Mam bardzo mieszane uczucia do tej książki, bo mimo że jestem zdania, iż istnieje wiele form intymności, to jednak w większości stoję w sprzeczności z autorką. Trochę czułam się przez cały czas, jakby nie tylko podawała alternatywne opcje wiązania się, ale przy tym piętnowała i demonizowała związki romantyczne, ich zasadność, powszechność oraz fundamenty, na których się opierają, tj. wierność i zobowiązania, które tutaj zresztą przedstawione są jako coś złego. Nie jestem jakąś zwolenniczką i obrończynią związków, czy jednej uniwersalnej zasady według której powinno się zawierać relacje, ale wydaje mi się, że duża część ludzi nie wchodzi w związki romantyczne, bo nie wiedzą, że nie mają innych opcji, a dlatego, że jest to z nimi najbardziej tożsame. Tak samo nie zgadzam się z narracją, że tradycyjne związki romantyczne ograniczają w czymś ludzi i pozbawiają ich możliwości. I nie muszę być w związku, by wiedzieć, że to nieprawda i nie na tym polegają związki, a jeśli ktokolwiek dochodzi do takiego wniosku, bo musi dochować wierności (jakież to przereklamowane, prawda?), to prawdopodobnie ma jakiś problem. Poza tym teza o seryjności romantyczności, która nas zalewa i robi nam krzywdę, trochę zostaje obalona w świetle tego, że już teraz mam wrażenie, że coraz więcej osób odchodzi od tego typu układów, tak by być związanym jak najmniejszą ilością zobowiązań. Z pewnością książka pozostawia duże pole do dyskusji. Ja sama mam wiele różnych przemyśleń, które chętnie skonfrontowałabym z innymi, ale generalnie nie jest to pozycja dla mnie, na której bazowałabym swoje postrzeganie i definicję intymności