"To jest mój Facebook". Na przeszło 400 stronach Bieńczyk przedstawia swój profil literacko-egzystencjalny. "Opowiadam tu o rzeczach, które coś dla mnie znaczą". Mówiąc najprościej, Bieńczyk pokazuje, jak pisze i czym żyje. Jak to na Fejsie - obok twarzy właściciela profilu mamy dziesiątki portretów jego "przyjaciół". Wśród nich: Chandler, Chateaubriand, Baudelaire, Krasiński, Słowacki, trenerzy Beenhakker i Górski, tenisista Agassi. Blok pięciu tekstów sportowych jest najbardziej intymną częścią książki - "Światło bramki" to jeden z najpiękniejszych w polskiej literaturze esejów o dzieciństwie i ojcostwie widzianym oczami syna. "Sport łączył nas bardziej niż wszystko" - notuje Bieńczyk, mając na myśli związek z ojcem. Ale namiętności sportowe są tu także metaforą opisującą kształtowanie się charakteru młodzieńca z Grochowa, jego wizję świata, pragnienia, ideały. Całkiem prywatne sprawy łączą się ze społecznym wizerunkiem i znaczeniem sportu "w środkowym PRL-u" - fenomenem dream teamu Górskiego i eksplozją popularności tenisa ziemnego w latach 70.
Ця книжка могла би стати непоганим самовчителем із підбору тем для есеїстики: писати про щось екзотичне або про щось, що дуже перегукується. Трохи менш цікавою книжку роблять апелювання до якихось давніх футбольних і не лише моментів Польщі, але це некритично. Цікаві есеї про останні миті життя Міцкевича та подорожі/паспорти польських письменників, залюбки почитав би щось подібне про спогади українських митців про перетин кордону. Викликаю повагу, як глибоко намагається сягнути автор, розкриваючи тему, деякі есеї, котрі видалися мені тематично нецікавими, читалися непогано завдяки цьому зачудуванню Бєньчика.
Nie każdy załapie "Książkę twarzy", bo ten zbiór esejów to typowo intelektualne spojrzenie na pewne aspekty związane z ważnymi dla Bieńczyka postaciami ze świata literatury, sportu i popkultury. Są momenty, które z mojej perspektywy może nie były specjalnie pasjonujące, ale dla samych rozważań o naszych wieszczach (kapitalne teksty o Słowackim, Mickiewiczu i Krasińskim), wampirach melancholicznych, winie czy sportowcach - warto. Czytelnik cały czas ma wrażenie, że obcuje z autorem o obsesyjnym umiłowaniu szczegółu; odczytującym teksty kultury z "innej" strony.
Strasznie pretensjonalne, pseudointelektualne wynurzenia pod płaszczykiem wielkiego eseju "literacko - egzystencjalnego". Po takich laudacjach spodziewałam się chyba zbyt dużo. I naprawdę nie mogę uwierzyć, ze za ten zbiór felietonów Bieńczyk zdobył NIKE, wygrywając z Filipem Springerem i Szejnert. Po prostu ładnie ubrana w słowa wydmuszka, zresztą zgodnie z wolą autora: "słowa przychodzą jak chcą".