Samochód to wolność. Za pomocą samochodu pokazujemy, na co nas stać. Polacy od lat przodują w liczbie samochodów na jednego mieszkańca, zajmując także wysokie miejsce w niechlubnych rankingach śmiertelności na drogach.
Autor wyrusza więc w Polskę, aby zrozumieć, co się dzieje na polskich szosach. Opisuje wojnę między kierowcami a rowerzystami, organizację nielegalnych wyścigów, bezkarną jazdę po pijaku oraz najgłośniejsze wypadki, po których służby drogowe miały ostatecznie rozprawić się z piratami. Może to nieudolny system prawny odpowiada za społeczne przyzwolenie na szybką i ryzykowną jazdę?
Józefiak wnika także w środowisko firm odszkodowawczych, dosłownie utrzymujących się ze śmierci pod kołami. Sprawdza, jak się żyje tym, którzy dzięki samochodom zarabiają na chleb – kierowcom tirów, kurierom, dostawcom jedzenia. Dociera do wykluczonych z dostępu do komunikacji miejskiej i tych, którzy z pasją gromadzą kolejne "najnowsze modele" na podwórku.
Wszyscy tak jeżdżą to wielowymiarowy, rasowy, gęsty reportaż o stanie umysłowym polskich kierowców
Po przesłuchaniu tej książki jeszcze bardziej boję się innych uczestników ruchu drogowego.
Gotowało się we mnie, kiedy poznawałam historie o wyścigach samochodowych w CENTRUM miasta i o warunkach pracy w InPoście. Chyba zacznę być bardziej wyrozumiała dla kurierów. Za to jeszcze większą pogardą zacznę dążyć drogowych cwaniaków, którym się wydaje, że szybciej oznacza bezpieczniej.
Nie wspomnę już o kierowcach, którzy doprowadzili do czyjejś śmierci na drodze, ale był to dla nich po prostu jakiś tam epizod z życia. Ale co się dziwić, skoro w Polsce za spowodowanie śmiertelnego wypadku można dostać… prace społeczne. Zwłaszcza, jak jesteś sławny, bogaty albo związany ze środowiskiem prawniczym. W głowie się to nie mieści.
Reportaż dla każdego, bo wszyscy jesteśmy uczestnikami ruchu.
Nie ze wszystkim zgadzam się w 100%, ale o tym więcej będzie na kanale w podsumowaniu sierpnia.
Oesu, jak mnie ta książka wkurwiała. A właściwie historie w niej opisane i podejście niektórych osób, które prawko wygrały chyba w chipsach. Bardzo potrzebny i ważny reportaż, choć mam wrażenie, że momentami nieco zbaczał z tematu.
Wieloaspektowa i poruszająca znacznie więcej wątków, niż się spodziewałem na początku książki. Dogłębnie opisuje problem i wskazuje dostępne możliwości i rozwiązania. Nie szokuje, ale raczej denerwuje, nie zawsze na kierowców, a w dużym stopniu na system. Plusik za część o dostawcach.
Powinniśmy wprowadzić takie prawo, że za każdym razem, gdy ktoś powie "jeżdżę szybko, ale bezpiecznie" można mu przyłożyć.
Książka ważna i potrzebna. Niestety ci, którzy najbardziej potrzebowaliby usłyszeć to, co z niej wybrzmiewa, nigdy po nią nie sięgną. Doceniam bardzo szerokie podejście do tematu (świetne rozdziały o pracy kurierów i dostawców jedzenia!), trochę mniej doceniam kilkukrotne powtarzanie tych samych kwestii, bo i bez tego książka jest dość długa.
"Według statystyk to kierowcy odpowiadają za dziewięćdziesiąt procent wszystkich wypadków i osiemdziesiąt pięć procent wypadków śmiertelnych."
Świetny reportaż o sytuacji na polskich drogach i polskich kierowcach. Podczas lektury ciśnienie paręnaście razy mi się podniosło. Podsumowując, TO WSZYSTKO WINA PIESZEGO (co z tego, że pędzisz 90 km/h w terenie zabudowanym).
Niesamowicie frustrująco się czytało, bo też temat budzi wiele emocji a zachowania i przemyślenia (bądź właśnie czasem ich brak) różnych uczestników ruchu są bardzo denerwujące czy wręcz szokujące zwłaszcza w kontekście strasznych konsekwencji jakie ze sobą niosą. Jednocześnie autor pokazuje różne oblicza problemu, nie wystawia jakichś prostych recept, ale też nie stroni od pokazywania różnych ciekawych rozwiązań. Trochę czasem też miałam uczucie chaosu, bo łapie wiele srok za ogon , ale też nie mogę powiedzieć, żeby coś nie było tu potrzebne , bo cala poruszona tematyka była dla mnie interesująca.
Świetny reportaż, o wiele bardziej obszerny niż można by się spodziewać. Obejmuje zasadniczo wszystko to, co nas codziennie otacza, a czego możemy nie dostrzegać w związku z normalizacją niektórych zjawisk. Wiele mi ta książka uświadomiła. Pamiętam, jak bardzo sfrustrowany byłem przy pierwszej części, ale to w gruncie rzeczy dobrze - pokazuje to, że książka wiele uświadamia i potrafi wywrzeć odpowiedni wpływ. polecam definitywnie
Bardzo dobry reportaż, który kilka razy nieźle podniósł mi ciśnienie. Jak ktoś znowu będzie w szoku, kiedy powiem, że nie mam prawa jazdy, bo nie ufam innym kierowcom i mnie to stresuje to każe mu przeczytać ten reportaż.
Udała się autorowi rzecz niesłychana - pomimo tego, że zgadzam się z praktycznie wszystkimi jego wnioskami to książka mi się nie podobała!
No więc tak, po kolei. Jestem za zabieraniem miejsc samochodom w centrach miast i przekształcaniem ich w deptaki czy tereny zielone. Jestem za inwestycjami dotyczącymi komunikacji zbiorowej kosztem rozwoju dróg i autostrad. Jestem zwolennikiem wysokich mandatów za przekroczenia drogowe. Jestem za uregulowaniami prawnymi w branżach kurierskich i przewozowych. Jestem za przekazaniem decyzyjność ad. architektury miast specjalistom kosztem zmniejszonej decyzyjności tzw. "ludu".
Wszystko to są tematy poruszone w tej książce. Dlaczego więc ona mi się nie podobała?
Otóż poszło o sam styl pana Bartosza Józefiaka. Od początku do końca miałem wrażenie, że ma on bardzo silne poglądy polityczno-ekonomiczne, które zasadniczo wpłynęły na kształt tej pozycji. Mogłoby się wydawać, że szeroko zakrojone badania, wywiady i różne aspekty "zapierdalania po drogach" dadzą ostatecznie obiektywną perspektywą. Niestety, myślę, że tak nie było. Według mnie, wnioski na temat przyczyn obecnego stanu rzeczy autor miał od początku w swojej głowie. Wszystkie te zabiegi socjologiczne były w pewien sposób niepotrzebne. Nie zdziwiłbym się gdyby dobór osób do wywiadów czy historii był też tego skutkiem. Daniel Kahneman nazwałby to pewnie "confirmation bias". Mariusz Pudzianowski z kolei, powiedziałby "to by nic nie dało"...
Ale, ale... nie zrozumcie mnie źle. Sama zawartość książki jest naprawdę wartościowa. Tak jak już wspomniałem - moja osoba zgadza się praktycznie ze wszystkimi konkluzjami. Mamy ogromny problem, który jest wielopłaszyznowy i ekstremalnie trudny do rozwiązania. Bardzo się cieszę, że tego typu książki powstają. Dodatkowo, doceniam pracę jaką autor włożył w przygotowanie "Wszyscy tak jeżdżą". Mamy tu wywiady z rodzinami ofiar lub ze sprawcami wypadków śmiertelnych. Mamy historie "tirowców", które pan Bartosz poznał jeżdżąc stopem po Europie. Mamy nawet perspektywę osoby zatrudnionej w firmach kurierskich czy rozwożących jedzenie (tenże sam pan Bartosz tam się właśnie zatrudnił!).
Ciężko jest mi podsumować tę książkę, bo me uczucia są ambiwalentne. Z jednej strony ogrom pracy dziennikarskiej i wnioski, które są bardzo bliskie memu sercu. Z drugiej, brak umiejętności schowania siebie, swego ego i poglądów w pewien sposób przekreśliły te pozytywne aspekty.
Ostatecznie, trzy gwiazdki i moja rekomendacja do przeczytania!
To jest społecznie ważny reportaż i potrzebny. Powinien go przeczytać każdy , bo każdy z nas jest uczestnikiem ruchu drogowego.
Porusza wiele kwestii, np. przywołuje medialne wypadki drogowe, omawia kwestię transportu publicznego, sposoby na wzrost bezpieczeństwa na drogach, porusza kwestię warunków pracy kurierów Inpostu
To że ten reportaż jest napisany tak że podkręca emocje uważam za plus. Pytanie tylko czy ma szansę zmienić myślenie w jakimś stopniu tym którzy są/będą potencjalnymi sprawcami wypadków? Czy skłoni kogoś do refleksji czy raczej spolaryzuje na zasadzie ja wiem swoje, ja wiem lepiej jeżdżę bezpiecznie to inni są problemem ?
Ktoś napisał że autor za bardzo zdradza się ze swoim zdaniem. Nie odczułam tego tak. Prezentuje statystki i liczby, a że wpisują i potwierdzają one jakąś określoną narrację, może niekoniecznie zgodną z dotychczasowymi przekonaniami czytelnika to inna historia
reportaż warty przeczytania, poruszający wiele ciekawych tematów i poszerzający perspektywę. na pewno na więcej rzeczy zacznę zwracać uwagę, zarówno jako kierowca, jak i pieszy
Myślę, że takiego reportażu brakowało na polskim rynku książki. Bartosz Józefiak w kompleksowy sposób przygląda się mentalowi polskich kierowców, analizuje, co sprawia, że na drogach co roku ginie tyle osób, dlaczego Polacy tak kochają szybką jazdę i raczej niechętnie stosują się do znaków drogowych. Autor rozmawia ze sprawcami wypadkow, z rodzinami ofiar, z fanami nielegalnych nocnych wyścigów, z politykami i aktywistami zajmującymi się miejską infrastrukturą, a nawet zatrudnia się jako kurier, aby poznać „od wewnątrz” realia tego zawodu. W trakcie lektury czułam przede wszystkim frustrację, bo to historia o mnóstwie bezsensowych śmierci, których ofiarami najczęściej są postronni użytkownicy ruchu drogowego, a także o niewydolności systemu, który nie potrafi znaleźć skutecznych środków na zapobieganie takim wypadkom i odpowiednio surowe karanie sprawców. Chciałabym, żeby ten reportaż przeczytał każdy kierowca, który kiedykolwiek pomyślał, że jeździ „szybko, ale bezpiecznie”.
Jedną gwiazdkę odejmuję za końcowe rozdziały — te o pracy kurierów czy taksówkarzy ubera i o sprzedawcach odszkodowań. Nie twierdzę, że nie są interesujące, ale jednak miałam poczucie nieuzasadnionego odejścia od tematu.
Daję 4 tylko dlatego, że jest to dla mnie reportaż ultraniewygodny. Jestem na co dzień uczestnikiem ruchu drogowego i mam mini traumę związaną z wypadkiem samochodwym, którego sprawczynią była... absolutna kretynka prowadząca auto z naprzeciwka. Jeszcze bardziej cykam się innych kierowców. Chcę o niej zapomnieć.