Powiadają, że w korzeniach wierzb ukryty jest skarb, a strzeże go sam diabeł. Tyle że ten diabeł miewa czasem ludzką twarz...
Historia rodziny, która po II wojnie światowej ruszyła z tobołami na zachód i osiadła gdzieś pośród mrocznych lasów Dolnego Śląska. Dom na uboczu Złej Wsi zamieszkują matka, w której sny wkradają się szepczące okolice, ojciec z twarzą czerwoną od bimbru oraz ich dwie córki. Dorosła Gienia marzy o ucieczce do miasta, Lala jest skazana na dorastanie w świecie pełnym szaleństwa i nieoczywistego piękna... W Złej Wsi, gdzie las zabiera niewinnych ludzi, można dostrzec magię nawet w powietrzu, a przeszłość zaprasza do poszukiwań skarbów większych niż te ukryte w wierzbowych korzeniach.
Nieśpieszna opowieść snuta wokół słowiańskich wierzeń, z elementami fantastyki i realizmu magicznego. O strachu, samotności, ale też o ciemności, którą każdy nosi w sobie.
Nie potrafię zrozumieć dlaczego tak długo pozwolilam czekać tej historii! Bolesna, piękna, zakrawająca o szaleństwo, realizm magiczny... cudo, naprawdę cudo!
4,5. Tylko dlatego, że nie oczarowała mnie tak, jak cykl sokołowski. O wiele bardziej mroczna, poważna, nawet momentami przytłaczająca. A przy tym mniej tutaj magii, która ten mrok równoważy. Wciąż zachwyca mnie jednak umiejętność snucia historii oraz piękny język autorki. Dodatkowo bardzo ciekawy motyw jaskiń, skojarzył mi się mocno z "Dark" i trochę zastanawiam się, czy to był celowy zabieg.
niesamowita opowieść, piękny styl pisania, cofa nas do czasów powojennych... czuje się jakbym czytała dziennik swojej prababki, gdzie nawet jej wiejska gwara rozbrzmiewa na każdej stronie. Niesamowicie wciągająca, kocham jak delikatnie wplecione są wierzenia kulturowe dawnych lat, jaką dużą rolę gra tło historyczne i jak opisy pięknie oplatają akcję. Pani Agnieszka jest moją mistrzynią.
Nie spodziewałam się, że ta historia przyniesie aż tyle mroku. Mam wrażenie, że zasiała czerń i we mnie...? Taką, która gnieździła się w bohaterach. A perełesnyki i miawki będą mi dźwięczały w głowie jeszcze długo. Książka wciąga niczym czyjeś ręce w korzenie wierzb. ;)
Zła Wieś jest baśniowa i mroczna, błąka się na granicy światów, ale z drugiej strony można tam odnaleźć elementy tak rzeczywiste, że aż bolesne - biedę lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych, tragedię przesiedlenia, pustkę po tych, którzy odeszli, a których zniknięcie było jak wyrwanie wsi z korzeniami. Współczesność zatapia się tutaj w ludowych wierzeniach; mamy cuchnący dym z kominów i fabryk, ale też: zapach palonych ziół, powietrza po burzy, lasu, mokradeł i wszystko to ma swoje miejsce. Dołącza do ukochanych.
4.5🌲 Chociaż troszkę mi się dłużyła, uwielbiam ten niespieszny sposób prowadzenia opowieści i styl pisania. Niezwykle klimatyczna, wartościowa i inspirująca powieść. Po książkach pani Kuchmister inaczej patrzę na świat 🧡
Klimat przypomina ksiażkę "Dunkel" Jakuba Bielawskiego, jednak w zestawieniu tych dwóch tytułów "W korzeniach wierzb" wypada bladziej. Nie można jednak odmówić jej uroku, który kryje się w przywoływaniu gminnych wierzeń w przenikające się równoległe światy.
Magiczna, oniryczna i niepokojąca. "W korzeniach wierzb" jest książką napisaną przepięknym, baśniowym językiem, od którego nie sposób się oderwać. Główna bohaterkę i jednocześnie narratorkę, Lalę, poznajemy gdy ma zaledwie kilka lat. Jej siostra nieoczekiwanie znika, a ona zostaje w domu z obłąkaną matką snującą wieczorami historie o leśnych zjawach i demonach oraz ojcem zatapiającym swoje smutki w księżycowej nalewce. Lala jest samotnym dzieckiem, większość czasu spędza przechadzając się po lesie, bawiąc z dziewczynką zamieszkującą dziuplę w drzewie czy biegając po polnych drogach wraz ze swoim ukochanym psem Burkiem. Przypadkowe odnalezienie martwej dziewczyny z wioski zmienia nie tylko życie jej, ale również pozostałych mieszkańców Złej Wsi, dawniej nazywanej Schlechtesdorf. W małej poniemieckiej wsi grozę budzą nie tylko kolejne ofiary w postaci młodych dziewcząt, ale również jaskinie w lesie. Ponoć, ten kto się do nich zapuści, już nigdy z nich nie wyjdzie. A przynajmniej nie o zdrowych zmysłach.
Powieść Agnieszki Kuchmister łączy w sobie wątki kryminalne, baśniowe, ale także ukazuje życie nastolatki starającej się zrozumieć jak działa świat. Bardzo zżyłam się z Lalą, jak i jej siostrą Gienią, które mimo trudnego dzieciństwa miały w sobie ogrom empatii, wrażliwości i wytrwałości.
Autorka nie pokazuje współczesnego, na pół bajkowego Dolnego Śląska, pełnego zamków i starych miast, leżącego u stóp Karkonoszy. Opustoszały po wojnie i ponownie zasiedlony, chowa się za mgłami, po lasach czy jaskiniach. Ta książka nie pokazuje historii jako czegoś podniosłego, niedotykalnego - wręcz przeciwnie, od tej opowieści bije ludzkością, lecz jest to ludzkość wypaczona. Wypaczona po latach picia księżycówki, umierania jeszcze za życia, duszenia się w swoim wąskim świecie i słuchania mrocznych gawęd. Schlechtesdorf zamyka się wokół czytelnika, wrzuca go prosto w gęstwinę lasu. A między drzewami, oprócz mlecznej mgły czeka coś mrocznego i pradawnego
Wyjątkowa w każdym calu, dotykająca najciemniejszych zakamarków ludzkiej duszy, paraliżująca skrajnymi emocjami! "W korzeniach wierzb" jest wyjątkową, niespieszną, oniryczną opowieścią, w której nie sposób się nie zatracić. Słowiańskie wierzenia dopełnione realizmem magicznym, dzięki czemu wyraźne granice między prawdą a fikcją zostają bezwzględnie zatarte, doskonałe kreacje bohaterów ulokowanych w niewielkiej wsi, mroczna powojenna rzeczywistość, a wszystko to nakreślone niebywale błyskotliwym piórem!Dla tak wybitnej uczty literackiej, warto zarwać całą noc!
Jedna z lepszych książek, jakie ostatnio wpadły mi w ręce! Pięknie wydana i pięknie napisana, historia rodziny przesiedlonej po wojnie z ziem wschodnich do poniemieckiej Złej Wsi na Dolnym Śląsku. Na wpół realistyczna, na wpół fantastyczna opowieść, w której splata się wątek kryminalny, historia dojrzewania Lali, głównej bohaterki-narratorki oraz kronika Złej Wsi, w której ze względu na szczególne położenie geograficzne czas miniony nie jest tak do końca miniony. Bardzo polecam!
ja bardzo kocham to ale mnie to już strasznie nudziło bo to było dosl to samo co florentyna od kwiatów i nadzieja od zwierzat takie same postaci i podobnie wymyślone wszystko dlatego mni to znudziło bo juz czytałam te ksiazki wcześniejsze, ale mimo to ja bardzo lubię tej pani ksiazki nawet jak z patosem takim alalalala ja OUI sobie lubię bardzo misie podoba
Nie jestem w stanie być obiektywna w stosunku do tej książki... Motywy słowiańskie trafiają do mojego zakochanego w folklorze, wierzeniach i magii serduszka, motywy psychologiczne trafiają do mojego zawodowego serduszka... to że tak trudno stwierdzić, gdzie przebiega ta granica sprawia, że ta książka jest jeszcze lepsza ❤️🔥
Świetna jak zawsze,choć czytałoby się lepiej gdybym nie przeczytała serii o Florentynie,Jaśminie i Nadziei....te same postaci,motywy,miałam wrazenie,że czytam to samo...brakowało mi nowego pomysłu.
ta książka to takie dziecko "Szczeliny" Jozefa Kariki i "Prawieku" Tokarczuk, bardzo enjoyable, realizm magiczny, ale trochę horroru, kryminału, naprawdę solidne