Chciałam napisać o matkach. Tylko o nich. Nie o motylach w brzuchu, nie o balonach, nie o fantasmagoriach, tylko o tym, co wszystkie próbujemy, jak się okazuje, schować. O samotności, o zmęczeniu, o zdziwieniu. O wkurwieniu. O utracie siebie i żmudnym odzyskiwaniu tożsamości w całej tej chwale bycia mamą.
Nie szukałam bohaterek. Nie musiałam. Były i są obok. To nasze siostry, matki, babki. Przyjaciółki, koleżanki, znajome z pracy, kobiety, które spotykamy przypadkiem, zawsze w biegu. Zmęczone, zostawione sobie same, przeoczone. Niewidzialne i oczywiste. Matki.
To kobiety, którym Polska mówi głośne „won”, jak tylko urodzą dziecko. Albo jeszcze wcześniej. Jeśli masz za dużo na głowie – musisz sobie poradzić. Jeśli jesteś kobietą z niepełnosprawnością albo masz dziecko z niepełnosprawnością – musisz sobie poradzić. Podobnie jeśli masz depresję, nie masz pieniędzy, nie dostajesz alimentów albo wszystkiego jest po prostu za dużo, bo pomocy nie ma, ale wymagania się piętrzą.
Masz urodzić i rzygać ze szczęścia. I powoli znikać.
Dziennikarka od lat związana z "Wysokimi Obcasami”. Wcześniej publikowała m.in. w „Polska The Times” i OKO.press. W pracy reporterskiej zajmuje się prawami kobiet w kontekście politycznym i społecznym, pisze o systemowym wypychaniu kobiet poza margines. Zrobiła to m.in. w książce Poddaję się. Reportaże o polskich muzułmankach. Mama Gutka, córka Małgorzaty, wnuczka Reny.
W naszym kraju matki są niewidzialne. Urabiają się po łokcie, żeby życie ich samych oraz bliskich wyglądało jak najlepiej to możliwe, choć mało kto to docenia. Czasami chcą rzucić wszystko w cholerę, bo nie dają rady. Jeśli to zrobią - wtedy zaczyna być o nich głośno, bo jak to, przecież kobieta musi być posłuszna, ułożona, poświęcająca się.
Na matki zwraca się uwagę wtedy, gdy potknie im się noga, albo kiedy są w ciąży - wtedy się liczą, bo dzięki nim przyrost naturalny jakoś się trzyma. Jeśli urodzą - wtedy kraj ma je już głęboko gdzieś.
"Znikając" to reportaże o matkach - wszystkich, różnych, rzadko w pełni szczęśliwych. Matkach dzieci z problemami, matkach niepełnosprawnych, matkach tęczowych zieci, matkach pragnących dzieci i matkach, które nie chciały nimi być. Matkach alkoholiczkach, matkach z depresją, matkach zastępczych, matkach, które pochowały dzieci... Każda z nas znajdzie tu cząstkę siebie.
Prawdopodobnie nie znajdziecie tutaj niczego odkrywczego, ale zwykłe historie (nie)zwykłych kobiet. Są dość chaotyczne i nie zawsze napawające nadzieją. Książka pozostawiła po sobie sporo myśli i odczucie smutku, ale takie są realia niestety - chyba nikt nie jest zaskoczony... Nam, Polkom, generalnie nie żyje się lekko.
bardzo wzruszająca i otwierająca oczy. to, jak polscy lekarze, pracodawcy, politycy i inni traktują kobiety w ciąży, a potem matki, jest straszne in conclusion: i hate men
Świetna. Dawno żadna książka mnie nie wzruszyła tyle razy ile ta. Pięknie przedstawione uczucia kobiet. Bardzo bezpośrednia, bez głaskania po głowie. Dobrze zobrazowana kultura i społeczeństwo w Polsce w odniesieniu do kobiet i macierzyństwa. Wydaje się, że może też wystraszyć przed posiadaniem dziecka.
Fantastyczny reportaż, zarówno pod względem technicznym jak i emocjonalnym. Oferuje duży przekrój tematów, pozwalający na poznanie wielu perspektyw i uświadomienie sobie z iloma zagadnieniami mogą być zmuszone zapoznać się matki. Jednocześnie zostawia czytelnika z bardzo jasnym przesłaniem, tym że nie ma jednego modelu macierzyństwa, bo nie ma też "matki" jako jednego archetypu, co należy podkreślać zwłaszcza biorąc pod uwagę to jak łatwo jest wpaść w jego cień. Bardzo duże i bardzo pozytywne zaskoczenie.
Bardzo poruszający reportaż, choć dla mnie lekko stronniczy. Matki ukazane są w świetle, które wzbudza w czytelniku emocje. Niektóre fragmenty mocne, chwytające za serce, ukazujące jak różne może być otaczające nas macierzyństwo i jak różne może mieć oblicza.
KSIAZKA KTORA ZDECYDOWANIE ZASLUGUJACA NA WIECEJ UWAGI!!!! Na 300 stronach zostało opisanych wiele tak skrajnie różnych historii poczynając od matek bardzo religijnych z rodzinami wielodzietnymi, przez matki dzieci z invitro lub adoptowanych, aż po matki dzieci trans i niepelnosprawnych. Myślę że to też jeden z głównych walorów tej książki- przypomina, że niezależnie od personalnych doświadczeń nikt nie jest matką mniej lub bardziej i kobiety powinny być ze sobą solidarne. Nawet nie zlicze wszystkich momentów wzruszenia, czy łez wylanych w czasie czytania (choć to pewnie też kwestia mojego zainteresowania tematem). Myślę że jest to ważna pozycja w dzisiejszych czasach przez jej szczerość aż do bólu. Autorka sprzeciwia się wizji idealnej "matki Polki" i krytykuje to jak ciążę i macierzyństwa obrazują ówczesne media. A to wszystko wzbogacone masa wiedzy z zakresu czy to medycyny czy polityki. I przez ten wzgląd uważam ją za pozycję obowiązkowa każdej polki, przyszłej mamy, dziecka matki. Porusza kluczowe kwestie w tematyce sytuacji matek w Polsce i tego jak rząd utrudnia im funkcjonowanie. Już od pierwszych stron wiedziałam że to będzie 5 gwiazdek i nie zeszła z poziomu ani na moment. MUST READ POZYCXAJCE JA ODE MNIE PLIS 💋💋💋
Nie wiem, czy to tematyka, która trafiła w moją wrażliwość, czy bardzo dobry warsztat, ale jestem niesamowicie poruszona tą pozycją. To nie jest łatwa ani przyjemna książka. Uważam ją za przygnębiająco życiową i pokazującą strony macierzyństwa, o których się nie mówi, bo łatwiej pokazać zarysowany brzuszek i baby shower na instagramie. Autorka oddaje głos matkom, które wreszcie mogą opowiedzieć o tych trudnych stronach macierzyństwa - że ciąża jest wykańczająca, że często po porodzie nie kocha się od razu dziecka, że tracą kontrolę nad sobą i swoim ciałem, tracą tożsamość, stając się tylko „matkami”, że nikt ich nie pyta, jak się czują, tylko „jak bąbelek?”, że mogą mierzyć się od kilku lat z adopcją albo bezpłodnością, że można mieć baby blues, depresję poporodową, problem alkoholowy, być matką z niepełnosprawnością, mieć dziecko w spektrum albo transpłciowe. A od matki oczekuje się, że zniesie to wszystko z instagramowym uśmiechem na twarzy. Cieszę się, że po nią sięgnęłam, zdecydowanie otworzyła mi oczy i będę od teraz z ogromnym podziwem patrzeć na każdą kobietę, która decyduje się lub po prostu wychowuje dzieci. Nie lubię wyrokować o istnieniu książek, które „każdy powinien przeczytać”, ale zachęcam do sięgnięcia po tę pozycję. W końcu matkami (teoretycznie) może zostać połowa populacji.
PS „Znikając” nie zniechęca do macierzyństwa, nie odebrałam tego jako kategoryczny zakaz posiadania dzieci. Bardziej próbuje rozbić bańkę idealnego instagramowego rodzicielstwa.
Szczerze nie wiem co myśle o tej książce. Wiele poruszających historii prawdziwych kobiet, w kilku momentach się wzruszyłam, w wielu czułam wkurwienie na system, ludzi i niesprawiedliwość. Z drugiej mam wrażenie, że książka jest napisana bardzo stronniczo (?), pokazuje głównie te złe doświadczenia matek. Autorka w pewnym sensie nakierowuje Cię na to co masz myśleć.
Świetna książka! Bardzo podobał mi się tak różny wybór bohaterek. Prawdopodobnie nigdy nie będę rodzicem, ale ta książka przybliżyła mi świat macierzyństwa i równocześnie pozwoliła zrozumieć mamę, swoją własną
Warto poznać te reportaże. Część jest naprawdę poruszająca, niektóre pozytywnie wzruszające. Jednak nie do końca podoba mi się dobór bohaterek przez autorkę. Moim zdaniem warto byłoby ten zbiór reportaży poszerzyć o bardziej standardowe, przeciętne historie. Zebranie samych tak skrajnych przypadków (niepełnosprawności, transpłciowość, samobójstwo, przemoc domowa, alkoholizm) jest po pierwsze depresyjne w odbiorze, po drugie daje dość fałszywy obraz rzeczywistości (że takie trudne przeżycia są powszechne), po trzecie - uniemożliwiło mi odnalezienie historii bliskiej mi osobiście. Dodatkowo (wiem, że to historie o matkach) brakuje mi reportażu z pozytywną figurą męską, przejaskrawienie narracji w kierunku "wszyscy mężczyźni są źli i zgotowali kobietom piekło" na pewno nie pomaga w odebraniu książki jako wiarygodnego obrazu polskich matek.
Nasz kraj gloryfikuje matki, słynne Matki Polki, podporę narodu, ale równocześnie zdaje się zupełnie o nich nie pamiętać, co ostatnio widać niestety coraz wyraźniej.
Pamięta o nich natomiast Anna Dudek, która, sama będąc matką, postanowiła oddać głos właśnie im. W swoich reportażach odziera macierzyństwo z jego chwalebności, odczarowuje idealny obraz instagramowej mamy, nie boi się mówić o trudach, znojach i złych dniach. A jednak autorka nie przedstawia tylko jednego punktu widzenia. Zamiast tego ukazuje całe spektrum macierzyństwa.
Matki które chciały mieć dzieci, takie, które wcale ich nie chciały i te, które chciały a nie mogły. Matki niepełnosprawne, lub te, które urodziły niepełnosprawne dzieci. Tęczowe matki i matki tęczowych pociech. Matki alkoholiczki, matki z przemocowych rodzin, matki zastępcze, matki, które dzieci straciły albo mogły stracić.
A to wszystko nie gdzieś daleko, za granicą, tylko tutaj, w tym kraju mlekiem i miodem płynącym, z wiszącym nam nad głowami wyrokiem TK w sprawie aborcji, z utrudnionym dostępem do antykoncepcji, długim procesem adopcyjnym, nierefundowanym in vitro, ograniczonym wsparciem dla niepełnosprawnych matek i dzieci, homofobią i szpitalami, w których kobiety boją się rodzić. Jak pisze autorka „to nie jest miejsce, w którym łatwo wychowuje się dzieci (…)”.
Książka Anny Dudek jest naprawdę przejmująca. Polecam ją wszystkim, niezależnie od tego, czy planują posiadanie rodziny, czy wręcz przeciwnie. Obecnym mamom, które być może odnajdą w przedstawionych tu historiach siebie i tym przyszłym, żeby choć trochę lepiej były gotowe na to, co je czeka. A także, oczywiście i jak najbardziej, panom. Na mnie książka zrobiła ogromne wrażenie, otworzyła oczy i zmusiła do myślenia o tak wielu różnych sprawach, że jeszcze na długo pozostanie głęboko w mojej głowie. Być może na zawsze. Żeby o tych matkach, mamach i matulach nie zapomnieć.
„Znikając” to prawdziwe historie mam, to czyjeś skrawki życia, czyjeś historie, czyjeś łzy i pot. To opowieści, które mrożą krew w żyłach, ale i przynoszą radość czy promienie słońca. Będziecie płakać, będziecie się uśmiechać, będziecie przemyśliwać. Oj tak. Dużo będziecie myśleć. Nad tym co Was spotkało i czym dla Was są dzieci. To jak efekt domina. Poruszając jeden temat zaskoczy Was lawina zdarzeń, wspomnień i tajemnic.
Na początku Titanica aktorka mówi - „Serce kobiety to ocean pełen tajemnic”. Są rzeczy o których się nie mówi, które przynoszą wiele strachu, bólu i ciarek. To pozycja składająca się z takich właśnie historii. Autorka tych reportaży porusza chyba każdy temat - od kontrowersyjnej aborcji, po poród naturalny, cesarkę, depresję poporodową, poronienia, próby zajścia w ciąże, różne generyczne schorzenia, opiekę ciężarnych, życie z maluchem, mężem i rodzicami… Nie wiem czy jest coś czego autorka nie wyłożyła w tej książce. Do tego jej styl. To się samo czyta.
Niektóre rzeczy Was zaskoczą, z innymi będziecie się identyfikować, jeszcze inne będą Was dosłownie bolec. Piękna to była lekcja. Lekcja życia. Lekcja pokory. Lekcja PRAWDY.
„Znikając. Reportaże o matkach” to książka, która porusza do głębi i zostawia ślad na długo. To nie są historie idealnych matek z kolorowych magazynów – to prawdziwe opowieści kobiet, które mierzą się z macierzyństwem w całej jego złożoności. Mamy tu ciąże – chciane, niechciane, wyczekiwane latami i te, które pojawiły się nagle. Są historie niepłodności, adopcji, rodzin zastępczych, matek geriatrycznych.
Jest też dużo bólu – przemocy domowej, upokorzeń w polskich szpitalach, walki z nałogami i samotnością. Ale jest też siła, wytrwałość, miłość i nadzieja. Reportaże są napisane z ogromnym wyczuciem – bez oceniania, bez patosu. Czułam, że każdej bohaterce oddano głos z uważnością i szacunkiem.
Czytałam z poruszeniem i wdzięcznością. Ten zbiór jest dla mnie kompletny – różnorodny, prawdziwy, potrzebny. Pokazuje macierzyństwo takim, jakie bywa naprawdę – niełatwe, wielowymiarowe, niewidzialne. A przez to jeszcze bardziej ważne
Lektura obowiązkowa. W moim wieku nic mnie w tej książce nie zaskoczyło ale pamiętam siebie z czasów pierwszej ciąży i to, jak mało wtedy wiedziałam. Zmowa milczenia, o której pisze autorka :/ Mężczyźni, to kompletna katastrofa, nie tylko nie przygotowani do podjęcia roli ojca, ale również do bycia dorosłym, partnerem, odpowiedzialnym członkiem rodziny, czy co za tym idzie, społeczeństwa. Przeraziło mnie, jak wiele kobiet liczy się przy podejmowaniu ważnych decyzji życiowych ze zdaniem kościoła katolickiego. Wydaje im się, że to ich własne poglądy, gdy tak naprawdę przyjmują bezkrytycznie systemowo narzuconą patriarchalną ideologię, według której są tylko istotami pośledniego gatunku. Prawa kobiet są prawami człowieka. Informujmy się, wspierajmy, pomagajmy sobie nawzajem. #nigdyniebędzieszszłasama
Ciekawa lektura. A w czasach koloryzowania macierzyństwa na Instagramie... niezwykle potrzebna. Jako osoba bezdzietna nie miałam pojęcia jak to wygląda ''od kuchni''. Z jakim ryzykiem, smutkiem, samotnością i wyalienowaniem wiąże się bycie rodzicem.
Koleżanki, świeżo upieczone mamy Ci o tym na kawce nie opowiedzą. Bo nie wolno. Bycie mamą to przecież urocze ubranka, fotki z Baby Shower na Facebooku, zachwyt, duma, cud. Istne błogosławieństwo. Co z Ciebie za matka, która czuje wstręt, niechęć, czasem nienawiść do WŁASNEGO DZIECKA? JAK TAK MOŻNA. Ano można.
Książkę oceniam na 3 gwiazdki, bo czegoś mi w niej zabrakło, choć początek był bardzo obiecujący.
Mam ambiwalentne odczucia po przeczytaniu tej książki.
Z jednej strony - niewątpliwie to ważna pozycja. Dobrze, że powstała, na pewno porusza trudny temat. Opisane historie są poruszające, różnorodne.
Z drugiej strony rozdziały są dość nierówne, momentami chaotyczne i dość trudno przyjąć mi sposób zadawania pytań bohaterkom książki - miałam wrażenie, że czasami są dość… aroganckie? Książka (a raczej autorka) jest bardzo kategoryczna i opowiada raczej o złych doświadczeniach matek. To książka zdecydowanie opiniotwórcza, moim zdaniem dość narzucająca podejście.
4,75 bo trochę za dużo polityki.. ale bardzo mnie uderzyła ta książka znajdowałam siebie niekiedy w całych akapitach. Warta do przeczytania dla wszystkich matek obecnych i przyszłych. Powinni ją przeczytać także tatusiowie.. żeby zobaczyli z czym my-matki musimy się mierzyć..
Darmowa antykoncepcja i dziękuję wszechświatowi za bycie singielką Ktokolwiek kto się dziwi spadkowi przyrostu naturalnego na świecie powinien się zainteresować nad realiami bycia matką Mamy tak po*****y kraj, że boimy się lesbijek, ale kochamy pedofili i przemocowców
tak i nie. wybiórcze stosowanie feminatywów w książce, która w założeniu ma być feministyczna, jest podwójnie słabe. mimo wszystko nieźle napisane, szybko się czytało i chwytało za serce - zasługa doboru historii.