Rewolucja tunezyjska, demonstracje w Maroku, Strefa Gazy czy wiosna arabska to tematy z pierwszych stron gazet na całym świecie. Za krzykliwymi nagłówkami skrywają się niezliczone tragedie będące wynikiem gwałtownych procesów politycznych i burzliwych zmian. Jerzy Haszczyński próbuje przybliżyć nam aktualne nastroje na Bliskim Wschodzie. Koptowie z Miasta Śmieciarzy, irańskie feministki czy uczniowie jemeńskiej szkoły dżihadu mówią pełnym głosem o swojej wizji świata, dla której szukają szacunku i wsparcia.
Dzięki cierpliwie i wiernie nakreślonemu tłu możemy przyjrzeć się nastrojom panującym w państwach muzułmańskich i z bezpiecznej odległości uświadomić sobie, że jesteśmy świadkami historycznych zmian w geopolitycznym porządku świata.
“Mój brat obalił dyktatora” (“My Brother Overthrew the Dictator”) is a slim volume of reportage by Polish reporter Jerzy Haszczyński, published in 2012. Reading it nearly ten years after the publication, I am able to see things from a perspective of a past decade. Haszczyński wrote about the Arab Spring, revolutions, protests and tensions in Tunisia, Yemen, the Gaza Strip, Iran, Libya, Egypt, Turkey and Morocco and approached the specifics in each country or region from an angle that I hadn’t seen elsewhere.
This isn’t a book for people who haven’t been following the events in Northern Africa and Western Asia but for those who have been more or less up to date for over a decade. Still, the essays are extremely informative, not written however in a dry, journalistic tone. There are personal touches, an awful lot of empathy and tenderness. Haszczyński acknowledges the cultural complexity of regions and issues he talks about, whether it is local attitudes towards Gaddafi, the face of feminism in Tehran or the links between Kars and Pamuk’s “Snow”, and digs deep to get to the core. I appreciated his analyses of issues not being reduced to the commonly repeated banality that freedom movements are a reaction for suppressing the voice of disenfranchised peoples. Haszczyński shows it is more complicated than that and while not giving any specific answers, he asks questions and in a way encourages readers to look for answers themselves.
Really interesting collection of essays which again I wish was translated into other languages, especially English, as readers in English do not often get to read about perspectives of knowledgeable reporters writing in other languages. Locals often opened up to Haszczyński as they wouldn’t to someone coming from an English speaking country and I really loved reading about it. There are things no American or Brit would learn about as they would often be seen as enemies. Polish reporters are allies in the eyes of many people fighting for democracy and certainly Polish journalism benefits from it.
3.5 gwiazdki. Bardzo jestem zadowolona z tego zbiorku reportaży dotyczących arabskiej wiosny i generalnie problematyki arabsko-muzułmańskiej. Teksty powstały głównie w latach 2010-2011 (niektóre wcześniej) i choć niektóre postawione w nich pytania doczekały się już w jakimś stopniu odpowiedzi lub powinny ulec modyfikacji w dzisiejszym roku 2016, to jednak przedstawione mechanizmy i zachowania ludzi pozostają niezmienne i można użyć ich w dyskusji na temat konfliktów dzisiejszych. Tak więc nie jest to już jedynie książka historyczna przedstawiająca wydarzenia z tamtego okresu, ale wciąż aktualne spojrzenie na przyczyny konfliktów i ich charakterystykę w świecie muzułmańsko-arabskim.
To zdecydowanie mój typ reportażu - pełen informacji i komentarzy dotyczących przedstawianych problemów (przede wszystkim osób zaangażowanych w konflikty, ale i odautorskich, choć te drugie są zdecydowanie rzadsze i nie irytują wszechwiedną postawą autora). Jest tu miejsce na historie i anegdoty autora, ale nie jest to tak modna ostatnio gawęda, z której czytelnik ma sobie sam stworzyć obraz opisywanego problemu, koncentrująca się na oddawaniu atmosfery - a która będzie udana tylko wtedy, kiedy autor ma wielki talent do tworzenia takiej właśnie pseudofabuły, z której mimo wszystko coś wynika. A to niestety jest dość rzadkie... (będę się tu powtarzać, ale naprawdę nie każdy jest Stasiukiem, choć wielu się wydaje, że mogą nim być). "Mój brat obalił dyktatora" na pewno nie wyczerpuje tematu (to mała książeczka), ale zarysowuje wiele problemów i zachęca do dalszego ich poznawania. Po skończeniu lektury odsłuchałam na YouTubie hymn rewolucji w Libii, poszukałam kilku nazwisk, odświeżyłam sobie opisywane terytoria pod względem geograficznym szukając opisywanych miast - a tego poza przekazaniem pewnej dawki wiedzy oczekuję od reportażu - że zainspiruje mnie do poszerzania znajomości problematyki, postawi nowe pytania, uporządkuje to, co już mam w głowie (a co zazwyczaj przypomina chaotyczną chmurę informacji).
Jeśli ktoś także lubi taki właśnie typ reportażu, nie powinien się zawieść. Ja po wielu nieudanych podejściach do reportaży ostatnimi czasy wreszcie jestem w pełni zadowolona (choć tak jak pisałam wyżej, jest to bardziej wstęp do dyskusji i osoby mające już dużą wiedzę na temat arabskiej wiosny, a także Palestyny, Turcji czy Iranu raczej nie znajdą tu dla siebie wiele nowego).
Krótkie reportaże z okresu Arabskiej Wiosny oraz kilku poprzedzających lat. Oczywiście w tej chwili to czyta się jak pocztówki z przeszłości. Sama koncepcja napisania 4 do 5 stron na temat jakiegoś kraju i o obecnej w nim sytuacji politycznej trochę śmieszy, nie da się bowiem pogłębić tematu, jest to niemożliwością. Kończy się na tym że autor musi opierać się na przypuszczeniu że my już trochę (albo stosunkowo dużo) wiemy. W pewnych przypadkach (np. Jemen) okazuje się że nikt nie wie nic, ani autor, ani my, choć jemu się wydaje że coś wie ale nie umie nam tego wyjaśnić. Jesteśmy po prostu totalnie zagubieni, a już szczególnie zagubieni w owym nieznanym nam regionaliźmie. Kraje te bowiem i ich granice są stosunkowo sztucznie narzucone. Ale czy czasem w tym podejściu wyzbytym ze szczegółów nie chodzi o to że muzułmanów wszystkich (i szyitów i sunnitów etc.) bardzo wolelibiśmy włożyć do jednego worka, a o żadne szczegóły nie chce nam się dbać, jesteśmy za leniwi i wychodzi też z tego jakiś generalny brak szacunku. Czego w tej książce np. mało to historycznego tła, i to nie tylko w miejscach mniej znanych ale i właśnie w tych znanych, jak Izrael. I nie chodzi o wyjaśnianie od zera ale o umiejętne poprowadzenie opowieści tak, by wszystkie najważniejsze kwestie danego regionu poruszyć. Czasami autor zastanawia słownictwem, np. organizacja "lewacko islamska" jest dość negatywnym sposobem wyrażania się o lewicy. Ten negatywny, obraźliwy wydźwięk jest zupełnie niepotrzebny, w zamian za to bardziej chcielibyśmy się dowiedzieć jak da się połączyć lewicowość z islamem. Ogólnie książka daje wrażenie że autor sam bardzo bał się zgubić w temacie, szedł ciut na skróty, nawet sprawy tak podstawowej jak różnicy między szyitami i sunnitami nie wyjaśnił. Ten postkolonialny prowincjonalizm połączony z dziwacznymi, często okrutnymi w naszym rozumieniu obyczajami i tradycjami grały autorowi na nerwach.
Oczekiwałem na więcej o Tunezji, a nie na takie pomieszanie watków (tj. krajów) w tak cienkiej ksiażce, ale dużo ciekawych informacji no i rozdział o mieście Kars i jego powiazanie z ksiażka Pamuka ,,Śnieg”. Do porównania watków z rzeczywistościa niechybnie wrócę po lekturze powieści tego tureckiego pisarza. Pominę, że czytałam to jakieś dwa tygodnie, bo to nie wina tekstu, a tego, że mam obecnie zastój czytelniczy.