Igor Ostachowicz da una vuelta de tuerca a las novelas que abordan el holocausto nazi y logra un resultado sorprendente. Impulsada por un ritmo trepidante, un tono adictivo y generosas dosis de humor, La noche de los judíos vivientes va más allá de la novela de gé es también un atrevido diálogo entre pasado y presente y un análisis mordaz de la sociedad en que vivimos. Imagina que los judíos que fueron exterminados durante el holocausto nazi despiertan de su letargo. Imagina que de pronto emergen a la superficie y pasean por un centro comercial de Varsovia haciéndose pasar por un grupo de escenificaciones históricas. Imagina también que una panda de skinheads liderados por el Mal personificado quiere darles caza... El robo de un corazón de plata sagrado para los judíos es el causante de tan inaudito escenario en el que podría desencadenarse una serie de terribles acontecimientos. Solo un héroe accidental, el chousen guan, un joven inteligente y caradura que vive con su novia en un viejo edificio levantado sobre las ruinas del gueto, podría recuperar el amuleto de las garras de los nazis, salvar a la humanidad de la amenaza del caos y, lo más difícil, ayudar a los judíos no vivos a adaptarse a las complejidades de la vida moderna.
Książka Ostachowicza, to groteskowa opowieść o tym czym skutkuje niepamięć. Także o tym, że nie da się zapomnieć jakim krajem była Polska przed wojną i co się w czasie wojny wydarzyło. Próba przejścia nad Holokaustem do porządku dziennego bez dyskusji, przepracowania, także bez jakiegoś wyjątkowego upamiętnienia wymordowanych milionów polskich obywateli kończy się u Ostachowicza tym, że sami wymordowani wyłażą z piwnic i rozchodzą się niczym żywe trupy po ulicach Warszawy. Początkowo akcja ma charakter kameralny, rozgrywa się w mieszkaniu glazurnika, który wraz ze swoją dziewczyną Chudą wchodzi z nieoczekiwanymi gośćmi w interakcje. Wiele z fragmentów akcji skupionej wokół kilku postaci związanych z glazurnikiem z wyboru (a posiadającym wyższe wykształcenie) jest absurdalnie komicznych. Szczególnie fragmenty dotyczące szybkiej adaptacji nieżywych do współczesności, zachwytu nad centrami handlowymi, elektronicznymi gadżetami i popkulturą.
Glazurnik tłumaczy: Ja postanawiam nadrobić to swoje durne zawstydzenie, więc tłumaczę nieproszony, co to takiego Arkadia, że to zamiast miasta. Łatwiej zbudować takie coś, niż odbudować prawdziwe miasto, a wszystko tam jest, sklepy, kawiarnie, księgarnie, pasaże, kina, co tylko chcesz, i w dodatku w prawdziwym mieście jest albo za zimno, albo za gorąco, a tam zawsze w sam raz. Przerwałem, bo teraz Rejczel czuła się skrępowana. Rozumiem, zamykam się, ona jest przecież warszawianką i nie chce, żeby wyglądało, że jej ktoś tu opowiada o mieście, jakby przyjechała ze wsi jakiejś.
Niestety wraz z dawnymi nieżywymi mieszkańcami Warszawy pojawiają się i dawne upiory – naziści, antysemici w większości żywi i współcześni, którzy znajdują sobie jednego autentycznego trupiego niemieckiego faszystę i obierają go za wzór.
Wytrzeszczyli oczy i rozdziawili gęby: tuż przed nimi pojawił się najprawdziwszy niemiecki oficer. Pojawił się, zachwycił germańskim prostokątem twarzy, czerwonymi polikami i nosem, mundurem, zwalistością, bijącą z niego tępą bezwzględnością egoizmu, egoizmu jako sztandaru, Zjednoczone Egoizmy Europejskich Nadludzi, tysiącletnia Rzesza z jej tradycją zgarniania forsy, budząca zazdrość bezrefleksyjna buta, egocentryzm, plamy krwi na rękawie, swastyka, wrona, piwne brzuszysko nad skórzanym paskiem z mosiężną klamrą, złota obrączka, zegarek Doxa; rozpiął górną kieszonkę, wyjął papierośnicę, z niej papierosa, z kieszeni w spodniach zapalniczkę, zaciągnął się głęboko, wypuścił dym, oni patrzyli, a on przemówił: – I czo? Polszkie male gówno, chcecze bycz nazisten? – Jawohl Oberkommandant! – wykrzyczeli zachwyceni chłopcy, wyciągając z entuzjazmem ręce w ulubionym pozdrowieniu szubrawców.
Sytuacja staje się podobnie dynamiczna do tej przedwojennej, ale tym razem symbolicznie broniący się w handlowym centrum "coraz bardziej żywi" Żydzi nie dają się ponownie zabić i unikają powtórki swego losu. Zwycięzcy opuszczają handlowe centrum i już niczym nie różnią się od żywych mieszkańców. Wtapiają się w tłum warszawiaków. Nie wiemy jednak czy wszystko to jednak glazurnikowi się nie wydawało, było może jakimś przedśmiertnym majakiem. Książka kończy się bowiem rozmową glazurnika z aniołem, który trudni się zachęcaniem opieszałych dusz do opuszczenia ziemskiego świata i odejścia w zaświaty.
Książka Ostachowicza to ciekawy, za sprawą stylu, głos dotyczący podejścia do naszej historii, przepracowania jej, przedyskutowania, symbolicznego zamknięcia. I kiedy czytam np. o protestach dawnych powstańców warszawskich dotyczących miejsca budowy kolejnego wieżowca, bo w danym miejscu wciąż są groby, to – niestety – książka „Noc żywych Żydów” wydaje mi się nieco mniej groteskowa i korzystająca z absurdu jako środka stylistycznego. Rzeczywistość literackiej prozie wciąż nie ustępuje kroku. Niestety.
Miałem z nią trochę problem bo wprost idealnie wpisuje się w nową polską pseudoartystyczną prozę z drugiej strony jeśli potraktuje się to jako komiksową wariację na kliszach z popkultury z odrobiną przemyśleń o naszym chorym kraju to wychodzi z tego całkiem sympatyczna lektura.
La idea de fusionar ´judíos´ y 'zombies' en un único concepto es una premisa cuya simple mención podría ser suficiente para que muchos lectores no asiduos al género del terror huyeran despavoridos y no quisieran acercarse al debut literario de este escritor polaco ni aun estando hecho de oro. Sin embargo, a todos esos que solo esperan encontrar entre las páginas de este libro un batiburrillo sin sentido de guiones desechados para una película de serie B, siento comunicar que La noche de los judíos vivientes es mucho más divertida de lo que parece. No me cabe la menor duda de que La noche de los judíos vivientes es uno de los libros más bestias, descarados e irreverentes que he tenido la oportunidad de leer en mucho tiempo, y es precisamente esa capacidad de pillarte con los calzones bajados hasta el suelo uno de los principales atractivos que bajo mi punto de vista tiene la novela. La historia transcurre en las calles de un antiguo gueto de Varsovia, donde el robo de una joya con poderes tan milenarios como desconocidos por su poseedor ha desencadenado el levantamiento de una horda compuesta por espíritus con algunas cuentas que zanjar, nazis sodomitas sin escrúpulos y skinheads decididos a descubrir nuevas formas de expresar la violencia callejera. El protagonista es un antihéroe de manual entre cuyas discutibles virtudes se encuentran el egoísmo, la más absoluta desidia y una flagrante misoginia que no duda en practicar continuamente (supongamos que para no perder la costumbre), pese a lo cual parece ser el hombre designado por el destino para impedir el inminente apocalipsis hitleriano que se cierne sobre la ciudad. Gamberra, insolente, controvertida y muy, muy original, La noche de los judíos vivientes es de ese tipo de novelas capaces de arrancarte una sonora carcajada y seguidamente hacerte sentir culpable por demostrar semejante ramalazo de maldad. La estructura un tanto deshilvanada de la historia y el caos general que reina sobre la narración (creo que en este sentido la traducción deja un poco que desear) la convierten en una lectura de complicado acceso. Pero una vez que te acomodas a ella -todo lo cómodo que puede sentirse alguien revolcándose por un vertedero- sin duda es una historia a la que merece la pena dar una oportunidad.
nwm, dwa, bo zaśmiałam się, że dzieci-trupy chcą do arkadii (że do galerii) ((ale też do nieba, bo się nie potrafią uśmiechnąć))
o autorze: 24 września 2014 wszedł w skład zarządu PKN Orlen[3], jednak już 26 września 2014 zrezygnował z tej funkcji[4]. W grudniu tego samego roku został doradcą zewnętrznym Deloitte[5].
Głównym bohaterem jest pewien trzydziestolatek, który żyje w Warszawie oraz przypomina trochę personę wyrwaną z tekstów Piotra C. "Pokolenie Ikea". Życie od wypłaty do wypłaty, flaszka za flaszką, kobieta za kobietą, brakuje jeszcze kubka z kawiarni, z zielonym logiem i w zasadzie mamy komplet. Pewnego dnia, na wskutek wydarzeń, powstają z martwych Żydzi. Ci nieumarli jednak nie przypominają stworów z The Walking Dead, ponieważ oni zachowują się całkowicie normalnie. Jednak przypuszczam, że ideą tej historii ma być pokazany antysemityzm we współczesnym społeczeństwie, który podczas eskalacji sprawił, że ludzie zaczęli się niejako zachowywać jak podczas II WŚ (a przynajmniej tak mi się wydaje, bo w sumie nie jestem pewna jaka miała być tego idea).
Szczerze mówiąc nie wiem po co to powstało. Ta książka jest groteską z humorem, który kompletnie do mnie nie trafia.Tworzenie Żydów-zombie, którzy wyłażą spod ziemii współczesnej Warszawy to koncept niesamowicie niebezpieczny oraz trudny (zwykle o tym mówi się poważnie albo wcale), ale nie niemożliwy do realizacji i da się to jeszcze ograć, by to miało ręce i nogi. Jednak autor temu nie podołał. Główny bohater był męczący, taki gość z kryzysem wieku, mimo, że ma 30+ lat. Samą książkę charakteryzuje straszny bałagan, bo wydarzenia jak i bohaterowie pojawiają się i znikają, bez żadnego podsumowania lub wytłumaczenia jakie były dalsze następstwa. Brakuje jakiegoś wyważenia między groteską, a zmuszeniem czytelnika do refleksji nad antysemityzmem we współczesnej rzeczywistości. Czułam się zniechęcona, zażenowana i zarazem zaskoczona, że można tak odplynąć od jakiejkolwiek logiki.
Kiedy po raz pierwszy usłyszałem o tej książce, pomyślałem, że wow, muszę przeczytać. Potem jakoś docierało do mnie więcej narzekań niż pochwał, więc kwestia przestała być paląca. Ale wreszcie przeczytałem, i bardzo dobrze. Pod płaszczykiem pisarskiej bezczelności, czarnego humoru (ten tekst potrafi być autentycznie bardzo śmieszny) i tarantinowskiej zabawy popkulturą Ostachowicz bardzo sensownie i ciekawie porusza temat Zagłady, braku, żałoby, polskiej duszy i ducha Warszawy zbudowanej na grobach. I wychodzi z tego dużo lepsze "Tęsknię za Tobą, Żydzie" niż to pisane farbą na murach. A szczególnie mocno to wszystko gra, kiedy człowiek wychował się i mieszka na Muranowie i kiedy w jego wyobraźni ta piwnica, z której wychodzą martwi Żydzi, to piwnica jego rodzinnego bloku. Dodatkowe punkty daję sobie za zakończenie słuchania finałowej sceny w Arkadii w Arkadii.
Zupełnie odjechany tekst, gdzie opisy brutalnych gwałtów i przemocy w klimacie obozów koncentracyjnych mieszają się z śmieszkowymi i zdystansowanymi opisami ekologicznej, genderowe i wegańskiej warszawki. Można by pomyśleć, że to połączenie nie może się udać, ale absurdalny pomysł Ostachowicza, by ożywić żydowskie trupy i wyprowadzić je na ulice stolicy, faktycznie działa i jest całkiem spójny.
Za błyskawiczne skoki w odrealnienie, które s��uży przedstawienia niepamięci o... no zgadnijcie. Połączenie dbania o swoją własną dwudziestopierwszowieczną doopę, z przyjęciem na klatę majaków przeszłości Warszawy (choć nie tylko). Powieść dość bezczelna, ale nie jest ani "pro", ani "anty"... no wiecie. Jest unikalnym i dziwnym ujęciem tematu - może odtrącić po 30 stronach, mnie zatrzymała - również cwanym językiem.
jestem zafascynowana, buja, ale zdecydowanie nie dla każdego – wulgarna i obsceniczna (z fragmentem obozowym mam przez to problem); równocześnie zaznaczyłam tyle trafnych zdań, że nie umiem odmówić książce wybitności
japierdole, dwadzieścia stron i musiałem to odstawić próbowało być zabawne i błyskotliwe a wyszło podobnie jak żałosne teksty dla sfrustrowanych milenialsów zamieszczonych na profilu "Pokolenie Ikea"
Fascynujący pomysł na fabułę, makabreska ale rozdzierająca serce, jakoś mnie ruszyły te zamordowane żydowskie dzieci, które marzą o byciu zwykłymi nastolatkami i shoppingu w Arkadii a zaznały okrucieństwa i brutalnej śmierci. Banalność ich marzeń uwypukla grozę ich losu, bo nawet te banalne radości im odebrano. Odejmuję jedną gwiazdkę za ten wątek szatański, jakoś mnie nie przekonał.
Pozwolę sobie przedstawić moją teorię na temat kulis powstawania tej książki:
Autor, młodzieniec z dobrego domu studiujący na prestiżowej uczelni, obracał się w kręgach sobie podobnych ludzi (czyt. najbardziej stereotypowych hipsterów, jakich można sobie wyobrazić). Podczas jednej z imprez, gdzie dobry alkohol i wybornej jakości trawka inspirują uczestników do wysublimowanych dyskusji na ważkie tematy, pan Ostachowicz odkrył w sobie Dar. Był to Dar opowiadania. Publika spontanicznie gromadziła się wokół przyszłego literata i słuchała jego wymyślanych na poczekaniu historii. Największym hitem okazała się dykteryjka o żydowskich zombie wstających z grobu. Miała potencjał, sprawdzała się na jednej imprezie za drugą. Jej twórca zaczął nieśmiało myśleć o tym, by przerobić ją na coś dłuższego, może nawet na powieść. Ale do tego potrzeba czegoś więcej niż kilku Żydów wstających z trumien i nie mogących się nadziwić, jak ta Polska się zmieniła.
I wtedy przyszło olśnienie.
Muranów.
Trochę byłoby jednak wstyd oprzeć na tym pomyśle pełnokrwisty horror, a co dopiero jakąś komedię. Nie, tu trzeba podejścia "artystycznego". Trochę farsy, trochę absurdu, no i że wszystko oparte na historycznej hekatombie, więc trzeba czasem dla porządku o niej wspomnieć. No i styl. Nie może być zwyczajny, bo wyjdzie jakieś ponuractwo, albo gorzej - coś banalnego. Nie, tu trzeba wspiąć się na wyżyny kreatywności, wycisnąć z siebie wszystkie sposoby na bycie fajnym, przelać na papier wszystko, co odbiega od ogólnie przyjętej normy. A że niektórzy będą trochę skołowani? Cóż, Bułhakowa też połowa odbiorców nie rozumie i się zastanawia, jak można lubić coś takiego. Grupa docelowa - ci sami ludzie, którzy z takim zainteresowaniem słuchali autora na posiadówach - zrozumie.
Ja osobiście dawno nie czytałem książki tak żenującej. Książki, która na każdym kroku chce podkreślić, jaka to ona nie jest niesamowicie fajna i szalona i pokręcona. Wybaczam tylko ze względu na to, że to pewnie tylko młodzieńczy wybryk autora, a te dosłownie parę troszkę ciekawszych fragmentów obiecuje, że jego następne książki będą dużo le...
Igor Kazimierz Ostachowicz (ur. 17 listopada 1968 w Warszawie)
Zaraz.
polski urzędnik państwowy, a także pisarz. Od 2007 do 2014 podsekretarz i sekretarz stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.
Nie wierzę. Ten gówniarski bełkot wyszedł spod pióra trzydziestoczterolatka, który wcale nie jest jakimś sfrustrowanym pseudointeligentem, tylko poważnym, szanowanym człowiekiem, piastującym w czasie pisania wysokie stanowisko państwowe? Dobry Boże. W dodatku "Noc..." była nominowana do Nagrody Nike?! To chyba jakiś zły sen. To nie może się dziać naprawdę.
Jeśli to jest ambitna polska literatura współczesna, to nic dziwnego, że czyta się u nas tylko romanse i kryminały.
Pozornie glupawa, jednak ma "cos". Napisana w ciekawy sposob, w formie potoku mysli.. troche jak urojenia chorego czlowieka. Miejscami calkiem zabawna, jednak najbardziej przypadly mi do gustu "przypadkowe" wtracenia dotyczace makabry lat minionych, anihilacji czlowieczenstwa... podane w formie jednozdaniowej syntezy, zwalaja z nog.
Przewrotna krótka powieść rozliczeniowa, ciekawa o tyle, że rozlicza współczesność, a nie historię. Lekko napisany głos wbrew historyzującemu i histeryzującemu obowiązującemu dyskursowi (albo lepiej: dwóm przeciwstawnym dyskursom). A przy tym całkiem niezła książka przygodowo-sensacyjna.
4,5. Un muy buen libro con reflexiones increíbles, pero con un final que te deja un poco a medias. Aún así, gana puntos por muchas de sus secuencias, terriblemente duras y por su humor, negro y ácido.
Zombies, neonazis, carpinteros, barrenderos, hackers, vigilantes de seguridad y hasta el mismísimo diablo. ¿Vas a perderte esta maravillosa coctelera de géneros? Seguir leyendo
„Noc żywych Żydów” przypominała mi co dziwniejsze pozycje z serii „Kameleon”, taka trochę literatura gonzo. Świetne tempo, fajny język, duże stężenie pomysłów absurdalnych, ale bardzo spójnych w przekazie i estetyce. A przy tym to książka, która autentycznie ma coś do powiedzenia (i, co stwierdzam z podziwem i smutkiem, praktycznie się nie zestarzała, pod pewnymi względami wydaje się wręcz prorocza).