Ooooo, jakie to było...męczące.
Ta książka, to idealne przykład na to, że klasyki się starzeją. Dodatkowo ten klasyk zestarzał się bardzo brzydko. Gdybym miała trafić w sedno określając to, co tutaj wyczytałam (przesłuchałam) wystarczyłby trzy słowa: hipokryzja, megalomania i szowinizm. Dziękuję to wszystko.
Hipokryzję Tołstoja najbardziej widać w opisach scen bitewnych: Kiedy Rosjanie są bez szans, ale walczą do upadłego - robi z nich godnych podziwu bohaterów narodowych, którzy idą na śmierć z uśmiechem na ustach, dla Rosji. Natomiast Francuzów będących w takiej samej sytuacji nazywa naiwnymi, pożałowania godnymi nieszczęśnikami, bo przecież z Rosjanami jeszcze nikt nie wygrał i każdy to wie, Rosjanie nawet jak przegrywają, to wygrywają. No naprawdę nie wiem jak ten Bonaparte mógł tego nie rozumieć. Idiota.
Megalomania Autora w tej książce jest porażająca: w Rosji wszystko jest najlepsze, żołnierze najdzielniejsi, ludzie najmądrzejsi, nawet drzewa największe i najbardziej urodziwe. Reszta świata, to jakieś nieistotne pionki, a Polacy to w ogóle naród piątej kategorii. Polak dla Tołstoja jest do przyjęcia, ale tylko wtedy gdy jest bogaty i wykształcony za granicą najlepiej w Anglii lub Francji oraz posiada co najmniej tytuł hrabiego. W każdym innym wypadku Polska to dziki kraj, do którego uwozi się uwiedzione idiotki, lub werbuje z niego uległe i ograniczone żony.
Natomiast szowinizm Tołstoja ukazany na kartach powieści, to dla mnie, niemal legenda. To faceci są ci lepsi, mądrzejsi, wykształceni, a kobiety są głupie puste i próżne, do niczego, poza rodzeniem dzieci się nie nadają (choć niektórym nawet to nie wychodzi i zawodząc wszystkich umierają przy porodzie). Każda bez wyjątku jest infantylna, zajmuje się bzdurami i toczy jałowe rozmowy o kawalerach i pieniądzach, jednocześnie olśniewa wszystkich swoją urodą. Bo uroda jest najważniejsza. Jeśli któraś z panien wykaże minimalny przebłysk mądrości od razu jest pacyfikowana i uznawana za niepożądaną. Po raz pierwszy spotkałam się z sytuacją w której autor tak jawnie nienawidzi swojej bohaterki czyli Wery Rostow, która ośmiela się mieć własne zdanie więc nikt nie zwraca na nią uwagi i każdy uważa za dziwaczkę, a do tego jest brzydka jak noc listopadowa. Gdyż inteligentne i jednocześnie piękne kobiety się w zmurszałym konserwatywnym światopoglądzie pisarza nie mieszczą, za to infantylna, egzaltowana a jednocześnie nieskażona żadną myślą ani refleksją Nataszka jest wręcz ubóstwiana i wywyższana. U mnie budziła jedynie złość na prezentowaną bezdenną głupotę i idiotyczne zachowanie. Do tego nazywanie panny na wydaniu Nataszką było nie tyle irytujące, co zwyczajnie żenujące.
Alter - ego Autora czyli Piotr Bezuchow, który zapewne miał uosabiać najlepsze cechy nowoczesnego Rosjanina i reprezentować poglądy Autora budził moje najszczersze politowanie. Wielki Pan magnat, który idzie tam gdzie wiatr zawieje, zmienia poglądy w zależności od sytuacji, dużo myśli, ale niestety mało robi i w rezultacie nie różni się wiele od utracjuszy i bawidamków, których Autor ma w szczerej pogardzie, a do tego kreowany jest na wielkiego reformatora, a w rzeczywistości daje się każdemu oszukać i wykorzystać, nie jest szczytem moich marzeń o partnerze drogi panie autorze, Jedyny bohater, który cokolwiek wnosi i ewentualnie można mu kibicować, to książę Andrzej Bołkoński między innymi dlatego, że robi to, o czym Bezuchow tylko myśli. Niestety widać, że Autor go nie lubi więc zapewne niedługo go unicestwi.
Ogólnie książka jest pełna dłużyzn, bezprzedmiotowych dyskusji, jałowych wywodów i niepotrzebnych wątków. Nie dość, że postacie są do siebie bliźniaczo podobne, to jeszcze mają podobne nazwiska.
Feudalizm upadł, szlachta wymarła, a Mateczka Rosja ciągle żywa i przekonana o swojej wyjątkowości. Nic dziwnego skoro całe pokolenia wychowane są na takich lekturach jak "Wojna i pokój".
Niewątpliwym plusem, dzięki któremu przebrnęłam przez lekturę był audiobook, gdybym miała sama czytać, porzuciłabym po kilku stronach. Z obowiązku sięgnę po ciąg dalszy.