Czy kości mówią i jak zrozumieć ich język? Czy zdjęcie typu selfie może pomóc w identyfikacji człowieka? Jak pyłek rośliny może rozwiązać zagadkę kryminalną? Czy istnieje zbrodnia doskonała? Jak zrobić przyżyciową rekonstrukcję twarzy na podstawie czaszki? Na czym polega identyfikacja osób żywych? Czy owady mogą pomóc w określaniu czasu zgonu i oczyszczaniu szczątków kostnych? Jaki wpływ na kryminalistykę i pracę antropologa sądowego mają nowoczesne technologie i cyfryzacja świata? Czym jest Trupia Farma i dlaczego tak fascynuje? Dlaczego pozbycie się ciała ofiary nie jest tak proste, jak to pokazują w filmach, i czy antropolodzy potrafią ją zidentyfikować nawet na podstawie spopielonych kości? Ile jest mitów, a ile faktów w popularnych serialach kryminalnych?
Monika Głąbińska, antropolog sądowy, zdradza tajniki pracy jednego z najbardziej fascynujących zawodów, który w Polsce wykonuje naprawdę niewiele osób. W swojej książce rzuca wyzwanie: pokaż mi swój szkielet, a powiem ci, kim jesteś.
2,5/5 Czekałam na tę książkę i się rozczarowałam...
Monika Głąbińska znana na Instagramie jako @antropogeek, napisała książkę o tajemnicach antropologii sądowej. Tylko że, to jest bardzo mozolna książka. Bardzo dokładna, momentami wręcz fachowa. I nie byłoby w tym nic złego, ale żeby dobrze zrozumieć przedstawione kwestie teoretyczne, które zajmują sporą część książki potrzebne są przykłady jak te kwestie przyczyniły się do identyfikacji osób, a jest ich tu niewiele. Kolejna sprawa, przy opisywaniu cech anatomicznych potrzebne są ryciny dla lepszego zobrazowania. Tym bardziej, że nie każdy zna podstawy anatomii człowieka. Generalnie we wszystkich tematach które autorka porusza powinny być przykłady z jej pracy lub pracy innych antropologów. Chyba że, nie było czego przytaczać, więc wtedy znów nie rozumiem po co powstała książka. Dalej jak zwykle przypisy i źródła. Bibliografia podzielona jest na rozdziały, ale ma ogólny zarys, stąd nie ma przypisów do informacji zawartych w tekście. A powinny być, bo autorka przytacza definicje, historię antropologii sądowej i innych dziedzin oraz przykłady badań naukowych. Serio, po naukowcu spodziewałam się porządnie wykonanej pracy w temacie źródeł.
Miałam inny obraz na temat tego jaka będzie treść tej książki. Liczyłam bardzo na więcej przykładów, bo to są najciekawsze kwestie dla kogoś kto nie siedzi w teorii, ale interesuje się gatunkiem true crime. Czuję niedosyt.
Spodziewałam się raczej dużej liczby ciekawostek i ciekawych przypadków, a dostałam podręcznik z ciekawą okładką. Niestety nie tego oczekiwałam od tej książki.
Jako zagorzała fanka true crime oraz wszelkich reportaży nawiązujących do zbrodni, nie mogłam odmówić sobie książki Moniki Głąbińskiej „Zbrodnie odczytane z kości”. Przyznaję również, że oczekiwania wobec tej książki miałam dość wysokie. Czy zostały spełnione? Otóż nie do końca.
„Zbrodnie odczytane z kości” to książka, która została zakwalifikowana do gatunku true crime. Sięgając po tę książkę, liczyłam na emocjonującą lekturę, w której, jak sam tytuł wskazuje, będę mogła przeczytać o zbrodniach odczytanych z kości. I owszem, jest tutaj kilka takich przykładów, jednak to zdecydowanie za mało. Autorka w większej mierze skupiła się na anatomii oraz samej pracy antropologa, więc myślę, że jest to książka zdecydowanie dla osób, które fascynują się antropologią sądową. „Zbrodnie odczytane z kości” to lektura, w której aż kipi od informacji naukowych, mnóstwo w niej zagadnień dotyczących antropologii, począwszy od jej powstania do czasów teraźniejszych. Widać ogrom włożonej pracy w powstanie tego reportażu, autorka naprawdę się postarała, za co należą się ogromne brawa. Dla mnie niestety ta książka okazała się momentami zbyt nużąca, liczyłam na więcej tajemniczych mrożących krew w żyłach historii.Opornie czytało mi się tę książkę, być może również spowodowane było to naukowym językiem, który ciężko było mi zrozumieć. Mimo iż powyższa pozycja nie spełniła moich oczekiwań, to książkę polecam, szczególnie osobom, które interesują się antropologią. Książka Pani Moniki to ogromne kompedium wiedzy i jestem przekonana, że „Zbrodnie odczytane z kości” okaże się lekturą, dzięki której znacznie poszerzycie swoją wiedzę z tej dziedziny.
Do sięgnięcia po tę książkę zachęciło mnie jedno zdanie z jej opisu:Jak pyłek rośliny może rozwiązać zagadkę kryminalną?. Jednakże jestem trochę rozczarowana. Najciekawsze rozdziały to były te o analizie szczątków spopielonych oraz o faktach i mitach z seriali kryminalnych. Momentami tekst się powtarzał, co było troszkę denerwujące. Do plusów na pewno zaliczę to, że dzięki tej książce poznałam różnice między archeologiem, antropologiem, lekarzem medycyny sądowej, medykiem sądowym czy patologiem. Całkiem szybko i przyjemnie się czytało, pomijając te fragmenty tekstu, które się powtarzały.
chciałabym wiedzieć, kto miał być odbiorcą tej książki.
inne osoby, które zajmują się antropologią sądową? osoby, które aspirują, by się tym zajmować w przyszłości?
bo jako laik, jeśli chodzi o tematy biologiczne (poza tym, czego nauczyłam się na biologii podstawowej oraz na przyrodzie w liceum), czuję się nieusatysfakcjonowana. wyjaśnienie na zasadzie "ten narząd jest częścią tego narządu i znajduje się w tym miejscu układu" mi nie wystarczy. brakowało mi zdjęć, jeśli chodzi o tę część, w której autorka tłumaczy, w jaki sposób czytać wiek z różnych kości.
w poprawność informacji wierzę autorce. zapisałam sobie kilka rzeczy, które mnie szczególnie zainteresowały, a które zweryfikuję w wolnej chwili.
Tytuł książki jest nieadekwatny do treści, określiłabym pozycję raczej jako popularnonaukową publikację o antropologii sądowej. Przez pierwszą połowę trudno było przebrnąć, zawiera dużo informacji - myślę, że dodanie fotografii byłoby pomocne. Końcówka książki była ciekawsza. Nie mniej doceniam ogromną wiedzę autorki i duży wkład w przekazywanie wiedzy.
"Zbrodnie odczytane z kości" to tytuł którego byłam bardzo ciekawa. Jako miłośniczka gatunków takich jak true crime, thrillery i kryminały zacierałam ręce na "doszkolenie" się w temacie zbrodni. Czekałam na książkę w której kości do mnie przemówią językiem który po lekturze będzie dla mnie zrozumiały. Książkę która obali albo potwierdzi tezę, że istnieje zbrodnia doskonała. Książkę która przeprowadzi mnie przez dochodzenie od kosteczki do człowieka, a dokładniej mówiąc, szukaniu odpowiedzi na pytanie czy śmierć denata była wynikiem działań natury czy człowieka, co było przyczyną zgonu i jak sprawa się zakończyła. A co otrzymałam? Książkę naszpikowaną wiedzą o ludzkim szkielecie, odpowiedź dlaczego selfie pomaga w identyfikacji, jak rekonstruuje się ludzką twarz i dużo więcej. Czy to co otrzymałam mnie zadowala? Hmm i tu pojawia się problem. Tak jak już zaznaczyłam, autorka ma dużą wiedzę, co oczywiście zaliczamy na plus. Po przeczytaniu tytułu liczyłam na zbrodnie odczytane z kości. Niesety tych zbrodni nie znalazłam. I przyznam, że książka prawie już układała się do lotu w stronę ściany, kiedy to (na szczęście) dotarłam do rozdziału pt. "Pomocnicy w dochodzeniu". I tymi pomocnikami zostałam kupiona, najbardziej okrzemkami. A później autorka wspomniała jeszcze o poligonie w Biedrusku, z którego bardzo dobrze słyszę ćwieczenia, a zaskoczyła mnie informacją o przeprowadzanych tam badaniach w 2006 i 2007 roku (czas kiedy poznałam swojego męża i to on pokazał mi, że istnieje świat po drugiej stronie Biedruska, ale o tym może innym razem). A na końcu pani Monika poobalała kilka serialowych mitów. Dla mnie największe zaskoczenie wywołała informacja, że odpowiednikiem amerykańskiego CSI było nasze W11. Oczywiście nie będę zdradzać co to okrzemki, jakie badania były na poligonie Biedrusko i jakie jeszcze mity zostaną obalone. Musicie sami przeczytać. I tak jak początek, nie oszukujmy się, mnie trochę wynudził, tak zakończenie mnie pobudziło. I powinnam wystawić ocenę dwa plus w pięciostopniowej skali, ale że zaokrąglając będzie to trzy, a jeszcze dodam jeden na zachętę ( może Pani Monika dzięki temu skusi się na opisanie jakiegoś konkretnego badania szczatków, które przyczyniło się do rozwiązania dochodzenia kryminalnego...?) to ostatecznie wychodzi nam cztery.
Absolutnie nie zabieram autorce wiedzy, bo widać, że ją ma. Wiedzę i pasję, ale zaciekawić to nie potrafi. Możliwe, że spowodowane jest to tym, że oczekiwałam zupełnie czegoś innego niż dostałam. Tu są po prostu suche fakty o tym zawodzie, dwie lub trzy historyjki które mają dać pogląd na coś co opisuje nam autorka i wtedy właśnie robi się ciekawie, poza tym czułam się jak na jakimś przydługim wykładzie. Niby masz dużo sympatii do profesora, ale czekasz aż w końcu wypuści cię do domu, bo strasznie przynudza.
"Zbrodnie odczytane z kości" to książka, która zaintryguje już samym tytułem fanów seriali takich jak "Kości". Kolejnym elementem, który przemawia za rym, żeby sprawdzić co to w ogóle za książka jest fakt, że napisana została przez polską autorkę. O czym więc jest ta opowieść?
Dla takich osób jak ja, czyli uwielbiających czytać kryminały nie tylko dla samego śledztwa, ale dla ciekawostek typu określenie czasu śmierci na podstawie ilości robali w ciele, to wielka gratka. To była moja pierwsza myśl i nie zastanawiałam się dłużej, nie czytałam opisu, tylko postanowiłam, że to trzeba sprawdzić i przeczytać czym prędzej.
W środku można znaleźć dużo ciekawostek, choć nastawiałam się na to, że dowiem się czegoś nowego, a okazało się, że sporo rzeczy już wiem. Oczywiście, nie posiadam takiej wiedzy jak autorka, która wykonuje zawód antropologa i naprawdę czuć, że wiedzę ma ogromną, ale jednak myślałam, że znajdzie się więcej nowinek, zaskakujących rzeczy.
Przede wszystkim, to taka książka, która przemówi do osób fascynujących się antropologią sądową, a nie dla tylko zainteresowanych. Jest bardzo dużo momentów, w których wręcz zaczyna się czytelnik nudzić, mając wrażenie jak by czytał podręcznik. A propos podręczników, to nie rozumiem dlaczego nie ma zdjęć, schematów, rysunków. Byłoby o wiele ciekawiej zobaczyć coś, czego na co dzień jako laicy nie możemy nigdzie obejrzeć.
I w sumie z mojej fascynacji tą pozycją zostało tyle co nic. Bo choć przeczytałam z zaciekawieniem, to przez większość treści czekałam na coś zaskakującego, przy czym wybałuszę oczy i będę w szoku, że coś takiego w ogóle da się sprawdzić. Jak z tymi robakami w ciele denata, po których da się bardzo dokładnie określić czas zgonu. A teraz rzucę paskudnym stwierdzeniem, że z kryminalnych powieści często można dowiedzieć się więcej, a miała to być przecież wciągająca książka pełna fascynujących elementów.
Podsumowując, to nie jest to czego się spodziewałam, a z całości najbardziej podoba mi się... okładka.
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Muza.
Medyk sądowy, patolog, patomorfolog, koroner, antropolog - na pierwszy rzut oka te pojęcia są w naszych głowach (a przynajmniej w mojej) traktowane zamiennie. Winę za to ponoszą seriale, głównie amerykańskie - chociaż uwielbiam CSI, to wniosły one mnóstwo wątpliwości i nieścisłości. I właśnie w tej sprawie przychodzę, bo ostatnio wyszła książka traktująca właśnie o antropologii. Chociaż, trzeba to zaznaczyć na początku, to nie jest true crime. Żeby się ktoś nie zdziwił, bo autorka potraktowała temat mocno naukowo, więc treść nie należy do najszybszych i najłatwiejszych do przyswojenia. Natomiast warto przemóc się i powalczyć z fachowym, niejednokrotnie niezrozumiałym początkowo językiem, by zagłębić się w tematykę związaną z antropologią. Za największy plus uznaję osobiście rozdział dotyczący właśnie obalania mitów odnośnie seriali policyjno-kryminalnych - lubię ostatnio wypowiedzi, książki i innego rodzaju formy, które obalają to, co seriale, filmy, czy inne książki upraszczają czy zniekształcają. Myślę, że jeśli komuś nie będzie przeszkadzał fachowy styl, nieco nudnawy wstęp opisujący początki antropologii, to mimo wszystko z treści będzie zadowolony.
Mocno średnia książka. Dla osób takich jak ja, które interesują się tematami ogólnie kryminalnymi i wszystkim na około miałam nadzieje na więcej ciekawostek i więcej przykładów z życia. Dużym minusem jest brak zdjęć albo nawet szkiców kości o których jest akurat mowa. Ja jak i wiele osób nie znamy ludzkiego szkieletu na pamięć, a niestety poprzez samo czytanie dość słabo wytłumaczonych rozmieszczeń poszczególnych kości nie byłam w stanie sobie tego dokładnie zwizualizować. Ba, po wpisaniu danej kości w internecie znalazłam coś kompletnie innego niż było powiedziane w książce. I teraz kto ma racje? Ostatni rozdział kompletnie niepotrzebny. Na pewno komuś rozjaśni w głowie jak na prawdę wyglada praca w organach ścigania, ale można to było wplatać w reszcie książki jako dodatkowa informacja. Ogólnie jak macie jakąś wiedzę na temat antropologi, to raczej nic ciekawego tu nie znajdziecie.
Wynudziłam się straszliwie, to taki skrót z różnych podręczników (swoją drogą jest tam błąd w opisie powierzchni zębów, nie wiadomo zresztą po co się tam one znalazły). Brakuje ciekawych przypadków z życia wziętych, opisanych z własnego doświadczenia. Tytuł to kompletna zmyłka - brakuje zbrodni. Myślę, że autorka (młoda) zbyt szybko napisała tę książkę. Czytając tę pozycję przychodziła mi cały czas na myśl Ewa Klonowski opisana w "Jakbyś kamień jadła" Tochmana. Wyobrażałam sobie jak ciekawa mogłaby być książka jej autorstwa, z jej doświadczeniem, z jej przykładami. Nasuwał mi się także drugi przykład: "Mindhunter" Douglasa, tutaj słynny profiler z FBI pokusił się na opis analizy kryminalistyczno-dochodzeniowej po latach swojej pracy. Autorka jest ambitną, młodą damą i wierzę, że jeszcze kiedyś uda się jej napisać "swoją" książkę.
Książka w pigułce przedstawia dział nauki jakim jest antropologia sądowa. Sięgając po książkę tak jak inni spodziewałam się historii i opowieści w których ta wiedza jest wykorzystywana a jest ich niewiele. Pomijając to rozczarowanie i tak mam problem z tą pozycją. Autorka z jednej strony próbuje wiele rzeczy wytłumaczyć prosto i ogólnie a w innych fragmentach jest bardzo szczegółowa i używa terminologii nie przystępnej dla kogoś bez poszerzonej wiedzy medycznej/biologicznej. Książka przypomina mi trochę pracę naukową i myślę, że była by świetna dla przyszłych i obecnych studentów biologii człowieka, antropologii itd. lecz dla przeciętnego czytającego może być męcząca.
Wielki zawód. Książka przez pierwsze 3/4 praktycznie jest książką specjalistyczną - o co nie miałbym problemu, gdyby były obecne ryciny obrazujące zawiłości anatomiczne. Nie będę googlać każdej jednej kosteczki żeby zrozumieć jak wyglada, gdzie jest i jak się ma do kości wokoło (a orientacja w ciele tez pisana jest typowo językiem medycznym). Zamiast faktycznego „Co mówią kości” dostajemy raczej „Co mówi antropolożka kiedy chce udowodnić co to ona nie umie”. 🤷♂️Zdecydowanie nie tego szukałem, a jestem czytelnikiem niemającym problemu z czytaniem o anatomii.
Po książkę sięgnęłam, bo zainteresowała mnie jednym rozdziałem dotyczących faktów i mitów pracy antropologa w kontekście seriali i filmów.
Bardzo brakowało mi w tej pozycji rycin obrazujących anatomię człowieka oraz przykładów (czy to autorki, czy innych antropologów) wykorzystania danej metody, bo jeśli już się pojawia, to bardzo pobieżnie opisana. Czasami niektóre zdania na przestrzeni rozdziałów pojawiały się kilkukrotnie, co było męczące i irytujące.
Jednak jeśli ktoś chce zapoznać się z pracą antropologa sądowego, to będzie zadowolony z tej pozycji. Autorka w dość przystępny sposób opisuje swoją pracę. Zawiera też dużo ciekawostek.
Nie jestem jakoś porwana lekturą, ale: -Autorka włożyła niesamowicie dużo pracy w przygotowanie się do pisania -rozdziały opisują każde z zagadnień wyczerpująco -fachowy język, trzeba dobrze się skupić -nie przeszkadzał mi brak rycin, bo mam wykształcenie medyczne -przykład sprawozdania biegłego sądowego na końcu książki otwiera oczy jak żmudną pracą jest antropologia sądowa.
Książka nie porwie każdego, ale szczerze polecam wszystkim zainteresowanym tematyką.
Nie jest to pierwsza książka o antropologii sądowej, którą czytałam. Ale pierwsza polska. I pierwsza, która podchodzi do tematu tak podręcznikowo. Trochę szkoda że nie ma ilustracji w książce, bo osobno musiałam szukać grafik opisujących szkielet by móc sobie lepiej wyobrazić o czym mowa.
Liczyłam, że (podobnie jak podobne pozycje) książka opisze trochę przykładów z polskiej historii kryminalistyki. Szkoda trochę, że tego nie było.
Redakcja??? Błąd na błędzie, tasiemcowate zdania, które gubią sens- od strony technicznej naprawdę były ciężkie do czytania fragmenty Poza tym- myślę, że naprawdę nie trzeba podawać definicji tej samej rzeczy NA NASTĘPNEJ STRONIE, ogólnie mnóstwo powtórzeń Widać, że na tę książkę pani autorka miała pomysł, ale czuję, że niektóre rozdziały były napisane trochę, żeby dociągnąć do tych 300 stron, trochę po łebkach, trochę w pośpiechu- szkoda
Wytrzymałam 100 stron. Wydawnictwo chyba nie wiedziało, jaka książkę reklamują. Nic tu nie ma z True crime. Książka to podręcznik antropologii sądowej w pigułce z ładną okładka. Dla studentów spoko, ale nie dla osób, które są laikami.
Dobrze napisana, ciekawa książka o tym jak rozpoznać zwłoki naszych towarzyszy. Unikatowa sekwencja żył? A może układ zębów? Z tej książki dowiesz się jakie fragmenty swojej ofiary należy unicestwić by utrudnić innym identyfikacje.
Ależ długo męczyłam tę książkę. Od stycznia nareszcie teraz (początek lipca) udało mi się ją skończyć. Trzy ⭐ to max jaki mogę dać. Temat ciekawy, ale jakoś tak nudno przedstawiony, że musiałam się zmuszać do czytania. Liczyłam na więcej historii z życia wziętych, a nie takiej podręcznikowej smuty.