I Williamsburg i New York bor chassiderna, de ultraortodoxa judar som lätt känns igen på sina svarta rockar, långa skägg och tinninglockar. Chassiderna konserverar en gammal religiös värld och tillbakavisar det moderna västerländska samhällets värderingar och levnadssätt. Trots att de bor i hjärtat av en världsmetropol lever de mer eller mindre isolerade från sin omgivning.
När Nina Solomin flyttar till Williamsburg väcks hennes nyfikenhet på denna judiska kultur och den religiösa fanatismens mänskliga och sociala mekanismer. Mot alla odds lyckas hon efter månader av envist arbete hitta en spricka i deras mur mot omvärlden. Boken om hennes tid med chassiderna ger en unik inblick i en radikalt annorlunda kultur och mentalitet.
Solomins reportagebok är riktigt, riktigt bra. Inte bara för att hon ger inblick i en sluten och i sig intressant värld - en ultraortodox gren av judendomen mitt i mångkulturella metropolen New York, utan också för att hon är sjukt duktig på att gestalta. Hon får konflikterna i situationen, inom sig själv och mellan chassiderna och omvärlden så tydliga att jag befinner mig där med henne, på badhus, i synagogan, på festmiddagar och bröllop. Hon berättar intelligent och känsligt. Hon behandlar komplexa sammanhang med en enkelhet som känns självklar - och allt annat än enkel. Hon reflekterar över sig själv som inkräktare och över motsättningarna mellan historia och nutid, öppenhet och slutenhet, omvärld och familjesammanhang, kvinnor och män, fördomar hos sig själv och hos chassiderna.
Det enda jag möjligen saknade var någon sorts reflektion över Solomins egen religiositet i slutet av vistelsen. Har den ändrats? Hur blev hon påverkad?
Historia o ludziach, którzy w bardzo restrykcyjny sposób dochowują swojej wiary. Bardzo dobrze napisany reportaż o chasydach mieszkających w Williamsburgu zaledwie kilka przecznic od centrum Nowego Jorku. Temat przedstawiony poprzez poznanych przez autorkę ludzi, którzy wpuścili ją do tego hermetycznie zamkniętego społeczeństwa.
Temat ortodoksyjnych żydów nie był mi zbyt znany, dopóki nie wyszedł serial „Unorthodox”, a później odkryłam, że istnieje książka o tym samym tytule, na podstawie której powstał wyżej wspomniany serial. Nina Solomin jeszcze bardziej przybliża nam społeczność Chasydów, odkrywając ich świat przed nami. Pokazuje nam ich życie w Williamsburgu, w dzielnicy Brooklynu. Społeczność, która żyje obok nas, a czytając o nich, odnosi się wrażenie, jakby to był zupełnie inny świat, tak bardzo odległy od naszego. Społeczności, która jest bardzo nieufna i wymaga sporo czasu, aby dotrzeć do nich, mająca ogrom swoich tradycji, które pielęgnuje, ale też zasad, których nie można złamać. Reportaż Solomin jest dużym uzupełnieniem tego, co było mi już wiadome, czyta się go bardzo płynnie, styl reporterki jest naprawdę dobry, potrafi zaciekawić czytelnika tak, że nie chce się odkładać książki ani na chwilę.
Så spännande att få lära sig om en värld de flesta av oss inte vet så mycket om. Nina Solomin berättar mycket intressant och detaljrikt om flera av sin chassidiska bekantas liv. Jag fastnade för boken direkt när jag hade börjat lyssna på den, det är något så annorlunda och spännande med chassidernas liv, regler och traditioner, inte så att det är en värld där jag skulle vilja leva i men jag älskar att lära mig mera om olika religioner. Det får mig också att uppskatta min frihet och det liv jag lever. Jag älskade den här boken, Solomin har verkligen kunnat fånga en helt annan värld i en bok. Stark rekommendation!
Dobry reportaż, dużo nowych informacji dla mnie. Jedyne co mi przeszkadzało, nawet nie w stosunku dla mnie, bo znam angielski, ale nieprzetłumaczone wymiany zdań po angielsku, bez dodanego tłumaczenia wyklucza część czytelników, tych nieznających języka angielskiego. Chyba nie byłby to problem, aby dodać tłumaczenie choćby w przypisie, albo nawiasie ;)
Mycket bra skildring: känner mycket mer förståelse både för chassiernas sätt att leva, men också vad religion gör med människor i stort samt olika former av förtrycket det kan leda till
Quite messy memoire / reportage about the time when the author lived and worked in New York, among Hasidic Jews. Information about history and some general knowledge about this religious group was interesting and really useful if this is your beginning in the topic, but all the ‘real life’ and relationships the author depicts, which I was the most interested in, were chaotic, dull and if not contradictory then well, it was obvious the author wanted to have better approach, more opened one, that she really had. I found the book sadly boring and although it wasn’t a pain to read, it’s quite surprising a journalist wrote it, not a random person who happened to live there.
Okoliczności zamieszkania ponad dwadzieścia lat temu w brooklyńskim Williamsburgu, siedzibie satmarskich chasydów, przedstawia autorka w Słowie wstępnym do polskiego wydania. Dzisiaj wspólnota ta jest jeszcze liczniejsza lecz równie konsekwentna w swoim ultraortodoksyjnym pojmowaniu judaizmu jak w latach 1997/98, gdy Nina Solomin tam przebywała. Choć pierwsze, szwedzkie wydanie jej książki ukazało się już w roku 2001, wprowadzeniem do świata chasydów z dynastii Satmar były prawdopodobnie dla większości z nas książka i film „Unorthodox”, powstałe znacznie później. Dla mnie autobiografia ex-chasydki Deborah Feldman stała się przystawką, trafniej z angielska określaną jako appetizer, przed daniem głównym. Choć „OK,amen”, autorstwa szwedzkiej niereligijnej Żydówki, zaostrzonego apetytu do końca zaspokoić nie mogło, na pewno znacznie poszerzyło gamę chasydzkich smaków.
Nina Solomin, wówczas początkująca dziennikarka, chciała ten świat poznać i opisać. Nigdy nie pragnęła stać się jego częścią, podporządkować się jego rygorom, by albo zupełnie przewartościować swoje życie, albo w końcu z niesmakiem, jak to uczyniła Deborah Feldmam, go opuścić. Inna rzecz, że gdy po paru miesiącach udało jej się wreszcie przebić przez hermetyczną granicę oddzielającą chasydów od świeckiego świata, musiała zaakceptować przynajmniej zewnętrzne atrybuty, takie jak ubiór, chasydzkiej religijności, a także w naturalny sposób podzielać emocje codziennego życia swoich nowych znajomych, przede wszystkim kobiet.
Krąg jej rozmówców stopniowo się poszerzał, i choć niezbyt liczny był dość zróżnicowany. Obok małżeństwa konwertytów, inna para, z pokaźną gromadką dzieci i wnucząt, reprezentuje twardą, od pokoleń niezmienną ortodoksję. Znajoma, sama nie kryjąca swych wątpliwości, poleca ją z kolei przyjaciółce, której misją jest nawrócenie autorki. Jeden z nielicznych mężczyzn nieunikający rozmów z nią jest według satmerowskich wymogów starym kawalerem, ale ją chętnie by poślubił, gdyby tylko zechciała się nawrócić. Jest wreszcie jeden otwarty rebeliant, którego rzeczowych i inteligentnych filipik tylko tacy jak ona słuchają z zainteresowaniem, bo dla rodziny i sąsiadów z Williamsburga jest nieodpowiedzialnym gorszycielem. Oczywiście taka różnorodność postaw nie odzwierciedla ich statystycznie mierzonej częstotliwości w populacji nowojorskich chasydów. Trzeba również pamiętać, że tzw. obserwacja uczestnicząca była dostępna dla młodej dziennikarki jedynie z punktu widzenia chasydzkiego babińca. Przez mężczyzn nawet podczas domowych posiłków traktowana jest jako ledwo tolerowany intruz, a w sytuacjach publicznych po prostu dla nich nie istnieje, podobnie zresztą jak wszystkie kobiety w tym świecie. Mimo tych ograniczeń dobrze napisana książka Niny Solomin jest niewątpliwie warta lektury. Polecam
"OK, amen" to reportaż o życiu chasydzkiej społeczności żydowskiej w nowojorskim Williamsburgu, który został wydany wśród wielu publikacji zalewających nasz rynek po sukcesie serialu "Unorthodox". Bardzo się cieszę, że udało mi się go nie przegapić, bo pośród wszystkich lektur, które już zdążyłam na ten temat przeczytać, książka Solomin jest zaskakująco dobra.
Autorka jest szwedzką dziennikarką, której rodzice pochodzili z wschodnioeuropejskich szetli. Podczas pobytu w Nowym Jorku przypadkowo poznała człowieka, od którego wynajęła mieszkanie w Williamsburgu. Niewielki spacer dzielił ją od satmarskiej części dzielnicy, do której czas nie miał dostępu i wydawałoby się, że zatrzymał się 100 lat temu, skrzętnie przechowując resztki świata pozostałego na zgliszczach po zagładzie. Nina Solomin w 1997 roku wprowadza się do przestronnego, nowoczesnego mieszkania i rozpoczyna trwającą rok podróż w przeszłość, trochę sentymentalnie – poszukując własnych korzeni, jednak przede wszystkim żeby znaleźć odpowiedź na pytanie, które stawia w książce: "Cóż tak atrakcyjnego ma w sobie owa tajemnicza społeczność, że jej członkowie obojętnie machają ręką na popularne seriale telewizyjne i zdobycze najnowszych technologii? Co sprawia, że mają tupet i odwagę żyć w samym środku Nowego Jorku, jednego z najnowocześniejszych miast na świecie, i okazywać mu tak wielkie lekceważenie? To zakrawa na sensację. Nie mieści się w głowie.". Po ostatnim zdaniu zacytowanego fragmentu moglibyśmy spodziewać się szokujących scen, które mają wywoływać dyskomfort i wzburzenie u czytającego. Takie są książki pisane przez uciekinierów z diaspory, pełne emocji i wzbudzające gniew. Solomin tego nie robi, stara się przybliżyć czytelnikowi ten świat obiektywnie. Opowiedzieć o tym czego doświadczyła próbując przez rok zbliżyć się do chasydzkiej społeczności, pokazać ich prawdę, w sposób jak najbardziej pozbawiony oceny.
Nina Solomin spaceceruje brooklińskimi uliczkami, zagląda do sklepów gdzie robi zakupy i szuka zatrudnienia, próbuje uśmiechać się do przechodniów, chodzi na basen w godzinach, w których przebywają tam tylko Żydówki, robi co tylko się da, żeby nawiązać kontakt z mieszkańcami Williamsburga. Niestety przez wiele miesięcy pozostaje dla nich niewidzialna, jest całkowicie ignorowana. Nie zna zasad, które obowiązują chasydów i nie wie jak przełamać lody. Kiedy w końcu jej się to udaje, zabiera nas z wizytą do postaci ciekawych i różnorodnych. Dzięki temu obraz chasydów przestaje być stereotypowy i jednowymiarowy. Poznajemy rodziny bardzo religijne, ale też "Bumsa", który żyje w obrębie społeczności, ale nie stosuje się do jej rygoru. Mamy tu uciekinierkę, ale też nawróceńca, który był wolnym artystą, podróżował po całym świecie, mogł robić co tylko chciał, a jednak porzucił to wszystko żeby zostać ultraortodoksem i jest z tym naprawdę szczęśliwy. Rozmawia z kobietami, i choć z pozoru to nieprawdopodobne, udaje jej się porozmawiać również z mężczyznami. Role płciowe, które do tej pory widziałam stereotypowo, jako biednej, uciemiężonej żony zamkniętej w domu na usługach męża chodzącego na modły i posiadającego dużo więcej swobody rownież są przedstawione w zupełnie innym świetle. Okazuje się, że to kobieta jest istotą bardziej zbliżoną do boskości, nie musi spędzać godzin na studiowaniu Tory, bo jej szanse na zbawienie są większe. Jedna z rozmówczyń wyjaśnia "Miejsce kobiety jest w domu – podkreśla. – I to wcale nie znaczy, że praca na rzecz rodziny ma mniejszą wartość. Kobieta ma tej rodzinie przewodzić. Posiada moc kształtowania jej, możliwość wychowania emocjonalnie i moralnie zdrowych dzieci. Jej siła jest ogromna, jeśli tylko zostanie użyta we właściwy sposób. Gloryfikacja kobiety w chasydyzmie wynika z myślenia esencjalistycznego. Przypisuje się jej szczególny talent do zajmowania się sprawami związanymi z wychowywaniem dzieci i opieką nad domem. Matka ma do odegrania istotną rolę w kształtowaniu nowych pokoleń dobrych Żydów." Nie znaczy to, że kobiety są pozbawione intelektu, świadomości, czy trzeźwego spojrzenia na świat. Ta sama rozmówczyni mówi "Oczywiście są dziś chasydzi, którzy przypisują swoim rebom szczególną mądrość i ponadnaturalne zdolności – dodaje po chwili. – Pytają ich o radę i podążają za ich wskazówkami. Dobrze jest wierzyć w coś takiego. Ale osobiście nie znam żadnego rebego, którego intelekt i zdolność dokonywania mądrych wyborów ceniłabym bardziej niż swoje.". Książka zawiera mnóstwo informacji, ciekawych i dla mnie zaskakujących, jak choćby, że w reformowanych gałęziach judaizmu kobiety – rebecin mogą prowdzić nabożeństwa. Opowiada historię sekt mistycznych jako ruchów oświeconych i wyjaśnia jak doszło do tego, że stały się ortodoksyjne. Żywo przybliża chasydzkie zwyczaje, przesądy, codzienne i świąteczne. Przy okazji po raz kolejny przekonałam się jak mój własny język, zabobony i kuchnia mocno są żydowskością przesiąknięte. Oczywiście zdarzały się też momenty szokujące, jak choćby opis obrzędu kaparot, podczas którego Żydzi przekazują swoje występki kurom i kogutom, które potem zostają złożone w ofierze, oczyszczając w ten sposób ludzi z grzechów. Jakkolwiek opis gromady ludzi stojących w centum miasta, machających nad głowami setkami pierzastych ptaków srających na peruki i recytujących zaklęcia w jiydysz może jawić się surrealistycznym, a wręcz zabawnym, to osobie nie jedzącej od lat mięsa scena ta przewróciła flaki do góry nogami. Zresztą nic dziwnego, autorka pisze w sposób bardzo żywy, oddziaływuje na wszystkie zmysły, czytelnik znajduje się na ulicy obok niej i czuje smród i strach zwierząt.
Przez obrazowość opisów i staranne oddanie atmosfery Williamsburga książkę czyta się jak dobrą powieść. „Jak wiele razy wcześniej uderza mnie magia kontrastów. Starodawna ceremonia rozgrywa się w kulisach wielkiej metropolii. Słońce wisi nad wieżowcami jak wielka pomarańcza, a wokół nas roztacza się krajobraz przemysłowego portu. Dźwigi wyciągają w pozłacane niebo swoje kościste ramiona. Widać drut kolczasty, zwały betonu i rdzewiejące łodzie. Mężczyźni i kobiety stoją w oddzielnych grupach i w skupieniu czytają modlitewniki. Ich ciemne kiwające się sylwetki odcinają się od zalanego wieczornym blaskiem tła." - jak to pobudza wyobraźnię!
Na koniec chciałam napisać o jeszcze jednej refleksji wspólnej dla reportażu Solomin i pozostałych książek opowiadających o chasydach. Wczyscy odszczepieńcy i buntownicy podkreślają ogromną rolę, jaką w ich życiu odegrały lektury. Miejscem ich pierwszych ucieczek najczęsciej były biblioteki. Tak jak powiedziała Helen Exley "Książki mogą być niebezpieczne. Najlepsze z nich powinny być oznaczone jako „to może zmienić twoje życie”."
Czytajcie zatem książki i znajdźcie wśród nich miejsce na "OK, amen" Niny Solomin. Warto!
“ok, amen” to tytuł, który gatunkowo klasyfikowany jest jako reportaż i swą tematyką podejmuje rzeczywistość jednej z najbardziej zamkniętych społeczności - nowojorskich chasydów, czyli wyjątkowo pobożnych wyznawców judaizmu. jego autorka to szwedzka dziennikarka prasowa, a prywatnie również żydówka. to połączenie publicystycznego zaplecza oraz osobistego kontekstu, w który wpisywał się temat obiecywało naprawdę dobry materiał.
autorka od samego początku podkreśla swoje trudności z wniknięciem wgłąb interesującej ją społeczności. to naturalne, ale jednocześnie kładzie na to tak silny nacisk, że kieruje reflektor uwagi na zupełnie nieistotną kwestię, niejako zapominając o swoich bohaterach. na przestrzeni całego tekstu taka sytuacja powtarza się jeszcze wielokrotnie, a autorka sprawia wrażenie, jakby przyglądała się swoim rozmówcom zza przysłowiowej szyby w zoo i nie do końca ufała wiarygodności przekazywanych przez nich informacji właśnie ze względu na swój dystans.
chasydzi wypowiadający się w reportażu dzielą z autorką wychowanie we wspólnej wierze, choć oczywiście w różnym natężeniu jej obecności. niestety w przeprowadzanych rozmowach dziennikarka daje się ponieść swoim przedzałożeniom wynikającym z wieloletniego życia w innej mentalności. trudno jej zaakceptować fakt, że to, co według europejskiej kliszy uchodzi za niefeministyczne lub niepostępowe, w pojęciu wiary reprezentowanym przez jej rozmówców wcale nie stanowi nadużycia. na dodatek w kilku fragmentach, gdy opowieści chasydów zdają się nie pasować do odgórnie przyjętej przez autorkę tezy, ta nieetycznie naciska w jej kierunku (np. w kwestii roli, jaką w owej społeczności pełnią kobiety).
biorąc pod uwagę rolę obserwatorki, jaką od początku przyjmuje dziennikarka, to właśnie ten sposób opowieści dominuje narrację. mimo wypowiadania się bezpośrednio, chasydzi zostają tu przedstawieni bardzo opisowo, brakuje im podmiotowości, którą autorka początkowo tak bardzo chciała im dać. jednak w zetknięciu z faktami dziennikarka nie pogłębia całości o żadne wnioski, nie osadza omawianej społeczności w żadnym z współczesnych kontekstów, poza historycznym. dochodzi do sytuacji, w której nawet mając konkretne przykłady reguł rządzących światem chasydów czytelnik nie otrzymuje żadnego wyjaśnienia, jak postrzegają oni ich przyczyny czy sedno.
wywiady przeprowadzone z chasydami to według autorki główne materiały źródłowe, na których bazowała treść swojego reportażu. na końcu załącza jednak również listę wybranych tekstów mających stanowić jego uzupełnienie bibliograficzne. to nieco alarmujące rozwiązanie, zwłaszcza biorąc pod uwagę jego odgórnie przyjętą niekompletność, a także brak przypisów obowiązujący przez całą treść książki. ze względu na fakt, że wśród wymienionych tekstów znajdują się teoretyczne opracowania omówione przez rabinów, to przede wszystkim pochodzą z różnych lat, a to w kontekście dyskutowanych na kartach reportażu kwestii moralnych, obyczajowych czy prawnych może znacząco zmieniać ich wydźwięk, o czym czytelnik nie ma szans się dowiedzieć.
Moja znajomość z tematem ortodoksyjnych Żydów rozpoczęła się od obejrzenia mini serialu Unorthodox, na podstawie historii Deborah Feldman. Zafascynował mnie ten świat, tak odmienny od tego, który znam. Kiedy na rynku czytelniczym pojawiła się kolejna pozycja, Ok, Amen. Miłość i nienawiść w świecie nowojorskich chasydów. byłam pewna, że chcę spojrzeć na ten temat oczami Żydówki, która jest nie wywodzi się z tego środowiska, jest obca. Żydowskie pochodzenie pomogło autorce nawiązać kontakt z mieszkańcami Williamsburga (dzielnica NY) i stworzyć ten reportaż. Nie mogę napisać, że Nina Solomin przeniknęła do tego świata, bo jednak zawsze czuła się obca i tę obcość w niej pielęgnowano. Swoją historię zaczyna od momentu przeprowadzki do NY i nie ogranicza się tylko do tematu Chasydów. Podoba mi się, że snuje opowieść na zasadzie kontrastów, które często podkreśla. Porównuje mieszkańców Williamsburga do otaczających ich innych narodowości. Fascynujące dla mnie jest to, z jakim pietyzmem pielęgnuje się tożsamość religijną i jak przeżyta trauma przechodzi na pokolenia. Każdy Chasyd boi się, że Zagłada może ponownie dojść do skutku, dlatego izoluje się od świata zewnętrznego, uważając go nie tylko za grzeszny i niereligijny, ale także za niebezpieczny. Cała społeczność żyje ściśle ze sobą jak jeden organizm, każdy sobie pomaga, ale także pilnuje się nawzajem, by nie zboczyć ze ścieżki do zbawienia. Członkowie wspólnoty unikają technologii i nie są w stanie odnaleźć się w życiu poza nią, do tego stopnia, że nawet nie marzą o odejściu - bo życie bez zawodu i koneksji jest wręcz niemożliwe. Z kartek wyłania się zaskakujący obraz chasydzkich kobiet. Chociaż według Tory są one na lepszej pozycji i bliżej Boga, to nie mogą brać udziału w wielu świętach, tylko biernie się przypatrywać mężczyznom. Nie mogą zostać Rebem, uczyć się na uniwersytetach, czy studiować Tory. Obarczone za to są zakazami i regułami wyznaczonymi przez religię i męża bądź ojców. Grube rajstopy, peruki, zakrywanie ciała i skromność - tym powinny się cechować. Chociaż dla ludzi z zewnątrz taki sposób życia wydaje się wegetacją, one zdają się tego nie zauważać.
W książce pojawiają się nawiązania i wspomnień o Polce, polskich korzeniach żydowskich, a nawet specjalnie dla nas został napisany wstęp przez autorkę. Nina Solomin w swojej książce daje nam porządny kawał reportażu, który czaruje słowem. Dialogi są jak żywe, a opisy praktyk religijnych i obyczajów fascynują. Podoba mi się, że autorka nakreśla zarys historyczny i przedstawia sylwetki różnych rodów chasydzkich tłumacząc, że ten ruch wiąże się nie tylko z ultraortodoksją.
Znając podstawy tego świata, książka Niny Solomin pozwala na usystematyzowanie wiedzy na temat ultraortodoksyjnych Żydów. Nie wiedząc jednak nic o tym świecie, będzie to dobra pozycja do zagłębienia tematu tak na pierwszy rzut.
Autorka zabiera nas do świata nowojorskich chasydów, do którego normalnemu Kowalskiemu ciężko byłoby się przebić. Jej najprawdopodobniej pomagają w tym żydowskie korzenie i żydowsko brzmiące nazwisko. Na początku poznajemy fakty z narodzin chasydyzmu oraz poszczególnych dynastii (które świadczą o stopniu ortodoksji). Otrzymujemy od Solomin informację na temat kobiet i mężczyzn oraz ich relacji, wykształcenia, stosunku ortodoksów do ludzi świeckich, ludzi innych wyznań, żydowskich gojów czy homoseksualizmu, a także obchodzenia konkretnych świąt w tym specyficznym środowisku.
Nina Solomin poprzez historie konkretnych ludzi i rodzin pokazuje tych ultraortodoksyjnych i ich sposób patrzenia na świat, takich którzy się na pewnym etapie życia nawrócili, takich którzy odeszli z tego hermetycznego środowiska oraz tzw. rebeliantów.
Poznajemy także podejście chasydów do tematu II WŚ, tego jak z perspektywy czasu jest postrzegany przez nich Holocaust.
Co było dla mnie super w tym reportażu? Szczególnie to, że Nina Solomin zabiera nas do tego świata, walczy o te historie. Poznajemy ją w momencie kiedy próbuje przebić się przez barierę świata tych ludzi. Przechodzimy z nią przez etapy od odrzucenia, aż do tolerancji jej w środowisku chasydzkim. Autorka przedstawia nam ten świat tak jak został przez nią zapamiętany i odczuty na własnej skórze.
Czego mi zabrakło - wydarzenia w książce są informacjami sprzed roku 2000. Sądziłam, że może autorka w zakończeniu skontrastuje to z teraźniejszością, że pokusi się o dokonanie kolejnego researchu tego środowiska, wykazaniu zmian jakie zaszły u nich i czy w ogóle zaszły przez te ponad 20 lat idąc tropem postępu cywilizacyjnego. Stąd 4gwiazdki, a nie 5.
Som ateist förundras jag över dem som viger sitt liv åt religion. Jag kan inte förstå det. Därför gillar jag dessa böcker, att få insikt i liv så långt bort från mitt och se vad som driver dem. Jag fascineras över deras förmåga att kunna leva ett isolerat liv mitt i New York, men skräms av den sekt de format med strikta regler.
Boken gav mig insikter i en värld jag inte kände till, chassidiska judar i Williamsburg, New York. De lever bokstavstroget enligt Torah, vilket innebär att moderniteter inte får användas, utbildning sker enbart inom sekten och strikt könsseparation nyttjas. Bokens författare, Nina Solomin, lyckades ta sig in i det chassidiska samhället och följde under en tid några olika familjer och personer. Det blir lite uppstyltat efter ett tag, med berättelse på berättelse om de olika familjerna och, tyvärr, brist på reflektion från författaren, det var trots allt hennes egen judiska bakgrund som drev henne.
Det är ett fascinerande ämne, och boken beskriver familjerna med respekt och värme, men som sagt, egna reflektioner hade kunnat höja boken.
"Ok, amen: Om kärlek och fientlighet i chassidiernas New York av Nina Solomin har berört mig mycket. Jag blev enormt berörd av denna bok. En värld så främmande och så annorlunda. En värld där individuell frihet är farligt och dåligt. Gruppens normer är inte ett val det är ett krav. Om en familjemedlem inte följer kan det påverka övriga familjemedlemmars anseende. En av personerna i boken Sam gjorde extra stort intryck på mig. Hur han blev ett problem som barn för att han ställde frågor. Även fru Cohen är en person som jag blir berör mig starkt. Hennes värme gentemot Nina och den kärlek och omtänksamhet som verkar prägla henne. Sammantaget en väldigt omtumlande bok för mig och lärorik. Genom boken har jag fått mer kunskap om judiska helger och traditioner. Boken är utmärkt uppläst av författaren Nina Solomin. Jag rekommenderar boken varmt.
Ta książka opowiada o podróży Niny Solomin do świata ultraortodoksyjnych Żydów z Williamsburga w Nowym Jorku. To opis walki o akceptację w społeczności, która nie jest zbyt przyjaźnie nastawiona do niereligijnych Żydów i gojów. Autora ukazuje historię, zwyczaje i święta. Sama jest Żydówką, ale nie była akceptowana przez chasydów, trudno było jej wejść w tę społeczność. Dopiero zbieg okoliczności na to pozwolił.
Najbardziej podobała mi się historia Sama, młodego chasyda, który krytykował reguły religii. Przez swoją buńczuczność społeczność krytykowała go i źle traktowała. Wiedziałam, że to hermetyczna i przekonana o swojej wyjątkowości społeczność, ale nie miałam pojęcia, że tak mało wiedzą o świecie, nie mają pojęcia, skąd wzięły się ich tradycje czy zwyczaje. Tak bardzo boją się nowoczesności, że zabijają u młodych ludzi ciekawość świata. Wiara według nich to wyrocznia.
Nina Solomin har en jävla förmåga att få en att slukas in i världen hon skriver om och som hon själv befann sig i. Hon är noga att beskriva exakt hur chassiderna hon träffar klär sig, hur deras ansiktsdrag och personlighetsdrag är, som gör att det känns som att man själv pratar med dom och ibland att man har ett personligt band till dom.
Hon försöker också emellanåt sätta fingret på förändringar och i fokus är då gentrifieringen av Williamsburg och när man läser om förändringen som pågick redan får en att undra: Finns den judiska bosättningen kvar? Eller har dom också tvingats flytta?
Tyvärr har Nina bara skrivit 2 böcker, men med den här nivån av skrivande så hoppas jag innerligt att hon försöker sig på en till, även om det är många år sen sista boken. Den här boken kommer man helt klart läsa igen.
Jeśli widzieliście serial na Netflixie „Unorthodox” lub czytaliście książkę Deborah Feldman o tym samym tytule, to „Ok, amen” możecie potraktować jako rozwinięcie tematu.
„Ok, amen” ma więcej niż jednego bohatera / bohaterkę. Autorka zamieszkała w Williamsburgu, żeby poznać mieszkańców tej dzielnicy i zrozumieć ich podejście do życia, w pełni ukształtowane silnym przywiązaniem do wiary.
Jak się okazało, nie było to wcale łatwe zadanie. Chasydzi są społecznością mocno zamkniętą i nieufną, minęło więc trochę czasu, zanim udało się nawiązać relację z kimś, kto zwyczajnie chciał rozmawiać. Mimo że autorka sama jest Żydówką, to wcale nie ułatwiało zadania, bo nie żyje zgodnie z religią.
Trochę egzotycznie brzmiały dla mnie niektóre informacje. To życie tak sztywno podporządkowane regułom swojej wiary. Brakuje w tym wszystkim pierwiastka ludzkiego. Nie brakuje za to absurdów, a może nawet i hipokryzji.
W centrum metropolii, jaką jest Nowy Jork, istnieje dzielnica zamieszkana przez ludzi jakby żywcem przeniesionych z XIX-wiecznej Europy Wschodniej. Angielski nie jest ich pierwszym językiem, nie uczą się o ewolucji, biorą ślub w wieku 18 lat i całe życie poświęcają Bogu, z dala od pokus nieodległego Manhattanu. Szwedzka dziennikarka zafascynowana chasydami spędziła rok w Williamsburgu, próbując się do nich zbliżyć i zrozumieć ich świat. Jej relacja jest jak reportaż z egzotycznego kraju, obcego, choć czasami fascynującego, warto się w nią wybrać z ciekawością i bez oceniania.
Pesach is coming och det bara blev så att jag plockade upp den här. Omsorgsfullt utvald att som en av fem få följa med hem från Gästis i Varberg efter vår #rolighetskonferens med #boblmaf tidigare i år.
En väldigt bra reportagebok, så fin och folkbildande läsning. Kan inte riktigt komma på någon faktapocket med liknande nivå sedan Bim Clinells De hunsades revansch. Dessutom skriver Solomin här en riktig New York-bok, för den som på djupet vill förstå ett samhälle.
En personlig berättelse om hur det är att komma in i chassidiernas värd. Författaren berättar på ett levande och respektfullt sätt hur hon upplever det som en person som är jude men inte religiös. Hon vidgar även berättelsen till att låta de personer hon träffar ge sin bild av sin religiositet. Till detta fogar hon en del utvikningar som ger historia och bakgrund till chassinismen. En lättläst bok med ett fascinerande ämne.
Książka jest niemal jak podróż w czasie. Chociaż nie, to złe określenie. Pokazuje jaka mogłaby być częściowo Rzeczpospolita gdyby nie Holokaust.
Bo chasydzi amerykańscy przenieśli na nowy grunt wszystkie, co do joty tradycje, wierzenia, obyczaje, oraz o dziwo, konflikty. Ciekawe spojrzenie w głąb zamkniętej, ortodoksyjnej społeczności, do świata, którego u nas już nie ma.
Riktigt bra om chassidiska judar i New York - om de interna vanorna och livsprinciperna och om slutenheten gentemot omvärlden som paradoxalt nog är anledningen till att ultraortodoxin kunnat blomstra som den gör i New York. Välskrivet och med ett antropologiskt öga.