel man diesmal über ihn erfahren hat.
Fazit: Sowas zu sagen bricht mir wirklich das Herz, aber mir war der Teil leider zu zäh! Außerdem fand ich die Hilflosigkeit von Leaf echt nervig. In meinen Augen leider ein typischer Zwischenband.
Tengo que reconocer que me ha gustado menos que el primero porque he echado muchísimo de menos a Lore, su dinamismo y todo lo que aporta la historia. Además, el ritmo es mucho más lento (en parte porque hay más construcción del mundo).
Y, me ratifico, en que no soy TeamFalco. Nop nop nop. Team Lore por siempre 🖤
Z jednej strony bawiłam się bardzo dobrze i były tu pomysły, które bardzo mi się podobały, z drugiej w treści znalazłam kilka rzeczy, które powodowały moje zgrzytanie zębami, przez co nie mogę dać wyższej oceny.
Wyobraźcie sobie jakiś sezon Pamiętników Wampirów, w którym Demon Salvatore pojawia się tylko w 4 odcinkach na 20. Tak mniej więcej wygląda udział mojego ulubionego bohatera - Lore - na tych prawie 600 stronach. Poza tym to, czyje ciało sobie zawłaszczył też dawało mi poczucie jakiejś niestosowności. Ale każdą stronę jego wątku chłonęłam jak gąbka.
Dalej Leaf. Nie jest to najostrzejsza kredka w piórniku. Mam pretensje, że autorka nie dała jej większego rozwoju. W książce są opisane jej intensywne treningi i nauka, a ona nie robi żadnych postępów i wciąż zdaje się na wiedzę i doświadczenie Zero i tego w zielonych włosach. Panna w opałach. To było słuszne podejście w I tomie, kiedy była nowicjuszką, ale teraz zdawała się przez to zwyczajnie głupia i nieogarnięta. Mam wyrażenie, że ona jest zagubiona w świecie egzorcystów tak samo jak pierwszego dnia w Black Bird. Choćby scena, kiedy lecą na Igrzyska, do których Leaf przygotowywała się od miesięcy i dopiero wtedy pyta kolegów jak wyglądały zadania w poprzednich latach - to powinno być pierwsze pytanie po decyzji, że ma się tam udać! Miewa dobre pomysły, jak z wodą święconą, ale potem robi głupią rzecz z duchem w kryptach, a ze szkolenia powinna już wiedzieć jak z nim postępować. I naprawdę zastanawiam się, co takiego ma w sobie, że największy chad wśród egzorcystów - Falco - oraz lord demonów tak jej pragną, bo ja nie bardzo wiem. Wygląda na to, że to, iż opętał ją demon, jest jej największa zaletą. Sorry, ale dla Temptes nie była żadną konkurencją.
Same Igrzyska, wampiry, Londyn były fajne, ale za mało konkurencji i to praktycznie ostatnie 250 - ja nastawiałam się, że to będzie główny watek tego tomu a absolutnie nie jest. Wtedy też wjechały najciekawsze pomysły, intrygi i polityka, szkoda, że tak późno. Widać jaki był w tej historii świetny potencjał, jaką wyobraźnie ma autorka, ale brakuje jej jeszcze wykończenia.
Kurze Zusammenfassung: 600 Seiten... sie kriegt immer noch nichts auf die Reihe, muss gerettet werden und beschwert sich dann das sie die Person hasst, da diese es GEWAGT hatte sie alleine zulassen Fazit: I'm disappointed!
"Bój się światła. Black Bird Academy" to książka, na którą bardzo, ale to bardzo czekałam, a wszystko przez zaskakujące zakończenie pierwszego tomu. Byłam ciekawa czy kontynuacja utrzyma poziom i pokładałam wobec niej naprawdę spore nadzieje. Idealnie się złożyło, że przyszło mi ją czytać podczas trwającego Halloween. Łatwo było poczuć klimat BBA. Demony, egzorcyści, duchy, mroczna akademia - czego chcieć więcej?
Na początek: chciałabym więcej Lore'a. Ten sarkastyczny demon to jedna z najlepszych postaci w całej trylogii i nic mnie tak nie bolało jak fakt, że jest go w tym tomie tak mało. Jego poczucie humoru, sposób bycia, cała jego kreacja sprawiają, że nie da się go nie lubić, a już na pewno nie da się czytać rozdziałów z jego perspektywy bez uśmiechu na twarzy. Podobnie było w przypadku Craina, który jest dla mnie bohaterem zabawnym, ale też niezwykle intrygującym i złożonym. Mam wrażenie, że to właśnie Lore i Crain (a szczególnie ten drugi) dźwigali na swoich barkach całą fabułę.
Skoro już wspomniałam o fabule, to uważam, że trzyma ona poziom poprzedniego tomu. Dalej jest bardzo oryginalna, a w trakcie lektury można poznać nowe fakty dotyczące świata egzorcystów oraz demonów. Mam też wrażenie, że "Bój się światła" dużo bardziej przypomina klimatem serial Shadowhunters, co dla mnie osobiście jest ogromnym plusem. Jestem wciąż pod wielkim wrażeniem Stelli i tego, w jaki sposób skonstruowała cały świat. Każdy jego aspekt wydaje się być naprawdę przemyślany i dopracowany. Dodatkowo poruszony został szerzej temat eksperymentów, genów oraz homunkulusów i czuję, że Autorka ma tutaj jeszcze wiele do przekazania.
Nieco zawiodłam się na przedstawieniu samego turnieju łowców demonów. Liczyłam, że będzie to główny wątek drugiego tomu, jednak w moim odczuciu schodzi on na znacznie dalszy plan. Miałam również wrażenie, że środek książki jest niepotrzebnie przeciągany i pewne wydarzenia spokojnie mogłyby się pojawić wcześniej. Prawdopodobnie dzięki temu książka nieustannie trzymałaby w napięciu i też dzięki temu mogłabym ocenić ją wyżej. Niestety tak się nie stało, a sama końcówka wydawała się przez to bardzo chaotyczna. Nie zmienia to jednak faktu, że pewne informacje niesamowicie mnie zaskoczyły i nie spodziewałam się takiego obrotu spraw. Autorka potrafi tworzyć genialne plot twisty.
Pozostała jeszcze jedna kwestia: wątek romantyczny. Nie jestem fanką relacji Leaf i Falco. Wspomnianego egzorcysty dalej nie lubię i raczej zdania nie zmienię, a Leaf pozostała dla mnie słabą bohaterką, która podejmuje złe decyzje i nie wnosi zbyt wiele do tej książki. Tym samym ich "związek" pozostał mi obojętny i nie dbam o to, w jaki sposób zakończy się ich historia. Gdybym miała czytać BBA tylko dla wątku romantycznego, już dawno porzuciłabym tę trylogię. Całe szczęście Stella Tack ma do zaoferowania swoim czytelnikom coś znacznie więcej niż sceny miłosnych uniesień.
Mimo kilku rzeczy, które w dalszym ciągu mi przeszkadzają i sprawiają, że trylogia nie znajduje się wśród moich ulubieńców, z niecierpliwością czekam na trzeci tom i zakończenie historii Leaf, Lore'a, Falco, Zero oraz Craina. Jest w tych książkach coś, co skutecznie mnie przy nich trzyma i mam nadzieję, że otrzymam cudowny, staysfakcjonujący finał tej trylogii.
PS Książka jest niestety po słabej korekcie, a przynajmniej takie miałam wrażenie. Pojawiały się różnego rodzaju błędy czy powtórzenia, które czasem naprawdę przeszkadzały w lekturze. Przykład: zamiast imienia Crain nagle pojawiał się Krzysiek😂
[Współpraca reklamowa z wydawnictwem Jaguar]
-------------
książka trzyma poziom poprzedniego tomu. dalej mamy oryginalną fabułę i Lore'a oraz Craina, którzy tak naprawdę trzymają ją całą na swoich barkach. Falco dalej nie lubię i nie jestem fanką jego relacji z Leaf. środek niepotrzebnie przeciągany, pewne wątki mogłyby się pojawić wcześniej i prawdopodobnie dzięki temu książka cały czas trzymałaby w napięciu, a tak to cała końcówka była jakby na wielkim przyspieszeniu... i było za mało Lore'a jak na mój gust :( mimo wszystko jestem bardzo ciekawa trzeciego tomu i liczę na cudowny finał tej trylogii🔥
PS tłumaczenie po słabej korekcie niestety i to czasem naprawdę przeszkadzało w lekturze. i serio? Krzysiek zamiast Craina? XD tak podejrzewam, że to o niego chodziło. jakim cudem trafił się tam taki błąd?
Spodziewałam się czegoś lepszego. Ta fabuła ma taki ogromny potencjał, 1 tom był przecudowny, był dosłownie tym czego potrzebowałam i poszukiwałam ale tutaj ewidentnie coś poszło nie tak. Fabuła która miała się tutaj dziać została przeniesiona na następny tom, a tutaj działy się praktycznie tylko jakieś poboczne rzeczy. Było trochę ciekawych wątków ale dużo ich było wplatanych i wykorzystanych po macoszemu. Turniej był bardzo bez sensu, mam wrażenie, że autorka coś tutaj chciała dać, żeby to pociągnąć więc wzięła turniej ale typowo sie do tego nie nadawała. Wątek z utratą pamięci uważam, że był bez sensu, nienawidzę go i nie mam pojęcia czemu było o tym już w opisie, skoro wydarzyło się to dopiero jakieś 150 stron przed koniec. Niestety nie wciągnęłam się tak jak w poprzednim tobie i strasznie mi sie czytanie dłużyło. Będę dalej czekać na 3 tom I na pewno przeczytam ale widzę tutaj klatwe 2 tomu. Lore choc miał wiele głupich posuniec to staje się chyba moim ulubieńcem. Leaf jest w wielu momentach tak głupiutka i niedomyślna, że to aż boli.
„Für mehr ist keine Zeit, das hier muss seit gestern in den Druck!“ Diese Dankessagung kann stellvertretend für das Buch stehen. Schon lange nicht mehr habe ich ein Buch gelesen, was so viele Wortwiederholungen hatte, wie dieses. Auch einige Logikfehler sind mir aufgefallen. Das ist alles so schade. Habe den ersten Band geliebt, der hier hat sich für mich einfach nicht rund angefühlt. Es ist zwar zwischendurch etwas passiert, dennoch konnte mich die Handlung nicht wirklich fesseln. Auch die Plottwists haben mich im Großen und ganzen kalt gelassen, und gerade habe ich den letzten Satz gelesen und denke mir: ernsthaft? (So hart es auch klingt, aber): billiger hätte ein letzter Satz nicht sein können. Was mir an dem Band jedoch gefallen hat, war das Worldbuilding. Schon in Band 1 hat man gemerkt, wie viel Liebe zum Detail in jedem Wesen steckt, was sich Stella Tack hier ausdenkt, aber in Band 2 hatte ich das Gefühl, dass es noch besser ausgearbeitet war. Lore und Crain habe ich GELIEBT, alle anderen Charaktere habe ich dafür eher nicht gefühlt. Falco ist an sich zwar ein interessanter Charakter und auch mal ein anderer Loveinterest, aber die Liebesgeschichte zwischen ihm und Leaf konnte ich nicht greifen. Und wo wir schon bei Leaf sind: ich hasse Protas, die so null aktiv handeln und nur durch die Handlung geschoben werden. Und von Tempest wollen wir gar nicht erst reden, ihre Storyline hat sich für mich zu gezwungen angefühlt und ist so ein typisches 2. Band-Element. Schade schade. Ich werde den letzten Band auf jeden Fall noch lesen, einfach, weil Stella Tacks Schreibstil auch immer toll ist - aber dieser Band hat mich dann doch eher enttäuscht.
Esta segunda parte supera un poquito a la primera, pero a la vez sigue un ritmo similar. Es un libro de acción y movimiento continuo, pero cuya trama jugosa no se encuentra hasta el ultimo tercio y mientras es entretenida, pero después del final anterior, esperaba meterme de lleno en la trama demoníaca y ha sido mucho más pausada (y ya, esa es mi única queja).
Los personajes en general me han gustado más. A Lore lo adoro y cada capitulo suyo aquí es genial. Además de que la lia de una manera que me encanta y me tengo que reír en como conecta 😂
Leaf sigue igual: una prota curiosa y con unas acciones poco convencionales aka echar a correr. Es que el libro incluye un mamarracheo que crea momentos únicos de WTF pero divertidos a la par.
También me ha gustado que en este libro desarrollan más Crain y Zero, que creo que son personajes bastante top. Incluye uno nuevo que ha tenido un puntazo y Falco lo siento, pero sigo sin sentir mucho por tí.
Aviso también que en este libro el romance es poco protagonista, se centra más en todo el aspecto del mundo que para mí eso es bien.
Eso sí, cuando al fin se mete en la trama demoníaca, enganchada mil. Tiene unos giros que me han gustado mucho y un final, de nuevo, que te deja en toda la miga.
En definitiva, volvemos al mundo exorcista violento, mamarracho y de continua acción que si bien empieza sin darte mucha trama de la buena, lo compensa al final encauzando y conectado de una forma muy top.
Omg!! Menuda continuación, pensé que no podría superar al primero, pero es que en este libro pasan tantas cosas. Ha sido genial!! Ahora necesito el siguiente yaaa
Ich liiiiiebe diese Reihe richtig arg 🤩 es war so spannend und echt oftmals unvorhersehbar und alleine die Anfangsszene 😂 große Liebe - vor allem für Lore, Kain, Crain & Zero ♥️
Uf… hacía mucho que no encontraba una fantasía con un equilibrio tan bueno entre trama, personajes, sentimientos y desarrollo del mundo mágico. Creo que lo tiene todo, y aunque sigo pensando que lo más flojo de estos libros es el romance (para mi gusto le falta desarrollo), me están encantando y me tienen enganchadísima.
Los personajes son una maravilla (tengo clarísimos favoritos: Leaf y Crain) y la evolución que tienen te hace empatizar de una forma muy guay con ellos.
La trama, sin entrar en spoilers, sigue la línea del primer libro, pero vamos conociendo mucha más información que, aunque a veces pueda liar un poco, al final encaja bien. Los giros están muy bien llevados y te dejan con ganas de muchísimo más.
Tema spice: pasa muy desapercibido. Hay algún momento, pero son muy pocos y no es nada del otro mundo.
Si te gusta la fantasía con personajes potentes, buen worldbuilding y una historia que engancha, dale una oportunidad a esta saga.
4,5 ⭐️ Zostawiam 0,5 gwiazdki na trzeci tom. Macie tak, że bardzo chcecie wiedzieć co dalej wydarzy się w książce, ale z drugiej strony, jest taki moment przez który boicie się dalszego poprowadzenia danego wątku, że odkładacie książkę na kilka dni żeby to rozchodzić? Tak właśnie miałam z tą książką. Jestem tak zaangażowana w historie, że aż mnie boli to co dzieje się głównym bohaterom. A do autorki… Nie można tak kończyć książki!!! Do wydawnictwa… Mam nadzieję, że ostatni tom będzie na wczoraj.
Madre mía, de verdad que estas ediciones son demasiado preciosas.
Por otro lado, debo decir que esta secuela, para lo trepidante que había resultado la primera, se me ha hecho un poquito... ¿lenta? 600 páginas que son, sobre todo, de transición, de preparación a lo que está por venir en el tercer y último libro; es verdad que contamos con un desenlace increíble, y ampliamos el worldbuilding, pero lo demás me ha dejado un poco fría.
La premisa me gustaba, pero la ejecución (para mí) no ha sido buena.
Blackbird Academy: temor a la luz, es la segunda parte de una trilogía y en ella he encontrado que se mantienen las cosas que me gustaron del primero... pero empeoran las que no me gustaron. Es decir, mantengo que es un libro curioso, con una temática original, que no se suele ver. No es difícil de entender, no trae un mundo excesivamente complejo, y puede estar bien para evadirnos un poco del típico libro de fantasía que tira de hadas o faes y humanos.
Sin embargo, al final, el primero se me quedó corto. Lo achaqué a que, al ser el primero, se trataba de un libro algo introductorio. La cosa es que el planteamiento me gustaba, así que esperaba que el segundo cogiera fuerza y... No ha sido así. El ritmo sigue siendo lento. En el primero se presentan varias líneas de trama sin resolver ninguna, y en buena parte del segundo CONTINÚAN sin resolverse. En lugar de eso, aparece una nueva trama distinta a las anteriores (un torneo entre exorcistas que no se menciona en el primero y flojea por todas partes), que acapara todo el curso de la historia y que, sinceramente, no era necesaria. La historia ya tenía chicha. Solo hacía falta... Desarrollarla.
Con todo y con eso, el libro podría haber rayado las cuatro estrellas porque, de nuevo, el tema me gusta y está bien pensado, pero la protagonista... Ay, la protagonista. Lo siento, pero no la entiendo. Esperaba una evolución mucho más evidente ahora que ya estaba metida en el mundillo; de hecho, no solo la esperaba sino que era necesaria. Pero es un personaje muy plano, me resulta muy difícil empatizar con ella y meterme en esa parte de la historia, así que sus capítulos eran los que más largos se me hacían. Se nota que la autora ha querido meterle salseo a la historia presentando un triángulo amoroso pero... No lo puedo tomar en serio. Es que no comprendo porqué unos personajes como Falco o Lore, que son tremendos (cada uno a su manera), podrían interesarse por Leaf. No me lo creo. Y encima aparece un cuarto vértice en el ¿triángulo amoroso? que no sé qué propósito tenía, pero vamos, le da mil vueltas a Leaf, con lo cual me atrevo a decir que NO lo consigue.
Así que, básicamente, el planteamiento que había dejado el primer libro era lo suficientemente bueno como para que el segundo fuera dinámico y entretenido, pero no ha sido así. Toda la trama relativa al torneo me ha parecido innecesaria y, sinceramente, aburrida. Sobreviví hasta la página 500 gracias a las intervenciones de Crain y Zero, personajes a los que sí que me ha gustado conocer un poquito más. A partir de entonces, sí, el ritmo mejora, empiezan a pasar cosas (¡por fin!), y Leaf sigue sin aportar gran cosa pero al menos recuperamos la trama que quedó pendiente en el primer libro. A trompicones, llegamos al final, de nuevo, sin fuegos artificiales y con la promesa de que mejore de cara al tercer libro (?) (vaya, esto me suena)
No sé cuánto tiempo va a pasar hasta que se publique la tercera parte, que es la última, pero creo que voy a emplearlo en pensar si lo leeré o no.
Świetna rozrywka, łączy w sobie wszystko co lubię, czytając zadowalam moją wewnętrzną młodą-dorosłą 😁 łączenie z machaniem nóżkami i chichraniem się 😁 Drugi tom nie miał już w sobie tyle lekkości co pierwszy, ale .... bohaterowie mają przed sobą niestety coraz więcej wyzwań. Kocham Lore!!!!!!!!!!!!!!!
While the first volume is fun and quite simle story, here we go deep into politics and the war between different groups living in that world. This makes this book much more serious and the stakes is much more higher - from personal to global. However the development of the threads is very surprising.
And still the humor remains – yes, there is less of it, but it is there. And thank you for that, the book is not a tiring, heavy or politically overwhelming novel. We still have people to love and to hate.
However, this wasn't what I expected. I wasn't really in the mood for another YA novel about saving the world. However, it is efficiently written (and in this case also translated) and you just flows through it.
And are there any logical holes? Of course they are like in first part. I can criticize some aspects of the world creation. Apart from this fact, it is still good entertainment. I want the third part!
Sorpresivamente, este libro me resultó entretenido. Quizá fue porque ya sabía a lo que iba, así que no me decepcionó o porque ya conocía a los personajes. No fue perfecto, ni siquiera diría bueno, pero disfruté su lectura.
Lore abandonó el cuerpo de Leaf para ocupar el de su hermano menor dejando el gen Q en el cuerpo de la chica. Los exorcistas no saben qué hacer con ella debido a sus poderes, pero Leaf debe guardar el secreto del gen Q a petición de Lore. Por todo esto, terminará siendo enviada a Londres a participar en los Juegos Exorcistas, una especia de olimpiadas, mientras Falco y su prometida deben encontrar a Lore.
Para mí, estos libros son romantasy, no fantasía ni dark academy ni nada de eso que quieren vender. Quizá por ese motivo este libro pude disfrutarlo más que el primero. A pesar de que cada capítulo tuvo un poco de información sobre el mundo o las criaturas, la verdad es que todo se sintió muy superficial, como un Cazadores de sombras con otras criaturas, pero la misma lógica que hemos visto muchas veces antes.
Voy partir con lo mejor del libro: Crain. Ese personaje drogadicto y borracho es el mejor personaje de todo el libro, me encanta. Es el personaje sassy y divertido que en apariencia es ridículo, casi como el comic relief, pero la verdad es que es un personaje sumamente bueno. Por lejos es la mejor persona en ese mundo de exorcistas, me encantó cómo cuidaba a Leaf y cómo se relacionaba con los demás personajes, me gustó que en este libro tuviera una presencia constante. Sé que no es opción, pero soy team Crain.
No me esperaba lo que diré, pero me cae bien Lore. Recuerdo claramente que cuando terminé el libro anterior quedé con la sensación de que Lore no me funcionó, entendí lo que intentó la autora, pero jamás logró caerme bien. Bueno, por algún motivo en este libro sí que lo logró, quizá estaba predispuesta, pero de verdad me gustaron sus apariciones. Eso sí, ¿en qué momento se supone que se sintió atraído por Leaf? Creo que esto fue muy de la nada, jamás en el primer libro me dio la sensación de que hubiese atracción, solo que se preocupaba por ella por el tiempo que pasaron compartiendo cuerpo. Nada más. Dicho todo eso, sí que me gustó cuando hubo un breve reencuentro con Leaf, pero ahora que me cae bien, resulta que el personaje casi ni apareció en el libro.
Ahora voy a lo que no me gustó, me carga Falco y el romance. Nunca sentí que fuera un gran romance, pero en este de verdad me cargó como personaje y sobre todo el romance con Leaf. El libro anterior terminó cuando descubrimos que Falco tenía una prometida, este siguió desde este momento con Leaf conociendo a Tempest y ella enterándose de que su prometido estaba enganchado con una demonia (Leaf no lo es, pero para los ojos de Tempest le da lo mismo). Me cargó cada detalle del romance y todo el tema de Tempest, era la clásica tipa perfecta y sumamente hermosa que odiaba a la protagonista, pero era una exorcista perfecta y súper fuerte.
La trama, como dije al inicio, se centró en el tema de los Juegos Exorcistas y en Leaf intentando ocultar los poderes que le dio el gen Q, que comienzan a salirse de control. Además, durante el torneo algunas cosas salieron mal y Leaf tuvo que investigar qué estaba sucediendo porque la culparon de un atentado. La verdad es que no creo que la trama fuera tan caótica como la primera, pero aun así ahora me cuesta un poco recordar el hilo conductor de todo porque, al final, sí que fue un ir de un lado a otro, luego pasó algo de golpe y los obligó a investigar otra cosa, son atacados, así que tienen que escapar y cosas así.
Black Bird Academy 2 es una secuela que sigue desde donde quedó el anterior y nos presenta a Leaf lidiando no solo con el abandono de Lore, sino que también con sus sentimientos por Falco mientras su prometida aparece en escena. A eso se suma que sus poderes comienzan a salirse de control y los exorcistas están al borde de querer acabar con ella, por lo que debe tener cuidado.
Diría que no llega al 6. Podría resumirse el libro como 590 páginas en las que no pasa nada , y quizás algo al final. Se ha perdido el humor , los personajes carismáticos pasan a ser bobalicones, las subtramas no tienen ningún sentido y Tempest.... los mejores exorcistas del mundo son todos un poco tontos. Diría que las 400 primeras páginas son, la escena de Homer cuando tiene un caset sonando en bucle para no trabajar? Pues en esta cinta solo suena "Tempest me ha partido el cuello. Dios, como la odio". Zero es el único que ha cambiado un poco de rol y tiene un poco de profundidad, pero cada vez que lo describen no dejo de pensar en qué este libro está un poco inspirado en JujutsuKaisen y nuestro homúnculo no deja de ser Inumaki. Como ya han pasado bastantes cosas que predecía, tengo una idea de cuál va a ser este cierre pero ... veremos.
Kontynuacja Black Bird Academy, czyli książka, której nie mogłam się doczekać. Powiem krótko: co tu się wydarzyło?! Już wiem, jak się czuje arkanum, kiedy dobiera się do niego jakiś demon.
Czuję się rozbita na kawałeczki i pochłonięta.
[współpraca reklamowa z @wydawnictwojaguar]
To, jak Stella Tack wykreowała świat w tej historii, jest niesamowite. Atmosfera grozy jest wyraźna, pewien niepokój towarzyszy czytelnikowi niemal przez cały czas. Z łatwością można przenieść się w miejsca ogarnięte mrokiem, mgłą i wywołujące dreszcz na plecach. Ale zabawnych momentów też nie brakuje. Rozgrzewających także.
W tym tomie do trzech perspektyw dołącza jeszcze czwarta. Tajemnice się piętrzą, każdy coś przed kimś ukrywa. Przez większą część czasu zastanawiałam się, w co gra Lore, a po zakończeniu mam tak wielki mętlik w głowie. Znów żałuję, że nie znam niemieckiego, bo to zawieszenie między tomami jest straszne. Autorka zdecydowanie umie w cliffhangery i podtrzymywanie napięcia.
Co do wątku romantycznego… Nie da się ukryć, że za jego sprawą emocje poszybowały w górę. Kocham motyw aranżowanego małżeństwa, ale bardzo nie lubię, kiedy przybiera taki obrót. Czy wyjdę na okrutną, gdy stwierdzę, że ucieszyłam się z tego, jak potoczyły się sprawy? Może nie wyrzucałam pięści w górę, ale mały triumfalny uśmieszek mógł się pojawić. Jestem tylko ciekawa, jak autorka wyciągnie bohaterów z tego, w co ich wrzuciła. Na ten moment wygląda to na sytuację bez wyjścia, więc z pewnością czeka nas jeszcze niemały zwrot akcji. Zapewne nawet niejeden.
Muszę poświęcić parę słów Crainowi, bo ten bohater to czyste złoto. Jest nie do podrobienia. Niektóre sceny z nim i Leaf w rolach głównych wywoływały u mnie niepohamowane napady śmiechu. Ze święcenia wody śmieję się do teraz, a minęło już ładnych parę dni odkąd przeczytałam książkę.
Jeśli jeszcze nie znacie Black Bird Academy, myślę, że jesień to najlepszy czas, żeby ją nadrobić. Mrok za oknem i ponura pogoda zdecydowanie wpisują się w jej klimat. A fabuła i relacje między bohaterami pochłoną Was bez reszty.
Mmmmmmmmmmm, non sei moi ben qué pensar. Non é que sexa peor que o primeiro (ou si??), pero sí que ten un comezo aburridísimo, varias decisións erróneas e oportunidades desperdiciadas (Tempest, separar a Lore do resto do cast de personaxes, os xogos estes). Polo menos ten pinta de que van substitutír no terceiro á villana cutre por algo máis interesante, aínda que pensín o mesmo cando remataba o anterior. En fin.
Vamos a ver. Vamos a ver. Vamos a ver. Lo primero que tengo que decir (una vez más) es que ojo de loca no se equivoca. Cuando yo detesto a alguien (ya sea real o ficticio) el 90% de las veces tengo razón. Luego aclaro esto.
¿Por qué le he dado un 8 y no un 9 como al anterior? Pues es muy fácil de responder. Demasiado Falco y poco Lore. No puede ser esto. Stella, por favor, prioriza a la gente importante. He echado en falta más pensamientos intensos de Lore demostrando su amor por Leaf. Esto es lo que me tiene dentro de la trama, lo que le da SENTIDO A TODO. La que se va a liar aquí como yo lea BBA3 y Leaf no esté en una relación turbulenta con Lore... no sois conscientes.
Después de este pequeño desahogo interior, pasamos al momento SPOILER ira homicida contra el imbécil de Falco. Resulta que me he comido dos libros de movidas chunguísimas de las que él se hacía EL LOCO para descubrir que no le ha salido de los cojones ayudar porque está ENFURRUÑADO y tiene unos daddy issues que ni cinco años de terapia conseguirían eliminar. Siempre supe que era un soso gilipollas, pero ahora resulta que para colmo es IMBÉCIL PERDIDO.
El libro se lee tan rápido que asusta, es adictivo, y entre Lore y Crain lo levantan todo. Da igual si la trama se desvía por algo un poco más aburrido, vienen estos dos muchachos y ellos solitos remontan cualquier escollo.
Me han gustado las diferentes tramas de BBA2 y sobre todo me ha gustado Henry. Henry, te quiero. Eres el mejor. El episodio del hotel y los vampiros también es fantasía pura.
El final parece un cierre de capítulo de una serie, pero en el caso del imbécil de Falco me hago una idea sobre cómo se resolverá su situación. Aunque tampoco es que me importe mucho. De hecho, me da igual si se muere. Vale, es mentira. Deseo ardientemente su muerte.
Total, esto vuelve a ser una reseña de mierda. Pero es lo que hay, mi goodreads, mis mierdas.