"Flet z mandragory" - przez wielu czytelników i niektórych recenzentów uwazany za najwybitniejsza w literaturze pieknej analize totalitaryzmu - zostal przez Lysiaka ukonczony w 1978 roku. Nie mógl sie jednak szybko ukazac, gdyz wlasnie w owym roku gruchnal skandal z "Cesarskim pokerem" i Lysiak - po publicznie sformulowanym zadaniu, by nie marnowac papieru drukowaniem ksiazki reakcjonisty - dostal zakaz druku ksiazkowego.
"Czytalem te ksiazke z pasja; mam nadzieje, ze przeciera ona jakies szlaki, wylamuje drzwi wiodace ku podobnym dokonaniom..." Maciej Parowski, 1985
Waldemar Łysiak (ur. 8 marca 1944 w Warszawie) (używał następujących pseudonimów literackich Valdemar Baldhead, Archibald, Mark W. Kingden, Rezerwowy Ł.) – polski pisarz i publicysta, architekt, napoleonista, bibliofil.
Niektóre fragmenty książki bez wątpienia są przejawem talentu i geniuszu autora, inne zaś są pisane infantylnie, opisy spowalniające akcje niekiedy nużą, a nagromadzenie całej masy nieprawdopodobnych zwrotów akcji powoduję, że przestają być szokujące, a stają się przewidywalne i kiczowate,np. wskrzeszony pies pojawiający się znikąd, bądź kobieta kot zamieniająca ludzi w małpiatki.🤦🏼♂️ Doskonale nakreślony mechanizm totalitarnego państwa.
Ocenka: mocne 3,5/5 lekkie pióro autora widać już od pierwszej strony książki
Łysiak jest ulubionym autorem mojego taty i po latach namawiania w końcu wzięłam się za Flet z Mandragory, który uważa za jedną z najlepszych książek Łysiaka. W przedmowie trzeciego wydania, które wpadło w moje łapki drogą przedśmiertnego dziedziczenia, pada informacja, że Łysiak, jako jedyny autor PRLu miał całkowity zakaz publikowania i czytając go nie jestem zdziwiona. Mocno alegoryczna, chwilami poetycka i oniryczna, książka zdecydowanie odnosi się do każdego rządu, który ma totalitarne zapędy, przez co w wielu momentach widziałam aż za wiele podobieństw do chwil obecnych (główni bohaterowie, wyobraźcie to sobie, są wysoko postawionymi w rządzie bliźniakami - jeden zajmuje się bezpieką, drugi torturami - a było to pisane a latach 70tych! Ciary przeszły mi po kręgosłupie).
Mam spore podejrzenie, że pisząc wiele z tych scen autor musiał albo mieć niezły narkotyczny odjazd albo zapomniał chwilowo wziąć leków na którąś z bardziej interesujących chorób psychicznych, bo czytając miałam przed oczami obrazy Boscha, a w głowie turlały mi się ciężkie symfonie Beethovena, choć sama książka jest pisana raczej w sposób prześmiewczy i wywołała u mnie chichoty więcej niż raz. Gdybym powstał kiedykolwiek film na podstawie Fletu w tle leciałaby Oda do Radości, a na ekranie pojawiałyby się średniowieczne narzędzia tortur. Stylem większości artystów-szaleńców Łysiak jest geniuszem słowa. Warstwy językowa, stylistyczna i historyczna są na najwyższym poziomie.
Punkty karne dostaje Łysiak za jawny seksizm, obsesję falliczną i niepotrzebną ilość przemocy seksualnej na kartach. Gdyby nie to byłoby zdecydowane 5/5
dziwna. niezwykle ciekawa fabuła zepsuta znów przez bardzo niezadowalające zakończenie. mizoginia i fantazje o gwałcie – jak na Łysiaka – ograniczone do minimum
Co to była za książka! Bardzo nie chciałam jej czytać, podchodziłam do niej sceptycznie. Sięgnęłam po nią raczej z obowiązku, nie z przyjemności. A jednak pochłaniała strony, zastanawiając się co dalej. Książka jest pełna zaskakujących porównań oraz ekspresywnego języka. Podczas czytania nic nie jest pewne, istnieją tylko domysły, które okażą się prawdziwe, bądź nie. Mimo wszystko polecam tę książkę każdemu!
Ciężko szło czytanie na początku ale powoli książka i fabuła się rozkręca. Totalitaryzm, taki bardziej magiczny jak ten tytułowy flet. Dążenie do siły i kontroli przez przemoc i manipulacje. Taki sowiecki magiczny realizm. Warto
Napoleoniada dała mi fascynację Napoleonem. Flet z mandragory dał mi Króla Jehu Vestenhoff'a. Od chwili gdy zobaczyłem tą grafikę wiedziałem, że muszę ją zdobyć. Jeszcze tego celu nie zrealizowałem - jednakże ta potrzeba jest bardzo głęboko osadzona w mojej głowie. Tak właśnie dzięki autorowi tych książek zyskuję nowe pasje i cele.