O mój boże, co to było. Najdłużej czytana przeze mnie książka w życiu. Zacząłem podekscytowany, a potem brew mi się unosiła coraz wyżej. Ponad 200 stron biadolenia i narzekania. Zazwyczaj gdy zaczynam książkę to ją kończę, a nuż trafi się gdzieś jakaś perełka. Książka trafiła na półeczkę nad kiblem i co jakiś czas przy okazji krótkich posiedzeń udało mi się przebrnąć przez któryś (zazwyczaj jednostronicowy) rozdzialik. Niektóre były dobre, większość nie. Pod koniec książka robi się wyraźnie lepsza, a może to moja euforia, bo już widzę nadchodzący koniec. Przeczytałem w życiu wiele złych książek i jakoś szybko to szło, a tu po prostu nie dawałem rady, no ale się nie poddałem. Perełki nie było, autor za to używa słów których sam nie rozumie (polecam sprawdzić w słowniczku co znaczy "gatunek endemiczny" czy "emigracja wewnętrzna" - nie to nie jest wyjazd z kieleckiego na Śląsk).
Gwiazdek nie daję bo to wyraźnie nie była książka dla mnie więc nie chcę zaniżać statystyk.
W książce są też zdjęcia, zdjęcia są cudowne. Oh gdyby je wydać osobno w dobrej jakości... Nie zgrywam się, autor jest wybitnym fotografem polskiej rzeczywistości i pierwszy bym stanął w kolejce po jego album.