On odnosi wrażenie, że całe życie ma… pod górkę! Jest przekonany, że wcale nie ma zawyżonych oczekiwań. A mimo to ciągle nie wychodzi mu w miłości. W końcu postanawia znaleźć miłość bez względu na to, czy przeznaczenie tego chce, czy nie.
Ona jest przekonana, że w miłości jak na wojnie – muszą być ofiary. Niestety, ofiarą jest najczęściej ona sama. Wciąż i wciąż ma… pod górkę! Chyba czas najwyższy wziąć sprawy w swoje ręce. Jeszcze wygra tę wojnę!
Nie jestem pewna tego jak powstała ta książka ale mam kilka teorii:
1. autor na problemy na tle psychicznym,
2. autor postanowił spisać swój bardzo dziwny sen,
3. autor zaczął pisać thriller/horror ale w międzyczasie stwierdził że jednak zrobi z tego komedię.
Moja ocena to 3/10, bo na początku ta historia naprawdę zapowiadała się nieźle, jednka im dalej tym gorzej! Bohater był strasznie irytujący. Na początku pomyślałam sobie, że okej, tak ma być, mężczyzna który jest nieudacznikiem i nie widzi w swoim zachowaniu nic złego porywa dziewczynę. Jest kompletnym zerem w relacjach międzyludzkich. ALE EXCUSE ME TA KONCOWKA???? Aż naszła mnie jeszcze jedna teoria - autorowi nie chciało się starać nad zakończeniem więc pisał co na myśl przyszło, bo to co się tam stało to jakiś żart.
Nie wiem, co sądzić o tej książce... Serię tego autora o Zofii Wilkońskiej uwielbiam, choć zdaję sobie sprawę, że bohaterka i poczucie humoru autora nie każdemu może przypaść do gustu. Natomiast tutaj... niby jest zagadkowo od samego początku, dzieje się coś dziwnego, poczucie humoru zapowiada się dobrze... Ale potem robi się dziwnie, historia zmierza nie wiadomo do czego, i zakończenie jest od czapy. Mogło być naprawdę fajnie, bohater miał potencjał, a wyszło nie wiadomo co.
On nie miał nigdy przesadnej śmiałości do kobiet. Typowy facet wykonujący pracę za biurkiem, niezbyt o siebie dbający. Samotnik. Życie tak mu się toczyło, że zawsze miał pod górkę. Zwłaszcza w miłości. A w każdym razie tak uważał. Postanowił więc coś zmienić w tej materii i wziąć sprawy w swoje ręce. Zdobędzie kobietę swojego życia. Niekoniecznie sposobami ogólnie przyjętymi za zwyczajowe i dopuszczalne.
Ona biegnąc uciekała od swoich problemów. W jej przypadku miłość bardziej przypominała walkę o uczucie, niż romantyczne porywy serca. W miłości ona również miała pod górkę. I zupełnym przypadkiem znalazła się na jego drodze. Teraz siedzi w piwnicy, skrepowana, zależna od niego. On o nią dba, gotuje, stara się przychylić nieba. Czeka cierpliwie, aż ona doceni jego starania i się w nim zakocha.
"Pod górkę" to nie jest romans, nie jest to również kryminał, choć zachowanie głównego bohatera na pewno podpada pod jakieś paragrafy. Dziwna zależność łącząca głównych bohaterów, toksyczna relacja w stylu syndromu sztokholmskiego, opis przyziemnych, fizjologicznych spraw, które musieli oboje ogarniać - to wszystko sprawia, że książka jest specyficzna i na pewno nie trafi do każdego. Do tego autor wykazuje się nieoczywistym poczuciem humoru, opisując niektóre sceny. Tak, to nie jest typowa komedia kryminalna.
Mimo to, mnie ta historia się spodobała Choć poruszane były trudne tematy, to napisane lekko. Rozbawiła mnie nieporadność głównego bohatera, jego tłumaczenie swojej pozycji. Nie lubiłam go prawie aż do końca. Jej było mi po ludzku żal. I współczułam jej, też prawie do samego końca. Ale właśnie ten koniec to była kropka nad 'i'. Z pewnością historia nie jest banalna, ujęcie fabuły nie jest sztampowe. Poczucie humoru też specyficzne. Czytając, bawiłam się całkiem dobrze. A o to zapewne chodzi.
Książka z syndromem sztokholmskim. Główny bohater to nieporadny informatyk, dosłownie nieobyty z życiem. Nie potrafi nawiązywać relacji międzyludzkich. Pewnego dnia postanawia spełnić swoje marzenie jakim jest znalezienie wybranki i założenie rodziny. Najlepszym rozwiązaniem jest wg niego porwanie pierwszej lepszej napotkanej kobiety w parku. Nie pamiętam, żeby kiedykolwiek główny bohater mnie tak irytował. Nie potrafi się zachować w jakiejkolwiek sytuacji, w której ma dojść do integracji z drugim człowiekiem. Oczekuje od innych, że będą go wychwalać i wielbić. Tak samo od porwanej kobiety oczekuje, że będzie mu wdzięczna za to co zrobił i jakie to poświęcenie z jego strony jest.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Główny bohater (dość nieporadny życiowo) porywa kobietę, zamyka ją w piwnicy i postanawia… a jakże, rozkochać ją w sobie. Rzeczona kobieta ma za sobą wiele nieudanych związków i w sumie to nie jest jej tak źle w tej piwnicy.
Gdybym miała wskazać najdziwniejszą książkę, jaką ostatnio czytałam, zdecydowanie byłaby to właśnie ta. Nieco absurdalna (a nawet groteskowa) fabuła i najbardziej nieporadny porywacz na świecie to epicki duet. Bawiłam się przy niej bardzo dobrze i i kilka razy śmiałam się w głos, ale ostrzegam - trzeba ją brać z dużym przymrużeniem oka i sporym dystansem.
Trochę ta książka przypomniała mi The House That Jack Built Larsa von Triera. Główny bohater tak samo porusza się w świecie racjonalizacji, w którym zbrodnia i jej elementy, są dla niego całkowicie naturalne i sensowne. On po prostu robi swoje, co tworzy zabawne perypetie i autor świetnie napisał tutaj wewnętrzne dialogi bohaterów, by podkreślić absurd całej sytuacji. Naprawdę zabawna historia, w której pierwotny plan zostaje wywrócony do góry nogami, co wzmacnia jeszcze oderwanie całości od utartych schematów :) Polecam, super rozrywka!
Nawet nie przebrnęłam przez początek. A to jest u mnie baaardzo rzadkie,bo nawet jak mnie książka nudzi czy męczy,to jednak daję jej szansę i czytam do samego końca. Kompletnie nie wiem,co to było, totalne nieporozumienie. Miałam wrażenie wiecznego chaosu i niemiło się czułam czytając początek. Żartu w ogóle nie wyczułam,a historia była kompletnie nie w moim stylu. Pierwsze i ostatnie podejście do tego autora.
Humor Galińskiego mnie nie zawiódł, bawiłam się wspaniale przez jakieś 80% książki. Na końcu niestety popłynął ostro, zaczął walić absurdami w stylu Mroza i popsuło mi to trochę odbiór historii. Szkoda tej końcówki.