Michał Rusinek rozbraja język polityków (nie tylko przed wyborami)
"Dziady” i dziadersi. Odmieniane przez wszystkie przypadki lex Czarnek i Polski Ład. Wojna. Dobra zmiana?
Słowa, które docierają do naszych uszu ze wszystkich stron. Zakażają rozmowy przy stole, przenikają niepostrzeżenie do języka dzieci, zniekształcają widzenie świata. Jak się przed nimi bronić? Myśleć samodzielnie i nie dać się uśpić.
Michał Rusinek od lat uważnie wsłuchuje się w język polityków, wyjaśnia rządzące nim mechanizmy i alarmuje, byśmy sami byli czujni. Wie, że manipulacji w przestrzeni publicznej nie da się za bardzo zmierzyć (chyba że w sasinach), ale przekonuje, że można ją zdemaskować i rozbroić.
Czy nauczy nas to odróżniać informację od propagandy? Nie potwierdzamy, nie zaprzeczamy. Ale wiedza o tym wszystkim należy nam się jak psu… micha!
Michał Rusinek urodził się w 1972 roku w Krakowie i nadal tam mieszka – z rodziną. Był sekretarzem Wisławy Szymborskiej, teraz prowadzi Jej fundację. Pracuje na Wydziale Polonistyki UJ, gdzie prowadzi wykłady z teorii literatury i retoryki. Bywa tłumaczem z języka angielskiego, zdarza mu się pisywać książki dla dzieci i dorosłych oraz układać wierszyki czy teksty piosenek. Pisuje felietony o książkach i języku.
Krótkie, zabawne i przemyślane pod względem językowym opowieści o dziwnych wypowiedziach polityków. Bo śmiechem, ironią i dystansem tylko można obnażyć absurdy polskiej polityki.
Błyskotliwość, ironia, humor, erudycja i poprawna polszczyzna, nad którą można się rozpływać. Żałuję jedynie, że tak jednostronne ujęcie polskiej sceny politycznej, bez względu na poglądy, brakuje obiektywizmu.
Jak mówią politycy? Pompatycznie, uderzając w struny, które brzmią fałszywie. Mówią często bez sensu, a słowotok nie jest w stanie zakryć braków wiedzy, wykształcenia i dobrej woli. Rusinek bada wypowiedzi ludzi teoretycznie reprezentujących naród w kategoriach językoznawczych, dodając do tego swój komentarz. Zabawne i straszne, bo słowa mają moc.
Erudycja, mistrzowskie opanowanie języka, poczucie humoru pięknie służą autorowi do rozsmarowywania bohaterów naszego krajowego życia politycznego i ich postępków. W kulturalnym, acz ostrym i satyrycznie złośliwym szkle powiększającym autora wiją się jak żyjątka, zyskując też często swój właściwy wymiar - politycznego (a czasem i osobniczego) planktonu.