Uważaj na to, co czynisz. Biel twoich piór nie jest wieczna, a w każdym sercu czai się mrok gotowy zabarwić je czernią.
Leba jest wciąż za młody, by popłynąć na wyspę z wieżą, ale świat nie chce czekać. Igrzyska na śmierć i życie, podczas których skrzydlaty chłopak odkryje, jakim siłom zacznie służyć po przejściu przez anomalię, to dopiero początek. Pełen poświęcenia i chęci czynienia dobra nie spodziewa się, że bogowie splotą jego los... z kłamcą i złodziejaszkiem.
Uważaj na to, co kradniesz. Może się bowiem okazać, że sięgasz po tożsamość piewcy, a jedyna pieśń, jaką usłyszysz, będzie śpiewana przez depczącą ci po piętach śmierć.
Bren właśnie otworzył przed sobą drogę do lepszego życia. Nie spodziewa się, że ten szczęśliwy traf, który udało mu się wykantować bezczelnym kłamstwem, w jednej chwili może uczynić go najbardziej poszukiwanym zbiegiem w Estepii. Jego los byłby przesądzony, gdyby nie pewna anomalia i życzliwy głos rozsądku...
Czy odważysz się wejść do świata, w którym za magiczny talent zapłacisz kalectwem? Czy masz w sobie siłę, by jako wyrzutek przetrwać głęboko pod ziemią, wśród tajemniczych ścieżek miasta pradawnej rasy? Czy skonfrontujesz się z mrocznymi tropicielkami piewców? A może postawisz na ucieczkę?
Bardzo pokręcona książka. Zacznę od plusów: - oryginalny świat i historia - dosyć wciągająca fabuła - powiew świetności w fantastyce.
Jeśli chodzi o minusy: - jak dla mnie za mało opisów otoczenia i bohaterów - bardzo chaotyczny początek - momentami dziwne przeskoki w fabule, przez które musiałam czytać z daną stronę albo akapit dwa razy
„Dar anomalii” reklamuje się jako książka dla fanów klasycznej fantasy, jednocześnie oferująca coś nowego i niesztampowego. Ha, łatwo powiedzieć! Przeczytałem i okazało się, że jednak nie były to tylko przechwałki. Opowieść już od pierwszych rozdziałów ucieka od schematów elfokrasnoludowych. Nie ma też prowadzenia za rękę, jest natomiast dość oryginalny świat (światy?) , z którym trzeba się oswoić w trakcie przygód, a te mają odpowiednią dynamikę i naprawdę wciągają.
Dwutorowo biegnąca akcja zmierza do spotkania bohaterów, choć zupełnie nie takiego, jakiego się spodziewałem. Ogromny plus za tę koncepcję. Widać, że konstrukcja świata jest przemyślana i odleżała swoje w głowie autora, nawet jeśli w pewnym miejscu odczułem natłok wydarzeń i trochę zgubiłem tempo. Co najmniej dwie sceny absolutnie skradły mi serce i – tutaj puszczam oko do tych, co już czytali – dosłownie PRZYKUŁY do książki 😏
Czy „Dar anomalii” mógłby być jeszcze lepszy? Tak, zdecydowanie. Są miejsca słabsze, które nie urastają do poziomu całości. Mimo to jestem pod dużym wrażeniem, dobrze się bawiłem i z całej siły chcę, żeby jasno wybrzmiało:
Halo, tutaj jest ogromny potencjał! Dajmy mu szansę!
Mocny średniaczek. Pobieżna kreacja bohaterów (zarówno pod względem backstory, jak i charakteru), nierówne tempo, miejscami mało wiarygodny świat.
Były momenty, w których potencjał na ciekawe rozwiązanie niektórych wątków został jawnie zaprzepaszczony. Nadal trochę tego potencjału jednak pozostało (m.in. system magiczny), można z tego ugotować coś interesującego. Szczerze w to wierzę.
Czytało się to szybko i całkiem przyjemnie, choć większego zaangażowania z mojej strony nie było. Jest to debiutu, więc z pewnością sprawdzę tom 2, by przekonać się, w jakim kierunku autor się rozwinie.
3.5⭐ To co trzeba podkreślić, że książka jest naprawdę oryginalna. Ma w sobie coś czego nie znajdzie się w żadnej innej powieści. Korzysta ze znanych motywów, ale autor ogrywa je po swojemu, dzięki czemu można liczyć na ciekawy przebieg fabuły i zaskakujące zwroty akcji. Dodatkowo magia - jej źródło oraz fakt, że korzystanie z niej ma swoje konsekwencje ma dla mnie duży plus, bo jednak nadal powszechnym jest, by magia nie miała żadnych limitów. To co niestety najbardziej mi się rzuciło w oczy to pospieszona akcja. Książka jest krótka, jak na high fantasty 330 stron to naprawdę niewiele. Fabuła jest szybka i angażująca, ale odniosłem wrażenie, że niektóre wydarzenia zostały skrócone do absolutnego minimum, bo jest jeszcze sporo innych rzeczy, które musi się wydarzyć jeszcze w pierwszym tomie. Gdyby książka była o jakieś 100 stron dłuższa, ale pewne wydarzenie lepiej rozpisane, myślę że wyszłoby tej powieści tylko na lepsze. Ale jak na debiut autora dostrzegam ogrom włożonej pracy i z pewnością ta historia ma potencjał. Dlatego będę wyczekiwać drugiego tomu!
2024: Zrobiłem reread przed premierą drugiego tomu. Audiobook całkiem spoko się słucha. Cieszę się, że udało mi się odświeżyć tę historię.
Momentami wciągająca, momentami chaotyczna, czasem nudnawa. Największy plus to dwa równolegle światy i to, jak się ze sobą łączą. Minusy to dziwne przeskoki w akcji, rozwleczony początek (dużo czasu potrzebowałam, by się wkręcić). Denerwowały mnie stylizacje w języku bohaterów, nie wiem, miały brzmieć archaicznie, gwarowo? Odniosłam wrażenie, że pojawiały się niekonsekwentnie, główny bohater mówi ze stylizacją, ale myśli już normalnie. Moim zdaniem wyszło bardziej żenująco niż klimatycznie. Co do bohaterów, to nie zżyłam się z żadnym. Jakkolwiek poruszył mnie jedynie Pieprz, trzymałam kciuki, żeby przypadkiem nie trafił go jakiś magiczny pocisk. Postacie różnią się od siebie wyraźnie, mają swój charakter, ale większość była dla mnie neutralna. Było w porządku, momentami dobrze się bawiłam. Czy sięgnę po kolejny tom? Gdyby spadł mi z nieba, to pewnie bym przeczytała, ale nie będę szczególnie go wyczekiwać.
Tyle dobrego słyszałam o tej książce, że w końcu za nią złapałam. I nawet początek mi się podobał, ale dość szybko zmieniłam zdanie.
Dziur logicznych w tej historii jest mnóstwo. Podam kilka przykładów, więc jeśli ktoś chce uniknąć spoilerów, niech dalej nie czyta.
Bren - główny bohater książki - postać zagadka, ale bardzo nieciekawa. Nie wiemy ile ma lat, skąd się urwał, ani o co mu chodzi. On chyba tego też nie wie. Nie ma w nim nic wyjątkowego, żadnych talentów ani umiejętności, ale ucieczka z siedziby najlepszej i najgroźniejszej szajki skrytobójców to dla niego betka. Dla jego kolegi - jeszcze większego luzera - również.
Leba - wiemy, że ma skrzydła i pazury, ale czy to ptak, anioł czy jakaś inna harpia, to nie wiadomo. A szkoda. Jednak jest to jego najmniejszym problemem. Większym jest jego charakter, albo raczej kompletny jego brak. Leba mocno przeżywa śmierć swojego brata, który zginął podczas prób, które członkowie Lebowego ludu muszą przejść, jeśli chcą służyć człowiekowi (służba polega na tym, że ów „harpia” łączy się z człowiekiem niczym duch i daje człowiekowi magiczną moc). Pchany rozpaczą Leba również poddaje się próbom. Kiedy jednak giną jego rówieśnicy, Leba co najwyżej wzrusza ramionami i idzie dalej. Logiki zero. Wracając do prób, to trzeba przejść conajmniej trzy na sześć, żeby móc wejść na służbę. Trzy wystarczy, reszta dla chętnych. Jeśli przejdzie się więcej, to ponoć jest się „bardziej wszechstronnym” (nie wiemy jednak co to tak naprawdę znaczy, bo autor tego nie wyjaśnił). Leba przeszedł pięć prób, a i tak dał Brenowi tylko podstawowy pakiet maga. Po co w takim razie te dodatkowe próby?
Bren i Leba - pierwsi do moralnej oceny innych, ale śmierć dookoła ich wrażliwości nie wzbudza. Do tego ich podróż jest tak pełna szczęśliwych zbiegów okoliczności, że właściwie mogliby nic nie robić, a w fabule niewiele by się zmieniło. Nie lubię historii, na które bohaterowie kompletnie nie mają wpływu.
Pieprz - ja nie wiem, czy on jest tak głupi, czy jaka cholera. Bren ratuje Pieprza z więzienia (nie ma co wchodzić w szczegóły co to za więzienie, bo to nie ma znaczenia dla fabuły). Pieprz przemyca magów do tajnego miejsca, o którym wie kilka osób. Dosłownie kilka. Mimo iż wie, co grozi za pomoc magom w przedostaniu się do owego azylu, to i tak od razu wyjawia Brenowi, którego dopiero poznał, kogo i gdzie przemyca, po czym i jego tam przemyca. Bez mrugnięcia okiem. Jeśli tak działają przemytnicy, to ja nie mam pytań 😂 Potem działa tak samo głupio. Wszystko można mu wcisnąć.
Cała fabuła i świat są mocno przekombinowane, a przy tym brakuje nam podstawowych informacji. Gdzieś to wszystko popłynęło za bardzo. Miałam wrażenie, że do pewnego momentu opowieść się kleiła, ale trzeba było dojść jakoś do sceny z ożywieniem Zadry i właśnie wtedy pojawiło się to wyżej wymienione przekombinowanie.
Dobra, nie będę już marudzić. Takie kreatywne światy nie dla mnie. Bo świat, choćby nie wiem, jak był fantastyczny, to jakieś prawa logiki muszą go obowiązywać, żebym potrafiła w niego uwierzyć. W ten świat kompletnie nie wierzę.
Ps. Książka jest reklamowana jako odmienna od wszystkich innych. Tia… Wystarczy złapać choćby za Sandersona, żeby zobaczyć, że tu niczego nowatorskiego nie ma. I nie musi, ale po co w ten sposób reklamować?
This entire review has been hidden because of spoilers.
Oj długo chodziła za mną ta książka i w końcu tu jestem! Nie jest idealnie, ale to naprawdę jest kawał dobrego debiutu i już nie mogę się doczekać drugiego tomu, bo jestem ogromnie ciekawa, co będzie dalej. Trudno ją przyrównać do czegokolwiek, chociaż ja akurat cały czas miałam wrażenie, że przypomina mi trochę Malowanego Człowieka (ale nie wiem, czy to nie kwestia konkretnych scen i faktu, że obie serie czyta Filip Kosior).
Na minus dla mnie - wchodzimy na początku w sam środek akcji, czego ja osobiście nie lubię. Wydawała mi się nieco chaotyczna i jakoś za bardzo to pędziło na przód i kilka razy się pogubiłam. Nie wiem, czy nie zrobię rereadu przed drugim tomie, bo jednak czuję, że za mało z tego wyciągnęłam.
Poza tym sama końcówka - to się dosłownie prosi o kontynuację na już!
Czuć, że jest to debiut autora. Pomysły ma niesamowicie oryginalne, natomiast ich wykonanie pozostawia wiele do życzenia. Wszystko dzieje się po prostu za szybko. Nie jesteśmy w stanie zdążyć się z kimś polubić, bardzo mało wiemy o samych bohaterach, czy postaciach, którzy znajdują się obok nich. Gdy ktoś się pojawi, albo zaraz ginie, albo przechodzimy do zwartej akcji, w której mamy wrażenie, że autor CHCE żebyśmy wtedy czuli ekscytację, czy podziw, natomiast czytelnik nie czuje nic, ze względu na szybkość i powierzchowność dosłownie wszystkiego co się w tej książce dzieje. Postać znajdująca się na okładce powinna wzbudzać w nas postrach czy conajmniej zaciekawienie, jednakże mam wrażenie, że i straszna i ciekawa jest jedynie w głowie autora, ponieważ żyje z nią dużo dłużej niż czytelnik. Mam szczerą nadzieję, że nauczył się na swoich błędach i kolejna część będzie dużo lepsza.
Na początku mojej przygody z "Darem anomalii" było ciężko, po kilku rozdziałach byłam gotowa sobie odpuścić, ale coś bardzo małego, jakiś cień ciekawości trzymał mnie przy lekturze. I okazało się to czyś naprawdę, zaskakująco dobrym. Historia Brena i Leby nie jest wcale łatwa, ale uważam za fascynujące zobaczyć męski świat męskimi oczyma. Mam nadzieję, że wiecie o co mi chodzi xd nie czytam dużo książek napisanych przez mężczyzn, a jak już to były to głównie YA, a tutaj proszę: nie dość, że świetne fantasy, to jeszcze zaskakująco dobry debiut. Zbroszczyk tworzy świat na zasadzie multiwersum, co myślę, że jest (za sprawą Marvela) aktualnie w trendach. Nie mówię, że autor chciał być na czasie, ale myślę, że może to był świetny element polecający. Nowe gatunki istot rozumnych, ale też te znane z innej literatury, świetnie poprowadzony wątek szkoły dla zabójców oraz magów. Mnie to urzekło. Bren jest bardzo ludzką postacią, przeżywa wzloty i upadki. Jest rozgarnięty, inteligentny, ale nie jest pozbawiony ludzkich wad i bardzo barwnego języka. Może to dziwne, ale najbardziej podobało mi się w nim to, że nie ufa ślepo ludziom i autor nie zapomniał o tej cesze przez całą książkę (wiecie jak to czasami bywa: puf i już po nieufności młodocianych bohaterek, wystarczy trzepot rzęs dorodnego samca). Język powieści... Język powieści mnie zaskoczył! Czasem wspominam o tzw. "polskim stylu" pisania, czyli na siłę młodzieżowy, na siłę luzacki, a tu proszę: mamy język literacki. Nie jest pompatyczny, ale też nie jest potoczny. Jakbym nie wiedziała, że napisał to Polak, to w życiu bym nie powiedziała. Wypowiedzi postaci stylizowane są na różne rodzaje dialektów, co cenię, ponieważ nadaje to różnorodności. W tej kwestii jestem totalnie, totalnie na tak! Dobrze wiedzieć, że jeszcze takie zabiegi nie znikają, a pisarze wiedzą czym jest narrator trzecioosobowy. "Dar anomalii" to powieść, której się nie spodziewałam. Bawiłam się świetnie, śmiałam się, zostałam oczarowana. Z prawdziwą przyjemnością będę wyczekiwać kontynuacji (błagam, bez klątwy drugiego tomu!) przygód zgrai całkowicie różnych postaci, ponieważ co będzie dalej, możemy się tylko domyślać ;)
4,5/5 ⭐ W "Darze anomalii" zdecydowanie urzekło mnie nieszablonowe podejście do kreacji świata przedstawionego - magiczna rasa "dbająca" o inne, mimo że sama nie jest idealna, a jej przedstawiciele wyruszając na misje bazują w znacznym stopniu na wierze, tradycji oraz własnych zdolnościach i moralności, to wyjątkowa, świetnie zrealizowana koncepcja. Do tego desperacja bohatera, który zupełnie przypadkowo staje się członkiem niebezpiecznej organizacji bez nadziei na powrót do zwykłego życia, napędzająca akcję. I nieodgadniony wyższy cel, który stoi za tym wszystkim. Właśnie tak według mnie powinno wyglądać dobre epickie fantasy. Świat, w którym protagonista nie budzi się pewnego dnia jako superbohater, obdarzony mocami i gotowy walczyć ze złem. Tutaj za magię płaci się wysoką cenę, a zanim zacznie się ratować świat, trzeba zwalczyć mrok w samym sobie. Dlatego w Anomalii potrzebujemy dwójki głównych bohaterów, którzy połączą siły w dość nietypowy sposób. W kwestiach technicznych - dialogi są naturalne, proste i konkretne, a opisy interesujące (choć nieco krótkie jak na tak fascynujące pomysły). Z kolei tempo akcji, szczególnie na początku, jest dosyć szybkie, ale ja bardzo lubię właśnie takie historie, które odkrywa i rozumie się z czasem, bez elementarnego wyjaśniania wszystkiego w pierwszych rozdziałach. Odkrywanie kolejnych zależności i tajemnic, stopniowe zagłębianie się wraz z bohaterami w nowe miejsca, rozwijanie niezwykłych umiejętności i budowanie relacji to znaczne plusy tej powieści. Chyba jedyne uwagi, które nasunęły mi się w trakcie czytania, to lekka schematyczność w kwestii charakteru postaci i pojedynczych wątków, a także utartych żartów, jednak przy tak zaskakującej i nieprzewidywalnej fabule nie zakłóca to przyjemności z lektury. Z pewnością warto docenić to, jak ta historia porusza wyobraźnię i skłania do myślenia, jednocześnie oferując przyjemną w odbiorze rozrywkę. Gorąco polecam wszystkim fanom fantastyki i lecę czytać kolejny tom 🔥
Nie jestem fanką książek polskich autorów oraz autorek. Miałam tego pecha, że trafiłam na tak wiele okropnych historii, że po prostu zaczęłam omijać je szerokim łukiem. Jednakże, kiedy zobaczyłam nowe wydawnictwo i całkiem inny, niż dotychczas znany mi, zarys historii to nie mogłam ominąć jej szerokim łukiem. Wzięłam ją w ciemno z ogromnymi obawami, ale były one zupełnie bezpodstawne. Jednak wytłumaczę dokładnie dlaczego :)
"Dar anomalii" zaczyna się niczym wzorowe high fantasy, dwie równolegle narracje prowadzone przez Lebę oraz Brena, których los w końcu musi połączyć. Wiem, że ten zabieg jest dość ryzykowny w dzisiejszych czasach, bo odsiewa tych mniej wytrwałych czytelników (tych, którzy jednak skupiają się na szybkiej akcji i wątku romantycznym). Jednak dla mnie to jest genialny ruch! Po takim początku wiem, że mogę się spodziewać dobrze skonstruowanej historii bez luk w fabule. Tak było i co najważniejsze, byłam tak tą historią pochłonięta, że nawet nie wiedziałam kiedy się skończyła. Wow, tyle wątków rozpoczętych a na 2 tom trzeba czekać..
Mogę z czystym sumieniem polecić tę historię każdej osobie, która szuka dobrego high fantasy. Wartka akcja, dobrze wykreowany świat i brak wątku romantycznego. Mniam!
Jedynie Bren ma momentami takie muchy w nosie, że prosi się o potrząśnięcie. Ale na tle całej historii nie jest to wcale tak mocno uciążliwe. Jak dla mnie, pozycja do zakupu dla każdego fana fantasy. Nie zawiedziecie się na pewno!
"Dar Anomalii" to debiut Pawła Zbroszczyka, wydany przez Wydawnictwo Elfickie od którego dostałem książkę do recenzji.
Zostajemy wrzuceni w wykreowany przez Pana Pawła świat, który początkowo może konfundowac ale już po 30-40 stronach zaczynamy czuć się jak w domu. Tym bardziej, że musimy odnaleźć się nie w jednym ale dwóch unikatowych światach. Całość jest rzetelnie połączona i logicznie przemyślana. Autor stworzył świat do którego chce się wrócić, albo nieco lepiej zrozumieć. Trudno porównać konstrukcję do jakiegokolwiek dzieła kultury, poniekąd może trochę przypomina mi umiejętność Ciri z Wiedźmina. Natomiast wyobrażając sobie świat Parkan do głowy przychodził mi krajobraz Pandory z Avatara.
Język Pana Pawła znacząco pozwolił wsiąknąć w klimat przedstawionej powieści - bardzo podobały mi się użyte archaizmy! Całość czyta się przyjemnie i szybko zachęcając tajemnicą tytułowej anomalii. Swoją drogą słowo "anomalia" niezwykle mi się podoba - ma ładne brzmienie!
Jeśli chodzi o fabułę to mamy do czynienia z zupą jerzynową. Nie zrozumcie mnie źle - to przepyszna zupa ale wciąż pewien zbiór bardzo różnych wątków i elementów, które niekoniecznie myślałem, że będą do siebie pasować. Zbiór pewien mini fabuł, które mogłyby starczyć na oddzielne książki. Niektóre wątki pozostały otwarte, a historia gnała na złamanie karku ale tego karku nie złamała i każdy z wątków był bardzo wciągający. Moim ulubieńcem był wątek w chatce myśliwego, który niezwykle bawił się umysłem czytelnika.
Mógłbym się rozpływać przy tej książce jeszcze trochę ale trzeba podsumować, że to bardzo udany debiut, stanowiący mocny powiew świeżości i zwiastujący piękną przyszłość dla polskiego podwórka autorskiego. Książka na wysokim poziomie pisana z pasją! Ja spodziewałem się czegoś innego po klimacie z okładki ale nie zawiodłem się! Mogę polecić bez wątpliwości!
☺️Jest to fantastyka w bardzo dobrym wydaniu, która wywarła na mnie pozytywne wrażenie, chociaż muszę przyznać, że jest też coś do czego mogłabym się przyczepić. Zacznijmy jednak od plusów.
☺️Zdecydowanie autorowi nie można odmówić wyobraźni i pomysłowości, bo światy oraz reguły i magia w nich panujące były naprawdę oryginale i wydaje mi się, że nie spotkałam się wcześniej z takimi rozwiązaniami. Co ważne w trakcie czytania widać, że w tych światach jest jeszcze mnóstwo do odkrycia, co dodatkowo zachęca do wyczekiwania na kolejny tom.
☺️Ta historia stoi głównie akcją, dosłownie cały czas dużo się dzieję i przewija się mnóstwo intrygujących motywów. Jeżeli lubicie książki, które nie zwalniają tępa to może to być coś dla Was. Jednak tutaj właśnie pojawia się mój problem jako czytelnika, który ponad akcje stawia obszerne opisy dające mnóstwo informacji, a także rozbudowane relacje między bohaterami i dokładne przedstawienie postaci, a w szczególności ich wewnętrznych rozterek. Troszkę mi tego tutaj zabrakło, szczególnie w kontekście bohaterów, którzy byli bardzo ciekawi, jednak niestety nie poznałam ich na tyle, aby się z nimi zżyć i nie przeżywałam tego co się z nimi dzieje tak jak bym mogła, ale widać, że postacie mają naprawdę duży potencjał do tego, żeby jeszcze bardziej je rozwinąć w kolejnym tomie.
☺️ Jeżeli będziecie chcieli zapoznać się z tą książką to szczególnie polecam Wam audiobooka, bo lektor jest po prostu świetny. Naprawdę niezwykle przyjemnie mi się go słuchało.
☺️Podsumowując jest to pozycja warta waszej uwagi, jeżeli lubicie fantastykę i chcielibyście poznać, więcej polskiej twórczości.
To była ciekawa i całkiem angażująca przygoda. Muszę przyznać, że początek lekko usypia czujność, po to by za chwilę złapać czytelnika z zaskoczenia jednym z najbardziej oryginalnych zawiązaniem akcji jaki ostatnio czytałam.
Bohaterowie, zwłaszcza drugoplanowi, byli na pewno nietuzinkowi, ale gdy wcześniej słuchało się audiobooków Kroczący wśród cieni i Psy Pana to ma się wrażenie, że skądś się ich już zna - a to po prostu Filip Kosior używający podobnych głosów do dialogów. Niestety poza Brenem, Lebą i trochę Pieprzem trudno zżyć się z kimkolwiek innym, bo jedne postaci wchodziły na scenę, inne wychodziły.
Trudno opisać mi swoje wrażenia nie wchodząc w spojlery, ale lekką satysfakcję dało mi to, że dzięki wskazówkom ze szkolenia wpadłam na pomysł tego, kim był Bren jeszcze zanim to oficjalnie wybrzmiało. Szkoda jednak, że stał się zbiegiem, myślę, że byłoby ciekawiej, gdyby ukrywał się jeszcze jakiś czas na widoku.
Dalej książka kręciła się wokół motywu Family of choice, który trochę mnie znudził, na przestrzeni całości czasami nie widziałam co się dzieje i musiałam wracać , ale końcowa część, zagadkowa i dynamiczna sprawiła, że książka pozostawia pozytywne wrażenie i wkrótce sięgnie po drugi jej tom, licząc tym razem na jakąś ciekawą kobiecą postać, bo tu jej zabrakło.
Edit: muszę jeszcze nadmienić, że po scenie w kostnicy nie mogłam jeść. To tyle.
Mogę powiedzieć, czy raczej napisać, że Maitiri_books ma Dar przekonywania (a może raczej powinnam napisać, że ma dar wiercenia dziury w brzuchu ). Tak namawiała mnie do sięgnięcia po Dar anomalii. Księga 1, że już nie miałam siły i dla świ��tego spokoju wkroczyłam do świata wykreowanego przez debiutanta Pawła Zbroszczyka.
Pierzasty Leba i Bren. Uważaj na to, co czynisz. Biel twoich piór nie jest wieczna, a w każdym sercu czai się mrok gotowy zabarwić je czernią. Leba jest wciąż za młody, by popłynąć na wyspę z wieżą, ale świat nie chce czekać. Igrzyska na śmierć i życie, podczas których skrzydlaty chłopak odkryje, jakim siłom zacznie służyć po przejściu przez anomalię, to dopiero początek. Pełen poświęcenia i chęci czynienia dobra nie spodziewa się, że bogowie splotą jego los… z kłamcą i złodziejaszkiem. Uważaj na to, co kradniesz. Może się bowiem okazać, że sięgasz po tożsamość piewcy, a jedyna pieśń, jaką usłyszysz, będzie śpiewana przez depczącą ci po piętach śmierć. Bren właśnie otworzył przed sobą drogę do lepszego życia. Nie spodziewa się, że ten szczęśliwy traf, który udało mu się wykantować bezczelnym kłamstwem, w jednej chwili może uczynić go najbardziej poszukiwanym zbiegiem w Estepii. Jego los byłby przesądzony, gdyby nie pewna anomalia i życzliwy głos rozsądku…
Złe dobrego początki. ;) Maitiri_books może odetchnąć, nie będę jej robić wyrzutów, że wpuściła mnie w maliny. ;)
Cóż prawda początek Daru anomalii. Księga 1 cechuje się totalnym, niemożliwym do opanowania chaosem. Jednak z każdą minutą odsłuchanego audiobooka było tylko lepiej.
Przedstawiony, bardzo ciekawie wykreowany oraz co najważniejsze, przemyślany świat porwał mnie w swoje ramiona i mogłam rozkoszować się płynnie poprowadzoną fabułą okraszoną dość dynamiczną akcją.
Największe wrażenie (oczywiście ;)) wywarli na mnie pomysłowo wykreowani bohaterowie i ich zdolności. Pierzasty Leba za młody na swoją próbę dostaje jednak szansę, by ją przejść i w nagrodę wejść do Anomalii. Dzięki czemu zostaje połączony z Brenem. Ten dzięki zrządzeniu losu, choć może raczej powinnam napisać, że dzięki niewyparzonemu językowi zostaje kadetem Piewców — największej ekipy przestępczej w Estepii.
Jak to się stało, że chłopaków połączyła Anomalia, co nawywijał Bren i skąd pojawiły się pierwsze czarne piórka w skrzydłach Leba, musicie dowiedzieć się sami.
Ja tylko na zachętę napiszę, że ze względu na nieprzewidywalność ruchów bohaterów i nieszablonowe zwroty akcji, nie będziecie mieli czasu na nudę.
Dlatego sięgajcie i czytajcie Dar anomalii. Księga 1 Pawła Zbroszczyka, bo ten debiut jest wart poznania. A ja już czekam na kolejną odsłonę cyklu.
„Przypomniał sobie dzień, w którym wyparowały jeziora. Początkowo myślano, że woda zniknęła tylko z tego położonego najbliżej, lecz gdy dotarły wieści o kolejnych pustych akwenach obleczonych kobiercem martwych ryb, jego klan ogarnęła panika” - “Dar anomalii”, Paweł Zbroszczyk.
Zaintrygowani, prawda? W ciągu ostatnich kilku lat na rynku polskiej fantastyki pojawiło się sporo ciekawych premier. Nie ukrywam, że udało mi się już przeczytać kilka takich pozycji. Autorzy zadbali o dość ciekawie skonstruowane światy, historie zawierały w sobie niebanalnych bohaterów, a sami pisarze mieli nietuzinkowe pomysł na system magiczny. Czy w tym przypadku również tak się stało? Zapraszam was do przeczytania mojej recenzji „Daru anomalii”!
Od początku poznajemy losy dwójki bohaterów. Trudno powiedzieć, jak rozwinie się ich niecodzienne spotkanie, choć może lepszym określeniem byłaby dziwna relacja. Już na pierwszych stronach naszą uwagę przykuwa Leba. Jest on Parkaninem, istotą magiczną posiadającą upierzenie, skrzydła i dar pozwalający na połączenie się z człowiekiem. Nasz kolega, z uwagi na trudne czasy, chcąc nie chcąc musi wziąć udział w pewnej próbie. Jest zobowiązany przejść ją pomyślnie, aby połączyć się z anomalią. Nie jest jednak świadomy, że w wyniku splotu niefortunnych okoliczności zostanie związany ze… złodziejem i kłamcą. Bren, bo tak nazywa się nasza druga postać, to chłopak niemal urodzony w czepku. Niemal robi tu ogromną różnicę. Bezczelnie wkrada się w szeregi piewców (najpotężniejsza grupa przestępcza w Estepii), kierowany rozpaczliwą chęcią przeżycia. Tym samym dołącza do elitarnej jednostki walczącej z nadprzyrodzonymi mocami. Idealne zrządzenie losu? Nie w tym wypadku! Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że staje się najbardziej poszukiwanym dezerterem w Estepii… I tylko Leba może okazać się ostatnim ratunkiem, powstrzymując Brena przed złymi czynami.
Nie ukrywam, poczułam się mocno zainteresowana po przeczytaniu opisu na tylnej okładce książki oraz pierwszego akapitu debiutu Pawła Zbroszczyka. Pomysł na skrzydlate istoty, które łączą się z ludzkim umysłem, wydaje się dość oryginalny, choć walka dobra ze złem nie jest tu niczym nowatorskim. Wydarzenia śledziłam nawet ze sporym zainteresowaniem. Na korzyść podziałało wkomponowanie tak fascynującego pomysłu w system magiczny. Konflikt pojawiający się w toku akcji, przejęcie obcej tożsamości, kłamstwo i dezercja. To tylko kilka tropów, które możecie odnaleźć w „Darze anomalii”.
Oczywiście, nie byłabym sobą bez narzekania. Niestety, nie polubiłam się z jednym z głównych bohaterów, czyli Brenem. Jego zachowanie bardzo negatywnie wpływało na moje emocje i nerwy. Jak z początku wydawał się niegroźnym złodziejaszkiem, tak przy końcówce miałam ochotę go zawinąć w pled i rzucić w ciemną otchłań na pożarcie bestii. Tak, aby już nigdy nie wrócił. Leba okazał się ku mojej uldze kompletnym przeciwieństwem Brena. Mam nadzieję, że w przyszłych tomach będzie trochę więcej informacji o jego przeszłości, a także krainie, z której pochodzi wraz z innymi Parkanami.
Drugi z aspektów, który okazał się dla mnie problemem, to płytko skomponowany świat. Za mało mięsistych, konkretnych opisów lokacji, które odwiedzają bohaterowie w trakcie podróży. Moim zdaniem świat został jedynie pokrótce nakreślony, a nie wykreowany w całości i przybliżony nam, czytelnikom. Muszę przyznać autorowi plus za mapę znajdującą się na początku książki, jednak niestety to troszeczkę za mało. Zainteresowało mnie za to podziemne miasto, zwane Pustkowiami. Tam nasze postacie zatrzymały się na dłuższy czas, znajdując upragniony azyl. W prawdziwym życiu też przydałoby się takie miejsce. Mielibyśmy okazję skryć się z naszymi książkami i czerpać nieprzerwaną przyjemność z lektury.
W czasie czytania powieści pojawiły się pewne nieścisłości na poziomie czasowym, na które muszę zwrócić uwagę. Wraz z rozwojem fabuły miałam cały czas wrażenie, że wszystko dzieje się w przeciągu jednego tygodnia. Pomiędzy niektórymi wydarzeniami zabrakło oddechu. Mogłoby to stabilnie ugruntować całą historię, czas oraz rozgrywającą się akcję. Wszystko opisane było zbyt pobieżnie, w niektórych momentach biegło za szybko i łatwo. Taki rozwój raczej nie ma miejsca w realnym życiu. Pewne rzeczy nie przychodzą od ręki i zbyt prosto.
Nie jestem zawiedziona, w końcu jest to debiut, raczej czuję okrutny niedosyt. Dla osób, które nie czytają wielu książek fantasy, pozycja ta będzie idealnym wprowadzeniem do konwencji. „Dar anomalii” to nie jest kolejna kopia fantastycznych powieści polskich autorów, które możemy odnaleźć z łatwością na półkach w księgarniach. Pomimo to dla mnie, wyjadacza książek fantasy, pojawiło się za mało mięsa, silnych emocji i grania na psychice czytelnika. Chcę poczuć, że zaczynam wsiąkać całą sobą w historię i nie potrafię się oderwać od przedstawianych wydarzeń!
Seria ma bardzo duży potencjał, ale potrzebuje jeszcze dopracowania kilku mankamentów i dopieszczenia historii w odpowiedni sposób. Mimo wszystko jestem bardzo ciekawa, w jaką stronę potoczy się ten cykl. Z przyjemnością będę śledzić doniesienia o kolejnym tomie, by rozwiać moje wątpliwości. No i oczywiście przekonać się o tym, czy moje narzekania nie będą miały potwierdzenia w dalszych częściach.
Za możliwość zrecenzowania książki dziękuję serdecznie autorowi Pawłowi Zbroszczykowi, Wydawnictwu Elfickiemu oraz klubowi recenzenta Smocze Języki.
"Dar Anomalii " to świetne epic fantasy wydane przez polskiego autora Pawła Zbroszczyka.
Książka ta chociaż niepozorna, bo ma ok 320 stron zawiera w sobie niesamowicie rozbudowany świat. Ciekawych bohaterów i magię, której cena jest naprawdę wysoka.
🌌🌌🌌 Od samego początku zostajemy rzuceni na gorąca wodę. Poznajemy dwóch całkiem różnych mężczyzn Lebe i Bena. Ci panowie nie znają się bo i jak skoro żyją w dwóch różnych światach. Jednak zrządzenie losu a może Anomalii 🤭sprawia, że panowie zostają połączeni. I razem muszą zmierzyć się z zagrożeniem🌌🌌🌌
Na początku był Chaos. Tak bym to określiła 🙈 jednak szybko zaczęłam poznawać świat i bohaterów a co za tym idzie rozumieć historię, którą stworzył autor. Dzięki temu z zaciekawieniem śledziłam losy bohaterów, które niestety szybko dobiegły końca 🙈 Gdy już pochłonął mnie ten świat, kartki same się przekręcały a ja nawet nie zauważyłam kiedy dotarłam do ostatniej strony.
Autor zadbał o to by czytelnik się nie nudził. Książka wypełniona jest akcją, walkami i intrygami. I chociaż zaczyna się niewinnie od szkoleń to szybko przeradza się to w krwawy trening. Widzimy, że świat w którym żyją bohaterowie nie jest piękny a utkany z twardej gliny.
Bohaterowie chociaż nie pozbawieni wad dają się lubić i w pewnym momencie czytelnik po prostu zaczyna im kibicować. A nie mieli łatwo w swej przygodzie, mnóstwo przeszkód i zagrożeń czekało na nich po drodze. Niektórzy niestety nie przetrwali do końca.
Samo zakończenie wręcz krzyczy o dalszą część. Autor zaserwowała nam mocny cliffhanger i poprostu zakończył tom pierwszy😅 zostawiając czytelnika z nurtującymi go pytaniami. Mam jednak nadzieję, że szybko dostaniemy kolejny tom!
Jak widzicie jest to naprawdę ciekawa i mroczna fantastyka. Intryguje światem i bohaterami. Dodatkowo na uznanie zasługuje również audiobook czytany przez Filipa Kosiora, który niesamowicie oddaje klimat historii.
3,5/5⭐ Sięgając po "Dar anomalii" miałam wobec tej książki spore oczekiwania. Niewątpliwymi atutami tej książki są styl pisania, ciekawy świat przedstawiony, oryginalny system magiczny i wartka akcja. Niestety, powieść ma również wady. W moim odczuciu relacje między bohaterami oraz ich osobowości są dość płytkie, czasem wręcz niespójne, a ich działaniom momentami brakowało logiki. Mimo to z pewnością przeczytam drugi tom.
Początek zapowiadał się ciekawie, ale po połączeniu się dwóch głównych postaci mam wrażenie że pogubiłam już wątki. Podczas ucieczki bohaterów z anomalii na ich drodze dostajemy mnóstwo nowych postaci, imion itp, rozwlekłe opisy i w sumie to już nic nie wiedziałam.
Dawno nie odczuwałam tak silnej irytacji spowodowanej koniecznością odłożenia książki i zajęcia się "czymś ważnym". Chciałam siedzieć i czytać tak długo, aż skończę, za nic mając zmęczenie, pracę, czy domowe obowiązki. Nie ma się jednak co dziwić. To naprawdę dobre klasyczne fantasy, czyli to, co tygryski – to znaczy ja – lubią najbardziej, które jednocześnie jest bardzo dobrym – a może nawet i świetnym – debiutem. Okazuje się bowiem, że jeśli się chce, a dodatkowo uzbroi w cierpliwość i dołoży odpowiednich starań, można tekst dopieścić tak, by nie zawierał błędów. Dodatkową zaletą – dla mnie – jest fakt, że książka została napisana lekkim, barwnym i przystępnym językiem, a autor nie stroni od szczegółowych opisów otoczenia, gdy miejsce i sytuacja tego wymaga, a unika ich, gdy mowa o oczywistościach, czy rzeczach mało istotnych.
Nigdy nie szukam potknięć, literówek, czy powtórzeń na siłę. Jedynie staram się czytać w spokoju książkę i czerpać z lektury przyjemność, a wyżej wspomniane błędy atakują, niczym stado rozwścieczonych kundli i zostawiają krwawiące obficie rany, których po prostu nie sposób ignorować. Podczas lektury Daru Anomalii nie doszło do ani jednego ataku na moje oczy, za co serdecznie autorowi dziękuję. To rzecz jasna nie oznacza, że żadnych błędów nie ma. Możliwe, że są, tylko siedziały głęboko ukryte, bojąc się wyściubić chochlikowate noski. :)
Autor, na kartach Daru Anomalii, zgrabnie balansuje pomiędzy tym, co czytelnikowi fantastyki doskonale znane, a dziełem własnej wyobraźni. Można się ograniczać do doskonale znanych wszystkim ras, a także systemów magicznych, jednak tym sposobem łatwo czytelnika znudzić, szczególnie jeśli fabuła, czy kreacja bohaterów nie przykuje dostatecznie uwagi. Z drugiej strony zarzucenie czytelnika mnóstwem nowych stworów i skomplikowanych zależności rządzących fantastycznym światem, może wprowadzić chaos i sprawić, że fabuła wraz z bohaterami utoną w powodzi opisów i wyjaśniających całe zamieszanie wywodów. W Darze Anomalii zostają zaprezentowane doskonale znane rasy, takie jak: gnomy, elfy, krasnoludy i ludzie; a także kilka wytworów wyobraźni autora, z których każdy odgrywa w historii istotną rolę.
Dwójka głównych bohaterów książki to młodzi mężczyźni różniący się od siebie wszystkim, włącznie ze światem, z którego pochodzą. Choć z początku wydają się kreowani na protagonistów bez skazy i zmazy, szybko okazuje się, że wcale nie są idealni i dokonują moralnie wątpliwych wyborów.
Na samym początku książki autor prezentuje dwa oddzielne wątki dotyczące głównych bohaterów, które prędzej czy później muszą się ze sobą spleść. Czuć to doskonale od pierwszych rozdziałów książki, w której wszystko, tak jak główne wątki, dzieje się w sposób jasny, logiczny i spodziewany, ale… nie do końca. I to "nie do końca" jest wisienką na torcie, jakim jest Dar Anomalii. Wszystko ma ręce i nogi, akcja rodzi logiczną reakcję, autor nie wywala nagle fabuły do góry nogami, żeby potem w mętny sposób tłumaczyć, to co się wydarzyło i niezgrabnie łatać nielogiczności, a mimo wszystko nie pozwala czytelnikowi przewidzieć w stu procentach dalszego biegu wydarzeń.
W sumie jedyną wadą, jaką widzę w tej pozycji, to wrażenie urwania opowieści w połowie, jakie miałam po zakończeniu lektury. Domyślam się, że więcej odpowiedzi dostaniemy dopiero w następnym tomie, ale w pierwszym było ich troszkę za mało.
Czy mi się podobało? Zdecydowanie tak.
Czy polecam? Oczywiście. Nie mam wątpliwości, że książka spodoba się zarówno młodszym, jak i starszym fanom klasycznego fantasy.
Fantastyka towarzyszy mi od zawsze, jednak z dark fantasy czy epik fantasy spotykam się rzadko. "Dar Anomalii" zdecydowanie jest mroczną fantastyką z nowym pomysłem na świat. W książce mamy perspektywę z dwóch totalnie innych światów. Świat można by powiedzieć naszego średniowiecza, w którym młody mężczyzna ucieka przed kimś i trafia do szkoły dla muzykalnych skrytobójców i ten drugi, totalnie odmienny. Skrzydlate istoty i magiczne próby, które szukają swoich anomalii. Wyjaśnienie czym są owe anomalie, było naprawdę ciekawe i mnie zaciekawiło. Co do bohaterów, nie polubiłam żadnego z nich. Autor bardziej skupił się na historii niż bohaterach, ja zdecydowanie wolę dobrze wykreowanych bohaterów, z którymi mogę się na jakiejś płaszczyźnie utożsamić. Biorąc pod uwagę to, że to debiutancka powieść autora nie miałam do niej żadnych oczekiwań, to jednak się trochę zawiodłam tym, co otrzymałam. Książkę słuchałam w formie audiobooka, ale poczytywałam też w formie papierowej i zdecydowanie lepiej się słuchało. Gdym czytałam, to zrobiłabym jednak DNF. Ta historia z całą pewnością swoich i zwolenników jak i przeciwników. Ja jestem tak pomiędzy i rozumiem, czemu się komuś podobało i rozumiem czemu się, nie podobało.