Jump to ratings and reviews
Rate this book

[nienapisane]

Rate this book
Nienapisane? Książki składają się – na ogół – z tego, co udało się ich autorom napisać (lub zapisać). Czym więc jest „nienapisane”, które pojawia się w miejscu tytułu? Słowem, które tytuł udaje? Do pewnego stopnia. Książka składająca się z fragmentów nienapisanych książek nie może mieć prawdziwego tytułu. Głównym bohaterem tej książki jest to, co zostało jedynie wyznaczone, zaprojektowane przez zamieszczone w niej teksty – co było niegdyś tematem milczenia lub przedmiotem marzeń. Słowo postawione w miejscu tytułu otwarcie zapowiada zatem, że więcej jest w tej książce nienapisanego niż napisanego, że pisanie otwiera coraz większą, rosnącą z każdym słowem i każdym zdaniem przestrzeń nienapisanego. Ono jest zresztą zawsze ciekawsze od tego wszystkiego, co znalazło już jakiś wyraz w słowach.

306 pages, Paperback

Published January 1, 2008

1 person is currently reading
5 people want to read

About the author

Stanisław Rosiek

17 books2 followers
Urodzony w roku 1953 w Gdańsku. Historyk literatury, eseista i wydawca. Pracuje w Instytucie Filologii Polskiej Uniwersytetu Gdańskiego. Był członkiem redakcji „Litterariów”, „Punktu” i „Pod­punktu”, a także rocznika „Punkt po Punkcie”. Współredagował z Marią Janion trzy tomy z serii „Transgresje” (Galernicy wrażliwości, 1981, Osoby, 1984, Maski, 1986). Razem ze Stefanem Chwinem napisał książkę Bez autorytetu. Szkice (1981), za którą w 1983 roku otrzymał nagrodę Fundacji im. Kościelskich. W latach dziewięćdziesiątych zajmował się kultem pośmiertnym Adama Mickiewicza (Zwłoki Mickiewicza. Próba nekrografii poety, 1997) oraz twórczością kilku pisarzy dwudziestowiecznych (Peiper, Schulz, Białoszewski). Jest współautorem Słownika schulzowskiego (2002) oraz cyklu pięciu podręczników do nauki języka polskiego w szkołach średnich (Między tekstami, 2002–2005). W 2002 opublikował antologię Wymiary śmierci. Jesienią 2008 roku ukazała się książka pt. [nienapisane], a w 2010 Władza słowa.
W druku znajduje się antologia Mickiewicz w „Pamiętniku Literackim” oraz druga część nekrografii pt. Spór o martwego wieszcza. Pośmiertne dzieje Adama Mickiewicza.

Ratings & Reviews

What do you think?
Rate this book

Friends & Following

Create a free account to discover what your friends think of this book!

Community Reviews

5 stars
2 (50%)
4 stars
2 (50%)
3 stars
0 (0%)
2 stars
0 (0%)
1 star
0 (0%)
Displaying 1 of 1 review
Profile Image for Kamil Dudar.
133 reviews14 followers
July 8, 2024
Notatki te, analizę czy może recenzję, raczej to pierwsze, nazwę Kto mi zabroni. Dlaczego? Teksty w zbiorze [nienapisane] mogą bowiem interpretowane być na wiele sposobów, sam autor jest tego świadomy. Więc kto mi zabroni pisać o tym tak, jak ja to zrozumiałem. Brak składu, odpowiedniego układu notatek jest zapisem moich odczuć podczas lektury. Pisane w trakcie, a nie po, stanowią odzwierciedlenie samego procesu czytania. Pretensjonalne. Wiem.

Część I - Maski, twarze, śmierć i zwłoki, ja-ego poety, tak nazwałbym tą część utworów, które wzajemnie się uzupełniają, tworząc jedną całość.

Archiwum martwych twarzy - 5*!!!
"I oto jest: twarz, która mogłaby być moją twarzą i która staje się nią w końcu w taki sam sposób, w jaki ta odnajduje się po drugiej stronie lustra i utożsamia ze swym lustrzanym odbiciem. Kim jest ten ktoś po drugiej stronie? To ten - inny ja - który mówi: «jestem martwy»."
Temat masek pośmiertnych wraca, jest czymś pasjonującym, pokazującym utrwalenie śmierci ale też idealizacją moribunda, która mogła mieć funkcje polityczno-propagandowe. Identyfikujemy się z naszymi twarzami, są one bowiem najbardziej charakterystyczną częścią naszego ciała. Stąd więc pewnie ten pęd za jej uwiecznianiem. Ale nie zawsze jest on porządany, co obrazują kolejne teksty w tym zbiorze.

Marat/Marat - 2*
Piłsudski i Piłsudski - (1) 3* (2) 4*
Dwa powyższe tekst nie zachwyciły mnie, być może dlatego, że postaci Marata i Piłsudskiego nie leżą w obrębie moich zainteresowań, stąd brak analizy tych tekstów.

Urzeczywistnienie mitu - 4*
Rosiek stara się w tym tekście, który sam w sobie już staje się odrębnym dziełem, jakby nadal "nienapisanym" zgodnie z przedstawioną na początku książki ideą książki niedokończonej, przedstawić sposoby realizacji idei mitu w postrzeganiu Schulza. Skupia się on tu na micie-Piłsudzkim, nawiązując do poprzednich tekstów w zbiorze. Świetnie konkluduje cały wywód w ostatnim rozdziale, mówiąc, że "Mit [...] w y r a s t a z podziemi przepełnionych rozkładającymi się historiami [...]." Potem dodaje: [...] mit jest rośliną sensu. Dziwna to jednak roślina, niepodobna do innych.". Całość składa się na wyłożenie sposobu interpretacji mitu, który, w tym tekście, jest synonimem "Piłsudskiego", przez Schulza. Ciekawy tekst.
Schulz fizjonomista - 3*
Czy poeta powinien dać się portretować? - 5*!!!!!
"Teatralizacja poety i poezji jest od poezji i poety nieodłączna [taka to krotka, ale może to moje "zboczenie zawodowe" a raczej hobbistyczne - KD]. Wiersz może wprawdzie - według słów Różewicza - «żyć bez autora», lecz zarazem każdy wiersz ma swojego autora, którego na ogół trudno ukryć czy usunąć bez śladu. Nie udaje się to nawet śmierci."
"Teatralizacja, aktorstwo stało się ich [poetów] drugim fachem. [...] w świecie, w którym tak ważne stało się widowisko."
"[...] otrzymać pestiżową nagrodę literacką, udzielać telewizyjnych wykładów [...], wejść w wielki świat i mieć światowe przygody, być rozpoznawalnym jako poeta, który odniósł sukces. Mechanizm kreowania wizerunku jest wówczas taki sam jak sportowców, polityków czy ludzi biznesu. Jest to jednak wizerunek płytki [...] - więc też nietrwały." - porównaj osobę medialną Tokarczuk. Nie mogłem powstrzymać się od tego przytyku. Kto mi zabroni.
(4) - w dzisiejszych czasach poezja traci na sile oddziaływania, w porównaniu do improwizacji Mickiewicza, która wywołała gigantyczne emocje wśród słuchaczy podczas pojedynku poetyckiego ze Słowackim, oraz recytacji Białoszewskiego, dzięki której jego poezja stawała się prawdziwie żywa, uzewnętrzniała się jej istota.
(5) Idealizacja obrazu poety oddziela go od poezji i stanowi "dowód rozpadu" tej jedności.
(5) "Twarz piszącego jako inicjał. Fotografia przy tekście felietonu jako powszechnie obowiązującą normą. Rodzaj mumifikacji - czas płynie, na fotografiach twarze pozostają ciągle te same. [...] Kiedyś był to przywilej wielkich powieściopisarek. [...] Dzisiaj z upodobaniem mumifikują się wszyscy."
(5) "Niektórzy pisarze już dzisiaj czują delikatna pieszczotę milionów rąk."
(6) "Dewaluacja portretu. Dziś poczatkujacy poeta ma ich więcej niż Mickiewicz."
Och, jaki to świetny tekst. Rosiek pokazuje w nim, jak ikonografia poety zawładnęła nad samą treścią jego poezji, jak bardzo skupiamy się dzisiaj na wizerunku, zapominając o "substancji" w dziele poety. Przysłowiowo gapimy się na poetę, zatracając zdolność patrzenia na jego poezję. Trafna jest to diagnoza współczesnego środowiska okołoloterackiego, tak wyraźnie odzwierciedlana w mediach zarówno papierowych jak i internetowych. Pisarze dostają Noble, Niki, Paszporty, a potem wszyscy zbiorowo skupiamy się na ich obrazie medialnym, zachwytach krytyków, a nie na samej twórczości. Diagnoza trafna. Tyle Rosiek.
PS. W sumie sam Rosiek jest ciekawym przypadkiem. Jako Stanisław Salij znany był z tego, że gdy otrzymywał nagrody za projekty publikowanych przez niego książek, nie pojawiał się na ceremoniach, jakby ukrywał swój wizerunek, tworzył wizerunek wyimaginowany przez obserwatora (nawiązując do samego tekstu).

Uwiedzenia, czyli o miłości do wizerunków - 2* z minusem, tekst trochę dziecinny.

Że wstępnych notatek do Lalki - 3*
"Lalkę równie trudno opisać jak nosorożca."
"Jego [Bellmera] Lalka nie udaje żywej. [...] skoro jest istotą doskonałą - ciałem spełniającym skryte pragnienia swojego twórcy."
"Lalka umarła. Oglądamy jej zwłoki. Prawda, że piękne, lecz jednak zwłoki. Materię, s której rusza uleciała w tej samej chwili, kiedy Bellmer po raz ostatni zamknął oczy. Tak umierają lalki. I my tak umieramy. Razem z innymi."

Część II - Znajduje się tu jeden tekst, nawiązuje on jednak do części I, jest on jednak w pewien sposób odrębny

Literatura i nieobecność śmierci - 4*
Kolejna pozycja, która zapowiadała by się na świetna książkę. Autor przedstawia tu sposoby przedstawiania aktu śmierci w literaturze, wskazując na niemożliwość wykonania tego zadania mówiąc o śmierci w pierwszej osobie. Potwierdza to przykładami Era, Łazarza i tekstami Mickiewicza. Jak sam autor zapowiadał, książka ta miała zawierać serię interpretacji dzieł Mickiewicza, jednakże nie udało się mu tego dokończyć, gdyż jak sam stwierdził, nie miał już na to czasu.

Część III - Tożsamości i świadomości własnej (nie)doskonałości (koniecznie w liczbie mnogiej), autoportret autora - taki tytuł nazwałbym tym tekstom

Bruno Schulz. Archeologia "ja" pisarza - 5*
"Tożsamość jest - jak wiadomo - czytelną dzięki różnicy" - Od razu przypomniała mi się lekcja języka polskiego; 1 klasa, Biblia, dobro nie może istnieć bez zła. Potem, "Obcy - inny - wykluczony" Magdaleny Środy.
(2) - rozdział ten idealnie podsumowuje zastosowane przez Rośka słowo "egotrofia", opisujące stan postrzegania i odbierania swojego wewnętrznego "ja" przez Schulza w kontraście do jego rzeczywistej, cielesnej postaci, jak to było w przypadku odbicia lustrzanego w Samotności.
(3) - tu zaś pokazano, że idealnym celem Schulza był "narcysyzm", interpretowany jako mienie "wszystkiego «w sobie»", przeciwieństwo w.w. "egotrofii".

Konflikt przeciwstawnych marzeń - 4*
(1) "Cała przeszłość literatury skupiła się w jednej formacji. Romantyzm, będąc jedyną tradycją godna uwagi, tradycją żywą, opanował przestrzeń literatury i ustanowił w niej królestwo uczucia. Już to było dostatecznym powodem, by podjąć [przez Peipera] z nim walkę - [...] «zamiast powtarzać, możemy mówić za siebie; zamiast naśladować, możemy tworzyć »." Jednakże te słowa krytyki nie zawsze były "pełne", czasem trafiały, jak to nazwał Rosiek, "w pustkę historycznoliteracką".
(2) "Być i ukrywać się w pisaniu" - te słowa trafnie opisują dialektykę Peipera w atakowaniu romantyzmu. Jego argumenty, według autora, często wzajemnie się wykluczają, tworząc niemożliwy do rozwiązania konflikt stworzony przez samego autora (warto tu odwołać się do przywołanego przez autora wcześniej w tekście terminu romantyzm urojony, bo właśnie, można rzec, w taki romantyzm wierzył Peiper).
"Ja" między tekstami - 5*!!!
Tadeusz Peiper jest osobą, ktorą nazwałbym "poetą-sprzecznością"; tak, może nawet "poetą-antynomią". Jego walki ze światem literackim są zadziwiającym zjawiskiem, które ujawnia się poprzez jego argumenty, które często wykluczają się z ideami przezeń głoszonymi. Jest on też "poetą powtórzonym". Czy więc jego "repetycję" fragmentów wcześniejszych tekstów jest pisaniem de novo, czy powtórzeniem? Po przeczytaniu tekstu Rośka możemy stwierdzić, że jest to i to, i to. Jego nowe "dzieła" to udoskonalone formy poprzednich, edycja i reprodukcja są więc charakterystycznymi cechami jego nowych utworów, co pozwalało Peiperowi osiągnąć wewnętrzną idealność. Zjawisko to osiągnęło apogeum w Myślach o poezji (tytuł nadany przez wydawcę), w którym powycinał fragmenty tekstów i skompilował je w jedną całość. Osobiście myślę, że taki proces twórczości świadczy o samoświadomości autora o ciągłej niedoskonałości własnego dzieła; ma więc on prawo je poprawiać j ulepszać. Pozwala to na osiągnięcie spokoju wewnętrznego. Czy jednak mu się to udało? Ciężko powiedzieć. Rosiek jak zwykle zachwyca swoim językiem wykładu, czyta się to świetnie. Kolejny tekst przede mną! Przygoda z niedokończonymi utworami składa się tu w jedną całość.

Księga, cierpienie i śmierć (czyli "Pisać i pozostawać w ukryciu") - 5*
"Nie wiadomo nawet, czy ta Księga istnieje; czy przetrwała, czy może, ulegając presji niesprzyjających okoliczności, w niemocy słowa kapitulującego przed utopijnym projektem"
"Księga znikła pod ruiną Księgi pamiętnikarza, pod rumowiskiem arbitralnie wybranych fragmentów." - Kolejny dowód na to, że Peiper to poeta repetitus. Jak wspomina Rosiek, jest ona ukryta w znaku [...], pominięciu, redakcji, wyborze fragmentów - "W dotychasowych publikacjach Księga przeszła w swoje przeciwieństwo - stała się Miazgą." Miazga ta ma charakter projektu niedokończonego, który świetnie opisuje poniższy cytat:
"Gdzieś w tej serii ma być kilka zapisków / jeszcze nie zapisanych [...] / Ich kolejność ma być ustalona / po ich napisaniu, a pisane będą / nie według chronologii jaka im należy się / lecz jak to będą poddawały okoliczności przypadkowe"
Czy jednak Księga nieukończona jest jednak skończona? "[...] rację ma Paul Válery, gdy twierdzi, iż w podobnych wypadkach «slowo ‹ukonczenie› przestaje mieć jakikolwiek sens»".
"W ostatnich latach życia Tadeusz Peiper pisał w ukryciu - nie «dla współczesnych», nie «do druku»."
Księga miała być właśnie opisem końca Peipera, jego cierpienia; cierpienia, które można "zrozumieć jedynie cierpieniem". Wtrąca on wiele dygresji, przecina tekst, jednak pozostaje on nadal spójny w swoim projekcie. Koniec, czy początek? Oba.
Jak wspomina Rosiek, medykalizacja interpretacji Księgi, jej "diagnoza", ukrywa wewnętrzne sensy lektury. Fragmenty księgi ujawniają samotności, bo nie jedną, Peipera. Identyfikujemy się z tym zjawiskiem, Peiper oddziela się i ponownie powraca do wspólnej rzeczywistości. Lektura Księgi, a w zasadzie jej fragmentów, pozwala nam na stwierdzenie, że jednocześnie utożsamiany się z jego "manią", ale tak samo się od niej dystansujemy - "To mnie nie dotyczy". Samotność tak jednak była, "jak przejonują udostępnione fragmenty Księgi, aktem czystej wolności. [...] Nie został więc odtrącony przez współczesnych i zmuszony do milczenia - raczej sam je wybrał [...]". Ta na poły alzheimerowska interpretacja jego myślenia, lęku przed "dwójkowcami" może być jednak uzasadniona - jego oddzielenie, dysocjacja od społeczeństwa, jakby powoduje rozpad otaczającego go świata na jony (korzystając z metaforyki naukowej), każdy z nich ma znaczenie, obrazy ludzi i ich personifikacje. Dają mu szansę na pełne zrozumienie rzeczywistości, mimo że analizując te "objawy" z perspektywy współczesnej psychiatrii, możemy domyślać się, iż to poczucie jest jednak pewną chorobą. I tutaj, za te słowa, Peiper mógłby się obrazić - choroba i samotność, czy to nie romantyzm? Mogę się mylić, ale takie mam odczucia.
Peiperowi wystarczyła często cisza interlokutora, traktował ją jako odpowiedź na równi z reakcją werbalną. "W jego świecie wszystko jest lub może stać się znaczące - nabrzmiewa sensem jak «zieloność» (także symboliczna."
Księga jest jednak czynnikiem, który powinien motywować każdego, który "żyje w cierpieniu i pisząc - powinien tworzyć wlasną Księgę, niepodobną do innych, bo wyrastająca z odmiennego osadzenia w świecie." Jest to więc przepis na wlasną analizę świata, na własne jego interpretowanie, na wlasną samotność, na własne cierpienie. Księga już jest (nie)dokończona, więc nie mamy prawa jej uzupełniać. Ale już własną - powinniśmy, "pisać, pisać od początku i na własny rachunek [...]".
Przechodząc do Słownika egzystencji zacytuję trochę obszerny fragment tekstu Rośka, gdyż jest on sam w sobie idealnym opisem Księgi, jest ona bowiem niby niepoukładana, co pozwala na czytanie, tak samo jak słownika, wyrywkowo, trochę jak Gra w klasy Cortázara:
"Czy jednak Księga uobecniona w Słowniku może odzyskać utraconą bezkresnosc i wznowić dawną grę że Światem? Wszystko zależy od lektury. To właśnie w lekturze - takiej, która choć w niewielkim stopniu potrafi wyzwolić się spod presji linearności - wyłonić się może zatarte oblicze Księgi Peipera. [...] Alfabetyczny porządek Słownika, na pozór autorytatywny i ostateczny, odsłania w lekturze swoją prawdziwą naturę: jest nieokreślony, bezgraniczny, otwarty, ukrywa wiele odmiennych porządków."
Każde hasło odsyła do innego, wszystko jest połączone, ale brak tu logicznego, alfabetycznego porządku, mimo tego, że hasła są według niego uporządkowane. Lektura jest wyrywkowa, prowadzi przez labirynt znaczeń, pokazując myślenie Peipera - może to właśnie ten paradoksalny układ najlepiej je obrazuje.
Teraz kolejny cytat, tym razem już że Słownika..., który wydał mi się bardzo bliski:
"Mojej brodzie wiele nie dostawało do brody Kochanowskiego, ale i tak było jej tyle, że kawiarka Klubu Prasy już kilka dni temu uznała za właściwe zachęcać mnie do natychmiastowego zgolenia. Odparłem - jak to w takich wypadkach czynię nieraz - że moja twarz musi być w ciągu miesiąca przez dłuższy czas podobnie zaśmiecona jak zaśmieconym jest moje mieszkanie. Mówiłem: gdy y pani widziała kupy śmieci i pokłady prochu w moim pokoju! i może pojmie pani mój los, gdy powiem, se twarz uwalniam od śmierci częściej, niż mieszkanie."
Pisząc te wszystkie własne bazgroły, próbuje dosięgnąć pełnego zrozumienia tego, o czym Rosiek pisze. Świadom jednak jestem, iż jest to tylko moja własna interpretacja. Czytając te dzieła niedokończone, każdy może "dopisać" ich koniec - ale to jednak sprzeczne z tym, czym nowe wydanie Księgi powinno być. Kto mi zabroni. "Podobnie Księga - nie oznacza momentu spełnienia, umyka przed ostatnim słowem. Myśl o okresie pisania, o ostatecznej formie byłaby myślą o śmierci." Dlatego też moje notatki, bo pełną analizą nazwać tego nie można, nie są krańcem mojego zrozumienia tekstu. Zostaje mi mało słów, bo limit to 15 000 znaków, a jeszcze dwa teksty. Więc koniec. Przejdźmy dalej!

Pamiętnik z półgrobu - 3*
Tutaj analizy nie będzie, tekst ten, podobnie jak Marat/Marat jest faktycznie niedokończony, sam prosi się o rozwinięcie i poprawienie. Ale nudny nie był, po prostu za krótki.

Epilog. Milczący metronom
"Po cóż mnie, człowiekowi pozbawionemu zdolności muzycznych, metronom? Co - jeśli nie rytm melodii - chciałbym za jego pomocą odmierzać? Rzadkie chwilę szczęścia? Długie okresy rozpaczy? Przepływające coraz prędzej życie?"
"Inaczej niż zegar - metronom nie przeprowadza nas od jednrj chwili [...] do drugiej [...]. Jest pochwała cyklicznej powtarzalności."
Tekst najbardziej osobisty, niemożliwy do ocenienia - jakby próba opisania swojego życia, biegnącego jak cykanie metronomu, w różnym tempie, odzwierciedlając tempo istnienia. Czy możemy nazwać go tekstem niedokończonym? Raczej nie. Mimo swojego małego rozmiaru, streszcza on to, jak Rosiek przeżywa życie (masło maślane - a jednak pasuje, przynajmniej według mnie).

To koniec mojej przygody z tą niesamowitą książką. Teksty "nienapisane" składają się tu w jedną spójną całość. Jakby cała ta książka była jednak "napisana". Może to jak Księga Peipera? Nie wiem. Ale na pewno [nienapisane] to tytuł, który zagnieździł się w moim mózgu. Wzięcie go w nawiasy kwadratowe potęguje to uczucie niepewności, jakby autor sam dodał ten tytuł, może tylko on myśli że jest to niedokończone, wymaga poprawy, rozwinięcia? Myślę że jest to jednak utwór kompletny, logicznie ułożony i pięknie zakończony. Całym sercem polecam, to istna uczta intelektualna. Ocena pierwotnie miała być średnią ocen poszczególnych tekstów. Jednakże teraz, gdy skończyłem tą przygodę - tak, przygodę, która wciągnęła mnie niemiłosiernie - trwajacą niecałe 3 dni, oceniam ją na 5*, bo dać 6* nie mogę. Walczyć z limitem słów na szczęście nie muszę. Zmieściłem się. Ale wiele jeszcze można dopowiedzieć, wtedy jednak wyszła by z tego rozprawka maturalna. A może już teraz wyszła? Lubię tak pisać.
Displaying 1 of 1 review