Na wschodnich rubieżach Polski w pensjonacie Strzygoń, ukrytym między borem a bagnami, rezyduje nieco zapomniany pisarz, który na odludziu kończy pisać swoją książkę. Niczym niezakłócany do tej pory spokój burzy przyjazd letników, małżeństwa z Krakowa, które postanowiło spędzić kilka dni w otoczeniu dzikiej przyrody. Na przeszkodzie w realizacji planów staje sama natura, ogromna nawałnica sprawia, że uwięzieni w pensjonacie, odcięci od świata, zostają skazani tylko na siebie, a przybycie niespodziewanych gości powoduje, że sytuacja zupełnie wymyka się spod kontroli. Gdy ktoś ginie, winne może być tylko jedno z nich.
Każdy coś ukrywa. Każdy kogoś chroni. Czy więzy rodzinne staną ponad prawem?
Nowa powieść Artura Żurka, osadzona w mistycznym klimacie wschodniej Polski, to historia o tajemnicach przeszłości i sekretach teraźniejszości, które na zawsze powinny spocząć na dnie bagien.
Pięcioro mieszkańców Strzygonia stanęło w rzędzie. Nikt nie zbliżał się do łóżka. W milczeniu i bez najmniejszego ruchu wgapiali się w chorą leżącą na plecach na białym prześcieradle. Jej drobne, nagie ciało było ułożone w pozycji gwiazdy. Ręce oraz nogi wyprostowane i szeroko rozłożone. Czarne oczy patrzyły martwo w sufit. Z ust wystawał średniej wielkości, rdzawo-popielaty kamień. Pomiędzy drobnymi piersiami sterczał pionowo długi na około pół metra i gruby na palec ciemny patyk. Przy dłuższym i bardziej uważnym spojrzeniu nie było wątpliwości, że nie jest to drewniana dzida, lecz zwykły pręt zbrojeniowy. Krew spływała od rany, przez łóżko, na kołdrę leżącą na podłodze. Czerwona struga mocno kontrastowała ze śnieżnobiałą pościelą, jak i bladą skórą dziewczyny.
Artur Żurek – psycholog z wykształcenia, konsultant z wyboru, pisarz z zamiłowania. Po wielu latach pracy dla globalnych firm doradczych i międzynarodowych banków oddał się realizacji marzeń i pragnień z młodości. Połączył przyjemność czytania z radością pisania. Autor powieści: De eF (2025), Mściwa miłość (2024), Łucznik (2023), Strzygoń (2023), Powrotny z Wrocławia (2022), Bunt zranionych (2020) oraz szeregu opowiadań kryminalnych.
Idealnym podsumowaniem tej książki jest dla mnie klasyczne „gdy rozum śpi, budzą się demony”. Pensjonat Strzygoń uwolnił najgorsze instynkty. Przyglądanie się im, było mocnym doznaniem, a że – na szczęście – działy się tylko na papierze, także świetną rozrywką. Książka mimo, że wciągająca, to jest dość nierówna. Bawiłem się dobrze, ale obiektywnie dałbym jej 3,5.
★ Ten motyw nie może pójść źle, a bynajmniej ja nie spotkałam się z tym, żeby wyszedł źle. Jest to jedna z wielu książek, w których grupa ludzi, zamknięta w małej przestrzeni, znajduje ciało... a potem kolejne. Nie jest tak jak np. w ,,I nie było już nikogo", że ciągle ktoś umiera, jest to bardziej kryminał, w którym zostają znalezione ciała i bohaterowie próbują ustalić, kto zabił. Zaznaczę, że patrząc na oceny na goodreads, większości ta książka się nie podoba, więc statystycznie bardzo możliwe, że wam też nie przypadnie do gustu.
★ Klimat jest tutaj najlepszą rzeczą, bo pensjonat znajduje się na odludziu, przy bagnach - które są istotnym elementem - a z powodu burzy nie ma prądu. Nie mogąc zadzwonić po policję, bohaterowie sami muszą wymyślić, co zrobić z ciałem - przecież nie może przez kilka dni leżeć w pokoju. I decyzja przez nich podjęta naprawdę mnie zaskoczyła.
★ O ile typowanie kto może być mordercą było fascynujące - jak to bywa przy kryminałach - o tyle rozwiązanie mnie nie usatysfakcjonowało. Liczyłam, że będą tam jakieś mocne powody, dlaczego te osoby zginęły; jakiś seryjny morderca; skomplikowane wyjaśnienie. A było proste... zbyt proste. Nie w sensie dojścia do tego, kto to, bo sama na to nie wpadłam, ale w sensie wyjaśnienia, które wygląda jak ,,no zabił*m, bo ..., ok, to wróćmy już do normalnego życia".
Amerykańscy krytycy filmowi mówią, że jeżeli film w pierwszych 5 minutach nie ma tzw. „haka“ to jest to kiepski film. W książce Strzygoń ten „hak“ jest już po 2 minutach czytania. Po przeczytaniu Powrotnego z Wrocławia nie sądziłem, że następna książka Artura Żurka przeniesie mnie gdzieś pod wschodnią granicę Polski. Strzygoń to położony z dala od cywilizacji wśród lasów i bagien stary pensjonat. Strzygoniem opiekuje się Polina i Roman, a jedynym pensjonariuszem jak mówi Polina jest „piśmiennik“ Zamroz. Zamroz, zapomniany autor powieści kryminalnych w ciszy i spokoju tego pensjonatu, od kilku miesięcy próbuje napisać kolejna powieść kryminalną. A może wcale nie o powieść chodzi? Któregoś dnia tę sielankową atmosferę przerywa przyjazd niespodziewanych gości, Krzysztofa i Katarzyny. Podają się za małżeństwo, ale zachowują się dziwnie, co wzbudza zainteresowanie Zamroza. Następnego dnia nad Strzygonia nadciągnęła burza. Roman znajduje na bagnach nieprzytomną dziewczynę, którą przywozi do pensjonatu. Nawałnica się nasila, ciemno, deszcz, wichura. Telefony przestają działać, nie ma Internetu a żeby było jeszcze ciekawiej dopływ prądu zostaje też przerwany. W tej apokaliptycznej atmosferze do Strzygonia dociera jeszcze jeden niespodziewany gość. W tej malej grupie ludzi, zamkniętej w Strzygoniu przez naturę pojawia się trup. Drzwi były zamknięte na klucz, morderca nie mógł przyjść z zewnątrz. Czyli morderca jest wśród nas. Ta wiadomość nie poprawia już i tak lekko skomplikowanych relacji w grupie. Kto zabił i dlaczego? Telefony nie działają, drogi nieprzejezdne, nie ma jak zawiadomić Policji. Co dalej? Jaką rolę gra Jan Kowalski? Kim jest Vindex? Strzygoń to książka, która wciąga i pochłania jak bagna w Przybagnie. Misternie skonstruowana akcja kryminalna a`la Agatha Christie z lekkim powiewem Stephena Kinga. Znakomicie pokazane przez autora osobowości poszczególnych bohaterów i ich relacje w grupie. Autor doskonale manipuluje napięciem, jak dyrygent orkiestrą. Świetne dialogi ze znajomością miejscowych określeń i zwyczajów to wisienka na torcie.
Nie przypominam sobie, żeby od czasów PRL nakręcono taki sensowny, prawdziwy film kryminalny, ale może się mylę. Moim skromnym zdaniem, Strzygoń to doskonała powieść do sfilmowania, tutaj ukłon do panów reżyserów i producentów filmowych. Pewnie można jeszcze więcej napisać na temat tej książki, ale ja się tutaj zatrzymam. Polecam wszystkim. Przeczytajcie Strzygonia to naprawdę bardzo dobra powieść. Czekam na następna.
Polecam również poprzednią książkę Artura Żurka „Powrotny z Wrocławia“. Dlaczego? To świetna książka, a Wrocław to tez moje rodzinne miasto.
Ogólnie pragnę zauważyć, że autor wstrzelił się w mój tok rozumowania. Nie trudno więc zgadnąć, że bardzo, ale to bardzo mi się podobało! Mogłabym wyróżnić conajmniej kilka rzeczy. Spodobał mi się już sam początek. Ogólnie pomyślałam, że trudno będzie mu utrzymać taki poziom w całości, ale się myliłam. Bohaterowie byli tak skomplikowani i pełni sprzeczności jak tylko mogli być. Te poplątane wątki, nutka czegoś paranormalnego i szeptucha. Duszna atmosfera, mgliste powietrze, ulewa i bagna oraz bory tylko spotęgują odczucia czytelnika. Ja bałam się czytać tę książkę! Bałam się do niej wracać, a jednoczenie byłam tak zafiksowana na punkcie tej historii, że siadałam do niej w każdej wolnej chwili. No kurczę, czułam się jakby autor napisał ten kryminał dla mnie, a te elementy thrillera oraz sensacji tylko mnie w tym utwierdziły! 8.5 ⭐️.
Nie chce wiele zdradzić jeśli chodzi o fabułę, bo to musicie sami przeżyć. Odludzie, bory i bagna, wschód Polski i pensjonat, który zamieszkuje starsze małżeństwo, letnicy z Krakowa, oraz pisarz, który planuje dokończyć swe dzieło. Gdy rozpoczyna się wielka ulewa, mieszkańcy pensjonatu zostają uwięzieni w budynku. Sytuacja szybko się komplikuje, atmosfera coraz bardziej staje się napięta. Gdy ktoś umiera, nietrudno zgarnąć, że musiał zabić ktoś z mieszkańców. Rozpoczyna się śledztwo.
Książka jest... poprawna w moim odczuciu. Początkowy "hook" bardzo mnie wciągnął. Zagadkowe morderstwo w pensjonacie po środku niczego, gdy wokół szaleje burza. Klimat bagien i lasów wschodniej Polski był bardzo gęsty i dobrze opisany. Pociągał mnie tym bardziej, że są to moje rodzinne strony. Tyle, że im dalej w las... tym trochę bardziej traciłam zainteresowanie. Nie przeczę, wszechobecny narastający chaos wśród lokatorów Strzygonia był naprawdę interesujący i trzymał mnie w napięciu tak bardzo, że nawet wyciągałam książkę podczas przerw w pracy, żeby się dowiedzieć co było dalej. Natomiast, tak jak wspomniałam, z czasem historia zaczęła tracić na sile. To, co najbardziej kłuło mnie w oczy i skręcało żołądek, to opisy postaci kobiecych... a raczej ich cycków. Praktycznie każda kobieta była opisywana jako ponętna/zalotna/flirciarska i jakich to kształtnych piersi nie miała. Nie było tych opisów jakoś strasznie dużo, ale wystarczająco żebym zwróciła uwagę i czuła ciarki żenady. Na koniec, całe rozwiązanie zagadki i fabuły było już dość przewidywalne, ale nawet, nawet satysfakcjonujące. Całość oceniam na 3,5/5.
Artur Żurek na miejsce akcji dla swojej najnowszej powieści wybrał podupadający pensjonat położony wśród bagien i otoczony borem. W Strzygoniu zamieszkuje nieco zapomniany pisarz Henryk Zamroz. Ma to być miejsce, w którym dokończy swoją najnowszą książkę, a przynajmniej taka jest oficjalna wersja. Jego spokój zburzony zostanie najpierw przez przybycie dwójki turystów z Krakowa, a później przez jeszcze jednego niespodziewanego i niekoniecznie mile widzianego gościa. Na domiar złego Strzygoń i jego okolicę nawiedza nawałnica, która odcina pensjonat od świata. Sprawy komplikują się jeszcze bardziej po odnalezieniu w jednym z pokoi zwłok. Mieszkańcy Strzygonia doskonale zdają sobie sprawę, że mordercą jest jeden z nich... Jak to wszystko potoczy się dalej? Przeczytajcie koniecznie żeby się dowiedzieć.
Kryminał w stylu Agathy Christie, zamknięte miejsce z małą ilością osób, z których każda skrywa swój sekret.
Książka poprawna. Na pewno po przeczytaniu opisu i wstępu zapowiadała się na coś dużo lepszego niż to, co finalnie otrzymaliśmy.
Dialogi dość kiepsko napisane, do tego cała intryga jest, mam wrażenie, mocno naciągana i specjalnie prowadzona w taki sposób by wywołać jakiś efekt... zaskoczenia?
Moim zdaniem niepotrzebnie w ogóle poruszane były niektóre, przede wszystkim rodzinne, wątki.