Na początku chciałabym bardzo podziękować Layli za to, że mogłam objąć tak piękną historię swoimi patronackimi skrzydłami. Jestem ogromnie wdzięczna, a historia Kaydence i Eliasa zostanie ze mną już na zawsze, jestem o tym przekonana 💙
Rzadko się zdarza, że zaczynam i kończę czytać jakąś książkę z płaczem. W przypadku „Naszych Perseidów” właśnie tak było, chociaż ten płacz był wywołany z zupełnie dwóch różnych powodów.
Historia tych bohaterów jest zdecydowanie bardzo wyjątkowa, tak samo jak jej sami bohaterowie.
Kaydence w wieku osiemnastu lat musiała wziąć na swojej barki ogromny ciężar. Nawet nie zdajecie sobie sprawy, jak bardzo podziwiam Kay. Jestem przekonana, że wiele osób poddałaby się na samym starcie jej historii. Dziewczyna zmaga się z zespołem Waardenburga. Ma niedosłuch, plamy biegacze i pojedyncze pasmo siwych włosów, przez co niektórzy uznają ją za dziwadło. Nawet jej własna matka. Żadne dziecko nie powinno usłyszeć tak okrutnych słów, jakie usłyszała Kay od osoby, która ją urodziła i która powinna ją kochać bezwarunkowo. Dodatkowo Kaydence cierpi na bezsenność, a sytuacja z matką sprawiła, że dziewczyna musiała zaopiekować się swoją młodszą siostrą. Jej decyzja o wyjeździe do Anglii jest czymś niesamowicie odważnym, ale i ryzykownym. To dlatego tak bardzo podziwiam postać Kaydence. Mimo że w życiu doświadczyła masę okrucieństw, wciąż miała nadzieję na lepsze jutro, nie bała się postawić wszystkiego na jedną kartę.
Urzekła mnie relacja Kaydence i Ariadne. Siostry, tak na dobrą sprawę, zostały same. Zamiast pogrążyć się w smutku, cały czas się wspierały i były dla siebie, kiedy tego nawzajem potrzebowały. Ariadne i Kaydence są swoimi przeciwieństwami. Kay jest tą bardziej wycofaną, mniej energiczną i aspołeczną. Ariadne jest nastolatką dość żywiołową, nie boi się odezwać, czy komuś postawić. Trochę jak ogień i woda. Kaydence i Ariadne doskonale się uzupełniają i pomimo różnych charakterów mają piękną więź.
Elias jest miłym typem chłopaka. Skradł moje serce już w pierwszych scenach, w których pojawił się w książce. Jest uprzejmy, kochany, dobry i pomocny. To typ dżentelmena z poczuciem humoru. Ten chłopak również zmaga się ze swoimi problemami i nieprzepracowanymi traumami, podobnie jak Kay cierpi na bezsenność, chociaż z innych powodów co dziewczyna.
Proces obserwowania, jak relacja Kay i Eliasa się zmienia, był moim ulubionym elementem podczas czytania tej książki. Wątek 𝐟𝐫𝐢𝐞𝐧𝐝𝐬 𝐭𝐨 𝐥𝐨𝐯𝐞𝐫𝐬 został przeprowadzony wręcz perfekcyjnie. Relacja tej dwójki zaczęła się od przyjaźni i z czasem zaczęło towarzyszyć im pewne napięcie. Ich relacja jest niesamowicie urocza. Bohaterowie są dla siebie wsparciem, w każdym momencie mogą na sobie polegać i rozumieją się bez słów. Swoją bezsenność przeżywają w dwójkę, oglądając gwiazdy na świeżym powietrzu i dotrzymując sobie towarzystwa.
W książce występuje osoba, która choruje na Alzheimera. Jestem pod dużym wrażeniem, jaki research zrobiła autorka, pisząc bohaterów tej powieści. Zachowanie osób zmagających się z bezsennością, Alzheimerem, niedosłuchem czy w spektrum autyzmu jest opisane tak, że czytelnik ma wrażenie, że jest tuż obok opisywanych wydarzeń. Czuje się, jakby był bohaterem tej powieści.
Kaydence przylatując do Londynu, nie miała nikogo oprócz swojej siostry. Po czasie poznała obcych ludzi, którzy z czasem stali się jej przyjaciółmi, a nawet jestem skłonna stwierdzić, że rodziną. Kaydence odnalazła ludzi, którzy byli dla niej jak rodzina i od których otrzymała miłość, pomoc i wsparcie, czyli coś, czego nigdy nie zapewniła jej własna matka. Kay i jej siostra znalazły ludzi, którzy przygarnęli je z otwartymi ramionami i je zrozumieli.
Historia Kaydence i Eliasa jest zwyczajnie piękna. Delikatna, zaskakująca, boląca, ale i niewinna. Takimi słowami chyba bym ją właśnie opisała.
Motyw gwiazd i astronomii, który nieustannie przewija się w książce, tylko potęguje moją miłość do tej historii. Ja sama od dziecka jestem fanką patrzenia w nocne niebo, a astronomia jest jednym z tematów, które mnie piekielnie fascynują.
Kaydence i Elias są dla siebie bezpieczną przystanią. Moją bezpieczną przystanią są „𝐍𝐚𝐬𝐳𝐞 𝐩𝐞𝐫𝐬𝐞𝐢𝐝𝐲" 🌌