Dowcipna historia, która nigdy się nie wydarzyła. Ale mogła...
Paweł Kozioł, cyniczny i wyrachowany typ, robi swoją małą karierę – zostaje nauczycielem tańca w szkole podstawowej gdzieś na Śląsku. W szarej rzeczywistości lat 90. jest jak intrygujący przybysz z innego świata. Tym łatwiej może realizować swój ohydny plan – ma teraz nieograniczony dostęp do małych, słodkich, niewinnych dziewczynek. Choć może nie tak bezbronnych, jak mu się wydaje...
Trzeba być niezwykle odważną by napisać pełną humoru lekką powieść, której głównym bohaterem jest (o zgrozo!) pedofil. Tak, tak, dobrze przeczytaliście, to nie autokorekta podczas pisania, to książka o pedofilu, który zatrudnia się w szkole jako nauczyciel tańca i za swój cel obiera sobie jedną z nastoletnich uczennic. I zapewniam, że jeśli macie w sobie choć trochę dystansu to będziecie przy niej parskać śmiechem, choć z poczuciem dyskomfortu. A jeśli wychowaliście się w latach 90-tych to dodatkowo będziecie z nostalgią raz po raz wyłapywać wspomnieniowe smaczki. A Ania serwuje nam ich tu całkiem sporo i znakomicie oddała ducha tamtych lat pachnących Old Spicem, z rozmodlonym społeczeństwem, nieobecnymi rodzicami i nastolatkami zakochanymi w Dylanie z Beverly Hills 90210 (jak ja). Jest kontrowersyjnie, a przy tym z ogromną lekkością stylu, języka i podejścia do tematu. Ale przecież zło istnieje, jest obok nas i często jest przez nas nadmiernie oswajane (sic!!!).
Ksiązkę kupiłam sobie na dzień dziecka. Zwabiona osobą autorki i przeczuciem, że przeczytam w weekend i że nie będę żąłować. Nie zawiodłam się. Temat główny pedofilski romans nauczyciela tańca z uczennicą podstawówki. Ale poza tym Śląsk w latach 90-tych, polskie katolskie społeczeństo, które zna na pamięć zdrowaśki, ale pojęcie miłości do bliźniego jest mu obce i do tego niekochana przez nikogo dziewczynka. Wydawałoby się, że trudno się wczuść w powieść o pedofilii, a jednak cała sceneria oraz bohaterowie, że wyobrażenia stają się wyraźniejsze. A może to zasługa tego, że sama dorastałam w czasie, o którym mowa jest w książce.
A long time since I read a Polish book, by a Polish author, written in Polish. I forget how much fun it is. How amazing it is to read and devour your own native language that is not translation that is not trying to imitate someone else’s language, doesn’t try to be English language in polish. It is just Polish. And it can be an amazing power in a book. The language is not forced, it completely different from what I know from my everyday life. And it just works perfectly for the book. I need to read more contemporary polish literature.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Dowcipna historia, która nigdy się nie wydarzyła. Ale mogła...
Jak bardzo chciałabym, żeby prawdą było to, że tak historia wydarzyć się nie mogła, nigdy. Ale niestety prawdą jest, że wydarzyć się mogła. I możliwe, że teraz coś podobnego gdzieś się dzieje. Te lata które dzielą nas od lat 90. nie zmieniły aż tak dużo w naszej mentalności. Nadal możemy poznać postaci takie jak Kozioł, dyrektor Wąż, czy nauczycielka Magda.
Wystarczyła mi doba, choć miło nie było. Opowieść o pedofilu radośnie poczynającym sobie w śląskiej podstawówce, jak wszystko wtedy pozostającej we wczesno transformacyjnym rozkroku: między wójtem a plebanem, a właściwie między dyrektorką szkoły a arcybiskupem, którzy w tej mikrospołeczności stanowią najwyższe autorytety. To faza transformacji, w której ktokolwiek mógł wiele, jeśli się znalazł w odpowiednim miejscu i czasie (szalone biznesy, sukcesy i plajty w pięć minut to credo dekady lat 90.), większość społeczeństwa trawiła bieda, a telewizja kreowała światy wszystkim na równi zgodnie z ramówką. To świat, w którym podziały na "nas" i "was" były jaskrawe i doświadczane z pełnym patosem, jaki pozwala oddzielić obrońców polskości od "post-partyjnych" lub innych niekatolików. Co czyniło wrogość swoistą formą kultury narodowej. I w tym wszystkim 12-letnia dziewczynka chowana nad wyraz skromnie przez bogobojną babcię i z rzadka obecnego ojca-cyrkowca, nowobogacka, sfrustrowana anglistka, nieurodziwa na modłę "Agatki ze znaku drogowego" (kocham to stale przywoływane skojarzenie), srogo garująca woźna, szereg wdzięcznych postaci drugiego i dalekiego planu i wreszcie centralny dla opowieści obmierzły nauczyciel tańca. Książka to mocna, zaangażowana i błyskotliwa, a przy tym prześmieszna i mam tu na myśli prawdziwe wybuchy śmiechu raz po raz, prowokowane przez językowe gry i soczyste obserwacje społeczne. I ta wnikliwość w obrazowaniu lokalnej perspektywy, gdzie Ślązacy i górale są jak zwaśnione stadła. Po tej lekturze, że aż ją tu zacytuję, "Uspokojenie na pewno nie nadeszło, chyba że takie jak Słowackiego".
Książka "Disko" jest debiutancką powieścią dziennikarki Anny Dziewit-Meller. Akcja toczy się we wczesnych latach 90-tych na Śląsku. Toporna szkoła podstawowa, realia katolickiego kraju, bezrobotni, górnicy i ich pociechy. Głównym bohaterem jest Paweł Kozioł - dawny choreograf zespołu muzycznego. Kozioł ma mnóstwo wad: nie utrzymuje kontaktu z rodziną i matką, nie dba o higienę osobistą i leje na siebie litry wody kolońskiej, ma plastikową łatę zamiast policzka oraz niestety...odczuwa popęd do niedojrzałych dziewczynek. Pewnego dnia wpada na pomysł zorganizowania lekcji tańca w podstawówce czyli raj, o którym marzy każdy pedofil. Wulgarny i nieatrakcyjny mężczyzna udaje osobę miłą i bez trudu zdobywa sympatię dzieci z V klasy. Jego ulubienicą zostaje Agnieszka. Poświęca jej najwięcej uwagi. Język powieści jest lekki i czyta się dosyć szybko. W całej tej historii odstręcza główna postać - jego dziwne nawyki i przyzwyczajenia. Roi się tutaj od mocnych zwrotów i przekleństw. Gwałt jaki Kozioł zadaje psychice oraz ciału dojrzewającej dopiero Agnieszki tym bardziej obrzydza. Pedofilia to jest główny wątek. Mamy 1993 rok...dzieci i rodzice modlą się przy każdej okazji. Religijność w "Disko" zostaje ukazana w osobie dyrektorki szkoły do której chodzi dziewczynka i w której pan Paweł prezentuje nieudolnie kroki taneczne. Ów problem nadal się dzieje i jest obecny. To bardzo poważny temat, który w tej książce jest ujęty niesmacznie. Spodziewałam się po tej zareklamowanej w mediach pozycji czegoś innego. No i niestety rozczarowałam się. Ogólnie nie polecam.
W swoim debiucie Anna Dziewit Meller porusza problem pedofilii w szkole. Uwiedzenie 12 letniej dziewczynki przez nauczyciela tańca, a w tle wczesna lata 90-te. Negatywny bohater został przedstawiony z kilku perspektyw, poznajemy jego relacje z matką, stosunki z koleżanką w pracy, serwilizm wobec dyrektorki szkoły, wreszcie stosunek do nieletnich dziewczynek. Autorka starała się pokazać procesy myślowe, o ile takie w tym przypadku zachodzą razem z popędem, zachowanie, budowanie relacji z ofiarą, zarzucanie sideł. Wszystko to tworzy obraz obrzydliwego człowieka, który potrafi znaleźć się w każdej sytuacji i wykorzystać ją na swoją korzyść. Tło społeczno-polityczne także ciekawe (wizyta biskupa w szkole, jak kiedyś wizyty prominentów partyjnych).
3.5 gwiazdek Historia zdecydowanie wprawiająca w dyskomfort, ale dobrze napisana. Czyta się szybko, jest sporo humoru i nostalgii. Jedyne co mnie zawiodło to zakończenie- napisane jakby na szybko, bez rozwinięcia wątków. Taki natłok wydarzeń wciśnięty w zawartość kilku czy kilkunastu stron ma swój urok. Jednak chciałabym chyba dowiedzieć się trochę więcej, chociażby co stało się z Agnieszką… Mimo wszystko warta przeczytania!
Książka wielokrotnie wprowadzała mnie w stan dyskomfortu, ponieważ napisana jest z ogromną dozą poczucia humoru jednocześnie opowiadając historię… pedofila zatrudniającego się w szkole, jako nauczyciel tańca. Język był lekki, czytało się błyskawicznie. Jedyne co mnie zawiodło, to zakończenie. Za szybko.
Fantastycznie opisane postacie i ciekawa fabuła. Szybko i miło się tą książkę czyta, bo chociaż opisywane problem jest poważny, to został dość powierzchownie przedstawiony.