Przypadkowe, makabryczne odkrycie ludzkich szczątków znalezionych w odpadach poprodukcyjnych podwarszawskiej fabryki karmy dla zwierząt rozpoczyna burzliwe śledztwo prowadzone przez podkomisarza Krzysztofa Kalinowskiego. Wszystkie ślady prowadzą do bogatego biznesmena zamieszanego w nieczyste interesy i uwikłanego w mafijne porachunki. Mimo wielu prawdopodobnych tropów i zaangażowania policji, wciąż nie udaje się zatrzymać mordercy, podczas gdy padają kolejne, krwawo zamordowane ofiary. Kalinowskiemu nie pomagają także prywatne sprawy, bo wspomnienia dramatycznie urwanego romansu z prokurator Klaudią Nowicką oplatają jego umysł i serce mgłą cierpienia. Czy podkomisarzowi uda się zatrzymać zabójcę na czas, zanim poleje się więcej krwi i umrze kolejna osoba z listy psychopatycznego zbrodniarza?
Z dotychczas wydanych książek Krzysztofa Jóźwika umknęła mi jedynie „Klatka”, więc mogę z pełną odpowiedzialnością napisać, że Szczątki oceniam najwyżej w dotychczasowej twórczości autora. Dlaczego? Bo, mimo że podobnie jak w pozostałych powieściach (z wyjątkiem może "Zamachowców" i "Loterii") brutalnych opisów zbrodni tu nie brakuje, to nie dominują fabuły. Ta skupia się tym razem w większym stopniu na prowadzonym śledztwie i prywatnych sprawach podkomisarza Kalinowskiego i na obu płaszczyznach wiąże się ze znienawidzonym prokuratorem Ziębą.
Ale oczywiście i ta powieść skierowana jest do osób mniej wrażliwych na makabrę i o silnych żołądkach, bo choć ludzkie szczątki odnaleziono w odpadach poprodukcyjnych firmy wytwarzającej karmę dla zwierząt, to wierzcie mi, wyobraźnia pracuje. I to dopiero początek krwawych zbrodni, których pierwszym nasuwającym się i najbardziej prawdopodobnym motywem są porachunki mafijne. Tylko Kalinowski nie może wyzbyć się przeczucia, że chodzi o coś więcej i tropów należy szukać w rodzinnych sekretach pierwszej z ofiar. Która z tych ścieżek okaże się właściwa?
Znakomicie i spójnie zbudowana intryga kryminalna, z wypływającymi niespodziewanie na powierzchnię i szokującymi, niczym ludzkie oko w beczce wypełnionej breją, kolejnymi skrawkami układanki i tajemnicami wyłaniającymi się z przeszłości budzą ciekawość i trzymają w napięciu. I nie tylko prowadzącym śledztwo nie jest łatwo odkryć sprawcę i jego motywy. Czytelnik, mimo że patrzy na rozwój wypadków z uprzywilejowanej pozycji osoby lepiej poinformowanej, błądzi podobnie jak oni.
Warto wspomnieć, że po „Chwastach” i „Skrawkach”, „Szczątki” są trzecią częścią „Historii warszawskiej” i choć każda z nich skupia się na odrębnej sprawie kryminalnej, to przewijający się przez wszystkie wątek osobisty Kalinowskiego ma na nie duży wpływ. Dlatego zachęcam do czytania zgodnie z chronologią wydawanych tomów, bo tylko wtedy w pełni pojmiecie sprzeczne emocje targające mężczyzną.
Zakończenie? No tu miałam ochotę kogoś udusić, najlepiej sprawcę tego zamieszania, ale wówczas nie doczekalibyśmy kontynuacji tego cyklu, a wszystkie znaki wskazują, że takowa nastąpi. Czekam zatem i tym razem czynię to z niecierpliwością.
Krzysztofa Jóźwika książki znam od dawna, kiedy jeszcze wydawał w Oficynce już po nie sięgałam, później przyszedł czas na Filię, w której się rozwinął i teraz Piąte Marzenie. Zawsze z chęcią sięgam po jego thrillery, bo są naprawdę dobrze napisane i porządnie dopracowane. Dlatego właśnie nie zastanawiałam się nawet przez chwilę nad "Szczątkami", wiedziałam, że muszę sprawdzić co tam znów autor wymyślił.
Przede wszystkim jest to tom trzeci serii i według mnie trzeba czytać w odpowiedniej kolejności, zwyczajnie szkoda ominąć ważne kwestie.
Ponownie wracamy do Warszawy, choć tym razem na początku interesują nas przede wszystkim jej obrzeża i fabryka karmy dla zwierząt. W odpadkach poprodukcyjnych znalezione zostają ludzkie szczątki. Jak na kryminał przystało, od razu dostajemy trupa. Śledztwo prowadzi podkomisarz Kalinowski, a wszystko, co udaje się mu ustalić prowadzi go wprost do biznesmena. Facet nie ma czystych rączek, a nawet prowadzi interesy z mafią, tylko czy to od razu rzuca na niego cień winy?
Co mnie osobiście cieszy, zagłębiamy się również w życie prywatne podkomisarza, który nie może się pozbierać po rozstaniu z pewną panią prokurator. To również ma wpływ na śledztwo i wszystko się jeszcze bardziej komplikuje. A był to tylko... lub aż, romans.
Lubię sięgać po książki Jóźwika. Są dynamiczne, wszystko dzieje się szybko i nie ma czasu na zastanawianie się ile jeszcze zostało stron do końca. Tym razem autor również utrzymał taki poziom i styl, a przede wszystkim pozostawił nadzieję na kolejną część. Wynika to z fabuły i nie zdradzę wam dlaczego, bo być może to tylko ja mam takie wrażenie, a tak wcale nie jest. Dlatego, jeśli liczycie na szczęśliwe zakończenie i wygraną walkę z czasem, to nie obiecuję!
W tym wszystkim mamy niewielu bohaterów, co dla jednych będzie zaletą, dla innych wadą, a dla mnie na ogromny plus. Możemy dzięki temu skupić się również na tym, co dzieje się w ich życiu, a nie tylko na śledztwie. A Kalinowski jest bardzo ciekawą postacią mimo, że to znów podkomisarz, któremu jest ciężko, nie układa się i generalnie cierpi straszliwe męki. Czekam nadal na szczęśliwe zakończenie mimo, że sięgając po kolejny kryminał już na takowe nie liczę.
Podsumowując, mamy wartką akcję, zahaczamy wręcz o thriller, a przy tym dobrze poprowadzone śledztwo i brak nudnych dialogów czy opisów. Po prostu warto przeczytać!
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Piąte Marzenie.
Dziwnie poprowadzona akcja, chaotycznie, z motywem "haha, a ja wiem kto jest mordercą, a ty nie wiesz" po czym mam wrażenie że morderca został wylosowany kołem fortuny. To historia "kryminalna" w której jest więcej romansu niż kryminału. Odnoszę również wrażenie, że autor łapał się tutaj czegokolwiek, żeby czytelnik nadal postrzegał tą książkę jako kryminalną - stąd "brutalne" opisy, próbujące naśladować innych twórców.
W sumie ok , mocne 4 , jak dla mnie troche za szybko wpadli na trop prawdziwego mordercy i liczyłam do samego konca , ze moze jeszcze tu sie cos zmieni . Moze autor chce mnie zmylic i zaraz wyskoczy tu inna postac . A tu klops .