Ojejku, jejku.
Literatura polska jest bardzo... specyficzna, i zazwyczaj książki te okazują się albo ogromną klapą, albo wspaniałym zaskoczeniem.
Słyszałam dużo głosów, że "Kółko się pani urwało" to świetna komedia, że jest naprawdę dobra, zabawna i warta przeczytania. I na początku nawet, nawet się tak zapowiadało, ale im dalej w las, tym coraz bardziej odbiegaliśmy od "okay" w stronę "chryste panie czy ja czytam co ja czytam".
Humor w książce oparty jest w głównej mierze na komedii omyłek i pewnej zatwardziałości głównej bohaterki. Pomysł jest dobry, ponieważ jest to w dużej mierze humor uniwersalny, zdecydowanie lepszy niż pójście w kierunku żartów pijanego wujka na weselu czy pseudopolitycznych drogach.
Tylko od każdej reguły istnieje wyjątek, i tutaj też ta zabawna część książki potrafi nieźle odskoczyć od pierwotnego założenia.
Część scen była niesmaczna albo kompletnie mi nie pasowała. Jak ta, gdy Zofia zostaje porwana (to chyba nie jest spoiler, biorąc pod uwagę, że sama nie jestem pewna, czy ona naprawdę została porwana) i ogląda z porywaczem film czy choćby scena w taksówce (w jakim wydawnictwie w 2019 roku przeszła książka z m-words?? i w ogóle taką sceną? domyślam się, że to miało pokazać tę stronę Polaków, którzy za bardzo się światem nie interesują, ale czułam się strasznie, strasznie dziwnie, czytając taki wątek. just, just why). Czasami w połowie akapitu odkładałam książkę, brałam trzy głębokie oddechy, mrugałam niczym ten sławny GIF i wracałam do lektury.
Z resztą pomówmy o głównej bohaterce. Zofia jest... Zofią. Antypatyczną starszą panią, która żyje w swoim własnym wszechświecie i nie stara się zrozumieć innych. Jak coś postanowi, to tak robi, i gdy się uprze, że znajdzie ten cholerny bilet w śmietniku, to to zrobi, nawet jeśli musi wywalić całą jego zawartość na główny chodnik.
Tak, jest tam taka scena.
Odkryciem nie będzie, że z Zofią raczej sympatyzować nie mamy. Bardziej podążać za nią i patrzeć, co jeszcze nawywija, co jeszcze postanowi napsuć. I czasami jej wychodzi, a czasami nie - zarówno fabularnie, jak i czytelniczo. Ponieważ czasami ten splot wydarzeń, w który się wplątuje, działa, czyta się przyjemnie i nawet się uśmiechnie. A czasami to wszystko wydaje się tak nierzeczywiste, tak odjechane i tak nie na miejscu, że chyba trzeba wymyśleć nową kategorię gatunkową, bo słowo "fikcja" już nie wystarcza.
I taka notatka na boku: widać, że tę książkę pisał facet. Nie chcę, ale - ale widać. Przepraszam. Długo już nie czytałam tak stereotypowych podejść do różnych rzeczy i ludzi, i nie mam zamiaru twierdzić, że pan Galiński wlał w tę powieść wszystkie swoje przekonania - może jest on najmilszym człowiekiem na świecie, i tylko specjalnie stworzył tak nielubialny zakres bohaterów. Po prostu nie da się nikogo lubić w tej książce, bo wszyscy są strasznie przerysowani, wyolbrzymieni i dosyć stereotypowi.
Fabuła, podobnie jak humor, bardzo odbiega od swojego centrum. Bo niby mamy włamanie, niby morderstwo, ale ta sprawa de facto zajmuje tylko +/- dwa pierwsze i dwa ostatnie rozdziały. Reszta jest wypełniona monologiem Zofii, jakimiś sytuacjami, których byt w tym ciągu zdarzeń jest bardzo podważalny, nagle pojawia się jakaś kamienica, jakiś adwokat, Zofia wplątuje się w czyjąś zdradę i związek. Bardzo dużo tu pobocznych historii, i niby wszystko się na końcu zamyka, ale jednak chaos pozostaje.
"Kółko się pani urwało" jest mimo wszystko lekką książką, którą można przeczytać w wolnej chwili, zakupić na festiwalu książkowym Biedronki za grosze, zaś podczas lektury czasem uśmiechnąć, a czasem westchnąć z frustracją. Nie jest to najgorsza książka, ale do tytułu dobrej komedii po polsku jeszcze daleka droga.