Niebieski autobus, głośna powieść Barbary Kosmowskiej o dojrzewaniu na prowincji w czasach PRL-u i tęsknocie do wielkiego świata, znowu w księgarniach. Miśka Pietkiewicz dorasta w epoce kanek na mleko i chronicznych braków w zaopatrzeniu. Jej rodzinę trudno określić mianem pospolitej. Największą dumą taty jest mocna głowa i wysoka jakość produkowanego przezeń bimbru. Mama beznadziejnie marzy o prawdziwym segmencie pokojowym i prowadzeniu kiosku z gazetami. Babka Bronia z rozrzewnieniem wspomina swoją karierę suflerki w prawdziwym teatrze i budzi powszechny szacunek w dni wypłaty renty, a wujek Roman do perfekcji opanował sztukę uwodzenia i tylko Temida nie chce się poddać jego czarowi. Dzieciństwo Miśki rozświetlone blaskiem kineskopu telewizora, zdobytego przez wuja w niejasnych okolicznościach; dojrzewaniu zaś towarzyszy ogród pana Sybiduszki, miejscowego strażaka. Pewnego dnia Miśka wsiada w niebieski autobus i wyposażana w obrazek Najświętszej Panienki, butelkę bimbru i słoik smalcu, wyrusza na podbój wielkiego świata. Tylko czy dojedzie tam, gdzie chce dotrzeć - do domu?
Ukończyła filologię polską na Uniwersytecie Gdańskim. Przez krótki czas była nauczycielką języka polskiego w Bytowie. W roku 1999 na macierzystej uczelni gdańskiej obroniła pracę doktorską zatytułowaną Pomiędzy dzieciństwem a dorosłością. O powieściopisarstwie Zofii Urbanowskiej. Praca ta, dotycząca literatury polskiego pozytywizmu skierowanej do dzieci i młodzieży, dostała wyróżnienie Summa cum lauda. Obecnie pracuje na stanowisku adiunkta Zakładu Historii Literatury Romantyzmu i Pozytywizmu na Wydziale Filologiczno-Historycznym w Akademii Pomorskiej w Słupsku. Jej naukowe zainteresowania to literatura pozytywizmu oraz literatura dla dzieci i młodzieży (współpracuje z poświęconym tym problemom czasopismem Guliwer). Pełni również funkcje kuratora społecznego oraz radnej w Bytowie. Debiutowała jako licealistka w latach 70. XX w. na łamach nieistniejącego już czasopisma "Na przełaj"; w latach 80. zdobyła liczne nagrody i wyróżnienia w konkursach poetyckich. Jej pierwsza powieść Głodna kotka wydana została w roku 2000. W 2001 r. ukazał się Teren prywatny; w 2002 Prowincja, Gobelin i Buba; w 2003 W górę rzeki; w 2004 Niebieski autobus; w 2005 książka Myślinki. Napisała również powieści Puszka oraz Buba – sezon ogórkowy.Kilka powieści zdobyło prestiżowe wyróżnienia: książka Teren prywatny, nazywana najbardziej kobiecą powieścią B. Kosmowskiej, w 2001 wygrała konkurs literacki pod nazwą Dziennik polskiej Bridget Jones (zorganizowany przez wydawnictwo Zysk i S-ka) i przyniosła autorce sławę i popularność; trafiła też na Listę Bestsellerów A. Rostockiego drukowaną przez dziennik "Rzeczpospolita". Buba w 2002 r. zdobyła nagrodę główną w ogólnopolskim konkursie na powieść dla dzieci i młodzieży pod hasłem Uwierz w siłę wyobraźni (zorganizowanego przez wydawnictwa Muza i Media Rodzina). Książka Pozłacana rybka zdobyła nagrodę literacką Książka Roku 2007 przyznawaną przez Polską Sekcję IBBY (International Board on Books for Young People) oraz została nagrodzona w Konkursie Literackim im. Astrid Lindgren, zorganizowanym przez Fundację ABCXXI – Cała Polska czyta dzieciom pod patronatem Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Barbara Kosmowska jest także autorką słuchowisk dla dzieci i młodzieży.
Przezabawna, ale i niekiedy wzruszajaca, opowiesc o marzeniach i szarej rzeczywistosci PRL-u. Zwyklych i jednoczesnie zupelnie niezwyklych wydarzeniach codziennego zycia.
Co by się stało, gdybyśmy Mikołajka (tego od "Przygód Mikołajka") wyciągnęli z jego francuskiego domu, zmienili mu płeć i pod postacią dziewczynki, ulokowali w lekko patologicznej małomiasteczkowej polskiej rodzinie, w latach sześćdziesiątych? Pomijając, nieważny w tych czysto hipotetycznych rozważaniach, fakt, że pewnie groziłby nam kryminał za uprowadzenie dziecka oraz przeprowadzanie na nim eksperymentów medycznych, to w efekcie uzyskalibyśmy Miśkę Pietkiewicz, narratorkę powieści "Niebieski autobus". Miśka w naiwny dziecięcy sposób, który to właśnie tak bardzo przypominał mi "Przygody Mikołajka", przeprowadza nas przez przesiąknięty zapachem samogonu oraz wypełniony kradzionymi sprzętami, świat swojego dzieciństwa. Zapach samogonu unosi się za sprawą pędzącego go tatusia, a kradzione sprzęty trafiają do mieszkania, dzięki wujowi Romanowi. Obaj panowie są tylko kroplą w morzu osobliwości, jakim są ludzie przewijający się przez życie Miśki.
"Niebieski autobus" nie jest jednak tylko humorystyczną opowiastką o dzieciństwie spędzonym wśród absurdów Polski Ludowej. Miśka dorasta, a Mikołajkowa narracja niepostrzeżenie ustępuje miejsca bardziej dojrzałemu stylowi. Nadal jest jednak lekko i z dużą dawką humoru. Jak to często bywa, lekki styl wcale nie oznacza, że poruszane są tylko błahe tematy. Kosmowska w bardzo subtelny sposób, unikając patosu, porusza także trudne problemy.
Jest to powieść o ucieczce. Nie tylko od rodziny, która najlepiej zna się na destylacji alkoholu oraz przynoszeniu wstydu, ale także od dusznej atmosfery małego miasteczka, które z każdym rokiem "maleje i kurczy się niczym źle prany sweter. Mechaci od starości tych samych melanżowych splotów zdarzeń, które składają się na bure barwy życia". Przede wszystkim jednak, jest to powieść o dojrzewaniu i poznawaniu samego siebie. No i o powrotach.
"Niebieski autobus" jest dla mnie zaskoczeniem roku. Książka została bardzo skrzywdzona przez wydawnictwo Zysk i S-ka, okładką, która sugeruje literaturę kobiecą, spod znaku przaśnych romansów z mazurską wsią w tle. Nic bardziej mylnego, proszę nie dać się zwieść! Barbara Kosmowska jest świetną pisarką i na szczęście wydawnictwo WAB, doceniło ten fakt, decydując się na wznowienie "Niebieskiego autobusu" z, tym razem, zdecydowanie lepszą okładką.
Twórca poprzedniej okładki podobno dostał podwójne dożywocie, na jego dzieła niestety można natknąć się jeszcze w bibliotekach. Jeśli wam się to przydarzy, proszę wypożyczać, okładać w gazetę i czytać, bo warto!
Zaskakująco dobra, początki na to nie wskazywały że tak mi się spodoba aczkolwiek wydaje mi się że szybciej trafi do pokolenia dzisiejszych 30-40 latek niż młodszych
Nie czytam zwykle książek obyczajowych. Nudzą mnie i tyle. Jeśli obyczajowa - to fantastyka :) Albo kryminał obyczajowy. Albo studium obyczajów w średniowieczu. O. Przeczytałam jednak kilka ciekawych recenzji tej niewielkiej książeczki i kiedy w wieczór przed zamknięciem biblioteki na czas kwarantanny koronawirusowej zobaczyłam ją nieoczekiwanie na półce, łapka wyciągnęła się sama ("No dobra, spróbuję"). I wtem - zaskoczenie. "Moje dzieciństwo składało się z dźwięków, smaków, zapachów i z czterech pór roku, z których najlepiej zapamiętałam wiosnę. To wraz z nią nadciągały ponętne wonie wolności przerywanej maczynymi krzykami z okna. - Do domuuuu!!!! - wrzeszczało w powietrze jednocześnie kilka matek, a do otwartych okien kamienic wpadały z majowym ciepłem pierwsze wieczorne chrabąszcze. Jestem pewna, że to właśnie chrabąszcze uwalniały sygnał Dziennika Telewizyjnego, który niepostrzeżenie opuszczał duszne pokoje i spływał z wysoka dalekim echem. Wraz z nim dolatywał do granicy podwórkowej ciemności brzęk naczyń rozstawianych do kolacji. Wylewały się jak mleko ze spodka niebieskoszare refleksy szklanych ekranów". To moje dzieciństwo przecież! Po paru stronach okazuje się, że nie, nie moje - ale jednak tak bliskie, choć to lata 60., a nie 80. Smaki, zapachy, kolory, dźwięki - czuję to wszystko znów, przewracając kolejne kartki i uśmiechając się do poczucia humoru autorki. Gdyby nie to poczucie humoru, można byłoby zrobić z historii bohaterki dramatyczną lub przygnębiającą opowieść o dziecku z patologicznej rodziny, z małego miasteczka, w świecie, gdzie marzenia się nie spełniają, nawet takie o zakupie segmentu z płyty paździerzowej do jedynego pokoju w mieszkaniu rodziny Miśki. Ale jest humor, i te wszystkie kolory i zapachy - i sprawiają one, że pomimo szarzyzny miasteczka i biedy panującej w domu bohaterki zanurzamy się w idylliczne dzieciństwo, złotawe, z nitkami babiego lata. W części poświęconej dzieciństwu mogłabym sie wytarzać, jak w wiosennej trawie, nagrzanej słońcem - i to wiele razy. I choć dalej nie jest już tak zachwycająco - ech, to dorosłe życie! - to humor, plejada malowniczych postaci i świetne, złośliwe obserwacje psychologiczne sprawiają, że czyta się książkę do samego końca może nie z zapartym tchem, ale z ogromną przyjemnością i uśmiechem od ucha do ucha, jak się słucha opowieści dziadków czy rodziców o ich młodości. We wspomnieniach wszystkie trudne, wstydliwe sprawy nadal takie są - ale bolesne uczucia z nimi związane zamazują się, łagodnieją, nie przeszkadzają, a nawet też osnuwają się mgiełką życzliwej nostalgii. W tym kontekście zakończenie jak z baśni nie przeszkadza, wręcz przeciwnie - jest dopełnieniem tej bajkowej opowieści o życiu pewnej dziewczyny.
PS A ten fragment wbił mnie w fotel: to ja, to przecież ja tak robiłam, idąc ze szkoły przez małą podkarpacką wieś: "Mówienie do siebie nie stanowiło dla mnie żadnej oznaki choroby, ponieważ i ja lubiłam dzielić się z sobą wrażeniami, gdy szłam wolno ulicą w stronę domu. Moi rodzice byli albo wiecznie zajęci, albo wiecznie zmęczeni, więc na wszelki wypadek sama zadawałam sobie pytania i odpowiadałam na nie, narażając się na zdumione spojrzenia przechodniów. Już w tym czasie doszłam do wniosku, że nie trzeba robić żadnych nadzwyczajnych rzeczy, by zyskać miano osoby niepoczytalnej. Wystarczyło mieć coś sobie do powiedzenia, aby ludzie, którzy zwykle nie mieli nic do powiedzenia, dokonywali błyskawicznej oceny tych, co mówili."
Bardzo ciekawa powieść, dla tych (takich jak ja) których PRL jest znany z historii lub opowieści wręcz idealna żeby poznać jak to się żyło w tamtym czasie. Bardzo polubiłam historię Miśki, jej perypetie miłosne, studenckie, jak ważny w jej życiu był tytułowy Niebieski autobus. Lekka i przyjemna książka, idealna na odmóżdżenie, idealna żeby też powspominać czasy kiedy to żywność była na kartki a alkohol produkowało się w domu 😀😀😀
Pierwsze 30% to taki trochę Mikołajek w oparach bimbru. Dobrze i lekko napisane, wyszło nieźle (ale jednak wolę francuskiego Mikołajka). Później robi się już doroślej, bohaterka wyjeżdża na studia, pojawiają się perypetie miłosne… Taka ciepła opowiastka o zwykłym życiu, momentami zabawna, momentami nieco gorzka. Treść tej powieści pewnie nie zostanie ze mną zbyt długo, ale spędziłam z nią całkiem miłe chwile.
Słodko-gorzka historia. Zakończenie wydaje mi się nieco naciągane przez co opowieść nabiera baśniowego wymiary, ale muszę przyznać, że przyjemnie spędziłam czas z bohaterką książki:)