Na pierwszy rzut oka książka zwraca uwagę bardzo ładnym wydaniem, jasno brązowe strony i zdjęcia z Afryki, nie tylko natury i zwierząt, ale także głównych bohaterów książki robią bardzo dobre wrażenie. Pierwsze 100 stron to wyraz fascynacji inną kulturą i nowo poznanymi obyczajami. Potem niespodziewanie autorka opowiada o swoim trudnym życiu, kolejnych mężach, przemocy psychicznej i trudnościach jakie musiała pokonać, aby spełnić swoje marzenia. Nagłe przejście od sielanki safari, do bardzo trudnej sytuacji i wielu niepowodzeń w przeszłości było trochę dziwnym zabiegiem literackim, ale przykuło skutecznie moją uwagę. Jestem pełna podziwu dla autorki, która pokazała niezwykle wiele determinacji, nieustępliwości i siły w swoich dążeniach do nowego, lepszego życia.
Jej życie na Zanzibarze, gdy przestała byc już postrzegana jako biała turystka również często wcale nie przypominało sielanki. Ograniczenie ludzi, wiara w zabobony, wszechwładność urzędników często mocno dawały jej się we znaki. Katende bardzo mocno stara się jednak nie przyjmować pozycji europejskiej wyższości i nie patrzeć z góry na "prymitywne" zwyczaje. Bardzo wiele można się dowiedzieć na temat zanzibarskich zwyczajów, życia kobiet, podejścia do pracy, edukacji i codziennego życia. Dlatego mimo tego, że wielka literatura to nie jest, to myślę, że dobrze opowiada o takim życiu, którego można doświadczyć tylko, gdy mieszka się w danej kulturze. Nie da się poznać kraju odwiedzając go tylko turystycznie. Chciałabym, żeby więcej Polaków potrafiło się dzielić swoimi historiami tak jak Pani Dorota i potrafiło o nich pisać w tak przemyślany sposób.