Podobno koniec to dopiero początek. Zwłaszcza jeśli Tereska wybiera się na pogrzeb
W życiu Tereski Trawnej w końcu zapanował spokój. Co prawda jedno dzieciątko wyniosło jej się na przeciwległy kraniec Europy, a drugie z wrażenia odnalazło język w gębie, ale wszystko w końcu układa się należycie. Żadnych przygód, żadnych śledztw, a przede wszystkim – żadnych więcej trupów. Do czasu, rzecz jasna. Kiedy Tereska z Maciejką przybywają z wizytą do rodzinnego domu jej ojca, spodziewają się nudnej imprezy ku czci dziewięćdziesięcioletniej nestorki rodu Jędrzejczyków. Nieoczekiwanie z urodzin wychodzi jednak pogrzeb z konsekwencjami, których nikt nie mógł przewidzieć. A to dopiero początek nieboszczyków…
Przez większość czasu udaje, że robi coś konstruktywnego, czyli niewiele z niej pożytku. Przebrzydła polonistka, beznadziejnie zakochana w romantyzmie i twórczości Juliusza Słowackiego, który wielkim poetą był. Zwierzę odludne, występuje przede wszystkim w środowisku domowym, rzadko wyłaniając się na światło dzienne. Zadebiutowała opowiadaniem Rozmowa dyskwalifikacyjna („Fahrenheit” nr 53/2006). Być może uwierzyłaby w zjawiska nadprzyrodzone, gdyby się o jakieś potknęła, co wcale nie zmienia faktu, że fantastykę czyta namiętnie, a nawet i pisuje. Żadnym tematem nie wzgardzi, począwszy od aniołów w bamboszach (Dożywocie, antologia Kochali się, że strach, Fabryka Słów 2007), przez trupy (Przeżycie Stanisława Kozika, „Science Fiction, Fantasy i Horror” nr 44/2009) aż po nawiedzone zamtuzy (Nawiedziny, antologia Nawiedziny, Fabryka Słów 2009) i insze paskudztwa. Ot, żelazna konsekwencja…
Tereska Trawna znów nadciąga, tym razem jednak z niedoborem kasztanków! Co z tego wyniknie?!
"Zawsze coś" to trzecia część kryminalnej serii autorstwa Marty Kisiel. Tym razem poznajemy bliżej rodzinę Tereski - ta bowiem wraz z Maciejką udaje się w rodzinne strony, by wziąć udział w urodzinach babci. Które zamieniają się w...
Nie byłaby jednak sobą, gdyby nie sprowadziła na siebie kłopotów - a konkretnie samą siebie lotem koszącym w dół schodów, skręcając nogę. Niezdolna do prowadzenia samochodu, zostaje zmuszona do spędzenia kilku dni w towarzystwie rodziny - do czasu, aż cierpiący w domu mąż-labrador wykaraska się z własnych problemów zdrowotnych i przybędzie jej i synowi z odsieczą. Szkoda tylko, że właśnie nadchodzą święta, które chciała spędzić w spokoju. Jednak tak to już właśnie z nią bywa - zawsze coś.
Tereska to chyba moja ulubiona bohaterka Kisiel, jednak tym razem to Maciejka kradnie całe show. Do tej pory cichy, porozumiewający się monosylabami chłopak odnajduje język w gębie i nawiązuje kontakt z nowo poznanymi kuzynkami, z którymi próbuje rozwiązać tajemnicę mo®de®stwa. Jednocześnie staje się ulubieńcem i ostoją najstarszej z ciotek - tylko on bowiem potrafi do niej dotrzeć w najcięższych dla niej momentach.
Jak zwykle z Kisiel bywa, nie ma czego zarzucić stylowi - Ałtorka kupuje mnie nim zawsze, niezależnie od gatunku, w jakim napisana jest książka. I choć "Zawsze coś" wydaje się być bardziej powieścią obyczajową niż komedią kryminalną, to typowy dla pani Marty humor znajdziemy praktycznie na każdej stronie. 🤭 Mimo że tożsamości zabójcy domyśliłam się szybko, nie przeszkadzało mi to czerpać przyjemności z lektury. 😉
Rodzinne tajemnice z przeszłości, spadek, nowe oblicze Maciejki, kolejne próby z@bójstw, chroniczny brak kasztanków i jak zawsze cięty dowcip - wszystko to znajdziecie w najnowszej książce Marty Kisiel. Ja połknęłam ją w dwa dni. 🙈
Bawiłam się wyśmienicie! Uwielbiam Tereskę *już nigdy nie spojrzę tak samo na kasztanki🤣* i Pindzie 💕 Wysłuchałam ją za jednym podejściem i teraz tylko liczę na to, że spotkam się jeszcze z tą szaloną rodzinką.
Tym razem zdecydowanie coś nie kliknęło, tak jak uwielbiam I i II tom, tak trzeci mnie zawiódł. Miałam wrażenie, że był o wszystkim i o niczym. Brakowało mi też takiego poziomu humoru, jaki miały poprzednie części 😕
5 / 5 Nie zgadniecie kto specjalnie sprawdził kolejność książek, kiedy pobierał ebooki w Legimi, a potem i tak kolejność pomieszał. Przeczytałam ją jako drugą, mimo że teoretycznie jest trzecia, znaczy się powinna być po drugiej, ale wiadomo, porządkowanie liczb w obrębie piątki to wyzwanie nawet dla dwudziestodwuletniego umysłu. Uważam, że moje zagubienie fantastycznie oddaje styl Marty Kisiel w tej trylogii (serii?) i może tak miało być. Podobała mi się bardzo, pomieszanie kolejności tak bardzo nie przeszkadzało, choć dzieci były zauważalnie starsze. Zorientowałam się dopiero w połowie książki, gdzie delikatnie została napomknięta fabuła części drugiej, ale bez większych spoilerów - dzięki temu nie odebrało mi to przyjemności z części drugiej.
Motyw to święta u rodziny i chyba nic więcej dodawać nie trzeba. Kiedy zjeżdżają się ciotki i wujki, wychodzą rodzinne niesnaski, a z szaf trupy. Bardzo przyjemna lektura, przeczytałam momentalnie i polecam. Pewnie w okolicy świąt weszłaby jeszcze lepiej.
Jak Tereska to tylko Trawna, a jak mamy już Tereskę Trawną, to na pewno nie będzie nudno! "Zawsze coś" to trzeci - i miejmy nadzieję, że nie ostatni - tom serii autorstwa niezawodnej Marty Kisiel. Jak wypada na tle Pandy i Dywanu? Przekonajmy się!
Każdy tom serii o Teresce jest trochę inny. Wszystkie zaliczamy do rodzinnej komedii kryminalnej i wszystkim towarzyszy właśnie ta niepodrabialna księgowa o osobowości i gracji czołgi, a także miłości do Kasztanków. "Zawsze coś" nie bierze tym razem pod lupę zbrodni ze zbrodzieniem przyczepionym do niej jak rzep do Pindzi, a liczne tajemnice rodzinne... i przekręty. No dobra, i jedną zbrodnię. Bo zbrodzień jakiś być musi, to jasne. Nawet jeśli Mira przez swoją nieobecność (wielka szkoda...) nie może zaciągnąć Tereski wołami do śledztwa, Terenia wraz z Maciejką wkraczają do akcji, skoro już utknęli w rodowym domu po pogrzebie...
Jak zawsze nie mogło zabraknąć tu humoru - w końcu to kiślowa książka! Miałam jednak wrażenie, że wszystkiego było w tej książce tak jakby... mniej. Przynajmniej w porównaniu z poprzednimi tomami. Może to też przez brak Miry, Zoi, a także niedosyt Andrzeja, ale podobało mi się to, że Maciejka miał wreszcie szansę stanąć w blasku reflektorów. Od pierwszego tomu bardzo się zmienił, ale nadal pozostał niepodrabialnym sobą.
"Zawsze coś" oceniam na 8/10 i polecam całość osobom 12+
Tereska wróciła. Wróciła, dosłownie i w przenośni, z wielkim hukiem. Zmuszona spędzić Boże Narodzenie w rodzinnym domu swego ojca, wplątana zostaje w rozwiązanie zagadki spadku, starego domu oraz pewnych dokumentów. I możecie mi wierzyć lub nie, ale ani skręcona kostka, ani poplątane gałęzie drzewa genealogicznego, nie są w stanie okiełznać jej rozbujałej tereskowatości. Tym bardziej, że coraz dokuczliwszy staje się SNK (Syndrom Niedoboru Kasztanków). Lubię pióro i poczucie humoru Pani Marty, a Tereskę wraz z rodzinnymi przyległościami wprost uwielbiam, więc podczas lektury bawiłam się cudnie.
Zdecydowanie podobała mi się najbardziej z całej serii. Motyw rodzinnych spędów został tutaj świetnie wykorzystany i nawet nie wiem kiedy cała historia szybko minela , jednocześnie nie pozostawiając niedosytów. Zabawna , przewrotna, lekka. Jedynie znów miałam wrażenie , ze pewne żarty czy motywy są niepotrzebnie przeciągnięte przez co szybko przestają bawić.
Jakiś czas temu obiecałam sobie nie sięgać po kolejne komedie kryminalne Magdy Kisiel, ale upłynął rok, szukałam lekkiej książki i moja żelazna wola trochę osłabła. I bardzo dobrze, bo ta historia przywróciła mi pełnię wiary w autorkę. Humor był idealnie wyważony, a autorka dużą uwagę poświęciła dynamice rodzinnej, który to wątek uwielbiam. Całość ma lekko świąteczny klimat i wiele zabawnych scen. Muszę jednak trochę zaniżyć ocenę za przewidywalność, bo kryminału było tu jak na lekarstwo, a wyjaśnienie było dla mnie oczywiste, gdy tylko pojawił się trup i tajemnice. Do ostatniej strony liczyłam, że autorka trochę to zniuansuje i przygotuje dla nas plot twist, ale niestety nic takiego się nie stało. Całościowo jednak było naprawdę okej.
Ostatnio sporo miejsca i czasu poświęcam polskiej fantastyce. Dlatego postanowiłam zmienić trochę klimat i sięgnąć po lekką komedię kryminalną Marty Kisiel pod wiele mówiącym tytułem Zawsze coś. ;)
W rodzinnym domu. W życiu Tereski Trawnej w końcu zapanował spok��j. Co prawda jedno dzieciątko wyniosło jej się na przeciwległy kraniec Europy, a drugie z wrażenia odnalazło język w gębie, ale wszystko w końcu układa się należycie. Żadnych przygód, żadnych śledztw, a przede wszystkim – żadnych więcej trupów. Do czasu, rzecz jasna Kiedy Tereska z Maciejką przybywają z wizytą do rodzinnego domu jej ojca, spodziewają się nudnej imprezy ku czci dziewięćdziesięcioletniej nestorki rodu Jędrzejczyków. Nieoczekiwanie z urodzin wychodzi jednak pogrzeb z konsekwencjami, których nikt nie mógł przewidzieć. A to dopiero początek nieboszczyków…
Z rodziną najlepiej wychodzi się… ;) Marta Kisiel, a może raczej powinnam napisać, iż Tereska Trawna — nawet uszkodzona — nie zawodzi. ;)
Szczególnie gdy chodzi o poletko rodzinne, gdzie w menu pojawiają się pogrzeby, testamenty, spadki i inne zawirowania około bożonarodzeniowe.
Między wierszami pojawia się również zbrodnia, ale ta ze względu na rodzinny repertuar potraktowana jest nieco po macoszemu i z lekkim przymrużeniem oka.
Bo czyż przed Bożym Narodzeniem nie należy się raczej skupić na tym, kto umyje okna, kto wypastuje podłogi i kto zjadł pieczołowicie przygotowany sernik. A to wszystko oczywiście w oparach rodzinnych wypominek, wzajemnych uszczypliwości i klasycznych much w nosie.
Dlatego jeżeli macie ochotę na odrobinę uśmiechu z odrobiną dreszczyku w tle, to koniecznie sięgnijcie po Zawsze coś Marty Kisiel. Myślę, że niezależnie od formatu (polecam audiobooka, który czyta świetnie Anna Szymańczyk), będziecie się dobrze bawić.
5/5, bo cóż mogę rzec, ja po prostu uwielbiam humor i styl pisania autorki. I mimo że tak gdzieś w połowie już zaczęłam domyślać się kto jest naszym zbrodzieniem, ubawiłam się na tej książce jak zawsze.
Jak zwykle świetnie się bawiłam - przygody Tereski Trawnej zawsze przyjemnie się czyta. Ta część to bardziej satyra na rodzinę niż komedia kryminalna, ale podoba mi się to, że w każdej części dostajemy coś innego, a jednak niezmiennie jest to pogodna, pokrzepiająca lektura.
Najlepsza historia z Tereską w tle, bawiłam się świetnie. Dalej jest to literatura kocykowa, idealna do słuchania przy sprzątaniu jak dla mnie. Ale nie zmienia to faktu, że fajnie daje odpocząć głowie
Bezdyskusyjnie najlepsza część z Tereską. Nie próbuje być na siłę kryminałem, a robi to, w co autorka jest najlepsza, czyli w koloryt postaci i relacje między nimi. Parokrotnie śmiałam się w glos, dużo frajdy mi ta książka sprawiła!
Każda kolejna komedia kryminalna napisana przez autorkę rozśmiesza mnie coraz bardziej. Wyraźni bohaterowie, tajemnice rodzinne, charakterystyczne wątki które chociaż nieznaczne to przewijają się co jakiś czas i wywołują przyjemne ciepło w sercu (np. zamiłowanie bohaterki do kasztanków). Lekka, zabawna i idealna na relaks. Przedstawia różnice międzypokoleniowe z nutą sarkazmu.