W skrócie, opowieść trochę jak stary polski film, jak "Popiół i diament", ale z wieloglosem i różnymi perspektywami. Osadzona na Lubelszczyźnie podczas niemieckiej okupacji, tuż przed wojna z Sowietami, skoncentrowana wokół przewoźnika który nielegalnie przewozi ludzi przez rzekę dzielącą Polskę na strefy III rzeszy i ZSRR.
W dużej mierze opowieść o nowoczesności, która brutalnie, przez wojnę i śmierć, wdziera się w świat w którym do tej pory niewiele się zmieniało.
Subiektywnie, bo czytałem te książkę na kajakach na Czarnej Hańczy, co prawda bardziej na północ niż miejsce akcji, lecz wciąż w otoczeniu pozwalającym lepiej poczuć fabułę:
Dużo głosów, które dopiero po kilku rozdziałów nabierają swojego brzmienia, a i tak miałem wrażenie że niektóre kwestie i zachowania bohaterów mogłyby być wymienne i nie rozpoznawałem, którego bohatera śledzi właśnie narrator. Lub co gorsza, byłem zdziwiony że to akurat ten robi coś co pasowało mi do innej postaci.
Początkowo przeszkadzaly mi wejścia współczesnego narratora, ale im bliżej końca tym bardziej mi się one podobały. Mają one formę eseju/wspomnienia/powrotu do rodzinnych stron i rozważań nad prawdziwą historią i sporadycznie nad samą opowieścią.
Podobalo mi się zestawienie nowoczesności (technologii, maszyn, żelaza i smaru) która przynieśli Niemcy, zawieszenia w czasie i mistycyzmu lubelskiej wsi i sowieckiego chaosu i nowego porządku.
Dużo powtórzeń, szczególnie na początku książki. Najbardziej przeszkadzały mi powtórzenia skojarzeń, te same skojarzenia występujące u różnych bohaterów (np. zad i zwierzęcość jednej z postaci kobiecych, obrazy widziane przez kilku bohaterów męskich). Byc może to celowe, ale przez to zlewali mi się oni w jedno.
Sam styl i fabuła kojarzył mi się mocno z polskimi filmami z lat 50/60, które dotykały tematu wojny, szczególnie z Popiołem i diamentem. Z jednej strony poważne, a z drugiej przerysowane, w których aktorzy umierają w teatralny sposób.
Miejscami Stasiuk uderzał w awanturniczy wręcz ton i gdy działy się rzeczy naprawdę tragiczne nie zawsze traktowałem to poważnie.
Mnogość i wielogłos bohaterów pozwolily jednak na pokazanie tych samych zdarzeń z różnych perspektyw, co wyszło bardzo dobrze.
Powolność narracji, zapachy, barwy i dźwięki, wielki plus, ale jakby trochę zabrakło by wypełnić nimi całą powieść.